ostatnie artykuły mamy 438 artykułów

Celibat w kontekstach 16 Autor: Jacek Poznański SJ

Aug19

Przebywając w Niemczech nie sposób nie dostrzec toczącej się debaty nad obowiązkowym celibatem księży diecezjalnych. Impuls do jej ponownego ożywienia dało ujawnienie nadużyć seksualnych duchownych wobec nieletnich. I choć wszyscy doszli już do porozumienia, że celibat nie jest przyczyną tych przestępstw (argument z nadużyć prawie nie pojawia się w dyskusjach), to debata trwa dalej.

czytaj dalej »

Taką piękną uroczystość mieliśmy 0 Autor: Krzysztof Ołdakowski SJ

Aug15

Mija powoli 15 sierpnia, Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Zwraca ona uwagę na jej pełny udział w Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. W Niej, najdoskonalszym owocu ziemi możemy kontemplować to, kim sami się staniemy. Cóż może być wspanialszego dla człowieka od tego orędzia nadziei i pociechy. Dzisiaj przekazy i informacje o znaczeniu tego święta zostały przesłonięte kolejną dawką sporu o krzyż, nie jako symbolu wiary niosącego w sobie miłość i poświęcenie, ale bardziej jako narzędzia walki z przeciwnikiem politycznym. Czy nie zabrnęliśmy już do takiego punktu, w którym nie widać końca konfliktu, a każde zabranie głosu przez którąś ze stron jest interpretowane jako kolejny przejaw niechęci, wrogości i próby wyprowadzenia w pole? Na nic nie zdadzą już apele różnych autorytetów duchowych, pokrzykiwania polityków i połajanki medialnych kreatorów rzeczywistości. Pozostaje chyba powołanie zespołu mediatorów, który spróbuje rozsupłać ten zaplątany węzeł, bo chcąc nie chcąc urządzimy sobie niezły Hyde Park w Warszawie. Nie mam nic przeciwko otwartej debacie w centrum miasta różnych grup społecznych i ścieraniu się odmiennych poglądów. To jest potrzebne. Ale znaczenie krzyża zostało już kiedyś określone dzięki Temu i przez Tego, który oddał na nim życie za zbawienie świata. Warto o tym pamiętać w zażartych dyskusjach, nie wolnych przecież od agresji, niechęci, wzajemnych oskarżeń i inwektyw.

Krzyż. Chętnie tam wracam i obserwuję 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Aug15

17:30, Warszawa, Pałac Prezydencki.

Fragment Krakowskiego Przedmieścia – od strony Pałacu, wraz z jezdnią – jest odgrodzony barierkami, przy których stoi kilku mundurowych. Przechodzić można jedynie chodnikiem po drugiej stronie ulicy. Tam też gromadzą się tzw. obrońcy krzyża (krzyż stoi teraz samotnie). Mobilizują się, przygotowują do czegoś, co ma się zacząć o 18.

Ktoś odmawia różaniec. Niektórzy czują się jak konspiratorzy. Trzech mężczyzn zasłania jednego, który na barierce nakleja dużą naklejkę: białą, z krzyżem na środku i napisem „Wytrwamy” – lekko stylizowanym na logo telewizji o. Rydzyka. Zbierają się chmury. Grzmi. Jedna kobieta mówi, że zaraz Bóg pokaże tych, którzy nie umieją uczcić krzyża.

Tłum obserwuje znany historyk. – To straszne – żachnie się.

Kobiety rozmawiają o policjantach. – Jak oni się zachowują! Wczoraj jeden stał i tylko nabijał się z dziecka za barierką!
– Może jeden tak, ale proszę zobaczyć, że nic nie robią, jest spokojnie.

Być może niektórzy woleliby, żeby „coś” się działo, żeby można było stawić opór. Kiedy przechodzą dwaj policjanci, kilku mężczyzn staje przed naklejką, by ją zasłonić. Tak jakby była zagrożona. Ale nikomu ona nie przeszkadza. Ci, którzy właśnie przychodzą, nawet nie zwracają na nią uwagi. To młodzi ludzie, którzy zamierzają znów robić sobie z tzw. obrońców jaja. Niosą transparent z napisem: „Przenieść Pałac, zasłania krzyż”.

Zbliża się 18, grzmi coraz częściej. Przy barierce grupka obrońców i grupka ich przeciwników. Obrońcy puszczają głośno nagranie, w którym narrator opowiada o ateizacji Polski. Mówi o budowaniu wspólnej Europy, która nie chce odwoływać się do religii. Bo religii jest wiele. Lepszy ateizm, bo jeden – więc może być wspólny. Niebo już czarne, zaczyna padać.

– Niebo płacze – słyszę od obrońców. Oni jeszcze wytrwale słuchają o masonach europejskich, którzy pod rękę z katolewicą, ateizują Polskę. Przeciwnicy krzyża, tak jak i cały tłumek wokół, zawijają się i szukają dachu. Grupa ludzi chowa się w arkadach budynku obok. Jest muzyka, wesoło. W końcu dołączają obrońcy. Nie wytrzymali.

Chodzę tam regularnie, bo nigdy nie widziałem czegoś takiego. Takiej dyskusji ulicznej, w którą angażują się tysiące ludzi; takiego wzmożenia katolicko-narodowego jak obrońców i takiej chęci odreagowania, jaką mają młodzi przeciwnicy krzyża. Autorytet państwa na tym nie traci. Choć przy nieudanej próbie przeniesienia krzyża tak to wyglądało. Traci niewątpliwie Kościół, bo od początku nie wie, co robić. Dla mnie to wszystko jest więcej niż atrakcją lata w mieście. Napisałem już, że uważam to za święto demokracji. Może trochę na wyrost, ale jednak. Takiej demonstracji jeszcze nie było. Chętnie tam wracam i obserwuję.

Kto ma bronić Krzyża? 6 Autor: Jacek Poznański SJ

Aug5

Ostatnie dyskusje wokół krzyża wydają się sugerować, że potrzebna jest poważna refleksja nad krzyżem, nad jego znaczeniem w życiu chrześcijan, a przede wszystkim zwykła katecheza z akcentem na katechezę dorosłych (jest to nagląca sprawa Kościoła w Polsce). Być może brak albo niedostateczna świadomość religijnego znaczenia krzyża i treści, które on ze sobą niesie, jest przyczyną tego, że niektórzy sami sobie to znaczenie konstruują i pustą przestrzeń wypełniają własną treścią. Świadczyłoby to o pewnych zaniedbaniach w religijnym wychowaniu. (Interesujące byłoby też studium nad historycznymi nadużyciami krzyża przez chrześcijan).

czytaj dalej »

Molestowania przez księży nie zamiatać pod dywan 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jul21

Cieszy mnie, że Benedykt XVI w czasie mszy na zakończenie Roku Kapłańskiego przeprosił za pedofilię i wykorzystywanie seksualne przez księży. Chciałbym, by w Polsce skończyła się praktyka zamiatania sprawy pod dywan.

I nie dziwię się krytykom Kościoła, którzy obwiniają całą jego instytucję

czytaj dalej »

Upały szkodzą 3 Autor: Krzysztof Ołdakowski SJ

Jul21

Po przeczytaniu jednego z ostatnich wpisów na blogu dowiedziałem się, że mój język bywa czasami zbyt gładki, co utrudnia polemikę z moimi wypowiedziami. Postanowiłem wziąć sobie do serca tę słuszną uwagę i popracować nad sobą. Może efekty nie będą widoczne od razu, ale intencje mam szczere. Spróbuję odnieść się do atmosfery,  jaka ogarnęła naszym życiem publicznym w ostatnich tygodniach, szczególnie po wyborach prezydenckich. Nie wiem, w jakim stopniu to wszystko jest powrotem “starego” stylu konfrontacji głównych sił politycznych, a w jakim wywoływaniem sztucznych konfliktów na bazie stosunku do krzyża ustawionego przed pałacem prezydenckim. A może po prostu w sezonie “ogórkowym” trzeba wrzucić temat, żeby było o czym pisać i dyskutować. To chyba znaczyłoby, że niektórym mocno zaszkodził upał i przydałoby się, żeby ostudzili głowy w morskiej kąpieli. Zacznę do krzyża, który dla chrześcijanina jest znakiem miłości i zbawienia, w tym również przebaczenia i pojednania. Używanie krzyża jako narzędzia walki z przeciwnikami politycznymi jest świadectwem instrumentalnego traktowania tego świętego znaku. Szacunek wobec niego okazujemy nie tylko dążąc do postawienia go fizycznie w symbolicznym miejscu, ale przede wszystkim poprzez szacunek dla wartości, które on w sobie zawiera m.in. wielkoduszność, służba i oddanie innym. Krzyż to nie tylko dwie skrzyżowane belki, to przede wszystkim uczucia i myśli z nich wypływające. Chciałbym jeszcze jedno słowo powiedzieć o czci dla zmarłych. Jest wiele sposobów na godne pożegnanie ofiar katastrof i wypadków oraz utrwalenie ich pamięci. Niektóre z nich wziązane są z bezpośrednim okresem żałoby. W tym zakresie polskie władze i społeczeństwo zachowały się po 10 kwietnia bardzo godnie. Nie można jednak po odpływie pierwotnego smutku i żalu odgrzewać pamięci o ofiarach, po to, aby rozgrywać swoje akcje przeciwko przeciwnikom politycznym. To jest prawdziwym brakiem szacunku dla zmarłych. Nie raz w historii okazywało się, żę bezwzględna walka o władzę i wpływy odwracała popracie polityczne wyborców i kierowała ich preferencje w inną stronę. Tak całkiem niedługo może się stać. I wtedy po raz kolejny ktoś komuś zaśpiewa: miałeś albo mogłeś mieć…. złoty róg i to nie jeden. Nie narzekajmy jednak ponad miarę. Cieszmy się  z rozsądnych decyzji. Dzięki nim krzyż tak naprawdę ocaleje.

Nieporozumienie 6 Autor: Małgorzata Felicka

Jul11

Siedzę sobie w Paryżu. Patrzę na Łuk Triumfalny, obserwuję kolorowy tłum i myślę o tym, jaki piękny jest świat, w którym kobiety ze wzajemnością kochają mężczyzn a mężczyżni ze wzajemnością kochają kobiety i cieszą się tym, że się pięknie różnią. To dzięki ich miłości rodzą się kochane przez nich dzieci. I to na paryskich ulicach przyciąga moją uwagę: dzieci otoczone opieką wpatrzonych w nie dorosłych.
 I tak leniwie snując rozmyślania nad miłością, myślę jak zachwycająco różnorodne są jej postaci. Na przykład istnieje miłość do rodziców albo do przyjaciółki z młodości albo do jej córki. Te inne miłości są czasami nawet ważniesze niż miłość kobiety i meżczyzny, a często bardzo wzniosłe, ale tamta jest wyjatkowa, bo tylko w jej wyniku rodzą się dzieci.
To tak na marginesie warszawskiej parady równości i imprez towarzyszących. Bo tak w ogóle, to przecież dobrze, że ludzie się kochają i nic mi do tego, kto kogo i za co. Natomiast robi mi się nieświeżo, jeśli wmawia mi się, że jestem homofobem, jeśli twierdzę to co napisałam powyżej. Przecież stwierdzam tylko oczywiste fakty, a muszę się z nich tlumaczyć jakby były moim złośliwym wymysłem.

Chodzi mi tylko o to, żeby jedno od drugiego odróżniać po prostu dlatego, że jest różne i że nie da się zaprzeczać Rzeczywistości bez popadania w absurd. Nie rozumiem, do czego i komu ten absurd jest potrzebny.

O co tu chodzi? Dzieje pewnego zdziwienia. 13 Autor: Małgorzata Felicka

Jun25

Trafiłam do grona autorów tego bloga, ponieważ zwierzyłam się o. Tomaszowi Kotowi, ówczesnemu redaktorowi naczelnemu PP, a obecnie prowincjałowi Prowincji Północnej Zakonu Jezuitów w Polsce (pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że nie pokręciłam brzmienia tej funkcji), że lubię pisać krótkie formy i że nie muszę za to dostawać pieniędzy. Blog właśnie powstawał i ustaliliśmy, że – jeśli  będzie mi pasował – mogę do niego pisać. W ciągu pierwszego miesiąca istnienia bloga zorientowałam się, że to może być miejsce na fantastyczną – bo merytoryczną a zarazem nieskrępowaną – dyskusję, w której można będzie konfrontować swoje przekonania, ale też wątpliwości i niepokoje, ze zdaniem innych myślących osób, w tym ze zdaniem inaczej myślących osób. Pomyślałam, że – być może – powstaje coś na kształt współczesnego Areopagu.  Wydało mi się to miejsce wyjątkowe również przez to, że stanowi swego rodzaju wykwit Przeglądu Powszechnego.

I właśnie dzisiaj rano postanowiłam dać wyraz rozczarowaniu. Cóż to za rozczarowanie? Przede wszystkim dotyczy ono Was, Ojcowie Jezuici. Nie ma Was tu. Gdzie jesteście? Do jakich mysich dziurek pochowaliście się? Co w nich robicie? Dlaczego nie rozmawiacie z Waszymi owieczkami? Po co uczycie się co najmniej trzynaście lat? Żeby dumnie nosić głowy czy żeby tymi głowami służyć? A może macie (wszyscy) jakieś szalenie ważne zadania, przy których roztrząsanie spraw dotyczących wiary, wspólnie z poszukującymi sensu świeckimi, blednie. Jeśli tak, to czy mogłabym dowiedzieć się, jakie są to zadania? Minął właśnie Rok Modlitwy za Kapłanów. Miliony wiernych przez cały rok modliło się o dobrych pasterzy. Ja również w tym miejscu o to proszę. Nie zostawiajcie nas samych, uwierzcie, że jesteście nam potrzebni. (Gdyby ktoś chciał mieć do mnie pretensję o użycie zaimka pierwszej osoby liczby mnogiej – że niby, kto mnie do tego upoważnił i kim są ci „my” – wyjaśniam: mówię w imieniu swoim i co najmniej czterech osób, z którymi na ten temat rozmawiałam. Liczę też, że takich osób jest więcej.)

Konkretnie chodzi mi o to, że nie wiadomo, o co w tym blogu chodzi.

czytaj dalej »

Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki – myśli z drugiego planu 1 Autor: Małgorzata Felicka

Jun7

Ten dzień rozpoczął się w nocy. Wracaliśmy pośpiesznie z Wilna, żeby zdążyć na rozpoczynającą się rano uroczystość. Czekała na nas zalana piwnica i zalany ogród. Ale nic to. Kładę się spać późno, a o piątej budzi mnie śpiew ptaków. Długo namyślam się, jak mam się ubrać, żeby kochanego księdza Jerzego uhonorować, ale żeby było mi wygodnie. Wyruszam wcześnie, bo chcę spokojnie dojść  przez las do metra, być na Mszy u św. Andrzeja Boboli, a potem dojechać na plac Piłsudskiego. Po wyjściu z lasu waham się przez chwilę, którą ścieżką przemierzyć wertepy oddzielające mnie od Ursynowa. Wybieram tę biegnącą w prawo, chociaż niepokoi mnie figura faceta z psem, który stoi z boku ścieżki w zaroślach. Odmawiam różaniec, więc co mi tam. Po chwili pies, bezskutecznie powstrzymywany okrzykami swojego pana, gna w moim kierunku i skacze na mnie zabłoconymi łapami. Nie jest groźny, nie przestrasza mnie. No tak, ale na nic moje strojenie się. Oglądam spodnie: na jasnobłękitnym tle widnieją teraz brązowe plamy rozmazanego błota. Mówię właścicielowi:

-Proszę pana, jaka ja teraz jestem brudna! czytaj dalej »

Kto posiadł ducha Soboru? 0 Autor: Jacek Poznański SJ

May30

Teologia to tylko jeden z punktów odniesienia w chrześcijaństwie i aby dobrze spełniała swoją rolę musi być umieszczona w szerszym kontekście życia Kościoła i rzeczywistości wiary.

Za pontyfikatu Benedykta XVI dużo się mówi o duchu Soboru Watykańskiego II. Padają pytania, kto go posiada? jaki ten duch Soboru jest? jak się ma przejawiać? Jednak we wszystkich próbach odpowiedzi warto pamiętać, że nie ma innego ducha Soboru niż Duch Święty. Jeżeli jest jakiś duch Soboru, za którym należy pójść, i którym trzeba się inspirować, to jest to Duch Święty. Ducha Świętego jednak nie da się uchwycić. Żadna z grup, stronnictw polityczno-kościelnych, czy kierunków teologicznych nie może twierdzić: „to mamy Ducha Świętego w posiadaniu”. To raczej Duch Święty nas posiada.

czytaj dalej »

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com