Być może każdy z nas, gości i autorów “Blogu Powszechnego”, interesuje się jakąś “cudzą” kulturą. Warto przecież upodobać sobie jakiś kraj, region czy naród – i zgłębiać jego historię, poznawać tradycje. Zapewne znajdzie się w bliskim otoczeniu jakiś germanofil, rusofil czy frankofil; zdarzają się między nami miłośnicy kultur starożytnych. Odkrywamy urok obcego języka, staramy się uchwycić osobliwości mowy. Któż nam zabroni całe lata spędząć nad sztuką – już to skandynawską, już to słowiańską albo dowolną inną. To nasze poszukiwanie piękna.
Czasami jednak, kiedy już umiłujemy sobie tę czy inną kulturę – spływają na nas (ale może powinienem pisać tylko w swoim imieniu) wątpliwości, i to zupełnie zasadnicze. Co się kryje za piramidami egipskimi? Jaka była istota poezji tyrtejskiej? Do jakiego stopnia można oddać serce wybranej kulturze? A może po prostu zdać się na obiektywizującą obserwację, skoro taka podejrzliwość obroni nas przed ryzykiem składania hołdu ciemięstwu? Pamiętam, jak na zajęciach z tradycji antycznych czytaliśmy wiersz Zbigniewa Herberta “Przemiany Liwiusza”:
Czytając dzieje Miasta ulegali złudzeniu
że są Rzymianami lub potomkami Rzymian
(…) wszystkie podboje wydawały się słuszne
znaczyły po prostu zwycięstwo tego co lepsze silniejsze
dlatego bolała ich klęska nad Jeziorem Trazymeńskim
dumą napawały przewagi Scypiona
śmierć Hannibala przyjęli z niekłamaną ulgą
(…)
Dopiero mój ojciec i ja za nim
czytaliśmy Liwiusza przeciw Liwiuszowi
pilnie badając to co jest freskiem
dlatego nie budził w nas echa teatralny gest Scewoli
krzyk centurionów tryumfalne pochody
a skłonni byliśmy wzruszać się klęską
Samnitów Gallów czy Etrusków
liczyliśmy mnogie imiona ludów startych przez Rzymian na proch
Czy moralnie jest wielbić określoną kulturę? Może lepiej, bezpieczniej kochać światło na murze, splendor nieba? A może odpowiedzią jest – wiedza plus wrażliwość?