Artykuł

  • 01.11.2007
  • 01:22 AM
  • Dariusz Kowalczyk SJ

Prześladowanie niewierzących? 19

Nov1

Zostałem zaproszony przez TVP Kultura na rozmowę z prof. Ryszardem Paradowskim. Ja miałem być stroną wierzącą w Boga, a Pan Profesor został przedstawiony jako ateista i wolnomyśliciel. Program był nagrywany, ale – jak to mówią w żargonie telewizyjnym – jeden do jednego, czyli z myślą o emisji (3 XI, godz. 17.00) bez żadnego montażu.

Prowadzący tę miłą rozmowę, Jerzy Sosnowski, zadał m.in. pytanie dotyczące religijnego fudamentalizmu. Pytanie zapewne zasadne, ale kojarzenie fundamentalizmu jedynie z religią to odstający od rzeczywistości stereotyp. Wszak jeśli popatrzymy na XX wiek, to charakteryzuje się on ateistycznym fundamentalizmem. Lenin, Stalin, Hitler, Mao Zedong, Pol Pot – to antyreligijni fundamentaliści, którzy realizowali obłędne, mordercze ideologie. Liczba ich ofiar liczona jest w dziesiątkach milionów. Nie widzę więc powodów, aby to przede wszystkim ludzie wierzący w Boga mieli tłumaczyć się z grzechu fundamentalizmu.

Pan Sosnowski zadał też prof. Paradowskiemu pytanie, czy bycie w Polsce ateistą wymaga dużej odwagi. Moim zdaniem tego rodzaju pytanie skrywa kolejny stereotyp, że jakoby w katolickiej Polsce niechodzący do kościoła mieliby być narażeni na szczególne trudności. W szkole, na studiach, czy też w biurze nikt nie czyni wyrzutów z tego powodu, że nie chodzi się na Mszę w niedzielę. Wręcz przeciwnie, szybciej usłyszy złośliwą uwagę ten, kto przyzna się do swojego przywiązania do katolickich praktyk. Innymi słowy, twierdzę, że bycie prawdziwym wierzącym wymaga dziś w Polsce większej odwagi niż opowiadanie antyklerykalnych historyjek.

I jeszcze jedno. W TVP Kultura kilku pracowników zwracało się do mnie per “Pan”. Mimo, że miałem księżowską koloratkę. Nie! nie obrażam się, ale wydaje mi się, że w Polsce zwrócenie się do księdza per “Ksiądz” nie jest jakimś wyznaniem wiary, ale po prostu kwestią kultury i dobrego zwyczaju. Taką samą jak to, że do lekarza mówimy “Panie Doktorze”, a do profesora “Panie Profesorze”. No cóż! niektórzy prawdopodobnie uważają, że użyć zwrotu: “Proszę Księdza”, to prawie tak samo, jak powiedzieć: “Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.

Komentarze przez RSS

19 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Kuba says:

    Zgadzam się z Ojcem, że to raczej z chodzenia do Kościoła częściej się można tłumaczyć niż z niechodzenia; przyznanie się do wiary częściej budzi zdziwienie niż deklaracja ateusza.

    Co innego sprawa fundamentalizmu. Proszę zerknąć np. do polskiej konstytucji, zwłaszcza w artykule 13.: “Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.

    Jasne, że pytanie fundamentalizm nie powinno odnosić się przede wszystkim do religii. Słusznie zauważa Ojciec, że nie ma powodu, “aby to przede wszystkim ludzie wierzący w Boga mieli tłumaczyć się z grzechu fundamentalizmu”. Jednak inne jego formy obecności w życiu społecznym, wg konstytucji chociażby, są zakazane, próbują być eliminowane. Inaczej z fundamentalizmem katolickim, który bywa w Polsce dowartościowywany przez wadze: “Tu jest Polska!”

  2. Tomek says:

    Mnie też się wydaje, że w naszym społeczeństwie to raczej śmiałe i szczere mówienie o wierze wymaga siły charakteru, bo czyha już to zarzut patetyczności, już to mentalnej niesamodzielności. Może zamiast pytać, “czy bycie w Polsce ateistą wymaga dużej odwagi?”, warto zastanowić się, “czy bycie ateistą wymaga odwagi wewnętrznej?”. Wtedy przecież rozważamy kwestię duchową i możemy abstrahować od ogólnospołecznych stereotypów.

  3. Kuba says:

    Jeszcze kilka słów o sposobach zwracania się do księdza.
    Zgadzam się z Ojca stanowiskiem. Ostentacyjny antyklerykalizm wydaje się śmieszny. Pamiętam, kiedy znana i ceniona także przeze mnie dziennikarka na “Szczęść Boże” bp. Pieronka, kończące radiową rozmowę, odpowiedziała “Tak”. Wyszło z tego, w jej wydaniu, groteskowe pomieszanie wielkości z małością.

    Jednak śmieszny – ale i groźniejszy, bo szkodliwy dla Kościoła – jest też przesadny klerykalizm. W tym samym radiu przechodziłem rano do studia, zobaczyłem siedzącego tyłem mężczyznę w czarnym garniturze. Codziennie przychodzili politycy, więc kłaniam się mówiąc “Dzień dobry”. Tym razem był to ksiądz; jego milczenie, milczenie tego biskupa, arcybiskupa, aż paraliżowało.

    Zatem tak samo, jak od dziennikarza spodziewałbym się umiejętności odnalezienia się w sytuacji i uszanowania księdza, mówiąc “Szczęść Boże”, od duchownego – księdza diecezjalnego czy arcybiskupa – powiedzenia od czasu do czasu “Dzień dobry”.

  4. Ola says:

    Ja też uważam, że w obecnych czasach bywa, że trudno jest się przyznać do praktykowania wiary. Jednak spotkałam się z wieloma wyrazami życzliwości i zrozumienia ze strony ateistów. I wydaje mi się, że bardziej szanują oni osoby, które otwarcie i głośno potrafią mówić o swojej wierze, niż wstydzące się i chowające się z faktem, że są np. katolikami.

  5. Quimper says:

    Dla mnie problem pojawia sie wtedy gdy jest sie osobą wierząca i intelektualistą jednocześnie. Nie chodzi o to, że niby rozumowy namysł odwodzi od wiary, ale o to, że dla intekektualistów miejsca w kościele niema… Za wyjątkiem kilku środowisk (np. “PP” czy “Tygodnika Powszechnego”)nie istnieje w Polsce żadne forum (na poziomie!) wymiany poglądów osób związanych z kościołem.
    Kiedy mówie moim niewieżącym znajomym, że jestem katolikiem od razu jestem posądzany o poglądy rodem z Radia Maryja.
    “Bycie katolikiem” niebawem stanie się obelgą – i dopóki nic się nie zmieni w krajobrazie katolickiego życia intelektualnego – …będzie to słuszne!

  6. Kuba says:

    W polskim Kościele jak w lustrze odbija się społeczeństwo. Umownie nazywając, elity zawsze są w mniejszości. To rodzi właśnie tego rodzaju problemy, że jak przyjeżdżają znajomi z Niemiec, to trzeba im tłumaczyć, że Kościół to nie tylko Rydzyk; że abp. Życiński, że list biskupów 1965 itd. A oni i tak wiedzą swoje, bo na potwierdzenie swojej tezy: Kościół=Rydzyk argumentów znajdą więcej.

  7. Gatto says:

    No tak. Może rzeczywiście niewierzący nie są prześladowani. Jednak wolałbym takie stwierdzenie usłyszeć z ich ust. Jakoś bardziej wiarygodnie by mi to brzmiało, niż w ustach osoby wierzącej i jeszcze przynależącej do większościowego wyznania. Czasem poczucie prześladowania, czy prościej poczucia niechęci jest dosyć subiektywne. Tylko czy lepiej komuś tłumaczyć, że nie jest odrzucany, czy lepiej starać się tak postępowac wobec niego by to sam stwierdził?

  8. Mikrob says:

    Troska o to, by w państwie wszyscy czuli się dobrze, prowadzi do takich absurdów jak na Zachodzie, że z jednej strony trzeba chować choinki, które już dawno przestały być symbolem religijnym, by nie urazić uczuć muzułmanów, a z drugiej ranić te uczucia poprzez zakazywanie im zakrywania głowów itd. Nie da się zrobić tak, żeby wszyscy byli zadowoleni i nie czuli się dyskryminowani. Przede wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i z jednej strony nie święcić wszystkiego, nie wieszć krzyży niemal w toaletach, nie montować na kościołach tandetnych pozytywek, które słychać w całym mieście, a z drugiej nie dać sobie wmówić, że krzyż nie może wisieć w szpitalu i że należy pozdejmować wszystkie dzwony.

  9. HAP says:

    Adam Michnik w wywiadzie dla TP 20 maja 2007 r. (http://tygodnik.onet.pl/1547,1410866,dzial.html) mówił:

    „Parę razy już się nabrałem, myśląc, że sytuacja jest beznadziejna. A my żyjemy w kraju, w którym cuda się po prostu zdarzają. Przynajmniej od czasu do czasu. I – co ciekawe – żadne dobro nie zrealizowało się tu do końca, ale i żadne świństwo również nie”.

    Jego ogólną ocenę kraju można rozciągnąć na polityczną poprawność. Nie ogranicza ona bowiem debaty publicznej w takim stopniu, który pewne pojęcia czy zachowania społeczne sprowadzałby do absurdu.

    Kulturowy relatywizm także nie jest w Polsce zagrożeniem. Niektórzy zauważają, że dowodzi tego fakt, iż przeciwnicy poprawności politycznej swoje obawy obrazują w zasadzie tylko na podstawie przykładów z zagranicy.

    Osobliwe zatem, że Polska, kraj dość konserwatywny, nieobarczony problemami związanymi np. z imigrantami, mniejszościami seksualnymi, gdzie Kościół ma duży autorytet, zrodził przeciwników politycznej poprawności walczących w imię zasad wypełniających już w istocie normy myślenia i postępowania.

  10. Drogi Księże Dariuszu,
    przykro mi, że ktoś z moich kolegów z TVP zwracał się do księdza “proszę pana”, bo też uważam to za nietakt. Natomiast co do moich pytań, to proszę jednak pamiętać, że całość naszego programu – w istocie wyemitowanego bez cięć, jak zapowiadaliśmy – dotyczyła funkcjonowania religii w społeczeństwie; dlatego, nie kwestionując istnienia fundamentalizmu ateistycznego, pytałem, zgodnie z tematem, o fundamentalizm religijny, bo on też istnieje. A co do odwagi bycia ateistą – to prowadzący program dziennikarz, tak to rozumiem, ma prowokować rozmowę, odwołując się do znanych sobie poglądów gości, prof. Paradowski zaś pisał właśnie kiedyś o odwadze, potrzebnej do głoszenia w Polsce radykalnej niewiary. Mnie osobiście podobała się zresztą riposta Księdza, że problem leży raczej w braku odwagi do mówienia serio o swoim światopoglądzie. Dodam tylko nawiasem, że o tym, co (ateizm czy wiara) wymaga więcej odwagi, decyduje może nie tyle kraj, w którym się żyje, ale środowisko, w którym do takiego wyznania ma dojść. Sam jako człowiek mniej więcej wierzący spotykałem się w kręgu dziennikarskim z przejawami, powiedzmy, pobłażliwego zdziwienia. Znam jednak opowieści o odwrotnych sytuacjach np. w niewielkim mieście o silnych (i nie zerwanych przez historię!) tradycjach katolickich. Więc bywa pewnie i tak, i tak.
    Pozostaję z wielkim szacunkiem – Jerzy Sosnowski

  11. Maciej Pawel says:

    Jak najbardziej popieram to, co ojciec piszę… Natomiast w kulturę zwracania się do osób duchownych w laickich mediach watpię, niezależnie czy stacja nazywa się TVP Kultura TV Puls…
    Pozdrawiam i czekam na następne nie mniej interesujące blogi…

    Matej

  12. dorosłe dziecko says:

    Powiedzieć do profesora “panie profesorze” jest czymś innym, bo profesor, to tytuł naukowy, którym tytułujemy posiadającą go osobę. Ksiądz natomiast nie jest to tytuł naukowy, ale pełniona funkcja w jednym z wielu związków wyznaniowych zresztą. Do lekarza nie mówi się już dzisiaj “panie doktorze” – mówi się zwyczajne “proszę pana” tak samo, jak do policjanta i do hydraulika. Z drugiej zaś strony nikt przecież zostając księdzem nie przestał być panem, czy zostając zakonnicą – panią, więc nie widzę nic niezwykłego w tym, że ksiądz usłyszy w stosunku do siebie zwrot “proszę pana”, czy zakonnica – “proszę pani”. Każdy jest przede wszystkim osobą a pełniona przez niego funkcja mnie już niekoniecznie obchodzi na tyle by go nią tytułować.
    Ludzie wierzący są wyśmiewani za swoją wiarę? A zna pan kogoś, kto by został wyśmiany za CHODZENIE na religię? Ja nie znam, natomiast zdarzyło mi się doświadczyć nieprzyjemności za nie chodzenie na tenże przedmiot w tym również, od co bardziej wierzących nauczycieli. Poza tym kto wyśmiewa wierzących? Sami siebie wyśmiewają? Przecież jest ich – podobno – jakieś 90 %. :P

  13. Małgorzata says:

    Czy nie jest dostatecznym powodem nazywanie księdza księdzem to, że ksiądz tak sobie życzy? A inne powody to tradycja językowa, i to, że bycie księdzem jest nie tyle funkcją, co tożsamością. Inną tradycją jest zwracanie się do kogoś w tekście używając dużej litery (np Pan a nie pan). To się przyjęło dla zaznaczenia szacunku do adresata.

  14. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Otoz – jak napisalem – nie obrazam sie… Ale zostalem zaproszony do TVP nie jako pan funkcjonariusz jednego z wielu wyznan, ale jako ksiadz katolicki i zakonnik jezuita, ktory – tak sie sklada – obecnie pelni funkcje prowincjala. I wydaje mi sie, ze po prostu do dobrego wychowania nalezy, aby w Polsce w takim przypadku nie udawac, ze koloratka pod szyja to najnowsza moda Versace, tudziez wyraz oryginalnosci jakiego pana goscia. Podobnie pewien rabin nie wydal o sobie dobrego swiadectwa, kiedy do grozil Janowi Pawlowi II palcem zwracajac sie do niego per “Panie, papiez”. Moim zdaniem “dorosle dziecko” rznie po prostu antyklerykalnego glupa i udaje, ze nie wie, o co w ogole chodzi…

  15. Mateusz says:

    Środowisko z którym sie stykam – warszawskiej młodzieży – nie ma pojęcia, co to wiara i praktyka. Wszelkie próby publicznego przyznania się do wiary ( proszę nie mylić tego z jakimiś faryzeuszowym “pokazem” ) i przynależności do Kościoła Katolickiego nie są widziane dobrze… Wtedyu jst pokaz agresjiw białych rękawiczkach – obśmiania, izolowania, itd
    Niewiara – już prędzej jest ok. Ale najczęściej mam do czynienia z “wierzącymi-( w jakąś cześć dogmatów), niepraktykującymi”

    To chyba jeszcze gorsza rzecz…

  16. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Panie, Mateuszu, odwagi w wyznawaniu wiary. Nawet jesli wokol wielu tych, ktorzy w “bialych rekawiczkach” gotowi sa obsmiac kazde przyznanie sie do wiary katolickiej. Dlatego tak wazne jest, aby znalezc sobie formalna lub nieformalna wspolnote, w ktorej mozna spokojnie mowic o wlasnej wierze i przynaleznosci do Kosciola.

  17. Cypisek says:

    Problem w Polsce nie leży w dyskryminajcji czy to ludzi wierzących, czy nie wierzących, ale w dyskryminowaniu ludzi o wyrazistych poglądach.

    Mile jest widziane bycie katolikiem jeśli chodzi o to by wziąść ślub kościelny, czy ochrzść dziecko.

    Natomiast nie jest już mile widziane nie przyjść do znajomego na imprezę w piątek, powiedzieć komuś, że ściągając muzykę/filmy z internetu kradnie, etc.

    Jeśli dla kogoś ważne jest by nie narazić się komuś powinien być lekko- nie za bardzo katolikiem, a napewno nie na serio wierzącycm lub uczciwie przyznającym się do innych poglądów.

  18. Matej Pavel says:

    Dobrze i mądrze jest gdy katolicy znajdą “formalną czy nieformalną wspólnotę, w której można spokojnie mówić o własnej wierze”, ale problem pojawia się wówczas gdy wspólnoty katolickie na szerszej arenie na tzw. Areopagach świata są izolowane lub wręcz zwalczane…

  19. Cypisek says:

    To prawda dla wielu działań przy parafialnych takich jak grupy dyskusyjno-modlitewne, czy roznej masci wspolnot, spora czesc ksiazy podchodzi w sposob nieufny (wtedy nie pomagaja), albo wrogi (wtedy przeszkadzaja)

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com