Nie tylko ciepełko – Dobre czasy dla duszpasterstw 3
“Tamtego wieczoru o 21:37 pod kościołem akademickim św. Anny w Warszawie u zbiegu ulic Miodowej i Krakowskie Przedmieście tłum był tak duży, że władze stolicy zamknęły rejon dla ruchu samochodów. Studenci wiedzieli, gdzie przyjść na modlitwę. Ale fenomen duszpasterstwa akademickiego widać w całej Polsce każdego dnia”.
Korzystam z okazji i zapraszam do lektury tekstu, który pisałem do “Tygodnika Powszechnego”, nr 44. (numer jeszcze do dziś w kioskach – warto się zaopatrzyć, bo zawiera spis chyba wszystkich DA).





Ja w tym temacie mam niestety mieszane odczucia. Wierzę, że są ciekawe grupy DA, ale w moich rozmowach czasami nie mogę zrozumieć zupełnego bezkrytycyzmu osób związanych z DA wobec Kościoła (nie w sensie wspólnoty oczywiście :).
Przestałem również przychodzić do mojego, ulubionego niegdyś, kościoła św. Anny, kiedy odszedł od niego ks. Franciszek Longchamps de Berier, na mszach zaczęły pojawiać się niewybredne dowcipy z mównicy, a studenci z DA eksplodowali za każdym razem śmiechem. To chyba nie dla mnie ;-)
Dla mnie, problem z duszpasterstwem, jakimkolwiek, zwłaszcza chyba neokatechumenatem, pojawia się w momencie, kiedy bywalcy zaczynają uważać tę wspólnotę za lepszą część Kościoła, doświadczającą więcej, będącą na innych prawach itp.; oraz w drugim przypadku – gdy przychodzą z jakimś problemem, mają trudności wynikające z różnych życiowych wypadków i zamiast im sprostać, jedynie pielęgnują swoje słabości.
Dlatego podobało mi się, kiedy o. Szustak z “Beczki” powiedział, że w DA nie będzie nauki, “jak żyć w DA”, ale jak z niego wyjść i żyć na zewnątrz.
“Wypłyń na głębię” nie oznacza “zanurz się” albo i “utop” w modlitwie, ale idź przez życie, które wcale nie ma być łatwe.
Pięknie powiedziane :-)