Artykuł

Widok na Jerozolimę 1

Nov6

(Widok z mojego ona. Dokładniej rzecz biorąc, to widać, gdy się z okna spojrzy w lewo, bo na wprost widać nowe miasto)

Z okna pokoju widzę Jerozolimę, z przeszklonej klatki schodowej wydziału Pustynię Judzką w oddali (Johanna mówi, że przy dobrej widać nawet góry Jordanii). Mieszkam na 8 piętrze, stąd tak dobry widok, no i dużo w tym szczęścia, bo mogłyśmy mieć okna na podwórze naszego studenckiego blokowiska. Na blokowisko też nie ma co narzekać, podobno to najlepszy akademik w mieście. A my mamy stąd 15 minut marszem na kampus.

Mieszkam z trzema Izraelkami i Niemką. Z moich Izraelek tylko jedna tu się urodziła. Bella jest z Rosji, gdzieś z Kaukazu, ale przyjechała, jak miała roczek wiec w sumie jest tu od dziecka, ma osiemnaście lat, zaczęła studia jeszcze przed armią. Diana zrobiła aliję z mamaą z Bułgarii jak miała 16 lat. To dlatego, choć jej matka mieszka pod Tel Avivem, wolała zacząć studia w Jerozolimie – tu przynajmniej zdarza się śnieg, a ona tęskni za śniegiem i za okresem świątecznym w Bułgarii.

Diana studiuje chemię farmaceutyczną, jest na ostatnim roku. Johanna przyjechała z Heidelbergu na rok, studiuje nauki polityczne i judaistykę, chce zostać specjalistką od relacji niemiecko-izraelskich, ma 22 lata. Shiran ma 24 i jest świeżo po wojsku, tak jak Bella zaczyna dopiero studia, i tak jak ona studiuje ekonomię i księgowość. Z Shiran kontakt mam najgorszy, może dlatego, że wykopała mnie z szafki, którą już wcześniej zajęłam, tzn. przełożyła moje rzeczy – bez pytania – do innej.

Ustąpiłam, bo nie chcę się na początku kłócić, ale to dobrze nie wróży naszemu współmieszkaniu. W ogóle cała organizacja wspólnego życia i przestrzeni pięciu nieznanych sobie osób jest wyzwaniem. Podział półek w lodówce przebiegł bez przelewu krwi, ale łatwo nie było. Rozbija się głównie o to, że Shiran i Bella w przeciwieństwie do Johanny i mnie mają silną potrzebę podziału terytorium. Shiran zamyka nawet pokój na klucz, co już jest pewnym afrontem.

Dla odmiany z Johanną i Dianą dogadujemy się bardzo dobrze. Czasem sobie razem gotujemy, dzielimy się sprzętami i naczyniami (a raczej Diana pozwala nam używać swoich, bo my nie mamy za wiele). Zatem, jeśli o konfigurację współmieszkańców, jest pewna równowaga. Nawet udało nam się ostatecznie dogadać co do internetu, tak żeby założyć jeden bardzo szybki kabel i kupić wspólnie router bezprzewodowy, bo tak będzie najtaniej, więc istnieje szansa że będziemy go może miały za tydzień w domu.

To co jest niefajne w naszym miejscu zamieszkania to nasz lokalny sklep, jedzenia jest w nim na granicy terminu, warzywa tak brzydkie że nie ma się ochoty jeść. Zżera mnie tęsknota za Mehaneh Yehudah, więc chyba wyprawię się tam w ten piątek…

Jeśli chodzi o studia, to rejestracja poszła gładko i zaskakująco szybko. Spotkanie z opiekunem kierunku było raczej formalnością, podpisał mi listę takich zajęć jakie chciałam. Oprócz gigantycznej ilości hebrajskiego (8h w tygodniu = 4x2h, codziennie z wyjątkiem wtorku) i nieuniknionego Academic Writing – 2 x w tygodniu, chodzę na Wczesne Chrześcijaństwo i Świat Starożytny z Davidem Satranem (podobno jest świetny, zobaczę dopiero dzisiaj czy rzeczywiście), Tematy w Literaturze Żydowskiej w Okresie II Świątyni i Genezę Midraszu. Być może będę chodzić jako słuchacz na Różne Głosy Izraelskiego Społeczeństwa, tak dla ogólnej orientacji co tu się dzieje.

Ludzi ze studiów jeszcze nie znam, dopiero dziś mam mieć pierwsze zajęcia mojego kierunku, do tej pory były to jedynie języki. Ale w tym tygodniu jest kilka spotkań integracyjnych wiec powinniśmy już się poznać. Na razie spędzam czas z Johanną i jej znajomymi, bo ona była tu wcześniej na letnim Ulpanie. Byłam z nią na kolacji u jej chłopaka z Kanady i większość mówiła po francusku, bo przewaga Kanadyjczyków i Francuzów. Ech, po 6 godzinach spotkania wyszłam z mocno odświeżonym francuskim. Cóż było robić, było nas tylko dwoje którzy nie władaliśmy nim biegle, więc słuchaliśmy co mówią i tylko odpowiadaliśmy po angielsku.

Skoro mowa o językach, to mały przystanek na hebrajskim. Otóż wiem, że żeby skończyć tu studia muszę zdać egzamin z hebrajskiego, ale jeszcze nie wiem na jakim poziomie. Chodzi źle wróżąca plotka że to musi być poziom waw, czyli 6-ostatni, podczas gdy ja jestem na alef 0, czyli najbardziej podstawowym pierwszym. jeszcze nie sprawdziłam czy tak właśnie jest, ale to bardzo prawdopodobne. I to mnie martwi, bo oznaczać to będzie niechybnie konieczność zrobienia zimowego i letniego ulpanu, nawet jak ładnie się będę uczyć na bieżąco :-( Nie chcę tu siedzieć w lato przez 2 miesiące i jeszcze jak jest tak wściekle gorąco chodzić na 5 h zajęć hebrajskiego dziennie….. :-(

Komentarze przez RSS

Jest jeden komentarz dla tego wpisu

  1. Czekam na więcej. Powodzenia!

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com