Doktor Szczegóła, tezy ogóła 2

W czwartek, 8 listopada, poszedłem do PAN na panel dyskusyjny “Socjologia polska wobec wyborów 2007″. Sesję poprowadzili Barbara Fatyga (UW) i Piotr Gliński (PAN). Udałem się do Pałacu Staszica z nadzieją na zapoznanie się z próbną – bo przecież niewiele minęło od 21 października – analizą socjologiczną tych ciekawych (choć każde są ciekawe) pod wieloma względami wyborów parlamentarnych.
Wyszedłem z trwającej ponad trzy godziny dyskusji rozczarowany. Najpierw pewien socjolog wygłosił – publicystyczną w gruncie rzeczy – tezę, potem większość rozmówców się do niej odwoływała, polemizowała, niepotrzebnie trwoniąc swoją energię. Na szczęście jednak przebiło się także kilka interesujących spostrzeżeń.
Zanim do tego doszło, miało się wrażenie, że dyskusja toczy się nie pomiędzy socjologami, ale publicystami. Dr Lech Szczegóła stwierdził, że przez ostatnie 18 lat dokonał się pełny obrót sceny politycznej, czego korzystnym efektem jest ukształtowanie systemu partyjnego o znamionach dojrzałości i konsolidacji, klarownego podziału sceny politycznej na dwie duże i dwie małe partie.
– Scena polityczna się upraszcza – powiedział dr Szczegóła. – Jej podział na pewno odtworzy się w przyszłej kadencji. – Jego zdaniem, będzie nawet jeszcze trwalszy, mówił w perspektywie wielu lat w przyszłość. Wg dr. Szczegóły, obecny układ polityczny odzwierciedla naturalny podział społeczeństwa.
Z dwóch powodów uważam te tezy za fałszywe: po pierwsze, wybory nie pokazały, jak dzieli się polskie społeczeństwo (bo wiele osób mogło głosować na PO tylko dlatego, by skutecznie odsunąć PiS od władzy); po drugie, geograficzny podział zwolenników różnych partii, na co powoływał się dr Szczegóła, nie jest kluczem, który pomaga w analizie tych zwłaszcza wyborów (taki sam rozkład głosów powtarzał się przez kolejne lata, kiedy wygrywała raz prawica, raz lewica).
Zatem, moim zdaniem, jego wystąpienie miało charakter publicystyczny. Podobnie jak następne, dr. Antoniego Dudka, który stwierdził, że „młodzież dała się nabrać na brutalny język polityków”, i dlatego poszła głosować. Chociaż zgadzam się, kiedy mówi, że wcale nie było niebywałej frekwencji, a ostatnie wybory, wbrew powtarzanym opiniom, nie były najważniejsze od 1989 r. (z tym, że on za takie uznaje wybory z lat 1993 i 2005, a ja żadnych).
Stawianie słabych hipotez albo głoszenie tez publicystycznych obniżyło znacznie poziom dyskusji. Dlaczego socjolodzy idą w tym kierunku? Ich atut to umiejętność przygotowania merytorycznej analizy, a wolą, mimo braku dowodów, kategoryczne stwierdzenia odnoszące się do przyszłości. Co to ma wspólnego z socjologią jako nauką o zachowaniach grup społecznych?
Dr Szczegóła, po wysłuchaniu polemik, wytłumaczył się mówiąc, że woli stawiać tezy „błędne niż mętne”; że lepiej uczyć się na błędach. Cichy głos z sali sugerował zachowanie skromności…
Ciekawe spostrzeżenia miała dr Krystyna Szafraniec, która nawiązała do aktywność internetowej młodzieży i mówiła, że młodzi poczuli wspólnotę (która jednak raczej się nie utrzyma).
Padła opinia, że młodzi poszli na wybory jak Flash mob, a nie grupa społeczna.




Doktor Szczegóła, tezy ogóła, wynik żenuła. Nie wiedziałem, że naukowcy z PANu też mają ciągoty do przesadnego upraszczania sobie życia.
Wydaje mi się, że niektórych – bo nie wszystkich – socjologów oczarowały media. Sami je krytykują, zwłaszcza ich rosnący wpływ na zachowania, w tym przypadku wyborcze, Polaków. Ale naukowcy ci niestety także podporządkowują się logice mediów. Chcą być wyraziści i błyskotliwi, lecz nie zauważają, że pozbywają się swoich rzeczywistych atutów. Nie liczy się już wiedza i rzetelność, ale to, jak wypaść przed publicznością. Nie chcę generalizować, bo byłoby to krzywdzące. Ale spłycenie intelektualne medialnych naukowców widać gołym okiem.