Pogardzany przecinek 12
Przeciętny użytkownik języka polskiego interpunkcją, czyli w praktyce przecinkami, najczęściej w ogóle się nie przejmuje. Dobrze, jeśli wie, że przecinek stawia się przed “który”. Jednak o tym, żeby wiedział, że najczęściej zamyka się nim zdanie podrzędne rozpoczynające się od “który”, raczej nie ma co marzyć. Co gorsze, to lekceważenie interpunkcji – widoczne zwłaszcza w Internecie – zaczyna obejmować również środowiska, w których kiedyś było to nie do pomyślenia. Niedawno przeczytałem wydaną w prestiżowej serii książkę teologiczną, dotyczącą skomplikowanych problemów i napisaną niezbyt prostym językiem. Można by się spodziewać, że w takiej pozycji interpunkcja będzie wręcz wzorowa, tymczasem niewiele zdań podrzędnych było w niej zamkniętych przecinkiem, a zdarzały się i takie: “Stąd też teologia, która jest słowem o Bogu o ile ma spełniać swoje zadanie adekwatnie musi sama stać się dyskursem eschatologicznym”…
Może nie jest to jednak wielki problem, skoro nawet językoznawcy błędy interpunkcyjne traktują jako zewnętrznojęzykowe? W końcu przytoczone zdanie da się przeczytać i zrozumieć. Jednak nie zawsze jest to takie proste. Można się o tym przekonać zwłaszcza wtedy, gdy przeniesie się na papier język mówiony. Jak ważne są wówczas znaki interpunkcyjne, pokazuje taki fragment, w którym wszystkie zostały opuszczone: “nie zgadzam się z panem że jest to nieprawidłowa koncepcja nie wydaje mi się że bardzo słusznie najpierw zebraliście państwo informacje o najważniejszych sprawach ustaliliście możliwości finansowe a teraz to przedstawiacie”. Gdy kiedyś pewnej grupie osób zaproponowałem ćwiczenie polegające na wstawieniu w tym tekście znaków interpunkcyjnych, okazało się, że poszczególne osoby wstawiały je w bardzo różnych miejscach (czytelników zapraszam do spróbowania własnych sił), co sprawiało, że rozmaity był sens wypowiedzi.
Z jednej strony są więc sytuacje (mam nadzieję, że ciągle jeszcze tak jest), w których po prostu nie wypada nie znać i nie stosować zasad interpunkcji, a z drugiej umiejętne ich wykorzystanie pozwala podnieś komunikatywność tekstu. Jednak o pożytkach płynących ze znajomości tych zasad raczej mamy małe szanse się przekonać, bo interpunkcję lekceważą nie tylko zwykli użytkownicy języka. Z dużą niefrasobliwością traktują ją również polscy nauczyciele w podstawówkach, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych. Co więcej, podobnie jest w szkołach wyższych. Kontakty z ich absolwentami przekonały mnie, że można być nawet magistrem polonistyki i nie znać tych zasad. I obawiam się, że nieprędko polubimy i docenimy przecinki, jeśli nadal będzie negatywna selekcja do zawodu nauczyciela.





Nihil novi sub sole. Nad upadkiem obyczajów w kwestii stosowania przecinka biadał sam Tadeusz Boy-Żeleński, a było to oczywiście przed wojną. W zbiorze jego felietonów można znaleźć piękny traktat o nieprawidłowym stosowaniu przecinków w literaturze i prasie.
PS. Żeby prawidłowo stosować przecinek w języku polskim, nie trzeba być polonistą. Wystarczy umiejętność logicznego myślenia.
Można nie znać ani na polonistyce, ani na dziennikarstwie. Istnieje np. tendencja do stawiania przecinka uznaniowo – “bo tam bym zrobił pauzę”.
Zgadzam się – logiczne myślenie dobrze uzupełnia w tej materii wiedzę.
Pauza to pauza, a przecinek to przecinek.
Mam watpliwosci co do ego jezyka w internecie. Rozumiem, ze od internetowych serwisow informacyjnych wymaga sie poprawnosci, ale nie wymagajmy, ze ludzie – chocby piszac posty na tym blogu – tak strasznnie przejmowali sie bledami.
Przecinek rzeczywiscie podnosi komunikatywnosc tekstu i w sumie wartogo stawiac – troche inaczej jest z mala i wielka litera czy polskimi znakami. Mnie sie podoba ze moge sobie napisac “paryz” (chodzi o miasto – to tak dla tych co z powodu dziwnej ortografii nie zrozumieli) w necie i ze nikomu to nie przeszkadza. To ma swoj urok.
Dodałbym jeszcze, że do tego, żeby prawidłowo stawiać przecinek, wystarczy co jakiś czas przypomnieć sobie zasady interpunkcji opisane w słownikach ortograficznych (chyba najbardziej przystępnie w kalsycznym słowniku ortograficznym Jodłowskiego i Taszyckiego).
Oczywiście, że inną miarę przykłada się do tekstów w serwisach informacyjnych, a inną do postów, które pisze się szybciej, mniej starannie, no i językiem bardziej potocznym. Dlatego wymaganie od ich autorów stosowania się do normy wzorcowej byłoby dużą przesadą, a i norma potoczna może być rozluźniona. Czy jednak aż tak, żeby pisać “paryz”? Mnie się wydaje, że nie, ale kopii o to kruszyć nie będę.
Pisanie “paryz” jest czyms więcej niż tylko internetowa konwencja. To manifest kondycji czlowieka wspolczesnego – jesli ktos sie wysila i w necie pisze “Paryż”, to pokazuje światu, ze jest frajerem, ktory nie nadaza za szybkim rytmem wspolczesnosci, nie czai jej. Pewna doza niedbalosci jest teraz w modzie.
Prosze tego nie ntraktowac jako zlosliwosc(blagam!). Niech moja uwaga bedzie przyczynkiem do zastanowienia sie, co poziom jezyka mowi o sytuacji czlowieka dzisiaj.
Przypomniał mi się warty w tym kontekście polecenia felieton Jerzego Pilcha z Polityki (“Język w fazie żucia”, Polityka – dnia 29.11.2003, s. 108) o „Wypasionym Słowniku Najmłodszej Polszczyzny” Bartka Chacińskiego (Wydawnictwo Znak, Kraków 2003). Oto fragment:
“Otóż połowa internautów w tym kraju pisze nei zamiast nie z powodu dotkliwego matołectwa i skłonności do bełkotu, a nie z powodu twórczego waloryzowania zasady podwójnego przeczenia. Oparty głównie na zasobach tego bełkotu słownik Chacińskiego ma i tę zaletę, że dobitnie uświadamia opinii publicznej, iż dostęp do Internetu powinien być prawnie reglamentowany, najlepiej wydawany po okazaniu świadectwa lekarskiego i za zgodą rodziców. Takie zaś nadzieje, że oto nasz chory świat za pomocą chorego języka wyrazimy, nie powiodły się najtęższym umysłom i największym piórom, jeśli wodzący szponiastymi paluchami po klawiaturach troglodyci mieliby moc narzucania swego nei, nei, nei jako nowej normy językowej, trzeba by stąd natychmiast spier. Na szczęście nie mają. Ich językowe ciemności odzwierciedlają jedynie ciemności ich mózgów, a to, że dzięki internetowi są widzialni, że są ich miliony, nie jest specjalną nowiną, idioci liczebnie od zawsze przeważają”.
Całość tu: http://www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3334170
Dziękuję, Kubo, za przypomnienie tego felietonu Pilcha. Skoro Dzethi chce, żeby jego uwaga była okazją do zastanowienia się, co poziom języka mówi o sytuacji człowieka dzisiaj, to przyznam, że mnie bliższa jest teza Pilcha, że niedbałość językowa jest przejawem “matołectwa i skłonności do bełkotu”, niż teza, że jest ona manifestem kondycji współczesnego człowieka (chociaż nie wykluczam, że w niektórych wypadkach może tak być, a Dzethiego proszę, by nie odnosił moich uwag do siebie). Po prostu to, jak piszemy i mówimy, świadczy o tym, co mamy w głowie i jak traktujemy innych. Przecinków nie stawiamy, bo nie znamy zasad, piszemy “nei”, bo tekstu nie chce się jeszcze raz przeczytać i poprawić literówek, a jeśli chodzi o logikę i poprawność językową wypowiedzi, to co mi tam, w końcu to ja mam rację, a poza tym mam być przekonany o swojej wartości, niezależnie od tego, co inni o mnie myślą. Można oczywiście do tego “matołectwa” dorobić ideologię. Ale czy warto?
Przymykanie oka na kulturę języka w internecie wymusiła chyba konieczność szybkiego pisania, np. na gadu, i to, że rozmawiamy tam głównie z bliskimi, możemy sobie pozwolić na pomijanie zasad. A – jak sam pisałeś w poprzednim wpisie – “język służy do komunikowania się. Jest on narzędziem komunikacji, ale takim, które swoją funkcję spełnia tylko wtedy, gdy wszyscy posługują się nim w przynajmniej podobny sposób”. Jeżeli jest coś takiego jak język internetowy, to ciekawe, jak oddziałuje na ten ogólnie stosowany polski?
Pewnie masz rację, Kubo, z tą koniecznością szybkiego pisania. Można jednak pisać szybko i w miarę poprawnie, jeśli się chce i jeśli się czuje taką potrzebę, no i oczywiście jeśli się wie, co się chce napisać. A co do oddziaływania języka internetowego na polszczyznę w ogóle to pewnie konieczne jest jakieś głębsze studium, być może takie już powstało. Ja taki wpływ zauważam, chociażby w tym, że absolwenci polonistyki nie znają zasad interpunkcji, nie widzą literówek, nie czują potrzeby dbania o porządek w tekście… Skoro w smsach i mailach nie stosują zasad językowych, to w innych tekstach też tego nie robią.
Widziałem jakiś czas temu u mojej młodszej siostry w tekście z języka polskiego emotikony, osłupiałem.
A niedawno słyszałem u kolegi ciekawe wyrażenie: “Zrobić coś dla lol-u” (ang. laughing out loud). Śmieszne to nawet. Ale jeśli usłyszę na ulicy, że coś kogoś rozbawiło do ROFLMAO (rolling on floor laughing my ass off), uznam to za przesadę:)
Ludzie,zastanawiacie się nad poprawnością stawiania przecinka a czy zastanowiliście się ilu internautów rozumie co pisze, ilu ma trudności w posługiwaniu się klawiaturą komputera?Zaobserwowałem pisanie jednym palcem i to w biurach lub bankowych kasach.Dobrze ,że coś jeszcze piszą bo ,bez komputera,zapomnieliby całkowicie o pisaniu.Wprawa przychodzi z czasem.Zastanówcie się ile lat Wy pracujecie z komputerem a ile przeciętny Polak.Niech redaktorzy piszą poprawnie a na przeciętnych ludzi przymykajmy oko nawet jak popełnią jakieś drobne błędy.Inna sprawa,że poprawności pisowni nie uczą ,liczne w internecie ,komunikatory typu GG.Tam liczy się szybkość a nie poprawność, nikt nie zastanawia się nawet nad składnią zdań , nie mówiąc o stosowaniu znaków przestankowych.Ale i to ma dobrą stronę w komunikowaniu się ludzi,ba nawet zawiązywaniu przyjażni i miłości.
Może nie bądzmy tacy rygorystyczni?Niech ludzie pióra dają nam przykład a my od nich uczmy poprawnej polszczyzny.