By krajem rządziła kucharka! Urodziny Barbary Skargi 3

(Piotr Mucharski, prof. Barbara Skarga, Jarosław Kurski, Katarzyna Janowska)
Na 88. urodziny prof. Barbary Skargi (25 X 1919 r.) – obchodzone w „Gazecie Wyborczej” 27 listopada – Adam Michnik recytował Czesława Miłosza, po czym odniósł się do Włodzimierza Lenina, który marzył o kraju rządzonym przez kucharkę i zapewnił, że wszyscy obecni odczuwają drobnomieszczańskie przywiązanie do jubilatki.
Cieszę się ze spotkań z osobami, które budzą naturalny szacunek, uczą spojrzenia na świat z dystansem; przez które przemawia życiowe doświadczenie, zwłaszcza biografia naznaczona piętnem, którego moje pokolenie nie jest w stanie pojąć. Cieszę się także, że potrafimy szanować i czcić osoby starsze.
Naczelny „Gazety” nawiązał swoimi życzeniami do wspomnień, którymi dzielili się z obecnymi przyjaciele prof. Skargi. Jej umiejętności kulinarne wychwalał zwłaszcza prof. Juliusz Domański. Prof. Leszek Szczucki uznał ją natomiast za jednego z najlepszych kierowców. Prof. Janusz Tazbir opowiedział anegdotę: „Wypiliśmy trochę wina, a Barbara Skarga mówi, że mnie odwiezie. Już się boję, a ona: Janusz, skąd w tobie to drobnomieszczańskie przywiązanie do życia?!”
– Nie liczyłam na takie komplementy, że jestem kucharką i szoferem – skwitowała prof. Skarga. I przyznała, że samochodem jeździła już przed wojną, ale – bez prawa jazdy.
Rozmowę z jubilatką oraz Katarzyną Janowską i Piotrem Mucharskim, autorami wywiadu-rzeki z Panią Profesor „Innego końca świata nie będzie”, prowadził Jarosław Kurski.
– Jakie Pani ma właściwie poglądy? – zapytał. Prof. Skarga: – Jeśli socjalizm rozumiemy jako przewagę systemu nad jednostką, to jestem na to zbytnią indywidualistką; jeśli natomiast jako egalitaryzm, równość, zniesienie feudalizmu (który przed wojną zachował się w pewnych formach), jestem jak najbardziej za.
– Nie mamy dobrych polityków, mężów stanu – mówiła Pani Profesor. – Mężem stanu był Giedroyc, choć nie miał żadnej władzy.
Dzieliła się refleksją: – Człowiek nigdy nie jest sam, ale jest samotny.
– W trudnych sytuacjach nie można ludzi oceniać czy potępiać.
O sobie: – Ja się zajmuję filozofią, ale zajmować się można różnymi rzeczami. Można napisać artykuł, a można „Krytykę czystego rozumu”.
Piotr Mucharski mówił, że straszył Barbarę Skargę, że zatytułuje wywiad z nią „Same śmieszne historie”: – Mówiła, że śmiesznie było, kiedy „przenieśli mnie do łagru”… Może Pani Profesor nie chce uznać się za ofiarę, przyjmować postawy roszczeniowej – zastanawiał się redaktor „Tygodnika Powszechnego”. Prof. Skarga: – Nie używam słowa „ofiara”.
Piotr Mucharski wyjawił także, że tytuł miał brzmieć „Bestia metafizyczna”. Ale jego bohaterka się nie zgodziła; nie chciała, żeby ludzie myśleli o niej w ten sposób.
– Pisaliśmy przez rok, z czego pół roku zajęło nam przekonywanie do spotkań – wspominała pracę nad książką Katarzyna Janowska. – Pani Profesor mówiła do słuchawki bez nadziei w głosie: „Pani Katarzyno, przyjeżdżacie…”
Barbara Skarga użyła jednak słowa „ofiara”: – Czułam się ofiarą samej siebie (bo się zgodziłam na rozmowy), ale też tej dwójki. Jednak oni potrafili ze mną rozmawiać. Dochodziłam do wniosku, że warto opowiedzieć o tej odległej epoce, o której już mało kto wie. I byłam im wdzięczna, że stawiali pytania.
Katarzyna Janowska: – Pierwszy raz to słyszymy. A na rozmowy namawialiśmy przez 8 lat.
Profesor Skargę ucieszyła liczba gości; że – jak mówiła – „sami swoi” przyszli, mimo tak brzydkiej pogody. Rozmowy słuchało się bardzo miło, była przy tym pouczająca. Po niej – życzenia, „Sto lat”, zaintonowane przez Adama Michnika „Dwieście lat!”, tort.
Cieszę się ze spotkań z osobami, które budzą naturalny szacunek, uczą spojrzenia na świat z dystansem; przez które przemawia życiowe doświadczenie, zwłaszcza biografia naznaczona piętnem, którego moje pokolenie nie jest w stanie pojąć. Cieszę się także, że potrafimy szanować i czcić osoby starsze. Niedawno pochowałem dziadka – przepraszam za sentymentalizm – teraz osoby starsze budzą we mnie jeszcze większy podziw i szacunek.

(mówi prof. Janusz Tazbir, z lewej Helena Łuczywo i Jerzy Illg)





Można sobie życzyć, żeby znaleźli się uczniowie, skoro są nauczyciele. Ale ilu ich – nauczycieli cieszących się autorytetem społecznym, w rodzaju Skargi, Bartoszewskiego – jest wciąż wśród nas?
Niewielu? Tadeusz Mazowiecki, Karol Modzelewski, Lech Wałęsa, Leszek Balcerowicz, Adam Michnik. Są autorytety polityczne, naukowe (choćby Jan Baszkiewicz, Jerzy Jedlicki, Leszek Kołakowski), zawodowe (np. Adam Szostkiewicz), rodzinne… Trochę głupio tak wyliczać. Jest – że tak powiem, choć Ty, Tomku na pewno wiesz – w czym wybierać.
Warto tylko wyrabiać w sobie zainteresowanie przykładem takich osób.
Oczywiście, że autorytetów w naszym kraju nie brakuje. A nawet sądzę, iż zapotrzebowanie na nie nawet ciągle rośnie. Można to zobaczyć kiedy są organizowane spotkania z wielkimi autorytetami tego świata. Myślę, że nie ma sensu mówić, więc o kryzysie autorytetu a raczej o kryzysie i powierzchowności rozumienia tego kim i czym jest, czy też powinien być, autorytet. Założenie, że mamy przed sobą autorytet powinno zawierać w sobie przede wszystkim “założenie jego doskonałości”. Tak, więc jest to założenie, iż ma On Nam do zakomunikowania prawdę. Jest to założenie mocne dotyczące formy i treści tego co jest Nam komunikowane. Dopiero gdy uczynimy takie wstępne chociażby założenie, możemy je krytycznie poddać weryfikacji. Wówczas będziemy w stanie ze względu na przystawalność, lub nieprzystawalność do Naszego ideału autorytetu ocenić prawdę która się nam właśnie przedstawia.