Artykuł

Jeśli chodzi o cuda 4

Nov28

Jeśli chodzi o cuda, to jestem świadkiem, że się zdarzają. Nawet dziś słuchałam opowieści o cudzie. Opowiadała wdowa, matka dorosłych dzieci o tym, ilu trzeba było „przypadków”, żeby spotkała mężczyznę, który cudownie odmienił jej wdowie życie. Życie, które wydawało się jej definitywnie puste i skończone. Trzeba było widzieć blask jej oczu, żeby nie wątpić w ten cud.

Frapuje mnie cud komunikacji. Najpierw tego, że ludzie mają nieodpartą potrzebę wyrażenia siebie, swoich myśli i odczuć. I to nie takiego sobie zwykłego wyrażenia w przestrzeń, ale takiego, które poszukuje słuchacza lub widza. Do tego, żeby potrzeba ekspresji została zaspokojona, niezbędny jest człowiekowi rozumiejący i uważny odbiorca. Ktoś, kto odczytuje komunikat i umie na niego odpowiedzieć. Jak silna musiała być ta potrzeba, skoro wykształcił się język! A nawet niezliczona liczba języków: przede wszystkim mowa i pismo, język gestów, symboli i mitów, muzyki, tańca, rytuału. Ci, którzy mówią tym samym językiem trzymają się razem, bo chcą wymieniać się znakami. Chcą widzieć reakcję na swoje komunikaty i chcą odpowiadać na komunikaty innych.

Jesteśmy do tego tak przyzwyczajeni, że o tym, iż jest to cud przekonujemy się dopiero wtedy, gdy z jakiegoś powodu ten proces ulega zakłóceniu. Ze zdumieniem i bólem towarzyszymy autystycznemu dziecku. Nie możemy uwierzyć, że tak może być, iż nie ma komunikacji. A ile zranienia pociąga za sobą to, że bliska osoba nie chce słuchać ani rozmawiać, bo straciła nadzieję na możliwość porozumienia.

Z drugiej strony, uwielbienie dla ludzi mediów: różnego rodzaju gwiazd kina, sztuki, rozrywki, dziennikarstwa i polityki też związane jest w dużym stopniu z tym, że okazali się oni skuteczni w nadawaniu swoich komunikatów. To ich oglądają i słuchają miliony. I może być to ich jedynym osiągnięciem, ale wystarczającym do tego, żeby byli podziwiani.

Ostatnio byłam świadkiem rozmowy, w której ktoś starał się pomóc osobie raptem dotkniętej ciężką nerwicą. Psychologia jest w miarę zgodna co do tego, że przyczyną nerwicy jest jakiś nie załatwiony konflikt wewnętrzny, jakieś uczucia, których ujawnienie wydaje się tak zagrażające, że zostają stłumione. Można oczywiście leczyć objawy nerwicy, ale najskuteczniejszą metodą jest dotarcie do tego, co jest jej podłożem. Ta osoba z problemem w ogóle nie miała żadnego pomysłu, jaka mogła być przyczyna choroby. Objawy były tak silne, że przeszkadzały w zwykłym, codziennym życiu, ale chory nie umiał nawet dla samego siebie nazwać niczego, co go niepokoiło. Uderzyło mnie to, jakich argumentów używał pomagający: powiedział, że nie można zamykać się w sobie, że mamy język po to, żeby mówić i nazywać, że jest to dar, którego nie wolno odrzucać. Przekonywał, że nawet Bóg ma potrzebę komunikacji i dlatego przemawia do nas tekstami Pisma Świętego. I Pismo Święte pokazuje, że trzeba mówić wszystko: nawet te najstraszniejsze pretensje, gorycz, niewiara człowieka są wyrażone w Psalmach. Ważne jest tylko jedno: żeby nie zerwać komunikacji. Jeśli nie można czegoś powiedzieć nikomu na świecie, to na pewno można Bogu, a więc i sobie samemu.

W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że w ostatnich latach, również w związku z rozwojem Internetu, zmienia się rodzaj komunikacji. I nie chodzi o medium, nie to jest najważniejsze, ale o to, że w całym procesie ginie gdzieś zarówno nadawca jak i adresat a pozostają same komunikaty. Człowiek komunikuje się już nie z drugim człowiekiem, ale z komunikatem. Jeszcze wierzymy, że za jakimś tekstem czy obrazem kryje się nadawca, ale coraz mniej nas on interesuje, bo coraz częściej jest całkowicie anonimowy i nie mamy nawet teoretycznej szansy, że go poznamy. To zjawisko narasta i może niepokoić, gdyż może prowadzić do utracenia czegoś ważnego.

Gdyż nadal największym cudem świata pozostają takie zdarzenia jak opisane na początku tego tekstu spotkanie dwojga osób: gdy porozumiewamy się z żywym człowiekiem i za pośrednictwem języka (słowa, gestu, mimiki, dotyku) objawiamy mu siebie i zostajemy przyjęci.

Komentarze przez RSS

4 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. harry122 says:

    Co do cudów to jestem sceptykiem, bo taki cud z wdową to jak mój cud z wybieraniem samochodu, za 10 razem dorwałem taki, który w koncu się nie psuł i jeździłem nim parę lat. Ktoś kto gra w totka też w końcu coś trafia i co? to też jest cud? :))
    Co do komunikacji to jest to sprawa jasna i prosta, aby komunikat doszedł celu musi być czytelny dla Odbiorcy. Nadawcy aby czuł się usatysfakcjonowany komunikatem zwrotnym musi otrzymać na odpowiadającym sobie poziomie. Wówczas powstaje interakcja i sprzężenie zrotny i wtedy pojawia się sympatia, dalsze rakcje. Tu nie ma żadnego cudu, tu jest po porstu ludzkie pojmowanie świata i odbieranie sygnałów.
    Fakt, że wykształcenie języka jest fenomenem przyrody, ale wieży Babel bym w to nie mieszał :)
    Po prostu ludzie, albo potrafią się komunikować, albo nie :)) zwierzęta tak samo :)) psy albo się rozumieją albo się gryzą, a w tym też nie oszukiwałbym się cudu :)
    Nawet takiego w przenośni :))

  2. zbik says:

    Ja równiez jestem sceptykiem cudów.
    Jednak jeden cud uważam za najbardziej prawdziwy.Jest nim cud życia.Bo czyż nie cudowne są narodziny nowego życia.A to ,że to życie mogło powstać na naszej planecie i może nie tylko.To jest najważniejszy cud.Pozostałe cuda są stworzone lub wymyślone przez ludzi.Często wydaje się nam coś cudownego a to jest przypadek , jak spotkanie dwojga ludzi lub kupno niepsującego się samochodu.Wiadomo ,że przypadki są dobre i złe i te dobre uwazamy za cud a złe za dopust boży co graniczy z grzechem.Nim coś uznamy za cud najpierw dobrze zastanówmy się bo jak takie zdarzenia będziemy uważali za cudowne to nic nie będziemy robili tylko czekali na cud.

  3. Tomek says:

    W dużym stopniu zgadzam się z Autorką, ale zamiast potrzeby komunikowania się – wolę potrzebę porozumienia. Od wszędobylskiej wymiany komunikatów może rozboleć głowa.

  4. Małgorzata Felicka says:

    Wydaje mi się, że potrzeba komunikowania się zawiera w sobie potrzebę porozumienia, ale jest czymś szerszym. Często chodzi tylko o zaznaczenie obecności, swojego sposobu istnienia. Może być to wstępem do porozumienia, ale nie musi. W moim odczuciu mimo natłoku komunikatów, coraz rzadziej dochodzi do porozumiewania się, bo nie starcza na to czasu. Dysproporcja miedzy ilością przekazywanych informacji a prawdziwymi, głębokimi spotkaniami zwraca moją uwagę.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com