KPP, czyli Tusk na pasku biskupów 5
Premier Tusk zapowiedział, że podpisze Traktat Reformujący, ale bez Karty Praw Podstawowych, czyli podąży za stanowiskiem wypracowanym przez poprzednią ekipę rządową. Został za to skrytykowany przez LiD oraz inne grupy, które zarzuciły mu m.in., że przestraszył się PIS-u, prezydenta i biskupów. Mnie akurat stanowisko Tuska bardzo ucieszyło, nawet jeśli – jak sam stwierdził – było ono poniekąd wymuszone, a mówiąc inaczej, podjęte w celu uwzględnienia formułowanych przez różne środowiska obaw, których on sam w pełni nie podziela.
By wyjaśnić dlaczego ucieszył mnie ten właśnie element exposé premiera, odwołam się do artykułu prof. Andrzeja Zolla, opublikowanego w „Wokół Współczesności” 2(16)2003, s. 64-71 (patrz: tutaj). Czytamy w nim m.in.: „Nie można przejść do porządku dziennego nad określeniem prawa do małżeństwa oraz założenia rodziny (art. 9). Karta stanowi, że prawo do małżeństwa oraz prawo do założenia rodziny powinny być gwarantowane zgodnie przepisami prawa krajowego. Wydawałoby się, że rozwiązanie takie jest do zaakceptowania. Problem powstaje, gdy zwróci się uwagę na różnicę tego sformułowania z uregulowaniem zawartym w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (art. 12). Konwencja przyznaje prawo do zawarcia małżeństwa i mężczyźnie, i kobiecie. To rozróżnienie płci zostało w Karcie pominięte. Wydaje mi się konieczne zarezerwowanie instytucji małżeństwa i praw związanych z małżeństwem do związku między kobietą i mężczyzną”
Co do słynnego art. 21, w którym jest mowa o zakazie wszelkiej dyskryminacji, w tym dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, prof. Zoll stwierdza: „Nie mam zastrzeżeń do samego sformułowania tej normy Karty. Chodzi mi o konieczne ograniczenia ze względu na dobro i prawa drugiego człowieka. Można zadać pytanie, czy jest dyskryminacją ze względu na orientację seksualną odmówienie kobiecie żyjącej w związku z inną kobietą sztucznego zapłodnienia. Uważam, że taka odmowa nie stanowi dyskryminacji, jeżeli spojrzy się na ten problem od strony praw mającego się narodzić dziecka. Każde dziecko ma prawo do wychowania się w środowisku, w którym kontaktuje się z rodzicami, a więc z ojcem i matką”.
Karta wzbudza zatem poważne wątpliwości. I dobrze, że premier Tusk wziął je pod uwagę. Twierdzenie, że nie ma sprawy, bo Karta w niczym nie zmieniałaby ustawodawstwa krajowego, jest dość naiwne. Gdyby rzeczywiście nie miała żadnego wpływu na prawo krajowe, to po co byłoby taki pusty papier podpisywać?







