Archiwum December 2007

A my do Betlehem, do Betlehem… 3 Autor: Zuzanna Radzik

Dec30

Poszliśmy piechotą. Bo pasterka co prawda z patriarchą i z Mahmudem Abbasem, ale za to w tłumie i na stojąco. Alternatywnie: kameralna pasterka o 22.00 w St. Etienne przy Bramie Damasceńskiej, potem końcówka liturgii luterańskiej w Redeemer Church i z nimi w drogę. Po niecałych dwóch godzinach przekraczaliśmy checkpoint, potem wzdłuż muru, przez rozświetlone świątecznymi światełkami miasto. Świąteczne dekoracje cieszą tu bardziej niż zwykle, bo prawie ich nie ma.

czytaj dalej »

Sprawa przymiotnika i żartu 22 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec30

Może pamiętacie, że Blog Powszechny na początku miał dłuższą nazwę, podtytuł, można by powiedzieć, co razem dawało „Blog Powszechny. Katolicki blog w Twoim domu”.

Podtytuł „Katolicki blog w Twoim domu” miał zaznaczać, że dla autorów bloga katolicyzm stanowi co najmniej ważny punkt odniesienia; z drugiej strony puszczał oko do czytelnika jako żart z hasła Radia Maryja „katolicki głos w Twoim domu”. Wszak nie od dziś wiadomo, że z koncernem o. Tadeusza Rydzyka „Przeglądowi Powszechnemu” nie po drodze; Dominik Ciołek SJ swój artykuł „Grzech zaniechania” (PP, 1/2006; przedrukowany w GW, 7-8.01.2006 z tytułem „Radio Maryja i paraliż Kościoła”) zaczynał słowami „Jest problem Radia Maryja”.

Samo „Blog Powszechny” nie budzi wątpliwości jako naturalna nazwa dla bloga „Przeglądu Powszechnego”. Natomiast pojawił się argument, że podtytuł może być odbierany dosłownie, czyli jako zbliżający nas do RM, a zatem lepiej się go pozbyć. Tak też uczyniliśmy.

Tymczasem powraca opinia, że usunięty podtytuł dobrze oddawał charakter bloga; że warto zaznaczyć jego katolickość, nie wszyscy internauci znają „PP”. Oczywiście, to nie jest jedyna alternatywa: z takim podtytułem albo z żadnym. Czy sądzicie, że warto go przywrócić, odpuścić sobie zmiany, czy może wymyślić coś zupełnie nowego?

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Obrona debat 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec30

Mijający rok w publicystycznych analizach bywa, co nie dziwi, często nazywany rokiem wyborczym. W kampanie wyborcze wpisują się telewizyjne debaty, o których w swoim artykule „Wyborcza wysypka” w grudniowym PP pisał Jan Kłossowicz. Chciałbym podjąć krótką polemikę z tym tekstem, ponieważ, moim zdaniem, w pewnej mierze, zamiast tłumaczyć rzeczywistość, przez łatwą krytykę pielęgnuje on narosłe wokół telewizji stereotypy.

„I tu trzeba powiedzieć – tłumaczy autor – że wszystkie debaty okazały się niedobre. [...] Sztywny scenariusz oparty na pytaniach prowadzących debatę dziennikarzy i ograniczony do minimum czas na odpowiedzi, pytania i riposty obu przeciwników sprawiły, że prawie wcale nie było autentycznej dyskusji, a cięte repliki i rzeczowe sprostowania często gubiły się wśród propagandowych sloganów. Rozmówcy sprawiali czasem wrażenie piesków trzymanych na smyczy, i gdy tylko zaczynali warczeć i podgryzać się nawzajem, zaraz rozlegał się gong oznaczający upływ czasu, a dziennikarz przywoływał ich do porządku.

Głupim pomysłem był też udział publiczności. [...]”

Wszystkie trzy debaty (Kaczyński-Kwaśniewski, Kwaśniewski-Tusk, Kaczyński-Tusk) były pasjonujące. To przecież wielka rzecz, zobaczyć, w jaki sposób polityk chce być odbierany przez miliony wyborców zgromadzonych przed telewizorami. Siła audytorium odgrywa wielką rolę. I nawet jeśli polityk zasłania się sloganami, stwarza pozory, to chcę wiedzieć, co woli on pozorować, a czego nie, i jak to robi, z jaką barwą głosu, mimiką, postawą.

Trzy debaty 2007 roku stały się ważną lekcją uprawiania polityki, o tym też nie należy zapominać. B. premier Jarosław Kaczyński boleśnie odczuł, że przeciwnika (Donalda Tuska) nie wolno bagatelizować. Tusk przekonał się, że nie upiecze dwóch pieczeni na jednym ogniu – nie da się podejść dwóch konkurentów w ten sam sposób. Kaczyńskiego mógł punktować z nieznajomości cen produktów, ale zaciął się, gdy podobną taktykę przyjął w rozmowie z Kwaśniewskim. W końcu sztab Tuska zmobilizował swoją publiczność – wykorzystanie okrzyków i oklasków wzbogaciło, nie zubożyło, cały spektakl.

Warto przeto pamiętać, że o spektakl właśnie tu chodzi. Oceniamy role, w jakie wcielają się nasi bohaterowie; nikt nie twierdzi, że z telewizji z jej debatami dowiemy się wiele o działalności polityka czy jego programie – choć byłoby dobrze, oby takie debaty były jeszcze przed nami (na razie pozostaje uzbroić się w krytycyzm i sięgać do różnych mediów). Ale to zależy także od ogólnej kultury politycznej panującej w kraju, w tym od sprawności dziennikarzy. Do humoru zawodowego mogłoby trafić pytanie zadane politykom przez Krzysztofa Skowrońskiego: „Czy kocha pan Polskę?”

Kłopoty z tolerancją 11 Autor: Małgorzata Felicka

Dec28

Współczesność z jej sztandarowymi hasłami wolności, równości i poszanowania czy wręcz uwielbienia dla różnorodności, kwestionuje prawomocność narzucanych z zewnątrz norm. Twierdzi się, że stanowią one ograniczenie indywidualnej wolności, ponieważ nie pochodzą od danej jednostki, lecz wywodzą się z tradycji lub są wytworem społeczeństwa, w którym jednostka żyje. Pojedynczy człowiek nie ma na nie wpływu, więc owe normy go ewidentnie ograniczają, czemu należy przeciwdziałać, jako że uważa się, iż człowiek powinien mieć prawo do wolnej, autentycznej ekspresji.

Ponadto twierdzi się, że nie da się przekonująco dowieść wyższości jednego systemu norm nad drugim, należy więc uznać, że wszystkie one są jednakowo uprawnione, zaś jednostka może tworzyć swój prywatny zestaw zasad, którymi będzie się kierować. Ważne, żeby były one wybierane w sposób wolny. Jeśli tak jest, to są sobie równe i traktować je należy w sposób równy. Jedyną uzgodnioną i obowiązującą wszystkich zasadą pozostaje wówczas nieredukowalny wymóg tolerancji.

czytaj dalej »

Gdyby nie było Bożego Narodzenia 4 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Dec26

Kiedy bohaterowie “Opowieści z Narnii” po raz pierwszy pojawiają się w tej bajkowej krainie, okazuje się, że w Narnii nie było Bożego Narodzenia już od 100 lat.

Roman Brandstaetter chciał napisać powieść o tym, co by się działo, gdyby Jezus Chrystus nigdy nie istniał, gdyby nigdy nie było Bożego Narodzenia. Zamiar zakończył się niepowodzeniem. “Gdy zacząłem obmyślać – zwierza się Brandstaetter – akcję i konflikt, charaktery osób, stosunki polityczne i społeczne, [...] doznałem wrażenia, jakby z głębi czasu zionęła ku mnie potworna otchłań niemożliwa do określenia. W żaden sposób nie mogłem sobie wyobrazić nieobecności Chrystusa w ludzkich dziejach. [...] Stanąłem oko w oko z demoniczną próżnią, w której ani siebie, ani sensu świata nie mogłem odnaleźć”.

Świat bez Bożego Narodzenia tak opisał Romano Guardini: “W niezmierzonej przestrzeni kosmicznej porusza się maleńkie ciało, zwane Ziemią. Pokrywa je cienka warstwa czegoś w rodzaju pleśni, którą nazywamy krajobrazem, życiem, kulturą i egzystują tam maleńkie istoty zwane ludźmi. Całe to zjawisko trwa krótką chwilę, a potem wszystko się kończy”.

Skoro jednak Bóg stał jedną z tych maleńkich istot, to sprawy mają sie inaczej. Grzegorz z Nazjanzu napisał, że w chwili, w której trzej Królowie, prowadzeni przez gwiazdę, adorowali nowego Króla Chrystusa, nastąpił koniec astrologii, gdyż od tej pory gwiazdy poruszają się po orbitach wyznaczonych przez Chrystusa” Benedykt XVI w swej ostatniej encyklice o nadziei dodaje: “Rzeczywiście, w tej scenie jest odwrócone ówczesne pojmowanie świata, które w inny sposób na nowo dochodzi dzisiaj do głosu. To nie żywioły świata, prawa materii rządzą ostatecznie światem i człowiekiem, ale osobwy Bóg rządzi gwiazdami, czyli wszechświatem, prawa materii i ewolucji nie są ostateczną instancją, ale rozum, wola, miłość – Osoba”.

Po raz kolejny doświadczyłem pokoju, radości i… ulgi płynącej z wiary: Boże Narodzenie rzeczywiście się wydarzyło. “Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem” – raduje mnie bardzo ta perspektywa.

Ryszard Kapuściński: W labiryncie kultur 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec25

“Europa nie może funkcjonować na zasadzie organizmu czy cywilizacji, która będzie ustanawiać wzorce dla całego świata, bo cały świat ma już swoje własne wzorce”.

“Jesteśmy w trakcie ogromnego przewartościowania układu sił na świecie, układu kulturowego, cywilizacyjnego. To jest to, co nas czeka przez najbliższe dziesięciolecia”.

“Bardzo ważne dla świadomości współczesnego człowieka jest zrozumienie, że szukanie, wysiłek porozumienia jest fundamentalną koniecznością naszego dalszego istnienia”.

Z Ryszardem Kapuścińskim rozmawiają Dominik Ciołek SJ i Wacław Oszajca SJ (“PP” 12/2004) czytaj dalej »

Bóg się rodzi 1 Autor: Małgorzata Felicka

Dec23

Abyśmy umieli przyjąć z radością Boże Narodzenie wśród nas

i pamiętali, że zostaliśmy stworzeni na Jego obraz

życzę wszystkim sympatykom BP.

Radosnych Świąt!

Gdyby Hitler uprawiał gorący seks 5 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec23

(Eric-Emmanuel Schmitt, PRZYPADEK ADOLFA H., Znak, Kraków 2007, ss. 480)

Eric-Emmanuel Schmitt (autor m.in. „Oskar i Pani Róża”, „Kiedy byłem dziełem sztuki”, „Małe zbrodnie małżeńskie”) napisał powieść, na którą składają się interpretacja autentycznej biografii Adolfa Hitlera oraz alternatywna, zmyślona historia życia Adolfa H. W tej poszatkowanej książce przeplatają się losy Hitlera-dyktatora i Hitlera-artysty.

„– Adolf Hitler: nie przyjęty (na ASP – J.H.P.)” – to początek historii pierwszej; „Adolf H.: przyjęty” – zaczyna się historia druga. I od tego momentu (rozdział pt. „Minuta, która zmieniła bieg świata…”) do końca śledzimy z jednej strony upadek emocjonalnie niedojrzałego mężczyzny, który staje się dyktatorem; z drugiej – nabywanie życiowych doświadczeń przez uczącego się, dojrzewającego człowieka. „Adolf H. z trudnością się rozwija. Hitler bez trudności zasklepia się w sobie, w swoich kłamstwach i frustracjach”, pisze w rodzaju dziennika, który umieszcza na końcu książki, Schmitt.

Widzimy dwie postaci, skrajnie od siebie różne, ale ich wspólna tożsamość każe się zastanawiać, czy historia Hitlera, a więc także Europy i świata, nie mogła wyglądać inaczej. A także – gdzie leży źródło zła, czy rządzi nami przypadek i czy łajdak i zbrodniarz nie kryją się w nas samych?

czytaj dalej »

Fotografować czy nie? 5 Autor: Tomasz Jędrzejewski

Dec23

W naszych czasach jednym z podstawowych narzędzi poskramiania przemijalności jest fotografia. Na barwnych prostokątach utrwalamy chwile pospolite, niezwykłe i piękne, żeby później wspominać. Zabieranie aparatu na wycieczkę jest prawie tak naturalne, jak zabieranie mapy i dokumentów. Tymczasem chyba warto odwrócić na chwilę wzrok od reklamy nowego modelu lustrzanki i przypomnieć sobie, że są wśród nas tacy, którzy wcale fotografii za dobrodziejstwo nie uważają. Najkrócej rzecz ujmując, chodzi o to, że zdjęcie redukuje pamięć o miejscu (uwiecznianie twarzy to przecież sprawa odrębna) do doznań wizualnych, bogactwo wrażeń - czasami nawet słabo uświadamianych - sprowadza do układu kształtów i barw.

Kiedy zatrzymujemy obrazy, które – jak zaplanowaliśmy – będziemy oglądać w sobotnie wieczory, albo które pokażemy znajomym, już nastawiamy się na rejestrowanie określonego typu bodźców. Z tego punktu widzenia fotografia usztywnia wyobraźnię. Wypadałoby się zastanowić, czy ludzie w epokach dawnych mieli lepiej rozwinięte – imaginację i pamięć? Można to porównać do kalkulatora czy komputera. Dopóki człowiek nie miał dostępu do elektronicznych liczydeł – tracił na czasie, ale zyskiwał na sprawności umysłu, który rozwija te zdolności, na jakie istnieje zapotrzebowanie.  

Niewykluczone, że niefotografowanie ożywia wspomnienia, czyni naszą pamięć elastyczną i bardziej pojemną.

Od stajenki do pałacu i gdzie dalej? 10 Autor: Małgorzata Felicka

Dec20

Wymiana zdań pod artykułem „Nadzieja i sprawiedliwość” Roberta M. Rynkowskiego, uświadomiła mi istnienie ciekawego problemu, jak ufam, wartego zastanowienia. Chodzi o budowę nowych, okazałych świątyń.

Zgadzamy się, jak mi się wydaje, że dawniej było to uzasadnione i chętnie podziwiamy architektoniczne arcydzieła sztuki sakralnej od piramid w Meksyku, przez świątynie buddyjskie, hinduskie, islamskie meczety po dostojne katedry gotyckie. Tymczasem współcześnie budowane kościoły, z przysłowiową Świątynią Opatrzności na czele, wywołują kwaśne uśmieszki i sprzeciw niejednego z nas. Zgoda, jest chyba w budowaniu kościołów w Polsce jakaś przesada. Wprost nie można odpędzić myśli, ilu biednych można by za te pieniądze nakarmić.

Ale przecież budowa świątyń, rzeźba i malarstwo sakralne nigdy nie było racjonalnie uzasadnione. Zawsze można było przeznaczyć dostępne fundusze, zamiast na kościół, to na budowę mostu albo warownego zamku. Czy dawniej ludziom przychodziło do głowy, żeby kwestionować wartość takich nieracjonalnych wydatków? Może tak, tylko pamięć o tym nie przetrwała? A może jednak coś się zmieniło? czytaj dalej »

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com