Skrócić i sens wyrzucić 5
Niepoprawny skrót składniowy to błąd, który, jak mogłoby się wydawać, na komunikacyjną funkcję tekstu nie ma dużego wpływu, chociaż przez językoznawców określany jest jako rażący. Jeśli ktoś napisze “Księża nie chcą poznać i pogadać z ludźmi mającymi bardzo sensowne i uzasadnione wątpliwości” zamiast “Księża nie chcą poznać ludzi mających bardzo sensowne i uzasadnione wątpliwości i pogadać z nimi”, to nie będzie dziury w niebie, jeśli chodzi o sens. Jednak czasami tego rodzaju błąd może prowadzić do poważnych wątpliwości czy przekazywać komunikat zupełnie różny od zamierzonego przez autora, tak jak w przypadku składanych właśnie przez niektórych oświadczeń lustracyjnych.
Zasadniczy ich fragment brzmi tak: “oświadczam, że nie pracowałem/nie pracowałam, nie pełniłem/nie pełniłam służby ani nie byłem/nie byłam świadomym i tajnym współpracownikiem w rozumieniu art. 3a powołanej ustawy, organów bezpieczeństwa państwa w rozumieniu art. 2 powołanej ustawy w okresie od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 lipca 1990 r.”. Już samo przebrnięcie przez ten tekst to nie lada wyzwanie, a na dodatek autor zastawił pułapkę w postaci nieprawidłowego skrótu składniowego. Nie zauważył mianowicie, że pracuje się i pełni służbę w czymś, a jest się współpracownikiem czegoś. Efekt jest taki, że składający takie oświadczenie oświadcza, że przed 31 lipca 1990 r. ani nie pracował, ani nie pełnił służby. Kropka. No i oczywiście, że nie był współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa. Nie zdziwiłbym się więc, gdyby pracodawca po przyjęciu takiego oświadczenia od pracownika, który był u niego zatrudniony przed 31 lipca 1990 r., natychmiast wyrzucił go z pracy, bo przecież ten pisze czarno na białym, że do 1990 r. pobierał wynagrodzenie za nic. Inna sprawa, że chyba żaden z podlegających lustracji nie może oświadczyć, że przed 1990 r. nie wykonał żadnej czynności, którą można byłoby nazwać pracą. No i zdaje się, że ci, którzy pracowali i pełnili służbę w organach bezpieczeństwa państwa, mogą spokojnie złożyć oświadczenie, którego fragment przytoczyłem, oczywiście jeśli uważają, że do 1990 r. tylko leżeli do góry brzuchami.
A żeby uniknąć wątpliwości, wystarczyło fragment ten sformułować na przykład tak: “oświadczam, że w okresie od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 lipca 1990 r. nie pracowałem/nie pracowałam w organach bezpieczeństwa państwa w rozumieniu art. 2 powołanej ustawy, nie pełniłem/nie pełniłam w nich służby ani nie byłem/nie byłam ich świadomym i tajnym współpracownikiem w rozumieniu art. 3a powołanej ustawy”. W języku tak jak w życiu: chodzenie na skróty rzadko przynosi oczekiwane korzyści.




To ja napisałam to zdanie o księżach. No niepoprawnie. No i co? Przecież to był komentarz pod blogiem, a nie artykuł. Czepia się Pan. Dlaczego musiał Pan akurat mnie i mojego zdania?
Gościówa, myślę, że nie musisz tego brać do siebie. Piszemy, jak to na blogach, z błędami, ale poczytać o nich też warto. Z tym, że akurat z takiego materiału to ja bym zrobił tekścik wyśmiewający owe oświadczenie, które jest zresztą częścią większej całości – równie pozbawionej sensu.
Zgadzam się z Gościówą. W krótkim komentarzu Kuby widzę trzy błędy. I co? Zaczniemy je sobie wytykać? Możemy się uczyć na jakichś neutralnych przykładach.
@ gościówa
Przecież nie napisałem, kto jest autorem tego zdania. Gdyby Pani się do niego nie przyznała, to pewnie nikt by tego nie zauważył. Ale jeśli poczuła się Pani urażona, to przepraszam. Tyle że nie tak łatwo zanaleźć na poczekaniu właściwy przykład, na dodatek zupełnie neutralny, bo zawsze będzie on ujawniał czyjś błąd. No i przecież nie napisałem, że w Pani tekście jest to jakiś straszny błąd, za który autora należy ukamienować. W istocie chodziło mi o pokazanie, że czasami ten błąd językowy, zazwyczaj niewinny, może istotnie wypaczyć komunikat, tak jak w przypadku oświadczenia, które dla wielu ludzi jest ważne, z różnych powodów, w związku z czym powinno być napisane wyjątkowo starannie. I tylko o to, bo sama idea lustracji i sposób jej przeprowadzania to zupełnie inny temat i pozostawiam go na przykład Kubie :).
O ile teskty R.M Rynkowskiego zazwyczaj uważam za nieco czepialskie, tym razem muszę przyznac, że autor zwrocil uwagę na ważny problem. Niestety jestesmy malo “uwrazliwieni” na bledy skladniowe. W prasie spotykam ich pelno! A mysle, ze to dlatego, ze stosunkowo trudno je wylapac. Kiedy czytamy zdanie obarczone podobnym bledem natychmiast rekonstruujemy w glowie jego sens i w rezultacie nie widzimy co jest nie tak…