Świeccy, księża, no i oczywiście seks 180
Wywiązała się żywa dyskusja o Kościele i seksie. Spośród wielu wątków chciałbym podjąć dwie kwestie. Pierwsza to sformułowany w niektórych postach ostry podział na świeckich i księży oraz spór o to, czy i kto ma prawo mówić o Kościele i seksie. Druga kwestia – ważniejsza – to pytanie: Dlaczego współżycie przed ślubem miałoby być czymś złym, skoro partnerzy są odpowiedzialni i wiedzą, co robią.
Jestem przeciwnikiem retorycznego (i jakiegokolwiek innego) pogłębienia różnicy pomiędzy księżmi i świeckimi. Księża to, a świeccy tamto. Otóż księża są bardzo różni i świecy są bardzo różni. Pamiętam jak w to w międzynarodowym kolegium jezuickim Bellarmino w Rzymie podczas obiadu dyskutowaliśmy o tym, czy homoseksualiści mogą być wyświęcani na kapłanów. Amerykanin twierdził, że tak, bo odmowa święceń tylko ze względu na opcję seksualną byłaby dyskryminacją. Ja i pewien jezuita z Azji próbowaliśmy pokazywać „za” i „przeciw”. A czarny jak heban jezuita z Sudanu stwierdził: „U nas takich zabijają”. Amerykanin bał się ostro zareagować, aby nie być posądzonym o rasizm. Świeccy też mają bardzo różne zdania na tematy kościelne. Kiedyś na imieninach u cioci przysłuchiwałem się dyskusji na temat miejscowego proboszcza. Jedni twierdzili, że to gbur krzyczący na ludzi z ambony. A inni (świeccy) przekonywali, że to wspaniały proboszcz, a krzyknąć czasem musi, bo inaczej głupie ludzie nie mogą pewnych spraw pojąć. Inaczej widzi sprawy seksu zbuntowany student, inaczej małżeństwo będące kilka lat we wspólnocie neokatechumenalnej, inaczej ktoś z Odnowy w Duchu Świętym, a jeszcze inaczej tzw. moherowy beret. W moim zakonno-kapłańskim życiu najbardziej radykalną naukę o seksualności słyszałem z ust świeckich, a nie księży. I proszę tego mojego doświadczenia nie kwitować złośliwą uwagą, że jak się Kościół krytykuje, to dopiero wtedy księża sobie przypominają, że Kościół to także świeccy. W mojej drodze wiary świeccy odgrywali niejednokrotnie większą rolę niż duchowni. Zdarzyło mi się być skrytykowanym przez świeckich za „rozwadnianie” katolickiej nauki o seksie. Na tym blogu jest – jak widać – inaczej, ale takie jest życie.
Temat drugi, czyli kochamy się, szanujemy, jest nam dobrze i nikogo nie krzywdzimy, to o co chodzi… Na początek małe zdziwienie. Otóż dziwię, ilekroć spotykam młodych katolików, którzy podejmują regularne współżycie twierdząc, że zamierzają być razem przez całe życie, a więc no problem. Jednocześnie ci wyzwoleni z katolickich konwenansów ludzie mówią, że ślubu jeszcze nie biorą, bo nie stać ich na wesele itd. Ot, wyzwoleni od tradycji kościelnych nauk, ale nie od tradycji urządzania weseliska. Ale nie tego rodzaju zdziwienia są najważniejsze. Najważniejsze jest to, czy wierzę w Jezusa i założony przez niego Kościół, czy też nie; czy kieruję się zasadą – To ja wiem najlepiej, co dla mnie jest dobre, czy też przyjmuję płynący z wiary autorytet Ewangelii i Kościoła. Innymi słowy, kto jest Panem mojego życia: ja czy obecny w Kościele Pan Jezus? Nie należy demonizować współżycia seksualnego przed ślubem – bywają gorsze grzechy, których nawet się nie zauważa. Z drugiej jednak strony Kościół naucza (i nie sądzę, aby kiedykolwiek zaczął mówić, co innego), że czystość przedmałżeńska, narzeczeństwo, stopniowe uczenie się siebie nawzajem, również od strony cielesnej, jest najlepszą drogą do wiernego życia w małżeństwie. Wydaje mi się, że nietrudno byłoby udowodnić tezę, iż mentalność panseksualizmu, która wstrzemięźliwość seksualną uważa za głupotę, jest jedną z głównych przyczyn rozmontowywania tradycyjnego małżeństwa i rodziny. Nowo-lewackie środowiska głoszą, że należy skończyć z tradycyjnym rodzinocentryzmem. Moim zdaniem jest to prosta droga do totalnego kryzysu cywilizacji. Wszelkie badania pokazują, że dla większości Polaków szczęście małżeńskie i rodzinne to wielka wartość. Kościół naucza, że jednym z elementów (nie jedynym rzecz oczywista) osiągania tego szczęścia jest czystość (nie znaczy: brak wymiaru seksualnego) w relacjach przed ślubem. Rozumiem tych, którzy uważają, iż w tym przypadku głos Kościoła nie jest głosem Boga. Rozumiem, iż wyrażają nadzieję, że Kościół zmieni swe nauczanie w tym względzie. Sądzę, że się mylą. Masturbacja i pozamałżeńskie stosunki nie zbliżały do Boga w czasach Jezusa i nie zbliżają dzisiaj. Rozumiem też, że jakieś statystyczne rozważania nie zawsze stosują się wprost do indywidualnych wyborów. Co dla mnie lepsze? Rozpoczynać współżycie seksualne w wieku 17-20 lat ufając, że nie ma w tym żadnego zła, i że potem uda mi się znaleźć tę właściwą osobę, z którą stworzę małżeństwo aż do śmierci, czy też zawierzyć nauce Kościoła, który może lepiej wiedzieć niż ja, co dla tworzenia szczęśliwego małżeństwa jest lepsze. Wiara Kościoła jest ryzykiem. Poleganie na własnych odczuciach też. Tym bardziej, że często nie są to własne odczucia, ale efekt medialnego prania mózgu, że seks jest jak oddawanie moczu – po prostu trzeba to robić dla zdrowia. Najlepiej, jeśli wiara pokrywa się z osobistymi przemyśleniami. Ale wtedy wybory życiowe nie przestają być ryzykiem. Zostałem księdzem, zakonnikiem, celibatariuszem, bo pociągnęło mnie ryzyko tego rodzaju życia. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję…




Witam wszystkich! Chciałabym się odnieść do wypowiedzi Marii Chodyko w kwestii “komputerków płodności”. Otóż BabyComp działa na zasadzie obliczania prawdopodobieństwa zajścia w ciąże. Jest to taki lepszy termometr, który określa dni płodne i niepłodne na podstawie temperatur mierzonych w kolejnych cyklach oraz na podstawie iluś tam cykli różnych kobiet. Dane te są porównywane i wg tego obliczane jest prawdopodobieństwo. Ja osobiście nie zdecydowałabym się na ten komputerek, gdyż zwyczajnie nie miałabym do niego zaufania. Pomijając fakt że nie liczą się tutaj inne objawy płodności, nie wiem po co wprowadza się dane z cykli innych kobiet jak wiadomo że każda jest inna i każdy cykl należy interpretować indywidualnie.
Korzystałam kiedyś za to z Persony, która bada zawartość hormonów w moczu. Po jakimś czasie okazało się iż persona jest idealna dla kobiet o 14-dniowej fazie lutealnej, ja mam 11-dniową i tego już nie uwzględniała. Paski kończyły mi się przed owulacją, a okres niepłodności poowulacyjnej był wyznaczany przez aparacik na podstawie poprzednich cykli. Ostatnim cyklem stosowania przeze mnie persony był ten, w którym pokazała zielone światło dla współżycia w czasie gdy wg moich obserwacji i wykresu temperatur był najbardziej sprzyjający czas na zajście w ciążę!
Jedyne co dobrego mogę powiedzieć o NPR to 100% pewność. Stosuję od kilku lat i brak niezaplanowanych ciąż. Ale co z tego, gdy kochamy się z mężem 1-2 razy w miesiącu.
Chciałabym też wesprzeć duchowo Neutrona, gdyż widzę podobieństwa w naszych doświadczeniach. Niestety nie mogę sobie pozwolić w tym czasie na zajście w ciążę ze względów zdrowotnych. Moje cykle są często dość długie, ryzyko w I fazie jest dla mnie nie do przyjęcia, a kochanie się w czasie okresu raczej mnie nie pociąga. Faza lutealna 10-11 dni, zazwyczaj musimy czekać do czwartego dnia wyższych temperatur, to daje 7 dni na sex. Niestety mąż często długo pracuje, mamy małe dziecko, które bywa chore, akurat w moim przypadku hormony w tej fazie cyklu powodują często że sex sprawia ból albo wręcz powodują zupełną niechęć do sexu. Mój małżonek to szanuje, ale widzę że jest już kompletnie zrezygnowany. Tylko czy o taki szacunek chodzi? Na pewno nie tak wyobrażał sobie małżeństwo. W zasadzie mogę powiedzieć, że żyjemy jak brat i siostra. Ja co prawda nie mam może takich potrzeb jak małżonek, ale widzę, że dla niego jest to duży problem tym bardziej, że praktykowanie nie jest dla niego priorytetem, nie mówiąc już o akceptacji katolickiej etyki seksualnej.
A co do naturalności tych metod, to powiem tak: może dla ludzi, którym wystarcza współżycie raz na miesiąc jest to satysfakcjonująca metoda, może także dla ludzi, którzy chcą jakimś wyrzeczeniem zbliżyć się do Boga, ale przy średnich potrzebach jest to po prostu katorga dla kochających się ludzi. Pisząc o potrzebach nie mam oczywiście na myśli uczucia przymusu zrealizowania zwierzęcego instynktu, czy popędu, lecz o zwyczajnej chęci okazania kochanej osobie miłości i oddania. Nie widzę w tym nic złego choć próbowałam zobaczyć. W moim przypadku zaczęłam odczuwać pewną niechęć właśnie do współżycia wg kalendarza. Wg moich odczuć właśnie to jest poniżające dla kobiety, że nie może kochać się ze swoim mężem wtedy kiedy są do tego odpowiednie warunki, tzn. odpowiednia atmosfera, kiedy małżonkowie mają czas i są w miarę wypoczęci, tylko wtedy, kiedy mówi wykres. Od piątku można, no to trzeba to wykorzystać, nieważne że jestem zmęczona i sex jest ostatnią rzeczą, o której myślę, trzeba wykorzystać okazję, bo z kilka dni znów nie można.
Kwestie etyki seksualnej powodują u mnie taką frustrację, że nie zdziwię się jak za jakiś czas w ogóle staniemy się białym małżeństwem :( Mam tylko szczęście że mam męża jakiego mam, bo inny już dawno by tego nie zniósł. Mam tylko olbrzymie wyrzuty sumienia, że tak unieszczęśliwiłam tak dobrego człowieka.
Po przeczytaniu tego komentarza pomyślałam, że dobrze, że to nie ja oceniam, co Bóg miał na myśli mówiąc to czy tamto, co jest naturalne a co nie, co sprzyja szacunkowi a co go podważa. Sądzę, że nie mogłabym spokojnie zasnąć.
Beza, mam głębokie przekonanie, że Bóg nie jest okrutny, a ty?
[...] Świeccy, księża, no i oczywiście seks [...]
Zapraszam do ewangelickich zborów – tu pastorzy żyją uczciwie (i przeważnie biednie) z żonami i z rodzinami, ludzie z wdzięczności za zbawienie starają się przyjąć całą naukę Zbawiciela, chcą być uczciwi, poważni i wierni, teoretycznie zezwala się w ostateczności na cywilny rozwód, bo nie widziałem, żeby ewangelicy się rozwodzili. Po prostu ludzie się kochają, pastor błogosławi i alleluja. A to, czy używają gumki czy spirali, to jest ich sprawa, bo Biblia gumek ani spiral nie zakazuje. I wiecie co? Może my, ewangelicy, mamy mniej dzieci, ale mamy je chętniej.
Ja mam czasem wrażenie – wybaczcie, katolicy – że wy lubicie wymyślać sobie problemy. Z gumką czy bez gumki?
A tu jest dosyć problemów. Trzeba dbać o kontakt z Bogiem, o miłość żony/męża, dzieci, rodziców, przyjaciół, bliźniego. Trzeba dbać o wiarę, o uczciwość, unikać pokusy samolubstwa, okrucieństwa, gniewu, lenistwa. To wszystko niełatwe. Ale nie, wy najwyraźniej uważacie, że to wszystko już macie załatwione i teraz możecie rozważać wiekopomną kwestię: z gumką czy bez?
Obudźcie się! Ludzie umierają z głodu, tracą pracę, kradną, chorują, ziemia cierpi i to wszystko niekoniecznie w Rosji czy w Sudanie, także tuż obok. Jezus mówił o faryzeuszach, którzy skrupulatnie dbają o to, czy oddali dziesięcinę świątynną z każdego listka kopru czy mięty – a zapominali o sprawiedliwości i miłosierdziu.
Cóż to jest miłosierdzie? Tego do końca nie wiem, ale jestem przekonany, że opiera się na podmiotowym podejściu do człowieka. Poza tym myślę, że jeśli chodzi o dzielenie się miłosierdziem powinno zaczynać się od kręgów najbliżych, potem systematycznie je rozszeżając. Czyli pierwszym moim obowiązkiem (wypływającym z chęci, a nie przymusu) jest miłość względem Boga, potem siebie samego, potem wobec najbliższych- przedewszystkim żony/męża. Myślę, że ma to kolosalne znaczenie w jaki soposób się odnoszą do siebie małżonkowie w sferze seksualnej.
“Gumka” i inne sprawy związane z seksem nie wydają mi się wydumanymi problemami, ale rzeczywiście nienajważniejszymi. W końcu to dopiero 6 przykazanie- nie piersze, drugie, a nawet czwarte.
Poza tym łatwo jest powiedzieć miłujcie się i hura do przodu. Nie widząc czym jest miłość i próbując miłować innych można im narobić więcej zła niż dobra.
Z drugiej strony jest prawdą, że jeśli ktokolwiek godzinami dysktuje nad kazuistycznymi zawiłościami moralnymi, a nie czyni miłości jest marnym chrześcijaninem.
Św. Tomasz z Akwinu nauczał, że grzechem nie tylko działanie niezgodnie z sumieniem, ale również jego nie rozwijanie. JEst to temat na wykład akademicki, a nie na krótki wpis, natomiast całkowicie się z tym zgadzam- najwięcej zła doświadczyłem w życiu od osób, które chciały dobrze.
Myśl ewangelika jest mi szczególnie bliska. Jednak w tej dyskusji chodzi o to, aby dojść do jakiegoś wspólnego zrozumienia i najlepiej porozumienia. Dla wielu ten spór jest przyczynkiem wielu problemów z własnym sumieniem, dlatego “z gumką, czy bez gumki” to tak ważny temat.
Muszę przyznać, że do ewangelików jest mi bardzo blisko, dlatego dobrze wiem, że kwestie sfery seksualnej są również żywo dyskutowane w kościołach protestanckich, zwłaszcza tam, gdzie protestanci stanowią większość miejscowej populacji.
Pamiętam jak jeszcze niedawno chodziłam do liceum. Klasa do której uczęszczałam, nie była zbyt religijna. Po pierwszym roku wypisało kilka osób, ze względu na ks i prawdy głoszone przez niego. Na każde zadane mu pytanie zaczynał owijac w bawełne i nie udzielał nigdy konkretnej odpowiedzi. Częstym pytaniem jednej z mioch koleżanek było “Jakim prawem Kościół wtrąca się w związek dwojga ludzi?” Nigdy nie dostała jasnej odpowiedzi. Myśle, że tak naprawde Kościół nie wtrąca się, a zachowanie czystości przed ślubem to sprawa indywidualna i zależy od każdego człowieka. Ja nie widze w żadnego problemu, bo jeśli ktoś wierzy i praktykuje swoją wiarę, to zachowanie czystości będzie dla niego przestrzeganiem przykazania
Nie jestem nastolatkiem. Mam za sobą kawałek życia przeżytego w zgodzie z własnym sumieniem. Przeczytałem te Wasze wywody i pretensje. Sprawa o której tutaj tak zawzięcie dyskutujecie jest trywialnie prosta. Można ją zamknąć w jednym zdaniu: Zabronione jest wszystko to co zamyka Was na życie. Pod tą regułę podpadają praktycznie wszystkie metody oraz sposoby zastępcze (łącznie z prezerwatywą, pettingiem etc.) z wyjątkiem naturalnych. Bóg jest naszym Stwórcą i to nie my ale ON decyduje o narodzinach dziecka. Tak to niestety wygląda, czy tego chcecie czy nie. Stosując dowolną z metod (z wyjątkiem naturalnych) mówicie Bogu: “Spadaj ! To jest MOJE ŻYCIE i TO JA decyduję o tym co dobre, a co złe”. Metody naturalne jako jedyne pozostawiają Bogu szansę na realizację Jego woli. Nic do tego nie potrzeba dodawać. Możecie się burzyć, osądzić mnie, stwierdzić że gadam bzdury, ale w tym co napisałem tkwi sedno sprawy. Wszystkie inne tłumaczenia są jakąś tam próbą wybrnięcia z tematu i w żadnym razie nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Stosują je zarówno świeccy, jak i księża z zerowym skutkiem.
To co napisałem jest BARDZO TRUDNE, ale taka jest nasza wiara. Nie została ona przez nas wymyślona. Jeśli więc czujecie dyskomfort to nie zamęczajcie ludzi, w tym kapłanów. Idźcie z tym bezpośrednio do pomysłodawcy czyli naszego Stwórcy i TAM zgłoście swoje zastrzeżenia.
Koniec bajki.
I jeszcze jedna uwaga dotycząca pettingu. Jest on dozwolony (tak, tak) o ile współżycie kończy się ejakulacją dopochwową. Wspomina o tym dlatego że większość osób po przeczytaniu powyższego stwierdzi że w katolickiej alkowie to juz zupełnie nic nie wolono.
To tyle.
I jeszcze jedno. hihi ;) Wszystkie metody rozpoznawania dni płodnych (w tym komuterowe) oparte na obserwacji są dozwolone. Nie ingerują one w organizm kobiety, nie zakłócają cylku, nie stwarzają sztucznej bariery i nie zamykają się na wolę Pana Boga. To do tych którzy w tej kwestii dzielą włos na czoworo.
Wszystko ? Wszystko. ;)
A jak coś Wam uwiera to jak napisałem wcześniej z pretensjami do Pomysłodawcy.
Mówisz, że przeczytałeś 158 komentarzy i jedyne, co możesz powiedzieć, to że rozmawiamy o sprawie trywialnej, po czym z matematyczną precyzją ogłaszasz, co wolno, a czego nie. Dziękuję za tę pełną chrześcijańskiej empatii wypowiedź.
Gdyby to rzeczywiście było takie proste, jak chce Czarny Wilk, to encyklika Humanae vitae nie powstałaby WBREW OPINII WIĘKSZOŚCI komisji, powołanej przez papieża dla oceny środków antykoncepcyjnych.
Uwielbiam po prostu puentowanie swoich własnych przekonań zdaniem “taka jest nasza wiara”. Poprawia samopoczucie, ale – łagodnie rzecz ujmując – wprowadza zamieszanie w kwestii prawdy.
Mnie też do stanowiska ewangelików jest blisko. Tudzież do stanowiska prawosławnych (o ile wiem, jest dość podobne w tej akurat materii). Patriarcha Atenagoras na encyklikę “Humanae vitae” zareagował słowami: “Paweł VI opublikował tekst o miłości ludzkiej, trzydzieści stron! (…) Nie uważa Pan, że to bardzo dużo, jak na rozważanie ludzkiej miłości. Ja nie wchodzę do sypialni mężczyzny i kobiety. Ja im tylko przypominam o sensie miłości i sensie dziecka. To nie moja sprawa, wtrącać się w ich życie małżeńskie” (cyt. za – Olivier Clement: Pamiętniki nadziei, rozmowa z Jeanem-Claudem Noyer, wyd. W Drodze, Poznań 2008, s. 133).
Podoba mi się to co napisał Czarny Wilk. Ubawiłem się setnie. Łącznie z tym kawałkiem o pettingu. I to wszystko z wywodu teologicznego.
Nie ma to jak proste odpowiedzi na wszystko.
@Czarny Wilk
Czarny Wilku, Ty wierzysz w jakiegoś innego Boga niż ja :). Mój to jest taki “kozak”, że jak będzie chciał to żadna tam gumka nie stanie mu na przeszkodzie, wierz mi :). Widzę, że Twojego Boga można zapakować za przeproszeniem w gumkę, co mu wszystko uniemożliwi… Bóg, o którym tutaj rozmawiamy jest wszechmogący, a poza tym dał nam wolną wolę i sumienie. Ta dyskusja jest tutaj znacznie bardziej zaawansowana niż Twoje “taka jest nasza wiara”, ponieważ dotyka tych wszystkich sfer. My tutaj w większości reprezentujemy stanowisko, że gumka na ten przykład nie powoduje u nas wyrzutów sumienia (względnie dyskutujemy o tym co wywołuje, a co nie) i nie rozumiemy czemu kościół próbuje nam wtłoczyć, że jest inaczej. Ty zaś reprezentujesz stanowisko “taka jest nasza wiara”, a zatem idź, wierz i żyj drogą jaką wybrałeś. Ty ją wybrałeś i najwyraźniej jesteś z nią szczęśliwy i bardzo dobrze dla Ciebie, piszę szczerze. Natomiast dla niektórych “taka jest nasza wiara” to nie jest poziom dający satysfakcjonujące zrozumienie i dające możliwość akceptacji. “Taka jest nasza wiara” to jest dla mnie dobre uzasadnienie dla tez “jest jeden Bóg”, “Bóg jest w trzech osobach” itd. Taka jest nasza wiara. Gumka nie jest elementem naszej wiary.
A mi się wydaje, abstrahując nieco od katolicyzmu i od erotyzmu, w tym sensie, że od obu tych rzeczy powinniśmy, jak myślę, być wolni, że te problemy, Kościoła z miłością i miłości z Kościołem (chodzi mi o ten gatunek miłości, o którym tu mowa), biorą się z niezasypywalnego, mimo prób, pęknięcia pomiędzy Duchem a ciałem, które powoduje, że, no cóż, nie można w pełni obu panom służyć.
We wczorajszej(30 IX) audycji pt.”Na indeksie” w radio Józef wypowiadał się o. Mieczysław, jezuita, na temat środków antykoncepcyjnych. Mówił, że przy ocenie postępowania osób stosujących takie środki należy brać pod uwagę, czy ich stosowanie było skutkiem nastawienia lub mentalności antykoncepcyjnej. Z tego, co zrozumiałam, jeśli nie chodzi o hedonistyczne nastawienie do seksu, czemu często antykoncepcja sprzyja i po co jest stosowana, lecz o ważną przyczynę (podawano przykład kobiety gwałconej przez męża alkoholika i kobiety z trojgiem dzieci, która nie może stosować metod naturalnych, bo wykazują one, że jest płodna non stop), to stosowanie środków antykoncepcyjnych nie jest grzechem. Jak dla mnie brzmiało to ciepło, zrozumiale i po ludzku.
Witam.
Dyskusja szeroka obejmująca wiele wątków,głównie kontrowersyjno-moralnych.Niektóre wypowiedzi mądre skłaniające do myślenia niektóre naiwne i infantylne.Ojciec Dariusz jak zwykle kompetentny i nie dający zagonić sie w kozi róg.
A ja czuję wielką dumę z przynależności do Kościoła po obejrzeniu wczorajszego filmu “Złodziej w sutannie”
Bolesna przeszłość,która zmuszała do podstępów i nieczystych zagrywek nawet duchowieństwo!
Czasy komuny na zawsze pozostawią bolesne blizny,zawsze będą złym wspomnieniem i przestrogą dla przyszłych pokoleń,jak bardzo człowiek może wyzbyć sie tego co ważne i nieodzowne dla zbawienia w imię nowej ideologii,w imię nadążania za tzw duchem czasów.
Obecne czasy-dzisiejsze…niby nie ma tak wielkich rozdziałów i walk klasowych.Nie ma ostentacyjnych odejść z Kościoła,zdzierania krzyży ze ścian,ale jest działanie podobne choć nikomu nie wydaje sie to niebezpieczne.Dopiero po głębszym zastanowieniu można dojść do wniosku,że mamy czasy ślepoty i walki z Kościołem znacznie niebezpieczniejsze bo niejako pod płaszczykiem szeroko pojętej wolności i swobody.Nawoływanie,propagowanie do życia w rozwiązłości,szeroko pojęta tolerancja,brak zahamowań,odrzucenie zaściankowości i pruderyjności,wolność na maksa….
To ukryta perfekcyjna działalność szatana!
“Zlodzieja w sutannie” nie moglem – niestety – obejrzec. Ale tez jestem dumny z przynaleznosci do Kosciola – tej wspolnoty pokolen, ktorej Glowa jest Jezus. A od czasu do czasu pocieszam sie slowami: “a bramy piekielne go nie przemoga”. No i zadaje sobie pytanie: Czy moja przynaleznosc do Kosciola dodaje mu cos pozytywnego, czy raczej oslabia?
Drogi Ojcze Dariuszu!
Ojca pytanie “Czy moja przynaleznosc do Kosciola dodaje mu cos pozytywnego, czy raczej oslabia?”….powinien zadać sobie każdy!
Ojca pytanie jest postawione w sposób b.mądry a nawet powiedziałabym chytry-ponieważ takie pytanie dotyczy każdego z nas przynależnego do Kościoła Chrystusowego. Myślę że każdy człowiek wierzący,katolik,czasem powinien zastanowić sie nad sensem swojej wiary nad jej kondycją i ewentualnymi skutkami nie tylko po śmierci,ale już tu na ziemi.Czy właśnie coś pozytywnego wynika z mojej wiary, czy owoce mojej wiary,są soczyste i słodkie,czy może cierpkie?Jak inni postrzegają mnie i oceniają jako człowieka wierzącego?
To ważne pytanie Ojcze Dariuszu.
Pozdrawiam.
W Ćwiczeniach Duchowych św. Ignacy, każe się pytać, co zrobiłem, co robię i co zrobię dla Jezusa. To pytanie odnoszę też do wspólnoty Kościoła (Co robię dla Kościoła?). To ważne, bo dziś reformatorzy chcą reformować głównie ojca Dyrektora, a niekiedy także Benedykta XVI. Z pozdrowieniem z Madrytu, gdzie wlaśnie prowincjałowie europejscy reformują zakon…
Każdy zna chyba ową mentalność z którą wszystkie pokolenia sie zmagają – wyższość mądrości jajka nad mądrością kury – wciąż chcą zmieniać i modelować świat według własnego “widzimisię” Pouczać,kierować,negować,narzucać,krytykować…Ale nic to-Róbmy swoje.
Pozostaje tylko modlić sie aby wprowadzane reformy przyniosły więcej pożytku niż szkody!
Z Panem Bogiem Ojcze Dariuszu.
Czarny Wilk powiedział prawdę … bolesną prawdę, której Kościół nie chce głośno powiedzieć tylko opowiada dziwne historie, w które średnio inteligentny człowiek nie uwierzy.
Mówienie prawdy jest chyba lepsze, niż wkurzanie ludzi opowiadaniem nieprawdziwych historii typu npr jest skuteczniejsze od prezerwatywy. Tylko stosujmy obie w tej samej fazie cylku, wtedy możemy porównywać.
Do Ojca Dariusza:
Odpowiada Ojciec tylko na te kwestie, które są dla Ojca wygodne. Albo uczestniczy Ojciec w tym forum, albo z powodu nadmiaru obowiązków nie uczestniczy …
Wycinanie zdań z wypowiedzi wykształconych forowiczów urąga im zwyczajnie.
Można powiedzieć, że Papież ma osobowy kontakt z Jezusem, który żyje i tenże Jezus jest za wsztrzemięźliwością seksualną i in. i módlcie się ludzie tak dużo żeby i dla Was było to ” słodkim brzemieniem” … nie można wprost?
Pozdrawiam
Nie doczytałem do końca, ale postanowiłem uczpić się dwóch spraw. Pierwsza, to fragmenty PŚ dotyczące zakazu seksu przedmałżeńskiego.
Odnośnie Pwt 22, 20: ” Jeśli ktoś poślubi żonę, zbliży się do niej, a potem ją znienawidzi,” Pwt 22, 13
Z tego kontekstu można wysnuć interpretację przeczącą kategorycznemu zakazowi, a to z prostej przyczyny – tak, jak obecnie, tak i dawniej ludzi charakteryzowała różnorodność postaw i reakcji. Mógł przecież potencjalny mąż nie zareagować w sposób zgodny ze słowami owego fragmentu, bo brak dziewictwa u jego żony mu nie przeszkadzał i cała sprawa nagle traci rozpęd.
“Jeśli dziewica została zaślubiona mężowi, a spotkał ją inny jakiś mężczyzna w mieście i spał z nią, oboje wyprowadzicie do bramy miasta i kamienować ich będziecie, aż umrą: młodą kobietę za to, że nie krzyczała będąc w mieście, a tego mężczyznę za to, że zadał gwałt żonie bliźniego. Usuniesz zło spośród siebie.” Pwt 22, 23-24
Prowadzi to do nadużyć, gdyż z różnych powodów kobieta może nie być w stanie zamanifestować wszem i wobec swojego sprzeciwu. Zaś ludzie zrobią to, co wydaje im się słuszne. Niestety, zwykle tylko się wydaje.
Druga sprawa, to zakaz stosowania antykoncepcji, z wyjątkiem naturalnego planowania rodziny. W obu wariantach zniszczeniu ulegają plemniki, czyli, jakby nie patrzeć, przyszłe życie, zatem cała rzecz rozchodzić się musi o materiały użyte do antykoncepcji. Wyższość natury nad sztucznymi tworami, to rozumiem. Al kompletnie nie pojmuję, jak w tym zamieszaniu Kościół zapomina o wprowadzeniu zakazów na stosowanie innych sztucznych wynalazków, które mają niewyobrażalnie większy szkodliwy wpływ na zdrowie i życie ludzkie, niż chociażby prezerwatywa.
Pozdrawiam.
Nie rozumiem, dlaczego niektórzy usiłują cytatami wyrwanymi z Pisma tłumaczyć motywy swojego postępowania, jakieś powinności moralne. Ludzi, którzy swoje postępowanie ślepo opierają na tym co napisane zwie się “ludźmi księgi”. Po to jest rozum, zdrowy rozsądek, sumienie, zdolność uczenia (niekoniecznie na swoich błędach), żeby z nich korzystać. A jak chcemy biblijnie, to żeby wybierać życie.
wstrzymanie się od seksu przed ślubem?czy chodzi o pierwszy raz przed ślubem.
znam takie przypadki tych ludzi którzy pisali że mają żal do siebie,że ona obiecał że jedyny.warto dla tego jedynego to zostawić
Nikt nikogo nie zmusza do stosowania środków antykoncepcyjnych. Osobiście nie życzę sobie, aby ktoś wtrącał się w moje życie intymne i mówił, co mi wolno, a co nie. Mam swój rozum i nie potrzebuję wskazówek nawiedzonych osób. Dla przypomnienia dodam, – mamy XXI w., a nie XV.
Czytam i czytam i powiem krótko….kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem.
Jakim prawem Ksiądz ma stanowić…co jest grzechem, a co nie?
Sw.Paweł pisał o sumieniu….a nie o apostołach, podkreślam….SUMIENIU….to jest nasz “konfesjonał”.
Tam zapytaj.
To takie dziwne….najpierw robimy rachunek sumienia…tak zaleca Kościół ,a póżniej idziemy do księdza, aby potwierdził, czy Bóg ma rację.
A może zapytajmy ….co ksiądz stosuje(dyskusja o celibacie)
Uwierzcie jestem bardzo wierzącą osobą….i oddaną ,ale tylko Bogu.
Gdy mam problem godzinami się modlę w ciszy i wsłuchuje w swoje sumienie.
Prosze sobie doczytac sw. Pawla. Mowil – i to duzo – o roli wspolnoty, prezbiterow itd. Ksiadz niczego nie stanowi, tylko reprezentuje wspolnote wiary, ktora nie jest indywidualnym wymyslem. Podobnie sedzia w sadzie, ktory kogos skazuje, a kogos uniewinnia, nie reprezentuje siebie, ale konkretna spolecznosc, ktora ustanowila prawo. Byc moze jestes bardzo wierzaca osobe, ale twoja wiara jest tylko twoja, przez ciebie wymyslona, i niewiele ma to wspolnego z chrzescijanstwem. Mam watpliwosci, czy jestes oddana Bogu. Raczej jestes oddana swoim ideom. Sumienia trzeba sluchac, ale trzeba je tez pozwolic innym formowac. Bo inaczej mozemy pomylic sumienie z zadufaniem w sobie.