…że są z nami, choć w innej postaci 3
Dokładnie tydzień do Wigilii. Szał zakupów, natłok ważnych spraw, świąteczne piosenki drażniące z każdego głośnika hipermarketu. Jednak nie dla wszystkich te święta będą tak szczęśliwe, jak zeszłoroczne „bo zabraknie znów czyjegoś głosu”. Na szczęście przy moim wigilijnym stole czyjś głos się pojawi. Ale przy kolacji zabraknie głosów z dalszej przeszłości: krzątania babć i rozmów dziadków. Wiem, że inni będa przeżywać te święta w większej pustce, po niedawnej stracie bliskich, ze znacznie głębszymi świeżymi ranami. Przykro mi, że nie mogę im pomóc.
Jest jedna świąteczna piosenka, która nie wywołuje u mnie wstrętu. Nie grają jej w żadnej radiostacji, w żadnym sklepie. Ale warto jej posłuchać przed świętami, w chwili ciszy, w spokoju, w zamyśleniu. Mnie ta piosenka daje nadzieję, że ci, których w święta już nigdy fizycznie nie będzie, są ze mną, choć w innej postaci. Daje mi poczucie, że Boże Narodzenie to nie święta śniegu, prezentów i reniferów, a raczej święta trwania i przemiany, święta rodziny i bliskich, tych z dzisiaj i tych z wczoraj. Daje też nadzieję, że będe zajmować wolne miejsce przy stole za klikadziesiąt lat, w pamięci, w myślach, we wspomnieniach.
Choć na blogu nikt tego jeszcze nie robił, to zamieszczam link do piosenki o której piszę. Beata Rybotycka, Kolęda dla nieobecnych.





No właśnie – link: http://youtube.com/watch?v=CD1RJtYd1lA
Ważne słowa, a kolęda bardzo ładna.
Ciepły post i ciepła kolęda… Żałuję, że się dziś nie spotkaliśmy, mam nadzieję, że “klasowa wigilia” się udała:)
…idę kaszleć dalej w łóżku…