Artykuł

Od stajenki do pałacu i gdzie dalej? 10

Dec20

Wymiana zdań pod artykułem „Nadzieja i sprawiedliwość” Roberta M. Rynkowskiego, uświadomiła mi istnienie ciekawego problemu, jak ufam, wartego zastanowienia. Chodzi o budowę nowych, okazałych świątyń.

Zgadzamy się, jak mi się wydaje, że dawniej było to uzasadnione i chętnie podziwiamy architektoniczne arcydzieła sztuki sakralnej od piramid w Meksyku, przez świątynie buddyjskie, hinduskie, islamskie meczety po dostojne katedry gotyckie. Tymczasem współcześnie budowane kościoły, z przysłowiową Świątynią Opatrzności na czele, wywołują kwaśne uśmieszki i sprzeciw niejednego z nas. Zgoda, jest chyba w budowaniu kościołów w Polsce jakaś przesada. Wprost nie można odpędzić myśli, ilu biednych można by za te pieniądze nakarmić.

Ale przecież budowa świątyń, rzeźba i malarstwo sakralne nigdy nie było racjonalnie uzasadnione. Zawsze można było przeznaczyć dostępne fundusze, zamiast na kościół, to na budowę mostu albo warownego zamku. Czy dawniej ludziom przychodziło do głowy, żeby kwestionować wartość takich nieracjonalnych wydatków? Może tak, tylko pamięć o tym nie przetrwała? A może jednak coś się zmieniło?

Może staliśmy się po prostu bardziej racjonalni? Moje bliskie kontakty ze szkockimi protestantami spowodowały, że nie raz byłam jako katoliczka atakowana z tego tytułu, że katolicy przywiązują nadmierną wagę do materialnych oznak kultu. Wielokrotnie z lubością opowiadano mi o wyspach leżących na zachodnim wybrzeżu Szkocji: Uist North, na której mieszkają katolicy i pobliskiej wysepce Uist South, na której mieszkają protestanci. Są one, w oczach szkockich protestantów, niezbitym dowodem na to, że katolicyzm prowadzi do nędzy jego wyznawców, bowiem na wyspie Uist North siedliska są biedne, a kościół wielki i bogaty, a na wyspie Uist South kościół jest niepozorny, a domostwa dostatnie. Korelację między dynamiką rozwoju ekonomicznego więc i bogactwem społeczeństwa a wyznaniem zauważył już twórca socjologii, Max Weber. W wielkim skrócie: katolicyzm to, jego zdaniem, religia pasywnych chłopów, a protestantyzm nakręca kapitalizm.

Czy jest tak, że jakoś ulegamy presji mentalności protestantów? Czy nasza niechęć do wystawiania Bogu wiekopomnych pomników w postaci monumentalnych świątyń bierze się stąd, że zawęża się sfera sacrum, że nie mamy już poczucia długu wobec Boga, że nie ma w nas fascynacji Jego tajemnicą i bojaźni przed Nim, więc też nie widzimy potrzeby dawania im wyrazu? Wówczas mielibyśmy poczucie, że wystawiane są pomniki nie Bogu, ale ich projektantom, fundatorom i budowniczym.

A może winne są złe projekty architektoniczne? Może gdyby nowe kościoły były piękne, nie budziłyby sprzeciwu?

Przekonująca wydaje się uwaga (Kuby), że skoro zmienił się obraz Boga, to i odmiennie może być wyrażany Jego kult. Co więcej, może formy architektoniczne nie oznaczają już tego co dawniej, czyli szczytu ludzkiego kunsztu i maksymalnej osiągalnej dla człowieka trwałości jego dzieł? Inaczej mówiąc, może architektura nie jest już godnym nośnikiem do oddawania czci Bogu? Jeśli tak, to pojawia się wtedy ciekawe zagadnienie, jaka forma sztuki, lub – szerzej – kunsztu, mogłaby zastąpić architekturę?

Są nadal liczne społeczności, które autentycznie angażują się w to, by ich lokalny kościół wyglądał pięknie i bogato. Są takie parafie, gdzie ludzie nie szczędzą grosza ani na kościół ani na plebanię. Ale może istotnie jesteśmy świadkami rodzenia się nowych form materialnego wyrazu kultu?

Komentarze przez RSS

10 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Marta says:

    Bardzo potrzebny i ciekawy głos.Dziękuję!

    Naprawdę warto zastanowić się nad tematem, który tak zręcznie i interesująco zarysowała Autorka artykułu.

    Chciałabym dorzucić taką oto opinię…

    Wydaje mi się, że żyjemy w świecie tak wyposzczonym, żeby nie powiedzieć zubożałym symbolicznie, że trzeba nam na nowo pobudzenia sztuki sakralnej.

    Jak możemy czytać Boga, jak możemy odczuwać wzruszenie na skutek obcowania z nim w społeczeństwie informatycznym, gdy komunikacja jest tak prosta i zwięzła jednocześnie, że nie ma w niej miejsca na żadną pogłębioną refleksję, a dynamice życia umyka świadomość religii ?

    Moim zdaniem potrzebujemy bogatej symboliki, której rolą jest przecież przedstawianie za pomocą obrazów tego co nie może być przedstawione bezpośrednio w materialnej czy werbalnej formie, gdyż w obliczu prawdy, którą usiłuje wyrazić inne metody są niewystarczające.

    Jesteśmy w dzisiejszych czasach jak pierwsi Chrześcijanie, którym trzeba katedry gotyckiej na miarę naszych czasów byśmy w bojaźni bożej uwierzyli…
    Dlatego powinna, moim zdaniem, szeroko rozwijać się nowoczesna architektura sakralna i przemawiać do nas na nowo za pomocą światła, mroku, akustyki…

    Jestem katoliczką, ale podziwiam mistykę prawosławia.

    Zwróćmy uwagę na to jak istotna jest architektura i wystrój cerkwi. Jej podział na części: sanktuarium, nawa i przedsionek zgodnie z planem Przybytku Mojżeszowego i Świątyni Salomona; Królewskie Wrota itd.

    Większość z nas potrzebuje duchowego przewodnictwa i objaśnienia wiary chrześcijańskiej.

    Potrzebujemy skomplikowanej symboliki ale jeszcze bardziej tej prostej metafory. Jednym ze sposobów tłumaczenia i pobudzania refleksji nad wiarą jest właśnie symbolika cerkwi, a także w ogóle symbolika chrześcijańskiego nabożeństwa.

    Czas barokowych świątyń kipiących złotem na pewno mamy za sobą, ale obyśmy rozwijali sztukę sakralną, obyśmy pamiętali, że „kto śpiewa, dwa razy się modli”…

  2. emil says:

    Nie do końca zgadzam się z twierdzeniem, że potrzebujemy bogatych, wielkich świątyń. Nie łudźmy się, nigdy nie zdołamy zbudować świątyni godnej Boga. NIe chodzi o to, by kościoły powstawały na potęgę. Nie ma prostej zależności pomiędzy ilością kościołów a siłą Kościoła. Dla mnie miejsce do modlitwy nie powinno ogłuszać, przytłaczać, górować, pokazywać potęgę. Lepiej, by dawało mi komfort skupienia, możliwość rzeczywistej rozmowy z Bogiem. Jemu przepych pomieszczeń nie jest potrzebny. Nie zwiększy Jego chwały “przekiczowate” sanktuarium w Licheniu. Wręcz przeciwnie – już naraża nas – katolików – na bycie śmiesznymi. Dbamy o rzeczy mniej ważne, zapominając o słuchaniu Boga, jak Marta, siostra Łazarza, która ucztę dla Jezusa przedkładała nad słuchanie Jego słów.

  3. Kuba says:

    Bliskie są mi słowa Emila. Ale na pewno wiele osób sądzi tak, jak Marta, co również zasługuje na szacunek. Po prostu, mamy różne potrzeby duchowe i różne wizje Kościoła. Sam się świetnie czuję w baroku. Ale jak się nad tym dłużej zastanowić, to czy skupiając się na formie, nie popadamy w bałwochwalstwo?
    A może przepych i bogata symbolika po prostu musi w polskim Kościele być, bo i społeczeństwo jest zrytualizowane (a przez to różne np. od niemieckiego), zatem wygląd kościoła jest kulturowo i historycznie zdeterminowany? A tego już się łatwo nie zmieni.

  4. Kuba says:

    Z dzisiejszej GW, fragment wiersza Marcina Świetlickiego, wymowne i trafne:

    jakże łatwo niewolnik przebywa upiornie
    długą i prawie niemożliwą drogę
    od litery do Boga

  5. Małgorzata says:

    Może i trafne, trudno powiedzieć jak nie było się niewolnikiem. Moje wyobrażenie o niewolniku jest takie, że w ogóle nie dociera on do Boga. Do Boga dociera tylko człowiek wolny.
    Ale zaciekawiło mnie, dlaczego ten fragment wiersza skojarzył Ci się z tym wpisem?

  6. Ela Królak says:

    A ja uważam, że może przyszedł czas by nisternie budowanymi świątyniami stawały się międzyludzkie relacje na chwałę Pana właśmie. Po to by Bóg stawał się doświadczeniem, by nieść Go dalej, by pojawiał się w różnych środowiskach, nie tylko w tych rozmodlonych, tylko tak po prostu na codzień.
    Te nasze relacje potrzebują niemałego kunsztu, mozolnego wykuwania, wielu barw, czasem też złoceń. a potem polerowania, odkurzania, czasem konserwacji i renowacji..
    To dzieło nie ma końca…

  7. Kuba says:

    “Ale zaciekawiło mnie, dlaczego ten fragment wiersza skojarzył Ci się z tym wpisem?”

    “Moje wyobrażenie o niewolniku jest takie, że w ogóle nie dociera on do Boga. Do Boga dociera tylko człowiek wolny”.

    Otóż to. Krótko mówiąc, niewolnik to człowiek, któremu mówienie o Bogu przychodzi z łatwością, bo zatrzymuje się na formie, fasadzie, samych słowach. A skojarzyło mi się to z naszą rozmową, bo czasami bywa, że forma religijności, z przykładaniem dużej wagi do budynku, kultu redaktora itp., może stać się rodzajem takiego zniewolenia.

  8. Małgorzata says:

    @ Kuba
    A tak, zgadzam się z tym, że istnieje zawsze duże niebezpieczeństwo zatrzymywania się na fasadzie.
    W moim przypadku, ciągle się łapię na tym, że chcę przegadać coś, nawet dla samej siebie ponazywać i podywagować o czymś i w ten sposób jakby oswoić coś, przed czym raczej należałoby zamilknąć. A więc, co przykre, ale prawdziwe, też bywam takim niewolnikiem.
    Z drugiej strony, wierzę w to, że treść nie może obyć się bez formy, że być może tylko za pośrednictwem formy trafiamy do treści. Dlatego cenię rytuał, tradycję, sztukę sakralną. Oczywiście trzeba się pilnować, żeby palca wskazującego na księżyc nie pomylić z księżycem.
    Pozdrawiam :)

  9. Niedowiarek says:

    Może dorzucę jeszcze nieco dziegciu do tej beczki miodu i zapytam: czy na pewno okazałe świątynie wystawiamy Bogu? Historia wskazuje, że w wielu przypadkach ich fundatorami byli pospolici zbrodniarze, chcący w ten sposob odkupić winy. Czy tak być powinno? Może wystawiamy świątynie nie Bogu, który ich zwyczajnie nie potrzebuje, lecz samym sobie i swoim słabościom, co szczególnie widoczne jest we współczesnej Polsce (vide Świątynia Opatrzności Bożej).

  10. Kuba says:

    Świątynia Opatrzności Bożej ma być wotum narodu. Do tego argumentu powraca wciąż na przykład Józefa Hennelowa w TP. Tak często, że aż zaczyna to budzić wątpliwości, czy aby na pewno. Nie udało się przed rozbiorami, nie udało się w Dwudziestoleciu – niech uda się dziś? Nie wiem. Prawdę mówiąc chyba ta budowa jest mi równie obojętna jak całej katolickiej większości Polaków (może nawet zależy mi trochę, bo mieszkam niedaleko i znam tamtejszego proboszcza, a na drodze prowadzącej do placu budowy poznałem swoją dziewczynę). Gdyby się zastanowić, to Kościół nawet nie stara się o społeczne poparcie dla stawiania tej świątyni, nie ma tu przesłania, które przemawiałoby do ludzi. Zamiast tego: poszukiwanie sposobów na zdobycie pieniędzy z państwowej kasy i chowanie znanego księdza wbrew jego woli na placu budowy. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem przeciwko. Ale wokół ŚOP narosło wiele wątpliwości. W tym co do samego jej sensu – że ma być wotum narodu. Gdzie ten naród, który stara się o budowę swojej świątyni?

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com