Artykuł

Fotografować czy nie? 5

Dec23

W naszych czasach jednym z podstawowych narzędzi poskramiania przemijalności jest fotografia. Na barwnych prostokątach utrwalamy chwile pospolite, niezwykłe i piękne, żeby później wspominać. Zabieranie aparatu na wycieczkę jest prawie tak naturalne, jak zabieranie mapy i dokumentów. Tymczasem chyba warto odwrócić na chwilę wzrok od reklamy nowego modelu lustrzanki i przypomnieć sobie, że są wśród nas tacy, którzy wcale fotografii za dobrodziejstwo nie uważają. Najkrócej rzecz ujmując, chodzi o to, że zdjęcie redukuje pamięć o miejscu (uwiecznianie twarzy to przecież sprawa odrębna) do doznań wizualnych, bogactwo wrażeń - czasami nawet słabo uświadamianych - sprowadza do układu kształtów i barw.

Kiedy zatrzymujemy obrazy, które – jak zaplanowaliśmy – będziemy oglądać w sobotnie wieczory, albo które pokażemy znajomym, już nastawiamy się na rejestrowanie określonego typu bodźców. Z tego punktu widzenia fotografia usztywnia wyobraźnię. Wypadałoby się zastanowić, czy ludzie w epokach dawnych mieli lepiej rozwinięte – imaginację i pamięć? Można to porównać do kalkulatora czy komputera. Dopóki człowiek nie miał dostępu do elektronicznych liczydeł – tracił na czasie, ale zyskiwał na sprawności umysłu, który rozwija te zdolności, na jakie istnieje zapotrzebowanie.  

Niewykluczone, że niefotografowanie ożywia wspomnienia, czyni naszą pamięć elastyczną i bardziej pojemną.

Komentarze przez RSS

5 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Kuba says:

    Tomku,

    zastanawiam się, czy podajesz w wątpliwość znaczenie fotografii jako niemal codziennego i bezrefleksyjnego zapisywania obrazów – z każdej wycieczki, każdego zdarzenia, czy fotografii w ogóle – jako redukującej pamięć oraz wyobraźnię.

    Czy fotografia w sposób szczególny szkodzi w rozwoju naszych zdolności – “usztywnia pamięć”? Chyba zawsze człowiek probował utrwalać swoje obserwacje, tworząc kulturę – od jej najprostszych tekstów. Dzięki temu rozwijała się literatura, muzyka, malarstwo i inne. Podejrzewam, że niepokoi Cię szybki rozwój i upowszechnienie techniki; przedłużanie ludzkich zdolności maszyną – zatem podważenie sensu wielokierunkowego rozwoju (słuszny wydaje się argument z liczydłem).

    Zdjęć wypada jednak też bronić. Wrażliwość ich autora oraz odbiorcy nie muszą prowadzić do banalizacji przekazu, ale odwrotnie.

  2. Tomek says:

    Przede wszystkim zastanowiłbym się nad senownością fotografowania wycieczkowego, turystycznego, a to już choćby z tego powodu, że myślenie o ładnym zdjęciu zakłóca kontemplację pejzażu. Myślę, że z jednej strony nie warto popadać w skrajności i odmawiać sobie przyjemności paru pstryknięć na miłej wycieczce, ale z drugiej – czasami chyba lepiej zatracić się w spokojnym marszu i obserwacji.

    Zgadzam się, że fotografia jest ważnym wytworem naszej kultury, osiągnięciem istotnym dla wielu dyscyplin – także pozaartystycznych. Tym niemniej – malarstwo czy literatura wymagały wrażliwości i inteligentnej selekcji bodźców; wymagały ponadto twórczego przetworzenia materiału. Powiedzmy obrazowo: Jeżeli wyjeżdżam do krainy X i piszę do Ciebie, do dalekiej Polski, list – muszę się zastanowić, co w krainie X jest ważne, co piękne, co trafia do wyobraźni; chcę Ci napisać, jak pachnie tamtejsza trawa, co słychać o poranku, jak wygląda ruch uliczny. W przypadku turystycznej fotografii tego twórczego przetworzenia często brakuje, bo rządzi automatyzm i nieuświadamiana redukcja doznań, o której wspominałem w powyższym poście.

    Przypuszczam, że i w tym przypadku rozwiązaniem może być umiar: są rzeczy, chwile, które warto zatrzymać na stałe, są i takie, które piękne są tylko w przemijaniu.

  3. Zuza says:

    Obserwuję ostatnio fotografujących miejsca święte pielgrzymo-turystów. Kiedy widzisz jak popędzani przez przewodnika przemykają przez betlejemską grotę narodzenia i jedyny gest jaki tam wykonują to wyciągnięcie wyposarzonej w cyfrówkę ręki, to chciałoby się zakazać wnoszenia aparatów.
    Przejechać kawał świata, odwiedzić miesce święte i zamiast choć na chwilę przystanąć i pomodlić się, robić w biegu kiepskie zdjęcie: dowód że byłem/am?
    Zgadzam się z Tomkiem że w wielu momentach myślenie o zdjęciu ograbia nas z czegoś ważnego. Nie znaczy to jednak, że nie mam ze sobą zwykle w torebce aparatu. Nie wszytko da się zapmaiętac, a dobre zdjęcia mogą przedłużyć czas kontemplacji. Ba, czasem wydaje mi się że fakt że go mam wyostrza mój zmysł wzroku, bo szukając dobrego zdjęcia dostrzegam różne cuda i kolory, na ktore wcześniej nie zwracałam aż tak uwagi.

  4. Kuba says:

    Tomku, piszesz:

    Powiedzmy obrazowo: Jeżeli wyjeżdżam do krainy X i piszę do Ciebie, do dalekiej Polski, list – muszę się zastanowić, co w krainie X jest ważne, co piękne, co trafia do wyobraźni; chcę Ci napisać, jak pachnie tamtejsza trawa, co słychać o poranku, jak wygląda ruch uliczny.

    Czasem ktoś napisze taki list, ale najczęściej dostaje się kartki pocztowe, które mówią, że jest wspaniale, śniegu po szyję, ubaw po pachy, że pozdrawiamy, tęsknimy i całujemy.

    Podobnie można powiedzieć o fotografii: można robić zdjęcia wyjątkowe, a można wypstrykać całą kartę w grocie i wyjątkowość chwili zgubić.

    Przy okazji, aparaty cyfrowe dają złudzenie, że można cieszyć się z posiadania ogromnej liczby zdjęć. Ale przecież bardzo trudno, jeśli się ich nie selekcjonuje, zgubić się w nadmiarze obrazów; trudno je wszystkie pokazać innym; niełatwo też archiwizować – np. mogę mieć zrobione tradycyjnie zdjęcia z XIX w., a te, które dwa lata temu zapisałem na płycie, okazują się dla komputera nieczytelne…

  5. Tomek says:

    Zuza, Kuba – trudno odmówić Wam słuszności. Zrobić cenne zdjęcie to nic złego, a na pewno wśród tysiąca zwykłych fotografii znajdą się wartościowe. (Ważne wydaje mi się też to, co Kuba napisał w ostatnim akapicie).

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com