A my do Betlehem, do Betlehem… 3
Poszliśmy piechotą. Bo pasterka co prawda z patriarchą i z Mahmudem Abbasem, ale za to w tłumie i na stojąco. Alternatywnie: kameralna pasterka o 22.00 w St. Etienne przy Bramie Damasceńskiej, potem końcówka liturgii luterańskiej w Redeemer Church i z nimi w drogę. Po niecałych dwóch godzinach przekraczaliśmy checkpoint, potem wzdłuż muru, przez rozświetlone świątecznymi światełkami miasto. Świąteczne dekoracje cieszą tu bardziej niż zwykle, bo prawie ich nie ma.
Wielu przed świętami mówiło: jesteś na święta we właściwym miejscu. Ale ja obawiałam się emocjonalnego krachu: właściwe miejsce to rodzinny stół wigilijny. A i wizja odwiedzin w Betlejem w świąteczne dni wcale nie kusiła. Nie lubię dużych religijnych zgromadzeń, a w ten dzień wydawało się, że tłumów nie można uniknąć.
Musiała być kolacja, zaprosiłyśmy sporo osób w tym izraelskich znajomych, którzy chcieli zobaczyć jak świętujemy. Nasze izraelskie współlokatorki nie chciały być z uroczystości wykluczone: “Będziecie jeszcze świętować jak wróce z wykładu? Chciałabym wziąć w tym udział” – dopytywała Shiran. Ja w święta z wykładów się zerwałam. Dokładniej mówiąc w pierwszy dzień świąt, o wagarach 26 nie mogło być już mowy.
Wpadłam obsesje gotowania: dopiero lepiąc w noc przed Wigilią pierogi i próbując ugotować pierwszy w życiu barszcz poczułam bliskość świąt. Gdy kończyłam tuż przed kolacją przygotowywać kompot z suszu i smakował jak trzeba miałam poczucie, że święta będa udane. Wiedziałam zawsze jak ważna jest dla mnie kulinarna strona celebracji, ale nie myślałam że aż tak. Może był to sposób na brak przy stole osób, które chciałoby się mieć przy sobie; namiastka domu.
Kiedy okazało się, że do Betlejem na piechotę po pasterce idą luteranie uznałyśmy, że idziemy z nimi. Na piechotę… brzmi dobrze i bardziej kameralnie, no i zupełnie jak pasterze. Żałowałam tylko, że nie było z kim po drodze pośpiewać kolęd i pastorałek; nuciłam sama pod nosem “A my do Betlejem, do Betlejem…”.


Przeczytałem jeszcze jako projekt i czekałem, aż ukaże się na blogu:) Żałuję tylko, że nie ma zdjęć – chętnie zobaczyłbym świąteczne dekoracje i świętujących ludzi… Ale i bez tego Biuletyn robi wrażenie.
:D
Pani Zuzanno gratuluję – Videoblog świetny, ale również współczuję Pani, bo doświadczyłem jeden raz w życiu, fatalny pobyt w okresie Świąt Bożego Narodzenia, poza rodzinnym domem.
A propo dekoracji – u nas w rodzinnym domu strojąc choinkę zwracano uwagę m.in. na kształt gwiazdy, która absolutnie nie mogła być pięcioramienna !