Archiwum December 2007

Hilton w błocie. Relacja z Grand Press 2007 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec20

Trudne zadanie miał prowadzący galę wręczenia nagród Grand Press 2007 Jacek Fedorowicz. Najpierw długo zabiegał o uwagę publiczności, w końcu nalegał, by go wreszcie posłuchać, bo „nestor do was mówi!” i często przypominał o biciu braw.

Ci z gości, których można by nazwać zdystansowanymi, stali raczej skromnie, by wysłuchać, co trzeba i wyjść; inni – przejęci – raczej gadali. Do grupy pierwszej zaliczyć można Annę Mateję i Krzysztofa Kozłowskiego. Przyjechali z Krakowa pociągiem „Jagiełło”, wrócili wieczorem z nagrodą dla Anny Matei za wywiad z Ewą Szumańską w “Tygodniku Powszechnym”.

Taka nagroda oznacza, że o Grand Press nie można mówić tylko jako o spotkaniu wzajemnie adorujących się dziennikarzy z warszawki, chociaż na pierwszy rzut oka takie właśnie wrażenie sprawia. I chociaż tytuł Dziennikarza Roku 2007 otrzymali ex aequo Marcin Kącki, (“Gazeta Wyborcza”, pisał o tzw. seksaferze w Samoobronie) i Tomasz Lis, czyli osoby raczej na topie, to jury potrafiło docenić i nagrodzić wartościowe, ale mniej znane dzieła.

Nominowani do tytułu Dziennikarza Roku byli Tomasz Sianecki (TVN, TVN 24), Grzegorz Miecugow (TVN 24), Bogdan Rymanowski (TVN 24), Adam Wajrak (“Gazeta Wyborcza”). Ponieważ w dziennikarstwie najcenniejsze wydaje mi się słowo pisane, moje typy byłyby inne. Spodziewałem się też wyższej pozycji Adama Wajraka. Przy okazji, zauważył on ciekawy problem: czy angażując się w sprawy ochrony środowiska, zwłaszcza Doliny Rospudy, nie przekroczył tej granicy, za którą dziennikarz staje się działaczem.

Więcej: www.grandpress.pl

Nadzieja i sprawiedliwość 19 Autor: Robert M. Rynkowski

Dec19

Jakieś dwa lata temu na czas adwentu wypadło mi napisanie recenzji książki Brunona Fortego “Trójca Święta jako historia”. Czas przedświątecznego zabiegania raczej nie sprzyja ani wnikliwej lekturze, ani pisaniu. Ale wysiłek się opłacił, bo książka, dotycząca samego sedna wiary chrześcijańskiej, przy tym napisana przez bardzo dobrego teologa, stała się okazją do porządnego zastanowienia się nad istotą wydarzenia, którego przypomnieniem jest Boże Narodzenie. Niechcący zrobiłem więc sobie bardzo solidne rekolekcje. Odtąd staram się zapewniać sobie podobne lektury przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą. W ten adwent postanowiłem wrócić do swoich teologicznych korzeni, czyli twórczości ks. Wacława Hryniewicza, tym bardziej że od wiosny na półce stoi jedna z jego ostatnich książek “Teraz trwa nadzieja”. I po raz kolejny przekonałem się, że warto go czytać.

czytaj dalej »

Olgierd Łukaszewicz: A kaz tyz ta Polska, a kaz ta 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec17

W imieniu organizatorów zapraszamy na wystawę i monodram Olgierda Łukaszewicza “A kaz tyz ta Polska, a kaz ta?” według Stanisława Wyspiańskiego. Monodram odbędzie się w auli Starej Biblioteki UW, Krakowskie Przedmieście 26/28 we wtorek 18 grudnia o g. 19. Wstęp wolny.

Polecamy spektakl i wystawę, bo sami (kilkoro autorów BP) byliśmy goszczeni przez p. Łukaszewicza w foyer Teatru Polskiego kilka miesięcy temu i podziwialiśmy jego aktorski popis. Chodząc między naszymi stolikami, zaglądał w spłoszone oczy nielicznego grona widzów, rzucał na podłogę zmiętą gazetę i krzyczał…

“Czyśmy właściwie mieli jakie rzeczy wspólne?
Chyba akcesoria i godła, dziś tylko poetyczne. I
to jest fałsz. Więc czegóż mamy się wyzbyć,
poezji?”

Zdjęcia z wystawy można obejrzeć
na stronie autorki Emilii Gowin.

…że są z nami, choć w innej postaci 3 Autor: Emil Górecki

Dec17

Dokładnie tydzień do Wigilii. Szał zakupów, natłok ważnych spraw, świąteczne piosenki drażniące z każdego głośnika hipermarketu. Jednak nie dla wszystkich te święta będą tak szczęśliwe, jak zeszłoroczne „bo zabraknie znów czyjegoś głosu”. Na szczęście przy moim wigilijnym stole czyjś głos się pojawi. Ale przy kolacji zabraknie głosów z dalszej przeszłości: krzątania babć i rozmów dziadków. Wiem, że inni będa przeżywać te święta w większej pustce, po niedawnej stracie bliskich, ze znacznie głębszymi świeżymi ranami. Przykro mi, że nie mogę im pomóc.

Jest jedna świąteczna piosenka, która nie wywołuje u mnie wstrętu. Nie grają jej w żadnej radiostacji, w żadnym sklepie. Ale warto jej posłuchać przed świętami, w chwili ciszy, w spokoju, w zamyśleniu. Mnie ta piosenka daje nadzieję, że ci, których w święta już nigdy fizycznie nie będzie, są ze mną, choć w innej postaci. Daje mi poczucie, że Boże Narodzenie to nie święta śniegu, prezentów i reniferów, a raczej święta trwania i przemiany, święta rodziny i bliskich, tych z dzisiaj i tych z wczoraj. Daje też nadzieję, że będe zajmować wolne miejsce przy stole za klikadziesiąt lat, w pamięci, w myślach, we wspomnieniach.

Choć na blogu nikt tego jeszcze nie robił, to zamieszczam link do piosenki o której piszę. Beata Rybotycka, Kolęda dla nieobecnych.

Biedni wśród nas 3 Autor: Małgorzata Felicka

Dec17

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Czekamy na Wigilię, spotkanie w gronie rodzinnym, kolędy. W tym okresie robi się między ludźmi jakby nieco cieplej i przyjaźniej, więc wyjątkowo żywy oddźwięk wywołują rozliczne akcje charytatywne. Przyznam, że mam na ich temat mieszane odczucia. czytaj dalej »

Havel i Oszajca, czyli Wacławów dwóch 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec16

Krzysztof Kozłowski przez parę dni chodził po skrzypiącej podłodze w redakcji „Tygodnika Powszechnego”, pytając: – Kto to jest ten Hvížďala? Dlaczego wydawca nie wyjaśnia, czym jest ta książka? – Na okładce napisali, że to kolaż. – Ale jaki kolaż? Przeplatają się jakieś zapiski, polecenia dla współpracowników i wywiad, ale nikt nie tłumaczy czytelnikowi, o co chodzi!

Mowa o książce Václava Havla „Tylko krótko, proszę”

Jej recenzję w bieżącym „PP” (12/2007) pisze o. Wacław Oszajca. Tytuł książki tłumaczy on jako żądanie, z którym do swoich gości zwracał się jeden z czeskich dziennikarzy telewizyjnych, dbający o czas antenowy przeznaczony na reklamy: “O takim traktowaniu gości programu i widzów Havel pisze z oburzeniem, widząc w tym brak poszanowania drugiego człowieka i jego pracy, ale też spłycenie, wprost wulgaryzację kultury”.

Interpretuję to nieco inaczej. Istotnie, Havel daje się poznać jako ten, któremu chodzi o kulturę, artysta uwięziony w ciele polityka. Z drugiej strony, jako człowiek wiele od siebie wymagający, dbający o szczegóły, pedantyczny; polityk ciężkiej pracy intelektualnej, wręcz, chciałoby się rzec, fizycznej. W zapiskach z pierwszej połowy lat 90. podejmuje kwestie aktualne dzisiaj, choćby te dotyczące granic Unii Europejskiej. Tytuł „Tylko krótko, proszę” pobrzmiewa przekorą.

Autor ujmuje przy tym zwłaszcza swoją skromnością. Umie przyznać się do nękających go wątpliwości, co rzadko bywa cechą polityków. Stwierdza też: „wszyscy, którzy pracowali przy mnie, są dzisiaj wyklęci”…

Postawa Václava Havla kontrastuje np. z tą przyjętą przez Lecha Wałęsę, który również wydał niedawno książkę („Moja III RP”). Były polski prezydent potrafi długo wyliczać swoje zasługi (których rzecz jasna nie można mu odmówić). Warto wszelako popatrzeć choćby na rolę jaką w rozszerzeniu NATO i UE odegrały Czechy, i co na ten temat mówi były prezydent naszych południowych sąsiadów – w tej książce, w której przeplatają się notatki i polecenia z lat 90., te pisane współcześnie oraz wywiad-rzeka udzielany dziennikarzowi Karelowi Hvížďale.

(Václav Havel, „TYLKO KRÓTKO, PROSZĘ – ROZMOWA Z KARELEM HVÍŽD’ALĄ, ZAPISKI, DOKUMENTY”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2007, s. 400)

A co to był stan wojenny 7 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec13

Dziś w różnych miejscach Warszawy pojawią się samochody bojowe, a przy koksownikach będą ogrzewali się członkowie tzw. grup rekonstrukcyjnych przebrani za milicjantów i żołnierzy. Mają przypominać o czym?

Siostra (druga klasa liceum) zapytała mnie wczoraj, kto to był Jaruzelski i co to stan wojenny. Kolega (właśnie skończył religioznawstwo na UJ) – co to była SB i komunizm. Uczniowie szkół średnich z powodu braku czasu nieraz nie dochodzą z materiałem z historii do drugiej połowy XX w. Potem, jeśli nie trafią do szkoły wyższej na kierunek jakoś z historią związany, mogą mieć poważny problem z rozumieniem najnowszych dziejów kraju.

Tymczasem, w telewizji znów pojawi się generał wygłaszający znane przemówienie, na ulicach staną koksowniki, przed domem Wojciecha Jaruzelskiego zbierze się grupa osób coś krzyczących; rutyna weźmie górę nad refleksją. Tylko – w jakim właściwie celu? Dlaczego organizujemy te happeningi, do kogo mają one przemawiać i jakie nieść przesłanie; przecież nawet nie ma rzeczowej debaty na temat wydarzeń 13 grudnia.

Radek Sikorski: Wszystko zawdzięczam komunizmowi 90 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec11

Byłem w Wielkiej Brytanii, gdy gen. Jaruzelski ogłosił stan wojenny, a więc Oksford ukończyłem dzięki niemu. Pierwszą książkę, o Afganistanie, napisałem dzięki Armii Radzieckiej, z moją przyszłą żoną zaprzyjaźniłem się podczas obalania muru berlińskiego. W 2001 r. moja formacja polityczna przegrała z SLD i dlatego jestem w Waszyngtonie…

– mówił w „PP” w marcu 2005 r. Radek Sikorski, który niedługo potem został ministrem obrony narodowej, a po dwóch latach szefem MSZ. Z Radkiem Sikorskim, pisarzem, dziennikarzem, fotoreporterem, dyplomatą, rozmawiała Aleksandra Ziółkowska-Boehm.

Wszystko o Radku Sikorskim… czytaj dalej »

Co chcę powiedzieć mówiąc “dziękuję” 2 Autor: Małgorzata Felicka

Dec10

Kiedy po dłuższej rozmowie okazuje się, że zaangażowana w nią osoba co innego miała na myśli, niż jej rozmówca, następuje konsternacja. Przypominamy sobie wówczas, że te same słowa mogą dla różnych ludzi znaczyć co innego. Pułapki zwykłej rozmowy pojawiają się szczególnie wyraźnie w przypadku zetknięcia się ludzi wychowanych w odmiennych kulturach, kiedy konieczne jest tłumaczenie wypowiedzi na obcy język.

Weźmy takie z pozoru oczywiste słowo jak „dziękuję”. czytaj dalej »

Rachunek zysków i strat 3 Autor: Emil Górecki

Dec10

W zeszłym tygodniu prasę obiegły informacje, że Benedykt XVI nie spotka się z Dalajlamą, kiedy ten będzie przebywał w Watykanie. Trochę trudno mi zrozumieć tę decyzję, tak samo zresztą, jak trudno byłoby mi zrozumieć decyzję o spotkaniu i zerwaniu negocjacji z Pekinem (bo takie są ponoć prowadzone). Nachodzi mnie więc refleksja, że nawet papież musi się w trudnych sytuacjach kierować ziemskimi kryteriami. Bo ta jego decyzja jest chyba podyktowana rachunkiem zysków i strat: Kościół starci nieco szacunku ze strony ekumenicznych partnerów, ale być może polepszy sytuację swoich wyznawców w Chinach. Ja właśnie w ten sposób tłumaczę sobie to wydarzenie. Na ile jest to tłumaczenie właściwe? No właśnie – może ktoś wie?   

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com