A może by zostać psem albo kotem? 19
Są takie poglądy, zachowania i potrzeby, do których bezpieczniej jest się nie przyznawać. Obecnie należy do nich, moim zdaniem, potrzeba autorytetu. Autorytet to ktoś, czyje zdanie czy postępowanie przyjmuję za słuszne bez dalszej analizy. Wystarczającym powodem do zaakceptowania ich jako właściwych i nadających się dla mnie do zastosowania czy naśladowania jest to, że pochodzą od tej wyróżnionej osoby, mojego autorytetu. Lepiej się do takich postaw nie przyznawać, bo na czasie jest samodzielność, indywidualizm i wolność. Poza tym, jeśli ktoś jest autorytetem, to znaczy, że ma wyższą rangę, a przecież wszyscy jesteśmy równi.
Nie jest to może sprawa pierwszej wagi, ale jednak atmosfera, w której wszyscy mają coś do powiedzenia w każdej sprawie i uważają, że każde zdanie trzeba najpierw podważyć, wcale nie zawsze jest korzystna. Obecnie nawet Bóg przestaje być Panem Bogiem, a zaczyna być koleżką, którego można poszturchiwać.
Są wszakże sytuacje, w których poczucie równości chętnie zamieniłabym na posłuszeństwo autorytetowi. Tak, w ekstremalnym przypadku taka potrzeba prowadzi do akceptacji ustrojów totalitarnych i bezmyślnego wykonywania rozkazów. Właśnie z tym związane jest niebezpieczeństwo posiadania takiej potrzeby i przyznawania się do niej. Jednakże wśród wielu możliwych, można znaleźć w tej dziedzinie sytuację pośrednią i bardziej komfortową, niż ta, z którą mamy do czynienia.
Powyższa refleksja nasunęła mi się przy okazji dyskusji o służbie zdrowia, pensum i pensjach lekarzy, strajkach i prywatyzacji szpitali. W czasie dyskusji z lekarką o wieloletnim stażu, poświęcającą się całkowicie swojemu lekarskiemu powołaniu, wysłuchałam narzekania na pacjentów, którzy stale kwestionują jej kompetencje. Każą sobie objaśniać, na czym polega ich choroba i jej leczenie, sugerują inne rozwiązania, wyszukują w Internecie wiadomości na temat swojego schorzenia i naszpikowani tą wiedzą, dyskutują i mądrzą się. Pomyślałam sobie w duchu, że nic dziwnego, też tak robię. Ale zrozumiałam, że lekarzowi, który w dużym stopniu polega na swojej intuicji, więc sam porusza się trochę jak we mgle, może to zakłócać proces podejmowania decyzji i wytrącać broń z ręki. Poza tym, patrząc na tę sytuację od strony pacjenta, połowa sukcesu leczenia bierze się z wiary w jego skuteczność, a tu zamiast wiary same wątpliwości.
Wyobraziłam sobie, jak by to było pięknie, gdybym miała pełne zaufanie do lekarzy, do ich umiejętności zawodowych i wiedzy oraz – co nie mniej ważne – do tego, że się mną autentycznie przejmą, że nie będę ani anonimowym numerkiem, ani klientem przynoszącym w zębach trochę grosza, ani natrętem, od którego szybko trzeba się uwolnić. Wtedy mogłabym spokojnie poddać się terapii i skupiać swoje siły na jej dokładnym stosowaniu, zamiast je trwonić na strach przed zaniedbaniem i lekceważeniem. Lekarz byłby dla mnie autorytetem.
Co musiałoby się zmienić? W pierwszym rzędzie nasuwa się wymaganie, aby lekarz był bardzo dobrze wykształcony. Powinien być też dobrze sytuowany – należy mu się materialny wyraz uznania za ważną pracę, a ponadto tak jakoś jest, że bogaci budzą respekt, a o to tu właśnie chodzi. Nie powinien pracować dłużej niż osiem godzin dziennie, żeby badając mnie czy operując był wypoczęty, miał świeży umysł i precyzyjne ruchy. No i w końcu, najważniejsza i najtrudniejsza sprawa: powinien lubić i szanować ludzi w ogóle, a swoich pacjentów w szczególności.
Dlaczego, kiedy idę z moim psem do weterynarza, to się zawstydzam, bo ja przyszłam szybko załatwić szczepienie, a weterynarz pieska wita, głaszcze, uspokaja, patrzy mu w oczy, dowiaduje się o jej imię, pociesza, że nie będzie bolało? Na czym to polega? Inni ludzie zostają weterynarzami a inni lekarzami, czy my, ludzie, jesteśmy tak nieznośni, niewdzięczni i pyskaci, że nie da się z nami postępować jak z psami?
A może to dlatego, że dla psów każdy człowiek jest autorytetem? Jednak nie, bo weterynarze podobnie traktują koty.





To jest jeden z tych postów, których się nie chce komentować, bo jest tak uroczo napisany, że nie chce się nic do niego dodawać, czy zmieniać. Ale też głupio zostawić bez komentarza, bo Autor pomyśli, że nikt tego nie przeczytał i nic nikomu ten tekst nie dał. Zatem jakiś komentarz zostawię:
:-)
Pozdrawiam!
Pani Małgosiu -(mam nadzieję, że nie tylko według mnie) nie tyle bezpieczniej, co wygodniej, przyjemniej, łatwiej lub skuteczniej jest zajmować postawę konformistyczną, politycznie poprawną, luzacką, frywolną, swawolną, przesyconą indywidualizmem, egoizmem, czy innym -izmem, kiedy dąży się w kierunku przeciwnym, niż powinno !
Dotknęła Pani bardzo istotny i aktualny wątek dotyczący autorytetu, obecnie mamy rażący deficyt m.in. autorytetu i nadmiar pseudo-autorytetów, skutki owego stanu rzeczy doświadczamy coraz bardziej boleśnie, abyśmy się wreszcie opamiętali i nawrócili!
Naturalna potrzeba człowieka akceptacji Boga i autorytetu, który od Boga pochodzi nie stanowi zagrożenia, natomiast uznawanie, a nawet tolerowanie pseudoautorytetów powoduje i przynosi fatalne skutki m.in. nasilanie się patologii,ideologii, a nawet terroryzmu. W tych sprawach nie ma kompromisu, dlatego nasze postawy muszą być jednoznaczne i stanowcze.
Pyta Pani – co musiało by się zmienić ? …., sądzę, że nasza postawa wobec Boga – najwyższego autorytetu, także wobec ludzi i innych stworzeń.
@ Andrzej
O! Jak miło! Dzięki.:))
“Dlaczego, kiedy idę z moim psem do weterynarza, to się zawstydzam, bo ja przyszłam szybko załatwić szczepienie, a weterynarz pieska wita, głaszcze, uspokaja, patrzy mu w oczy, dowiaduje się o jej imię, pociesza, że nie będzie bolało? Na czym to polega?”
Już ci wyjaśniam: Do weterynarza chodzisz prywatnie, tzn. płacisz mu dość konkretne pieniądze za usługę. Do lekarza chodzisz “państwowo”. Gdy pójdziesz do prywatnego lekarza i zapłacisz mu 100 zł za wizytę, to też będzie dla ciebie miły.
Interesujące, co o autorytetach ma do powiedzenia Barbara Skarga (“Człowiek to nie jest piękne zwierze”, Znak, Kraków 2007).
Skarga wyraża swój stosunek do nich prowokacyjnie, choć sama uznawana jest za autorytet. Pisze, że autorytetów nie uznaje i ich nie lubi. Ale nie zaprzecza istnieniu naturalnej społecznej hierarchii, w której działania i opinie pewnych poważanych osób są punktem odniesienia dla innych.
Jednak punktuje irracjonalność obdarzania kogoś darem autorytetu, w tym zwłaszcza zaufania. Podkreśla znaczenie własnej oceny faktów i krytycyzmu.
Czy mamy zatem traktować autorytety, nasze wzory do naśladowania, jak drabinę – mówiąc językiem Wittgensteina – którą odrzucamy uprzednio po niej się wspiąwszy („Traktat logiczno-filozoficzny”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004)? Austriacki filozof pisał, że czytelnik musi jego tezy przezwyciężyć, wtedy świat przedstawi mu się właściwie.
Czy słuszny będzie podobny postulat w odniesieniu do autorytetów? Według Skargi, wzajemny szacunek wystarczy zamiast ufności na wiarę.
Pan Zibik poruszył ciekawy wątek konformizmu. To sprawa dość niejednoznaczna. Bo jaką postawę uznamy w Polsce za konformistyczną, podczas, gdy pół kraju narzeka na obóz liberalno-demokratyczny, a drugie pół na konserwatywno-narodowy i związane z tymi obozami dwie odmienne poprawności polityczne?
Zgadzam się z gościówą. Wolny rynek usług skłania do bycia miłym dla klienta. Modelowe są Stany. Ale Kapuściński analizował – chyba w “Imperium” – pewien typ mentalności charakterystyczny dla społeczeństw byłego bloku komunistycznego, gdzie klient musi się w zasadzie kajać i prosić o łaskawe obsłużenie. Władza ekspedientki to jedna z odsłon takiej mentalności. I ona jest w Polsce – przy wolnym rynku – wręcz nieznośna.
Panie Kubo – osobnicy ferujący postawę konformistyczną, naiwną, bezkrytyczną występują wszędzie, w każdym środowisku, na szczęście jeszcze nie stanowią większości – chociaż, kto wie ?…
Władza w niegodnych rękach, nawet na poziomie kupieckim to rzeczywiście koszmar, dla ludu – obywateli wyborców. Mój wniosek i postulat – wybierajmy roztropnie ludzi, którzy będą sprawować władzę, a już wybranym przyglądajmy się uważnie, nie tylko na ręce.
Co to znaczy doświadczenie – gościówa chyba już korzystał z prywatnych usług medycznych?…
Życzę wszystkim dużo zdrowia i walorów na leczenie prywatne.
@Kuba
Tak mi sie skojarzyło a’propos tej mentalności postdemoludowej, ze w Polsce jest widoczna taka postawa zależno-drapieżna. Jak sie można na słabszym wyżyć, to sie nie ogranicza, jak nie mozna to mu sie wyliże 4 litery. Taki przykład z opieki zdrowotnej, jak już siedzimy w tym temacie, przed gabinetem lekarza odsądzą od czci i wiary a w gabinecie sa jak sam miód i ta ambiwalencja wcale nie musi być prowokowana zachowaniem lekarza. A na autorytety to sie ludzie powołują jak im brakuje argumentacji w dyskusji, bo przy postępowaniu w życiu doczesnym, to sie ze wskazówek autorytetów nie korzysta.
@Zibik
z prywatnych usług medycznych to w Polsce korzystał już chyba każdy, bo prawie wszystkie przychodnie lekarzy rodzinnych są prywatne. Prywatne też jest część szpitali, co nawet pacjenci moga o tym nie wiedzieć. Panstwowy to jest jedynie system ubezpieczen i funkcjonuje na zasadzie niewydolnego ale jednak monopolisty.
@Kuba
Nie zgadzam się z prof. Skargą, nie jest moim autorytetem. Moim zdaniem szacunek nie zastąpi zaufania (Ty mówisz o ufności na wiarę). Chyba, że mówimy o szacunku pochodzącym stąd, że ktoś jest godny zaufania. Ale przecież mogą być inne źródła szacunku. Szanuję kogoś za to, że nie kradnie i jest nieprzekupny, ale nie mam zaufania, bo pije i jest nieodpowiedzialny. Największe zaufanie mam do tych, którzy mnie kochają, choć bywa niestety, że ich nie szanuję.
@ gosciówa, Kuba
Jeśli chodzi o wolny rynek, to działa on świetnie na relacje kupujący – sprzedający, a słabo na relacje pomagający – potrzebujący pomocy. Wiadomo, że nie wszystko można kupić. Mam wrażenie, że mit o tym, że wolny rynek jest panaceum na wszelkie bolączki jest wynikiem naszego niedawnego (19 lat) wyzwolenia i zachłyśnięcia się normalnością. Ale chyba powoli przekonujemy się, że do prawdziwej normalności potrzebna jest również moralność.
@Zibik i inni:
Korzystałam z prywatnej służby zdrowia i mam doświadczenie: Gdy jakiś lekarz był postkomunistycznie niemiły, to już do niego nie przychodziłam – stracił klientkę. Reguły rynku prędzej czy później takiego lekarza nauczą grzeczności.
“Autorytet to ktoś, czyje zdanie czy postępowanie przyjmuję za słuszne bez dalszej analizy.”
nie wiem czy tylko w wyjątkowych przypadkach jest tak, że prowadzi to do wypaczeń. Wszelkie głosy autorytetów powinny być przeprawiane przez mózg i sumienie odbiorcy. Tak jest bezpieczniej i bardziej twórczo, co moim zdaniem nic nie uchybia autorytetom (prawdziwe autorytety kojarzą mi się z pokorą i otwartym umysłem)
co do częstotliwości spotykania takich, to może ogólnie znanych- ogólnopolskich autorytetów jest mało- mi szczerze to jeden przychodzi do głowy- prof. Bartoszewski. Ale ja osobiście spotkałem na swojej drodze autorytety, o których naród nie wie.
Rozmowa zrobiła się zniuansowana, więc ciekawa:)
Całkiem możliwe, że powołujemy się na autorytety po części z konformizmu, dla zrzucenia odpowiedzialności, dla wsparcia argumentacji i bez takiego krytycyzmu, jaki przykładamy do wypowiedzi innych. Ale zdając sobie z tego sprawę, nie popadamy w oślepienie. Każdy pogląd można zrewidować, a ufność pokładaną w człowieka stracić. Dla mnie chyba kluczowe jest zdanie, że autorytet to osoba, która jest dla mnie punktem odniesienia. Nie oznacza to, że przed nią klękam w podporządkowaniu, ale jej wybory mają dla mnie znaczenie.
Miłego dnia:)
Może różnica między autorytetami jest taka, że jedni sa z uznania a drudzy z nadania?
Np uznaniowo uważam, ze moja mama jest autorytetem dla mnie powiedzmy w kwestii gotowania, a przyjaciółka w kwestii relacji damsko męskich a ktos inny w kwestii wychowywania dzieci a powiedzmy ksiądz proboszcz w kwestiach wiary, bo słucham jego kazan co niedziela i uwazam je za wartościowe itd.
Dużo wiekszym dla mnie problemem sa autorytety z nadania. Bo to że w tv ktoś mi przedstawi takiego a takiego profesora jako “znany autorytet” to moze i znany ale czy autorytet? Bo co ja tak na prawde wiem o tym człowieku? Nie znam jego życiorysu, nie znam jego pism, prac a jezeli już to z medialnych cytatów, które mogą być wybiórcze i niemiarodajne.
Bardzo wiele osób mówi, że JPII jest dla nich autorytetem. Tyle, że jednoczesnie te osoby nauczanie papieża znają bardzo słabo, a ich uznanie dla autorytetu polegało na klaskaniu i śpiewaniu 100 lat. Z drugiej strony, czy sam fakt, ze nauczanie autorytetu jest totalnie ignorowane przez ludzi uznających ten autorytet w jakiś sposób go pomniejsza?
A co do prof. Bartoszewskiego – ja go bardzo lubię, uważam że to niegłupi człowiek i ciekawa osobowość – ale żeby zaraz autorytet? Mam wrażenie, że po śmierci paru ważnych Polaków – papież, Tischner, Kuroń, Lem, Miłosz… – polska opinia publiczna poczuła pustkę na stanowisku dyżurnego autorytetu narodowego. I poczuła, że trzeba zaraz kogoś z łapanki wsadzić na wakujące stanowisko. Stąd, ponieważ Bartoszewski jest dość medialny i przy tym wystarczająco stary – media upychają go na siłę na postumencie “niekwestionowanego autorytetu”.
Może czas wreszcie dorosnąć? Skąd w ogóle w Polakach przekonanie, że cały naród jak jeden mąż powinien posiadać jeden wspólny narodowy autorytet?! To bardzo głupie przekonanie, przecież każdy może mieć swoje autorytety i w dodatku różne w różnych dziedzinach. Oczekiwanie, że wszyscy obywatele Polski będą szczególnie czcić jedną (żyjącą) osobę, jest dziecinne.
? gościówa jesteś pewna kim jest prof. Bartoszewski
co do Miłosza, czy Lema trudno o nich mówić jako autorytetach- raczej jako o wybitnych twórcach.
Autorytet kojarzy mi się nie tylko z profesjnoalizmem, talentem, ale również z, amoże głownie z postawą moralną.
Bardziej z twórców by mi pasował na autorytet Herbert.
Według mnie w pojęciu autorytet występuje kilka elementów składowych m.in. prestiż, powaga, wpływ, znaczenie, mir, czy arbiter, znawca, wyrocznia, mistrz, a nawet alfa i omega. Terminy te odnoszą się nie tylko do osoby, ale również instytucji, jeśli osoba lub instytucja nie legitymuje się w/w składowymi to trudno je nazywać, a tym bardziej uznawać za autorytet. Proszę nie mylić, w ferworze wymiany słów i myśli, pojęcia autorytet z idolem, czy guru. Mimo apelu o dorosłość na szczęście, bez precyzyjnego wskazania adresata, daruję sobie określenie, czym jest taki stan świadomości,czy rozeznania, jak by nie było pojęć podstawowych.
nie można nazwać autorytetu alfą i omegą, bo to było by czynienie sobie bożków, przypominało by to nastolatki wpatrzonę w jakąś ulubioną pop-gwiazdę.
samo posiadanie własnego zdania i opini na jak najwięcej tematów wydaję mi się dobrą cechą, natomiast byłoby nawet nie pychą, tylko głupotą twierdzić, że wszystko można wiedzieć, poznać, czy doświadczyć, wtedy warto spoglądać na autorytety, ale analizując ich wypowiedzi czy postępowanie krytycznie (nie zawsze i nie we wszystkim rację muszą mieć nawet autorytety z najwyższej pułki jak np. Jan Paweł II).
To jest chyba oczywiste, że wiedzę moją, że istnieje np. Neptun czerpię od autorytetu w tej dziedzinie, bo sam ani nigdy nie byłem, ani nigdy nie widziałem, ani sam nie doszedłem do tego na zasadzie indukcji.
Taki typ autorytetu nazwałbym ‘autorytetem od jakiejś dziedziny’. Bo to co ten astrofizyk, sądzi na inne tematy już mnie mało obchodzi.
Jednak jak mówię słowo ‘autorytet’ mam na myśli kogoś o szerokiej wiedzy ogólnej, dużym życiowym doświadczeniu oraz o wysokich zasługach moralnych. Najbardziej kojarzy mi się to z wyrazem mędrzec. No i własnie tu bym umieścił Jana Nowaka Jeziorańskiego, Bartoszewskiego, czy Wojtyłę.
Trzeci rodzaj autorytetu, posiadają pewnne instytucje i role społeczne. U nas w kraju, rolą zaufania społecznego wciąż jest ksiądz, natomiast w krajach o wysokiej kulturze prawnej np. Wlk Brytanii instytucją z autorytetm będzie wymiar sprawiedliwości.
W takich przypadkach daną instytucję czy rolę obdarzamy zaufaniem z góry, a wrazie jakiś zdarzeń zmieniamy zdanie. Podobnie jest z autorytetami w jakiejś dziedzinie, z racji że ktoś jest profesorem to się mu ufa w tej dziedzinie- czasami do czasu. Natomiast na uznanie kogoś na autorytet-mędrca trzeba sobie najpierw zapracować i utrzymywać formę by nim pozostać.
Rzeczywiście zgadzam się z Panem Zibikiem, że wyraz ‘idol’ nie zależnie od etymologii dziś kojarzy się infantylnie. Guru (jeśli go rozumieć tak jak to jest w hinduizmie) byłby bliższym określeniem, do autorytetu-mędrca, natomiast właśnie guru prowadzi daną wspólnotę jako ‘alfa i omega’, nieomylny, co czasem bywa niezdrowe, dlatego uważam że również nie jest tożsamy z pojęciem ‘autorytet’
@Cypisek – czyżby Pan zapomniał, że był, jest i będzie we Wszechświecie, także na Ziemi njawyższy autorytet, którego przymiotem jest m.in. alfa i omega.
Warto nie tylko spoglądać na autorytety, ale również warto je naśladować, choć nie zawsze się to opłaca, jak mówił p.Bartoszwski. Osoba będąca autorytetem nie musi mieć rację, jej wystarczy, że jest uznawana i szanowana, a uczony, bądź specjalista, który nie szanuje rzeczywiście istniejących autorytetów albo zwykłych ludzi, kim według Sz.Pana jest?…..
Ależ Pan łaskawy o-hoho !, zaraz za p.Bartoszewskim, ponoć prof. umieściłeś Pan “Subitto Santo”.
Pisze Pan, że “w Wlk.Brytanii instytucją z autorytetem będzie wymiar sprawiedliwości”, ale kiedy ?…
Martwi mnie, że w sposób fragmentaryczny, a może “wyborczy” odniósł się Pan, do mojej poprzedniej wypowiedzi, polecam cały tekst, chyba dość precyzyjnie określiłem, kogo lub co możemy uznać za autorytet ?…. , napewno nie idoli, czy guru !
Zaufaniem może Pan obdarzać,”z góry” i dołu, nie tylko “od czasu do czasu”, nawet tych, którzy nie są godni, tak zaszczytnego przymiotnika – wystarczy, że ich Pan dobrze pozna, natomiast ostrożnie z instytucjami, nawet “w krajach o wysokiej kulturze prawnej”.
Pozdrawiam
Nie zapomniałem, poprostu tego nie zawarłem w wypowiedzi, dla wierzącego sprawa jest oczywista to prawda.
Nie wiem jak nazwać taki przypadek abstrakcyjny, dlatego posłużę się przykładem. Prof. L. Kaczyński ze swoimi poglądami na społeczeństwo, państwo, czy prawo, ma zupełnie inne poglądy od moich. Co więcej obóz, z którego się wywodzi i który wspiera aktywnie (np. podczas minionej kampanii), prentują w dyskursie częstom wymienione właśnie przez Pana- nie szanowanie autorytetów i zwykłych ludzi. Nie mniej jednak nadal zostaje dla mnie autorytetm w dziedzinie prawa pracy, bo jego wkład w tą gałąź jest dość istotny. W mowie potocznej nie nazwałbym by go autorytetem, na bazie dyskusji w której starałem się wyodrębnić różne rozumienie słowa autorytet, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że prezydent jest dla mnie autorytetem w dziedzinie prawa pracy.
Przepraszam jeśli to uraziło, przyzwyczajony jestem do specyficznego języka, w którym ściśle przestrzega się praw logicznych- czyli takiego w którym kolejność nazw w koniunkcji nie ma znaczenia. Jednym słowem nie wartościowałem tych postaci, tylko je wymieniałem.
Oczywiście wtedy jeśli rozpatrujemy zagadnienia z dziedziny prawa, ściślej powinienem powiedzieć, że sądy a nie wymiar sprawiedliwości, zresztą na szacunku dla orzecznictwa opiera się judge-made-law.
“Panie Waldku Pan się nie boi”;]
zrozumiałem Pański post, natomiast nie odpowiadałem wprost na niego, tylko wyrażałem swoje myśli, których inspiracją był ów wpis.
PS. Czasami powstaje niezrozumienie, dlaczego na forach internetowych używam zwrotu ‘Pan’, a nie zwracam się na ‘ty’. Nie jest to taki zabieg jak w przewrotnej retoryce publicystycznej gdy mówi się ‘Pan” by komuś umniejszyć. Natomiast idąc za rozumowaniem i argumentacją, która kiedyś usłyszałem od prof. Bralczyka (o zresztą to jest przykład mojego autorytetu w dziedzinie zagadnień językowych), że nigdy nie wiadomo z kim tak naprawdę dyskutję czy z dojrzałym człowiekiem czy z nastolatkiem, dlatego zawsze lepiej użyć słowa Pan, które jest bardzo ciekawą osobliwością języka polskiego.
Konkluzja – zdecydowanie lepiej być człowiekiem, oby autorytetem, cieszyć się szczególnym uznaniem i poważaniem, czego życzę autorce tekstu i wszystkim uczestnikom forum, niż stale obawiać się, czy mogę swobodnie ujawniać swoje poglądy, zachowania, czy potrzeby.
Pani Małgosiu równi póki co nie jesteśmy,wręcz przeciwnie wspaniale różni – to nam nie grozi dzięki Panu Bogu, mimo usilnych starań, co niektórych “mędrców” tzw. autorytetów, którzy chcieliby nas “zrównać” i ziścić Pani stwierdzenie “Obecnie nawet Bóg przestaje być Panem Bogiem, a…….”