Czy zamkną się uniwersytety? 2

(Studenci w proteście blokują wejścia na uniwersytety)
Państwo, rząd, premier, prezydent, minister, strajk – to słówka z zakresu polityki i funkcjonowania kraju, których w pierwszym semestrze nauczyliśmy się na hebrajskim. Strajk. To słowo jest teraz ważne i na ustach wszystkich. Dokładniej mówiąc strajk profesorów, który trwa już 88 dni, czyli od początku roku akademickiego i jest najdłuższym strajkiem uniwersyteckim w historii kraju. Jeśli do jutra nic nowego się nie wydarzy w negocjacjach, w niedziele uczelnie mąją się zamknąć. Prezydenci uniwersytetów poważnie mówią o anulowaniu roku akademickiego jeśli najbliższe dni nie przyniosą rozwiązania kryzysu.
Chodzi oczywiście o pięniądze, o waloryzację pensji które nie rosły od 1997. Poza tym o niedofinansowanie uczelni, obcinanie budżetów bibliotek. Słowem o uniemożliwianie ucznelni spełnienia swoich zadań.
W semestrze wiosennym zeszłego roku strajkowali studenci, bo rząd planował podnieść i tak już wysokie czesne. Teraz znów oni tracą, bo nie odbywa się większość wykładów. Jeśli rok akademicki nie zostanie anulowany, semestr wiosenny odbędzie się w wakacje. Wtedy studenci stracą szansę na wakacyjną pracę, która pozwala im na zarobienie na czesne na następny rok. Wielu nie wie co zrobić.
Inna rzecz to społeczna percepcja. Wszyscy są rozdrażnieni. Studenci oczywiście najbardziej, ale ulica nie szczędzi profesorom gorzkich słów. Że i tak dużo zarabiają , że prawie nie pracują, wykładają parę godzin w tygodniu, a poza tym pewnie niewiele robią. Jaka jest jakość wykładów bez ciągłych badań, lektur i własnej pracy profesora, i że kwalifikacje w postaci stopni naukowych powinny przekładać się na wyższe niż średnia pensje tego ulica już nie mówi.
Jednocześnie polscy znajomi, którzy tu są teraz na rozmaitych stypendiach mówią o tutejszym strajku jako o ważnej lekcji. Bo przecież i tak warunki pracy profesorów i ich pensje są tu wiele lepsze niż u nas. Wzdychają, że na myśl o wysokości swojej pensji po obronie doktoratu chce im się pójść w ślady Izraelczyków.
Ciekawe co powiedziałaby polska ulica gdyby stanęły uniwersytety. Profesorowie to nie górnicy, czy hutnicy żeby narobili bałaganu przed siedzibą Rady Ministrów, ani lekarze czy pielęgniarki, żeby ich strajk przerażał konsekwencjami. Możliwe, że odpowiedź była by taka, jak wczorajsza wypowiedź izraelskiego ministra finansów: “Profesorowie ryzykują rokiem akademickim 100 000 studentów żądając pięniędzy, na które nie zasługują”.





Nie zdziwiłbym się, gdyby powiedziała to samo, co za Gomułki. Literaci do piór, profesorowie do pulpitów, studenci do nauki! Kiedy wyszliśmy w parę osób z uniwerku, zobaczyć strajk taksówkarzy (kilka lat temu, przeciwko kasom fiskalnym) usłyszeliśmy dokładnie to samo.
Dzięki Biuletynowi, BP staje się ciekawym źródłem informacji:)
Dziś już wiadomo: uniwersytety nie stanęły, lecz ruszyły. Rząd dogadał się ze strajkującymi w ostatniej chwili i od dziś zaczął się normalny rok akademicki. Różnicę widać gołym okiem, kampus wypełnił się studentami. Ale będa musieli rzeczywiście studiować w wakacje. A tutejsze upalne lato to nienajlepszy moment na wytężona umysłową pracę…