Niekończąca się rozmowa – “Strach” 3
Nie miałabym trudności w pisaniu o wrażeniach z tej lektury, gdyby nie dotyczyła stosunków polsko-żydowskich. Historyczne obciążenia powściągają moją reakcję tak dalece, że lepiej już nie powiedzieć nic. Dlaczego? Bo sprawa dotyczy Żydów. Na normalną reakcję nakłada się od razu cała masa uwarunkowań: Naród Wybrany, dziedzictwo Starego i Nowego Testamentu, dwa tysiące lat życia w diasporze, historia wypędzeń i pogromów, chrześcijańsko-żydowski antagonizm, dług wobec żydowskich uczonych i artystów, pretensje o izolacjonizm, żal o wchodzenie w układy z władzą i opanowanie finansów, wreszcie holokaust i historia współczesnego Izraela.
Przypomnę więc tylko, że jest taki piękny film pod tytułem „Never-ending story” – niekończąca się opowieść. I powiem, że ta książka mogłaby mieć tytuł „Never-ending conversation” – niekończąca się rozmowa. Jednak autor dał jej inny tytuł, o wiele bardziej ponury: „Strach”.
A niekończąca się rozmowa z tej książki mogłaby być sparafrazowana tak:
Przychodzi Jurek do Olka i mówi:
- Olek, ty to mnie nie lubisz.
- Co ci, Jurek, przyszło do głowy, lubię cię- odpowiada Olek.
- Nie, ty mnie jednak nie lubisz – upiera się Jurek.
- Co ty opowiadasz, daj mi spokój- opędza się Olek.
-Olek, przypomnij sobie, pamiętasz jak ten dryblas, Alek, mi groził i zabierał zabawki? Jakbyś mnie lubił, to byś mnie bronił a ty nic- napada Jurek.
- No, wiesz, to nie dlatego, że cię nie lubię, tylko on był taki wielki i silny… Bałem się, że jak się będę wtrącał, to mi zabierze moje zabawki- oponuje Olek.
- No tak, ale jak zabierał zabawki Mańce, to jej broniłeś, a mnie nie – żali się Jurek.
- Jurek, ale Mańka to moja siostra. Też się bałem, ale nie miałem wyjścia.- tłumaczy Olek.
- No właśnie, jej broniłeś już, kiedy zabierał jej zabawki, a mnie nie pomogłeś nawet wtedy, kiedy mnie bił- zarzuca Jurek.
- Tłumaczę ci, że to moja siostra – denerwuje się Olek.
- A ja, czy nie jestem twoim przyjacielem? Przyjaciół się broni jak są w potrzebie – punktuje Jurek.
- No, dobra, jesteś moim przyjacielem, ale ciekawe, co ty byś zrobił, jakby to mnie Alek bił – przechodzi do ataku Olek.
- Ja bym cię na pewno obronił. A tak w ogóle, to broniłeś nie tylko Mańki, ale i swoich innych przyjaciół, tylko nie mnie- wypomina Jurek.
- Bo na ciebie ten Alek był okropnie wściekły – słabo argumentuje Olek.
- Wcale nie tylko dlatego. W dodatku, jak on mi zabierał moje zabawki i rzucał nimi o ścianę, to ty je podnosiłeś i zabierałeś sobie. Naprawiałeś i bawiłeś się jakby były twoje. A nawet czasami sam mi zabierałeś zabawki jak on mnie bił i nie widziałem, co się dzieje- sięga do najsilniejszych argumentów Jurek.
-Nie, wydaje ci się tylko, Jurek, ja bym nigdy nie robił tego, co ten drań. To on ci wszystko pozabierał i popsuł – zasłania się Olek.
- Tak, to pokaż, co masz w kieszeni- Jurkowi zwężają się oczy.
- Nie pokażę- krótko ucina Olek.
- A widzisz. Więc mnie nie lubisz. Prawdziwemu przyjacielowi byś tak nie zrobił- tryumfuje Jurek.
- Słuchaj, ja ci twoich kieszeni nie sprawdzam. Zresztą nawet, jeśli nic w nich nie masz, to o niczym nie świadczy. Może nie miałeś okazji, żeby coś do nich włożyć, bo Alek chodził za tobą krok w krok i albo cię bił albo patrzał na ręce. Jakby nie to, to też pewnie zabierałbyś mi moje zabawki- Olka ogarnia wściekłość.
- Na pewno nie! Ja bym się tak nie zachował. Ty zresztą chyba nawet pomagałeś Alkowi mnie bić. Widzisz ten siniec? To od ciebie- Jurek ma po swojej stronie fakty.
- Nie jesteś takim dobrym kolegą, za jakiego się masz. Pamiętasz, zanim przyszedł Alek bawiliśmy się razem, ale jak miałeś jakieś nowe i fajne zabawki, to je przede mną ukrywałeś. Bawiłeś się nimi tylko ze swoimi braćmi – przypomina sobie dawne żale Olek.
- Bo myśmy sami sobie te zabawki robili, takich nie da się kupić w sklepach. Ja mam tatę, który mnie tego nauczył i dlatego ja i moi bracia umiemy sobie robić takie fajne zabawki. I za to mnie pewnie nie lubisz. Wolisz tych swoich innych koleżków, bo są tak samo tępi jak ty i nie masz im czego zazdrościć – wypala Jurek.
- Wiesz co, ja cię chyba rzeczywiście nie lubię. Staram się jak mogę, ale ciągle mi wyjeżdżasz z tym, że ja jestem zły i głupi a ty dobry i mądry. I jeszcze innym o tym opowiadasz i jeszcze chwalisz się swoim tatą, jakby był lepszy od mojego. Za to cię nie lubię, spadaj- złości się Olek.
- A widzisz, mówiłem, że mnie nie lubisz – potrząsa głową Jurek.
- Dobra, nie lubię cię, ale powiedz mi, do czego ci potrzebne to, że ja cię nie lubię? – irytuje się Olek.
-A do czego ci potrzebne, żeby wiedzieć, do czego mi to potrzebne?- nie traci czujności Jurek.
-O rany, jaki ty jesteś męczący. Ten Alek to miał chyba rację- mamrocze Olek.
_ Co??? Co powiedziałeś?- rzuca się Jurek.
- Mówiłem, że Alek miał chyba świra- Olek reflektuje się, że go poniosło, ale myśli w duchu: „Moja mama miała chyba rację, żeby się z nim nie bawić, ale nie mogę o tym mówić, bo teraz tego Alka nikt nie lubi i nie chce się z nim bawić, a Jurek ma kupę nowych zabawek i jeszcze powie, że ja mam jego stare zabawki i nikt nie będzie się chciał ze mną bawić. A przecież nawet nieźle się dawniej bawiliśmy”.
Po chwili:
- Te, Jurek, lubię cię, a ty?- pojednawczo zwraca się Olek.
- Nie, Olek, ty to mnie nie lubisz- powątpiewa Jurek.
(i tak bez końca)





Od czasu, kiedy wymyśliłam tę rozmowę, zadaję sobie pytanie, czy jest gdzieś punkt, w którym to zapętlenie może być przerwane. Myślę, że tak. Widzę dwa takie momenty. Pierwszy, gdyby Jurek odpowiedział Olkowi na pytanie, do czego jest mu potrzebne to, że go Olek nie lubi. W tej rozmowie pada pytanie na pytanie.
Drugi to moment, kiedy mówią o swoich ojcach. A gdyby odkryli, że mają wspólnego dziadka?
W pierwszym wypadku potrzebne byłoby zaufanie, a w drugim – poczucie wspólnoty.
Może to uzupełnienie nikogo nie interesuje, ale ja miałam potrzebę dopowiedzenia nadziei.
Oglądałem kilka lat temu taki film, w zasadzie dokument, w kinie Muranów: reżyser aranżuje spotkanie palestyńskiego dziennikarza z izraelskim policjantem; zasada spotkania – dziennikarz zabiera policjanta w ważne dla niego miejsce (osiedle żydowskie obok Palestyńczyków) i odwrotnie (miejsce wielu zamachów palestyńskich w żydowskim mieście).
Cały film pokazuje, że bohaterzy pochodzą z innych światów, że ich doświadczenia i języki do siebie po prostu nie przystają. Moment rozładowania przychodzi na końcu. Zamiast rozmawiać o tym, co było, o filmie, który robili, o przeszłości, siadają na plaży na leżakach, nie pamiętam, czy z piwem, i zaczynają rozmawiać jak kumple z jednej okolicy.
Podsumowując, trudno uwierzyć w rozwiązanie poruszanych przez nas spraw na poziomie intelektualnym, zwłaszcza że dotyczy to wielkich grup ludzi. Nadzieję widzę w osobistym kontakcie z innym i w zmianach pokoleniowych.
[...] Niekończąca się rozmowa – “Strach” [...]