Artykuł

  • 18.01.2008
  • 07:57 PM
  • Dariusz Kowalczyk SJ

Kryzys uniwersytetu, kryzys Europy 38

Jan18

Załączam (za zgodą autora) tekst wygłoszony przez o. Andrzeja Koprowskiego SJ, dyrektora programowego Radia Watykańskiego, na antenie tejże rozgłośni.

Zgrzyt na rzymskim uniwersytecie Sapienza można banalizować. Jest tak absurdalny, że łatwo go skwitować krótkim sloganem o laickim totalitaryzmie, o manipulacji, która kryje się „za” i tak dalej. Wydaje mi się, że warto spojrzeć na to smętne wydarzenie jako swoisty znak pobudzający do głębszej refleksji. Europa, szerszej „świat atlantycki” od dziesięcioleci ma trudność w zaakceptowaniu faktu, że wydarzenie religijne przenika całe życie człowieka… że nie da się go spłaszczyć i zepchnąć do zakrystii, na margines tylko indywidualnego, najlepiej – tylko płytko uczuciowego przeżycia i co najwyżej cichej, nie przeszkadzającej innym, modlitwy gdzieś w kąciku… Ma to swoje konsekwencje dla klimatu kulturowego, dla spójności tkanki społecznej w poszczególnych krajach Starego Kontynentu. Ale ma też konsekwencje szczególne w okresie wielkich migracji… Europa, chce czy nie chce, musi skonfrontować się z przybyszami z krajów, o dominacji islamu. Dla nich religia jest faktem społecznym i faktem znaczącym dla całości ich życia… Za kilka lat Europa uświadomi sobie, że stała się miejscem zamieszkania milionów, dziesiątków milionów, przybyszów z Azji. Z zapleczem ich kultur i religii… Na ile „Stary Kontynent” wejdzie dojrzale w to spotkanie? Czy stanie się ono dialogiem kultur i religii, naznaczonym szacunkiem czy konfrontacją u podstaw której będzie lęk „bogatego świata”, demograficznie kurczącego się, niezaradnego w tym, co dotyczy tożsamości osób, środowisk, społeczeństw, narodów? Kościół jest świadom tych problemów od szeregu już lat. Wystarczy odwołać się choćby do przesłania poprzedniego Papieża, Jana Pawła II na Dzień Migranta i Uchodźcy 2005 roku. By zobaczyć z jaką mocą mówił o pilnej konieczności dialogu kultur i szacunku dla wymiaru religijnego ludów i narodów…

Konfrontacja krzykliwego sprzeciwu małej grupki na Uniwersytecie Sapienza protestującej przeciw dyktatowi Papieża – w zestawieniu z treścią Jego przemówienia, którego skrót słyszeliśmy przed chwilą w programie mówi sama za siebie. Ale za tym wszystkim jawi się głęboki kryzys kultury, jaki przeżywają nie tylko Włochy… Samotność człowieka, który traci poczucie swojej tożsamości i zaczyna bać się każdego Innego; reaguje na niego agresją. Przekreślam go, bo się go boję… A skoro oczywistość faktu mówi, że ten Inny istnieje, to nie chcę mieć z nim kontaktu… Wieża Babel rozprzestrzeniona na społeczeństwa, gnieżdżąca się w wielkomiejskich środowiskach bez zdolności wzajemnej komunikacji. Nie tylko w wypadku zaproszenia Papieża na inaugurację roku akademickiego na rzymskim uniwersytecie, ale i w innych kontekstach przed kilkoma miesiącami – w Belgii, małym kraju UE, któremu groził rozpad państwowości właśnie z powodu braku umiejętności komunikacji, rozmawiania, uznania wartości Drugiego człowieka, wspólnoty – przy zachowaniu własnej tożsamości i specyfiki. Myślę, że trzeba się uczyć szacunku dla samego siebie i dla Drugiego, który jest inny niż ja… Trzeba się uczyć jak wyrazić samego siebie, a zarazem potrafić słuchać tego, co ktoś inny ma do powiedzenia. Z krytycznym nastawieniem z mojej strony., ale i z szacunkiem…

Moim kolegom i koleżankom – dziennikarzom RV powiedziałem wczoraj: Kościół broni tego, co niesie Pismo św. i wydarzenie Jezusa Chrystusa, co niesie jego wielowiekowe doświadczenie zakorzenione w przekazie Księgi Rodzaju: Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństw. Stworzył go jako mężczyznę i kobietę. Powstała sytuacja, w której tworzy się wrażenie, że Kościół jest jakby „ideologicznie zafiksowany” na kilku sprawach i dlatego bardzo uważnie musimy szukać języka przekazu, któryby ułatwiał zrozumienie, że to, co niesie Kościół i chrześcijaństwo, jest czymś innym, bez porównania głębszym i otwiera przed nami horyzont życia, oparty o rzeczywistość Pana Boga, o miłość Boga ku człowiekowi, którą ukazał „do końca” w wydarzeniu krzyża i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.

W tym kontekście wróciłem do jednego z artykułów jeszcze wówczas kardynała Jozefa Ratzingera, o prowokacyjnym tytule: Dlaczego jeszcze jestem w Kościele? Kardynał Ratzinger zauważa, że poprzez wszechobecność, ale i powierzchowność przekazu medialnego – często dziś tracimy z oczu istotę tego, czym jest Kościół. Widzimy wiele szczegółów, ale tracimy z oczu całość i to, co istotne. Obrazowo mówi – pierwsze domy na przedmieściu nie dają obrazu miasta, pierwszy zagajnik nie daje żadnego wyobrażenia o uroku lasu… Często patrzymy dziś na Kościół pod kątem jego skuteczności w jakimś jednym aspekcie. Często nie istotnym dla całości tego, kim jest Kościół jako taki. Zaczynamy reagować na niego jak na inne instytucje, chcąc coś zreformować. W rezultacie zostajemy na powierzchni wydarzenia chrześcijańskiego, które prowadzi do reformy związanej z poszerzeniem horyzontów i tym, co się określa jako „przemiana wewnętrzna”… Zaczynamy się ślizgać po powierzchowności reformy struktur i potem dziwimy się, że sam Kościół dla nas staje się czymś drugorzędnym… Chrześcijaństwo i Kościół są istotnie związane z „rzeczywistością wiary”. Benedykt XVI z ogromną znajomością przedmiotu w jego historycznym rozwoju mówi o znaczeniu rozumu i bogactwie depozytu wiary, która poszerza spojrzenie . Która niczego nie narzuca przemocą, ale poszerza spojrzenie o rzeczywistość nie byle jaką tylko o rzeczywistość Boga, i to Boga, który umiłował do końca…

Przypomina się, co mówił Mahatma Gandhi, wielki myśliciel i wrażliwy człowiek, acz nie chrześcijanin: człowiek rozbija się przez politykę bez zasad; przez bogactwo bez pracy, przez wiedzę bez mądrości; przez załatwianie spraw bez moralności; przez naukę, ale bez wymiaru ludzkiego, przez religię ale bez wiary, wreszcie – przez miłość ale bez gotowości do poświęcenia ze swojej strony…

Wydaje mi się, że żałosne i będące znakiem głębokiego kryzysu kultury wydarzenia na rzymskim uniwersytecie Sapienza powinny pobudzić nas wszystkich do odnowionego spojrzenia na Kościół jako rzeczywistość wiary, jako – jak mówi we wspomnianym artykule Josef Ratzinger – na Kościół jako Kościół Pana, Jezusa Chrystusa, a nie mój kościółek, konkurujący z kościółkami obok, reprezentowanymi przez inne gwiazdy, nagłaśniane pozytywnie czy negatywnie przez media. Kościół który wyszedł z Wieczernika Eucharystii i Wieczernika Zesłania Ducha świąt, z wydarzenia Krzyża i Zmartwychwstania Jezusa Chrytsusa… Kościół zbudowany na Piotrze jako skale, skale, której nie przemogą zawirowania historii, ani nawet małe, choć bardzo krzykliwe grupki jednego z najstarszych uniwersytetów Europy.

Komentarze przez RSS

38 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Małgorzata says:

    Sądzę, że jeśli “mój kościółek” , czyli konkret, egzemplifikacja, to, co mnie dotyka w mojej codzienności, w niczym – oprócz nazwy – nie wskazuje na Kościół Pana Jezusa, to gubię ten wielki i piękny obraz. I to jest sytuacja z jaką wielokrotnie w Europie mamy do czynienia i to jest jedna z ważnych przyczyn, tego, że ludzie obojętnieją na przesłanie Jezusa. O to właśnie chodzi, żeby się temu przeciwstawić. Ale do tego nie wystarczy upajanie się ogólną wizją, a wydaje się, że wielu uduchowionym hierarchom to wystarcza do dobrego samopoczucia. Co więcej, jako widzący czują się lepsi od tych marniutkich, którzy widzą tylko “swój kościółek”. Stwierdzam to z ogromną przykrością. Ludzie nie są głupi ani źli, tylko zamiast chleba dostają kamienie. To prawdziwy dramat naszych czasów.
    P.S. Gdzie można znaleźć przemówienie papieża, o którym tu mowa? Chciałabym poczuć ten kontrast między nim a zachowaniem studentów.

  2. Andrzej says:

    a). Odnoszę identyczne wrażenie co Małgorzata
    b). Też chciałbym przeczytać co papież napisał takiego o Galileuszu, bo albo było to niezbyt mądre, albo to co zostało zacytowane przez studentów – wyrwane z kontekstu (jak znam życie pewnie druga opcja).

  3. gościówa says:

    “1990 roku kardynał Joseph Ratzinger oświadczył w Parmie, że “proces kościelny przeciwko Galileuszowi był uzasadniony i sprawiedliwy”"

    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4832028.html

    Jak by nie nazwać studenckiego protestu: młodzieńczym?, niedojrzałym?, zbyt emocjonalnym? – to wypowiedź Ratzingera jest skandaliczna. Młodzi ludzie postanowili zwrócić na to uwagę. Gdyby zrobili to grzecznie i delikatnie, to nikt by się tą sprawą nie zainteresował.

    Przykre jest to, że Kościół czuje się urażony NIE dlatego, iż (dajmy na to) papieża potraktowano niesprawiedliwie bo on (dajmy na to) ma teraz inne poglądy. Nie. Kościół jest oburzony, że ktoś śmiał wyprosić PAPIEŻA. Jak gdyby papież z racji samego swego stanowiska był nietykalny, niezależnie od tego jakie bzdury wygaduje.

  4. gościówa says:

    W pewnej mierze zgadzam się z komentarzem w La Repubblica, że w państwie wolności słowa powinno się dyskutować a nie wyrzucać dyskutantów za drzwi. Sama na miejscu tamtejszych akademików pewnie zaprosiłabym papieża do publicznej dyskusji nad jego skandalicznymi poglądami.

    Tylko że obawiam się, iż taka dyskusja nie zwróciłaby szczególnej uwagi świata. A tak to świat szybko i dobitnie dowiedział się, co sądzi Ratzinger o procesie Galileusza. Gdyby nie ten protest, to ja sama bym nie wiedziała.

  5. Kuba says:

    Wypowiedź o Galileuszu była wyrwana z kontekstu, w tym sensie zgadzam się z o. Koprowskim. Ale posługiwanie się cytatami to chyba problem tego pontyfikatu.

  6. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Zajrzałem na blog, no i moja radość z wyboru nowego generała jezuitów została lekko naruszona. Wypowiedż gościówy o sprawie BXVI i La Sapienza jest wyjątkowo irytująca swoją przemądrzałą głupotą. Zacznijmy zatem od początku.
    1. Przeczytałem fragmenty przemówienia Ratzingera, jakie wygłosił 15 III 1990 roku w Parmie na konferencji poświęconej Galileuszowi (po wlosku do znalezienia w internecie). Doskonały wykład! Jak większość wykładów Ratzingera, który jest jednym z wybitniejszych współczesnych intelektualistów. W pewnym momencie swego wykładu Ratzinger zacytował filozozofa agnostyka Feyerabenda, który stwierdził: “Kościół czasów Galileusza odwoływał się do rozumu bardziej niż sam Galileusz. [...] Jego wyrok przeciwko Galileuszowi był racjonalny i słuszny, i tylko dla korzyści politycznych można usprawiedliwiać jego rewizję”. Ratzinger przytoczył ten cytat nie po to, aby bronić Galileusza lub go atakować, ale aby zilustrować pewną tezę dotyczącą współczesności (nie ma miejsca na wchodzenie w szczegóły). Tym niemniej uważał za stosowne powiedzieć wyraźnie, że “byłoby absurdem budować na bazie tego typu wypowiedzi pośpieszną apologetykę. Wiara nie wzrasta poprzez resentyment i odrzucenie racjonalności, ale od fundamentalnego przyjęcia racjonalności i wpisania jej w rozumność jeszcze większą…”. W każdym razie trzeba było być tłumokiem albo mieć złą wolę, aby zaatakować Benedykta XVI za jego wykład o Galileuszu sprzed 18 lat.
    Kiedy dziennikarz zapytał prof. Ciniego, jednego z inspiratorów tego głupiego buntu, dlaczego w apelu do rektora naukowcy posłużyli się kłamstwem wkładając w usta kard. Ratzingera pochwałę procesu wytocznego przez inkwizycję Galileuszowi, skoro cytował jedynie kogoś innego i w dodatku się z nim nie zgadzał, to wówczas zdenerowany profesor wykrzyczał do kamery, że „Ratzinger nie zgadzał się, ale się zgadzał między wierszami” (toż to poziom niepiśmiennej muzułmańskiej ulicy ciskającej gromy na BXVI po jego wykładzie w Ratyzbonie) . Wygląda na to, że chorzy z nienawiści do Kościoła ludzie szukali pretekstu, aby Papieżowi wykrzyczeć, że nie lubią jego i w ogóle katolicyzmu. Nota bene, szybko się okazało, że w grupie protestujących studentów wiodący są aktywiści homoseksualni. Poprzebierani za biskupów stali przed uniwersytetem z takimi napisami jak “papiezyca lesbijska”. Kuba nie ma racji, kiedy stwierdza, że ten pontyfikat ma problem z posługiwaniem się cytatami. Problem maja ci, którzy szukają dziury w całym. Nie maja się czego czepnąć, to czepiają się wyciągniętych z kontekstu cytatów, które zreszta potem przestają być cytatami, a staja się słowami samego Papieża (nawiasem mówiąc czasem warto przeczytać coś więcej niż GW lub gazeta.pl, gdyz te organy często przekłamują kościelne newsy).
    2. Sprawa Galileusza jest w ogóle bardzo ciekawa i warto coś na ten temat poczytać. Moim zdaniem zacytowany przez Papieża Feyerabend ma rację, kiedy stwierdza, że oponenci Galileusza byli bardziej racjonalni niż on. Jest bowiem faktem, że choć rozwój nauki przyznał rację Galileuszowi, to argumenty Galileusza były błędne (“nie trzymały się kupy”), co wytknęli mu sędziowie. Innymi słowy, z racjonalnego punktu widzenia Galileusz mógł mówić jedynie o nieudowodnionej hipotezie. Swojej prawdziwej – jak się okazało – koncepcji nie potrafił bowiem racjonalnie udowodnić. Spór między Galileuszem a inkwizycją nie był sporem między nauką i wiarą, ale był sporem filozoficznym, w którym Galileusz w żadnej mierze nie był górą.
    3. Papież nie jest jakimś chłopaczkiem, aby go laskawie – jak to czyni gosciówa – “zapraszać do publicznej dyskusji nad jego skandalicznymi poglądami”. Jesli się zaprasza papieża na Uniwersytet, to trzeba zachować się kulturalnie jak wobec każdego znamienitego gościa, nawet jeśli nie podzielamy jego wszystkich poglądów. Papież nie jest od tego, żeby kłócic się przed Sapienzą z przebranymi za biskupów studentkami, które rozdają ulotki z głebokim przesłaniem: „Błogosławiona niech będzie łechtaczka, a nie Kaplica Uniwersytecka!”.
    4. Myli się gościówa, że to Kościół jest oburzony, iż ktoś śmiał wyprosić Papieża. Kościół (hierarchiczny) zachował się z wielką powściągliwością. Oburzeni są we Włoszech (w tym na La Sapienza) wszyscy rozsądni ludzie (wierzący i niewierzący), którzy nie znoszą posługiwania się kłamstwem dla wywoływania absurdalnych awantur. Wielu inteligentnych antyklerykałów jest we Włoszech niezadowolonych z afery na Sapienzy, gdyż niechcący radykalna laickość pokazała tam swoją nietolerancyjną gębę. Coś się dziwić, skoro protestujący studenci trzymali emblematy z sierpem i młotem.

  7. Kuba says:

    Kuba nie ma racji, kiedy stwierdza, że ten pontyfikat ma problem z posługiwaniem się cytatami. Problem maja ci, którzy szukają dziury w całym. Nie maja się czego czepnąć, to czepiają się wyciągniętych z kontekstu cytatów, które zreszta potem przestają być cytatami, a staja się słowami samego Papieża

    Cała ta dyskusja jest o problemie, który wyniknął z posłużenia się cytatem przez niechętnych papieżowi, podobnie jak w było z wykładem w Ratyzbonie. Dlatego uważam, że to kłopot pontyfikatu Benedykta. Nie zawiniony przez niego, co napisałem powyżej. W obu przypadkach mieliśmy do czynienia z manipulacją. I można się było o tym dowiedzieć z mediów.

  8. Małgorzata says:

    Przeczytałam wykład kardynała Ratzingera. Na szczęście znam włoski. Jest bardzo ciekawy i nie ma w nim moim zdaniem nic, co usprawiedliwiałoby taką reakcję. Ewentualnie można by dyskutować z wyprowadzaniem wniosku, że przyjęcie teorii Galileusza doprowadziło do konstrukcji bomby atomowej (tu z kolei cytowany jest Ernest Bloch). No, oczywiście, cały postęp bierze się z przyjęcia poprzednich wynalazków i ich rozwijania. Jeśli pomyślimy, że któregoś wcześniejszego by nie było, to wszystko potoczyłoby się inaczej, ale nie wiemy jak. Więc można się zgodzić, że bez Galileusza nie byłoby bomby, tylko co z tego. Ale to detal. Wykład był mądry,dający do myślenia, przełamujący stereotypy i podkreślający to, co u papieża szczególnie cenię: że nauka nie jest wszystkim, że istnieje większy rozum niż naukowy i człowiek popełnia błąd, że się do naukowego myślenia ogranicza. Bo przez to ogranicza swoje możliwości i jeszcze jest z tego dumny.
    Jednym słowem, reakcja uniwersyteckich fizyków jest moim zdaniem, podyktowana jakimiś innymi względami niż treść wykładu. Może to fobia? A może chęć reklamy? A może po prostu głupota. Może nikt z nich nie czytał tego wykładu, tylko poszła fama, że papież ma coś przeciwko teorii heliocentrycznej. Na głupotę i lenistwo umysłowe nie ma rady. W przypadku wykładu w Ratyzbonie, też nie ważne było o co chodziło, tylko wszyscy podniecali się wyrwanym z kontekstu cytatem. A tamten wykład też był bardzo mądry, spokojny, dobrze argumentowany. Jednym słowem – najwyższa klasa intelektualna. Może to jest tak trudno znieść: mądry a wierzący! A poza tym, co to za metody: nie wpuszczanie na salę? Jakby były argumenty, to trzeba było wygłosić kontrwykład i wykazać niedopuszczalność czy miałkość intelektualną prof. Ratzingerowi. Widać był tylko argument jakim posługuje się motłoch – siła.

  9. gościówa says:

    Z pokorą zbieram baty, bo rzeczywiście nie czytałam tego wykładu.

    Co do luk w rozumowaniu Galileusza – choćby i one były nie wiem jak wielkie, Kościół nie jest uprawniony wymierzać kary kościelne za nielogiczną argumentację w naukach przyrodniczych. Przypominam sobie, że dawno temu dyskutowałam o tym z ks. Dariuszem na forum portalu opoka – i nawet przyznał mi rację!

  10. Andrzej says:

    No to wszystko jasne, czyli jest jak zawsze. Szkoda, że tak późno się tutaj ten komentarz pojawił (niestety nie wszyscy znają włoski), ale rozumiem, że dla Jezuitów to gorący okres ;-)

  11. gościówa says:

    Tu lepszy link: http://ncrcafe.org/node/1541

    Z tego co widzę, Ratzinger chyba reprezentował tam pogląd podobny do poglądu ks. Dariusza: Mianowicie, skoro idzie jedynie o sposób opisu ruchu planet patrząc z różnych układów odniesienia – to układ odniesienia ze Słońcem w środku nie jest w niczym lepszy od układu odniesienia z Ziemią w centrum. Opis heliocentryczny jest lepszy tylko ze względów rachunkowych: matematyczny opis orbit kołowych (a właściwie, jak później zweryfikowano – eliptycznych) jest nieskończenie prostszy od matematycznego opisu poprzez epicykle i deferensy (których musiałoby być nieskończenie wiele, by dokładnie opisać ruch jednej planety z punktu widzenia drugiej).

    Dotąd wszystko jest w porządku – stopień matematycznej komplikacji modelu nie jest miarą jego przystawalności do rzeczywistości. Rachunek to tylko rachunek. Kto lubi skomplikowane rachunki, ten może stosować epicykle.

    Natomiast problem zaczyna się dalej. Ponieważ nauka zaczęła od epicykli, przyjęła za oczywiste nieuprawnione założenie, że Ziemia jest punktem fizycznie wyróżnionym w przestrzeni. Następnie Kopernik stworzył inny, prostszy opis ruchów planet, który otworzył możliwość iż założenie o wyróżnieniu Ziemi jest w ogóle niepotrzebne.

    Innymi słowy, najpierw ludzkości wydawało się, że nauka potwierdza wyróżnioną pozycję Ziemi we wszechświecie, co akurat współgrało z ówczesnymi poglądami metafizycznymi. Kopernik pokazał, że nauka NIE potwierdza tej wyróżnionej pozycji. Czyli że fizyką nie da się tutaj udowodnić metafizyki. (Używam tutaj słowa fizyka w sensie “nauki przyrodnicze”, bo wtedy nie było bardziej szczegółowego podziału wśród tych nauk.)

    O co poszło w procesie Galileusza? Na ile jestem zaznajomiona ze sprawą – poszło właśnie o to: Czy fizyka potwierdza, czy nie potwierdza pewnego poglądu metafizycznego wychodzącego z nauki Kościoła? Galileusz stał na stanowisku, że fizyka nie jest w stanie udowodnić stwierdzenia nie należącego do sfery fizyki. Stronie kościelnej trudno było się z tym pogodzić.

    Jeżeli mylę się w moim streszczeniu o co chodziło w sprawie Galileusza, to proszę mnie poprawić.

  12. gościówa says:

    Jeśli dobrze rozumiem, to Ratzinger z kolei przychylał się do zdania, że było na odwrót niż napisałam wyżej:

    Czyli wg Ratzingera Galileusz twierdził, że fizyka właśnie udowadnia pewne stwierdzenie metafizyczne, mówiące coś tym w rodzaju: “nieprawda iż Bóg stworzył ludzi jako istoty obdarzone specjalną godnością, bo fizyka mówi, że Ziemia nie jest wyróżnionym punktem wszechświata”. Natomiast Kościół, wg Ratzingera, był zdania, że fizyka niczego takiego nie udowadnia. (No i miałby rację, gdyby tak twierdził, bo faktycznie nie udowadnia.)

    Spór jest więc obecnie o to, co kto twierdził?
    Czy to Kościół obstawał przy udowadnianiu tez metafizycznych przez fizykę? Czy, przeciwnie, to Galileusz przy tym obstawał?

  13. Małgorzata says:

    Z tego co ja rozumiem, Ratzinger mówił o zmieniającym sie klimacie intelektualnym w ostatniej dekadzie (mówił to w 1990 r), co sprawia, że na nowo stawiane są pytania o granice i odpowiedzialność nauki,której postęp wywiera coraz większy wpływ na otaczający świat poddany ludzkiej interwencji.
    Znamiennym przykładem, którym Ratzinger się posłużył był stosunek do sprawy Galileusza. Dawniej, począwszy od Oświecenia oceniano ją jednoznacznie jako “nadużycie” ze strony Kościoła. Teraz ten stosunek przestał być tak jednoznaczny. Ernst Bloch zauważa na przykład, że po odkryciu teorii względności, przestrzeń przestała być pusta i nieruchoma a ruch nie jest absolutny, ale zawsze jest ruchem obiektów względem siebie. W astronomii decyduje sprawa wygody, i z tego względu punktem odniesienia dla ruchu ciał w naszym układzie jest słońce a nie ziemia. Jednak gdy zajmuje nas godność człowieka i tłumaczymy świat oraz to, co się w świecie wydarzało i będzie wydarzać, punktem odniesienia może być nadal ziemia.
    Cytuję angielskie tłumaczenie: “Once the relativity of movement is taken for granted, an ancient human and Christian system of reference has no right to interference in astronomic calculations and their heliocentric simplification; however, it has the right to remain faithful to its method of preserving the earth in relation to human dignity, and to order the world with regard to what will happen and what has happened in the world.”
    A więc innym kryterium wyboru takiego a nie innego punktu odniesienia mogą być względy nie należące do nauk przyrodniczych: filozoficzne.
    Z kolei von Weizsaker mówił, że od Galileusza prowadzi prosta ścieżka do bomby atomowej (przepraszam za swoją omyłkę, pomyliłam się i przypisałam wczoraj ten pogląd Blochowi). Dalej mowa jest o przytaczanym przez o. Dariusza cytacie z Feyerabenda o tym, że Kościół kierował się racjonalnością w procesie Galileusza.
    I co na ten zmieniony klimat wokół nauki odpowiada Ratzinger?
    Cytuję angielskie tłumaczenie z podanego przez gościówę linku:
    “To my great surprise, in a recent interview on the Galileo case, I was not asked a question like, ‘Why did the Church try to get in the way of the development of modern science?’, but rather exactly the opposite, that is: ‘Why didn’t the church take a more clear position against the disasters that would inevitably follow, once Galileo had opened Pandora’s box?’

    It would be absurd, on the basis of these affirmations, to construct a hurried apologetics. The faith does not grow from resentment and the rejection of rationality, but from its fundamental affirmation and from being inscribed in a still greater form of reason … ”

    Ratzinger jest bardzo zdziwiony zmienionymi pytaniami, które dostaje (pierwszy akapit cytatu, nie tłumaczę) i uważa, że byłoby absurdem budować na tej podstawie pośpieszną apologetykę. Wiara nie może wzrastać na pretensjach i odrzucaniu racjonalności, ale na zasadniczym jej (racjonalności) potwierdzeniu i na tym, że wpisana jest w jeszcze większą formę rozumu.
    Moim zdaniem, bomba! Ciekawe, co tak tych fizyków z Sapienza zdenerwowało? Nie będę powtarzać swoich domysłów. Ale, żenada!

  14. gościówa says:

    > A więc innym kryterium wyboru takiego a nie innego punktu
    > odniesienia mogą być względy nie należące do nauk
    > przyrodniczych: filozoficzne.

    Dokładnie o tym piszę wyżej.

    > Ciekawe, co tak tych fizyków z Sapienza zdenerwowało?

    Może to, o czym już napisałam wyżej: Że Kościół naruszył granice swoich kompetencji, wlepiając Galileuszowi karę KOŚCIELNĄ za luki w rozumowaniu NAUKOWO-PRZYRODNICZYM.

  15. Małgorzata says:

    . Przecież Ratzinger tego nie powiedział, i się temu przeciwstawił. To teraz, w XX/XXI wieku.
    Jeśli chodzi o historię, o czasy, w których żył Galileusz, to nie da się tego, co się wówczas działo skwitować w kilku słowach, jeśli poważnie myśli się o analizie racji. Trzeba wziąć pod uwagę liczne uwarunkowania i zupełnie inną sytuację nauki i Kościoła niż dzisiaj. Grekom też możemy mieć za złe niewolnictwo, no i co? Odrzucamy kulturę grecką?
    Poza tym zmiana systemu na kopernikański była tak zasadniczą zmianą paradygmatu, że nam dzisiaj trudno jest to sobie wyobrazić. Można by ją porównać do tego, że na przykład, teraz mielibyśmy zacząć uważać, że czas biegnie w drugą stronę, od przyszłości do przeszłości, bo ktoś przychodzi i ma taką hipotezę, słabo uzasadnioną. A później okazuje się, że ten ktoś miał rację. I po wiekach mądrale mówią, że byliśmy ciemni, trzeba było się zgodzić.

  16. Małgorzata says:

    Obcięty został początek mojego poprzedniego komentarza. Chodziło o to, że te cytowane przez gościówę słowa “a więc innym kryterium wyboru takiego a nie innego punktu …” powiedział kto inny, nie Ratzinger a Ratzinger im się przeciwstawił.

  17. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Sadzę, że Małgorzata dotknęła bardzo ważnej sprawy. Tak się dzieje, że różne wydarzenia z historii Kościoła ocenia się w sposób całkowicie ahistoryczny tj. z perspektywy demokratycznego, współczesnego społeczeństwa. Wtedy dochodzi się do zupełnie niesprawiedliwych ocen wydarzeń i osób sprzed wieków. Trzeba pamiętać, że przez całe wieki Kościół był nie tylko wspólnota wiary, ale jednym z filarów życia państwowego i społecznego, w tym intelektualnego. I ludziom tamtych czasów nie przychodziło do głowy, że mogłoby być inaczej. Czepianie się Kościoła w niektórych sprawach ma taki sam sens jak oburzanie się Bolesławem Chrobrym, że nie przestrzegał praw człowieka. Ergo, był strasznym zbrodniarzem… Nie chcę oczywiście w ten sposób rozgrzeszyć wszystkich i wszystkiego, ale przestrzec przed zbyt frywolnym ocenianiem przeszłości. Schematyczne, ahistoryczne myślenie o wydarzeniach przeszłości sprawia, że kiedy ktoś wykształcony i subtelnie myślący, jak Ratzinger, podejmuje refleksję, to spotyka się z ideologicznym wrzaskiem, że kogoś tam broni lub atakuje, kiedy jemu chodzi zupełnie o coś innego.

  18. gościówa says:

    “Można by ją porównać do tego, że na przykład, teraz mielibyśmy zacząć uważać, że czas biegnie w drugą stronę, od przyszłości do przeszłości, bo ktoś przychodzi i ma taką hipotezę, słabo uzasadnioną. A później okazuje się, że ten ktoś miał rację. I po wiekach mądrale mówią, że byliśmy ciemni, trzeba było się zgodzić.”

    Powtarzam, że istota sprawy Galileusza nie polegała na tym, iż jeden gość przyszedł ze słabo uzasadnioną hipotezą, a dopiero po kilkuset latach okazało się że ma rację. Polegała na tym, że Kościół postanowił go ukarać za wygłaszanie słabo uzasadnionych hipotez. A niby to z jakiej paki? Dziś Kościół nie karze nikogo za, dajmy na to, uprawianie teorii strun, mimo że póki co ma ona zerowe uzasadnienie doświadczalne.

  19. Małgorzata says:

    @gościówa
    Patrz wyżej.
    O. Dariusz rozwinął myśl na temat niewolnictwa w starożytnej Grecji o przykład Bolesława Chrobrego i praw człowieka. Chyba nie ma potrzeby mnożyć podobnych przykładów.Jest ich multum.

  20. gościówa says:

    Zastanawiam się, dlaczego podczas gdy relatywizm moralny jest potępiany przez Kościół – tutaj niby można go stosować?

    Jak tak, to nie powinniśmy oceniać nawet hitlerowców. Przecież w tamtych realiach historycznych antysemityzm był rozwinięty i od co najmniej XIX wieku ugruntowany. Podobnie idee eugeniki i “rasy” były bardzo rozpowszechnione w społeczeństwie w tamtych czasach. Jak można się więc czepiać się niedoskonałej świadomości społecznej Niemców, którzy w tamtych realiach naprawdę uważali Żydów za nieludzi, godnych wytępienia?

  21. gościówa says:

    Ale gubimy chyba temat dyskusji. Ratzinger w swoim przemówieniu nie zajmował się oceną sprawy Galileusza z punktu widzenia mu współczesnych. On oceniał ją z _dzisiejszego_ punktu widzenia. Mówił, że dzisiaj patrząc możemy dostrzec iż Kościół był bardziej racjonalny niż Galileusz itd. Skoro patrzymy z dzisiejszego punktu widzenia, to powinniśmy też uczciwie przyznać, że z tej właśnie dzisiejszej perspektywy proces Galileusza był błędem polegającym na złym rozpoznaniu granic kompetencji Kościoła.

  22. maria chodyko says:

    Tak i ten błędny wyrok odwołał Jan Paweł II w r 1992, rehabilitując Galileusza skazanego w 1633 r! Niemała w tym zasługa kard. Ratzingera.
    Jako ciekawostkę warto dorzucić, że Galileusz miał poparcie wśród niektórych współczenych mu dostojników np. św. Franciszeka Salezego(zm.1622)czy św. Roberta Bellarmina, który bronił jego sprawy.

  23. gościówa says:

    > Niemała w tym zasługa kard. Ratzingera.

    Czy można gdzieś o tym poczytać?

  24. maria chodyko says:

    Np. kronice religijnej (TP 2008-01-15).

  25. maria chodyko says:

    Bardzo instruktywny artykuł na temat sprawy Galileusza można znaleźć na stronie
    http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje36/text06p.htm

  26. gościówa says:

    Bardzo dziękuję za ten link!

  27. gościówa says:

    “Raport Komisji twierdzi, że, w przeciwieństwie do dużej większości teologów, Bellarmine widział co naprawdę wchodziło w grę w tej debacie, ponieważ osobiście przeczuwał, że, w obliczu możliwych naukowych dowodów na to, iż Ziemia orbituje wokół Słońca, powinno się “interpretować z wielką ostrożnością” każdy biblijny pasaż, który zdaje się stwierdzać, że Ziemia jest nieruchoma, i “mówić, że my nie rozumiemy, raczej niż twierdzić, że to co zostało wykazane jest fałszywe.” (…) Musi się, według tej interpretacji Belarmine, być przezornym w interpretacji stwierdzeń Pisma o zjawiskach przyrody wobec możliwych naukowych dowodów przeciwko tejże interpretacji. ”

    I to jest dokładnie to, o czym pisałam wyżej!

    Bardzo ważne jest natomiast to:

    “Ten nakaz zakazał Galileuszowi prowadzenia dalszych jego badań w odniesieniu do Kopernikanizmu. Galileuszowi zabroniono poszukiwania dokładnie takiego naukowego wykazania, jakie, według Bellarmine, doprowadziłoby teologów do reinterpretacji Pisma.”

    “historyczne fakty są takie, że dalsze badania nad systemem Kopernikańskim zostały zakazane dekretami z roku 1616, a potem potępione w roku 1633 przez oficjalne organy Kościoła za aprobatą panujących papieży”

    Jest to argument na rzecz tezy, że jednak(!) stanowisko Kościoła nie cechowało się takim racjonalizmem, jak chciałby Ratzinger. Nawet jeśli patrzeć na sprawę z punktu widzenia reprezentowanego przez ks. Dariusza, czyli przyjmując bez ocen, że w tamtych czasach Kościół czuł się władny być arbitrem w sprawach nauk przyrodniczych – to ten argument pokazuje, że Kościół jako instytucja podówczas również naukowa – sam złamał standardy nauki. A więc raczej przemawia to za obskurantyzmem Kościoła; zamiataniem pod dywan hipotez, ktore – jesli udowodnione – choćby MOGŁYBY prowadzic do niewygodnych z jakichś względów reinterpretacji światopoglądowych.

  28. gościówa says:

    Polecam jeszcze bardzo ciekawą dyskusję o powyższym tekście George’a Coyne’a SJ. Prowadzą ją profesorowie z Instytutu Fizyki UJ, ks. prof. Michał Heller z Obserwatorium Watykańskiego, oraz jeszcze kilku innych naukowców:
    http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje36/text07p.htm

  29. Małgorzata says:

    Skorzystałam z tych linków. W dyskusji prof. Staruszkiewicz stwierdza: “Czy tego konfliktu, który naprawdę był okropny, który wszystkim nam zaszkodził, można było uniknąć? Nie wiem, naprawdę nie potrafię na to odpowiedzieć, ale proszę brać pod uwagę właśnie to, że przedstawiciele Kościoła musieli odpowiedzieć sobie na pytanie (ten motyw powtórzył się w wypowiedzi profesora Strzałkowskiego): co może być objęte tolerancją, a co nie? Jeszcze raz powtarzam, żeby na to pytanie odpowiedzieć, musimy dysponować wiedzą. Czasy Galileusza to jest sam początek rewolucji naukowej. Przed rewolucją naukową ludzie nie mieli idei wiedzy naukowej, jako czegoś równie pewnego, jak wiedza objawiona. To rozumienie, czym jest wiedza naukowa jest dopiero wynikiem rewolucji naukowej. Przedtem ono nie istniało. Na pytanie czy tego konfliktu można było uniknąć, czy – tak jak powiedział Ojciec Coyne – można było zawiesić sąd w tej sprawie, nie wypowiadać się pośpiesznie? – naprawdę nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Natomiast zwracam uwagę, że problem był bardzo trudny, dlatego, że tolerancja wymaga wiedzy, która nie zawsze istnieje.”

    Jeszcze raz przeczytałam wystąpienie Ratzingera w 1990 r w Pizie szukając tego, o co chodzi gościówie, bo zwątpiłam w swoje władze umysłowe wobec ponawianych pretensji.I powtarzam: Ratzinger cytował trzech współczesnych uczonych, a potem ich poglądom się przeciwstawił. Jest nieprawdą, że powiedział coś przeciw Galileuszowi. Może jest jakieś inne przemówienie, o którym nie wiem?

  30. gościówa says:

    1. Prawda. Ratzinger w tym fragmencie wykładu nie mówi explicite: Galileusz nie miał racji.

    2. Ratzinger mówi tu o tym, że nieuniknione stało się pytanie o granice nauki i kryteria, których nauka musi przestrzegać.

    3. W ostatnim z przytoczonych zdań mówi, że nauka i technika wątpi sama w siebie w dzisiejszych czasach.

    4. Co to znaczy, że “nauka wątpi sama w siebie”?
    Wyjaśniają to podane przez Ratzingera przykłady:

    a) Ernst Bloch przyznający, że system heliocentryczny jest tylko jednym z możliwych układów odniesienia. Stwierdzający również, że metafizyczne obranie sobie takiego czy innego układu odniesienia za “lepszy” może opierać się na przesłankach religijnych. Ważne dla Ratzingera jest, że Bloch to przedstawiciel marksizmu, a więc filozofii deklarującej racjonalizm.

    b) Feyerabend stwierdzający, że Kościół za czasów Galileusza był bardziej racjonalny niż sam Galileusz. Tu ważne jest, że Feyerabend był agnostykiem i sceptykiem, a więc też deklarował racjonalizm.

    c) Carl Friedrich von Weizsacker stwierdzający, że Galileusz swoimi badaniami niejako przyczynił się do bomby atomowej, a więc wykorzystania racjonalnej wiedzy ku zagładzie człowieka. Tutaj ważne jest, że von Weizsacker to filozof i fizyk, a więc też człowiek co najmniej doceniający racjonalizm.

    d) I jeszcze jeden przykład, jak samego Ratzingera dziennikarze zapytali, dlaczego Kościół nie uchronił ludzkości przed katastrofalnymi skutkami uprawiania racjonalnej nauki. Przykład trochę nie pasujący do poprzednich, bo nie pokazuje przedstawicieli racjonalizmu i nauki, lecz raczej przedstawicieli popkultury.

    A więc “nauka wątpiąca sama w siebie” jest to wg Ratzingera zjawisko polegające na tym, że racjonalni naukowcy:

    a) przyznają, że na odkrycia nauki ludzie mogą nałożyć metafizyczną interpretację (tzn. w tych sprawach, których nauki przyrodnicze nie są w stanie rozstrzygnąć)

    b) przyznają, że Kościół, któremu zarzucano obskurantyzm jednak też posługuje się rozumem i może w tym być nawet lepszy od adwersarzy

    c) przyznają, że samo prowadzenie badań w naukach przyrodniczych może przynieść katastrofalne skutki dla ludzkości.

    d) ostatni przykład jest wg mnie bardzo nietrafiony pod względem logicznym, bo nie mówi o żadnych przedstawicielach nauki (“wątpiącej”), lecz o popularnych przekonaniach społecznych.

    5. Co można z tego wszystkiego wywnioskować o opiniach Ratzingera?

    Powtarzam jeszcze raz – on tu swojej własnej opinii o Galileuszu nie wyraził wprost.

    Wyraził natomiast opinię, że współczesna nauka “wątpi sama w siebie”. Podał przykłady tego zwątpienia. Mniejsza z tym, czy naprawdę trafne. On je po prostu streścił.

    Na koniec wyraził opinię, że na podstawie tego zwątpienia nauki nie można jednak stwierdzać jakiegoś zwycięstwa Kościoła nad racjonalizmem. Przeciwnie, Ratzinger stwierdza, że Kościół właśnie jak najbardziej posługuje się rozumem – jest racjonalny, pomimo tego, że same nauki przyrodnicze wątpią w swój racjonalizm.

    —————-

    Teraz co do pytania Małgorzaty: “o co chodzi gościówie?”

    Małgorzata mówi: “Jest nieprawdą, że [Ratzinger] powiedział coś przeciw Galileuszowi.” Rzeczywiście, i we wcześniejszym poście ja też tak nie twierdzę.

    Napisałam wcześniej: “[W sprawie Galileusza] stanowisko Kościoła nie cechowało się takim racjonalizmem, jak chciałby Ratzinger.”

    Jest to więc z mojej strony nieco inny zarzut: jakoby Ratzinger uważał, że Kościół był bardziej racjonalny od Galileusza. Rzeczywiście, to co Ratzinger twierdzi wprost – to raczej, że OBECNIE Kościół jest bardziej racjonalny od WSPÓŁCZESNEJ nauki, bo nauka wątpi w rozum, a Kościół nie.

    Ja to rozumiem tak (choć przyznaję, że to rozumowanie nie wprost), że Ratzinger TYM BARDZIEJ wobec tego uważa podobnie o dawniejszej nauce, a w szczególności o Galileuszu.

  31. Kuba says:

    Zwróćcie uwagę na to, że rozmawiamy o sprawie od jednej strony. Ale, mimo absurdalnego pretekstu przeciwników papieża do wszczęcia kłótni na Sapienzy, jest też kwestia walki Kościoła o rząd włoskich dusz (widać ją było zwłaszcza w czasie włoskiej debaty o prawie do aborcji jakiś czas temu). Demonstracja poparcia dla Benedykta ostatniej niedzieli to wielka rzecz, która poniekąd wpisuje się w tę ofensywę Watykanu chcącego zachować wpływy w społeczeństwie. I teraz to ona wydaje się ciekawsza niż grono kilkudziesięciu profesorów.

  32. Małgorzata says:

    A mnie, po wyeksploatowaniu kwestii rozumienia tekstu źródłowego, najbardziej interesuje to, co w tytule: kryzys Europy. W pierwszym komentarzu mówię, co sądzę o rozróżnianiu “mojego kościółka” i Kościoła Jezusa Pana. Jakby to zrobić, żeby te dwie rzeczywistości do siebie zbliżyć? Oto jest pytanie.

  33. gościówa says:

    Małgorzata:
    “po wyeksploatowaniu kwestii rozumienia tekstu źródłowego”

    To znaczy, co sądzisz o moim rozumieniu tekstu źródłowego?

  34. gościówa says:

    Dla uzupełnienia dokumentacji źródłowej: Tutaj jest list zbuntowanych profesorów z La Sapienza –
    http://dorigo.wordpress.com/2008/01/14/storm-over-rome-physicists-against-pope-ratzinger/

    Jak widać, przyjęli oni, że cytat z Feyerabenda został przez Ratzingera podany jako odzwierciedlający jego własną opinię.

    Tak jednak nie było. Ratzinger podał ten cytat jako ilustrację tezy, że nauka zaczęła wątpić w swą racjonalność i wręcz przyznawać Kościołowi racjonalność większą niż własna. Nauka wątpiąca zaczęła produkować takie tezy, jak przytaczany cytat z Feyerabenda.

    Ratzinger nic nie deklaruje, czy zgadza się z tymi tezami. On twierdzi natomiast, że – współcześnie – pomimo całego owego zwątpienia nauki, Kościół wciąż nie wątpi w rozum. Ratzinger nie stwierdza wprost, czy za czasów Galileusza Kościół też był bardziej racjonalny od nauki. Odniosłam wrażenie, że można by coś takiego co prawda nie wprost wywnioskować, ale możliwe, że się mylę.

    Więc cóż – jak już powiedziałam wyżej, z pokorą zbieram baty. Powód buntu podany przez naukowców był wynikiem ich błędu w rozumieniu tekstu.

    Jak dla mnie, wciąż pozostaje nie wyjaśnioną kwestią, co sam Ratzinger naprawdę sądzi o sprawie Galileusza? Szukam od paru dni po sieci i nie mogę nic na ten temat znaleźć.

  35. Małgorzata says:

    @gościówa
    Cieszę się, że sprawa się wyjaśniła. Przy okazji sobie trochę ciekawych rzeczy poczytałam i w głowie uporządkowałam.
    Już nie w związku z Galileuszem: Ratzinger moim zdaniem twierdzi, że istnieje rozum większy niż ten, do którego sięga nauka, a nie że Kościół jest bardziej racjonalny. Przy czym twierdzi, że człowiek niepotrzebnie ogranicza swoje możliwości nie używając całości swojego rozumu. Oczywiście, jako wierzący, Ratzinger wierzy w Rozum większy od całości rozumu ludzkiego, ale to jeszcze inna sprawa. Pozdrawiam :))

  36. gościówa says:

    Teraz już na marginesie, skoro kwestie merytoryczne zostały wyjaśnione, niech będzie wolno mi dodać:

    Odnoszę wrażenie, że w meta-warstwie tego wykładu jest coś dziwnego. Mówiąc meta-warstwa mam na myśli nie treść sądu wyrażonego wprost przez Ratzingera, lecz sam dobór przykładów. Dlaczego akurat taki? Dlaczego akurat o Galileuszu? To co powiem, nie dotyczy – powtarzam! – treści wyrażonych wprost: Pomimo suchości i nieemocjonalności tego tekstu mam wrażenie, jakby Ratzinger dobierając takie a nie inne przykłady, argumenty i słowa niejako dawał wyraz satysfakcji, że “są ludzie, i to niewierzący, którzy w sprawie Galileusza przyznawali rację właśnie Kościołowi”.

    To tylko intuicyjne wrażenie i nie ma nic wspólnego z bezpośrednim znaczeniem tamtych wypowiedzi. Jest to z mojej strony argument emocjonalny i celowo nie wiążę go z logiczną analizą treści tekstu. Możecie w ogóle nie brać go pod uwagę i nazwać nieracjonalnym. Może w ogóle się tutaj mylę.

    To tylko prywatne wrażenie, ale ono we mnie pozostaje. Może podobne wrażenia mieli naukowcy z La Sapienza? Dla mnie jest coś w tym tekście, co pozostawia wątpliwości co do intencji autora. Być może było to zupełnie niezamierzone.

  37. Małgorzata says:

    @ gościówa
    Bardzo lubię mówić o wrażeniach i intuicjach, więc z mojej odpowiedzi zrobił się post. Zapraszam

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com