Ach, te przyzwyczajenia 15
Właśnie wróciłam ze spotkania w GW na temat książek „Mała książka o feminizmie” i „Mała książka o demokracji” zaadaptowanych przez Magdalenę Środę do realiów polskich. Oprócz Magdaleny Środy, gośćmi byli Marta Kaszubska (psycholog, była pracownica Centrum Edukacji Obywatelskiej, założycielka stowarzyszenia, które prowadzi świetlicę dla trudnej młodzieży na Pradze), Piotr Laskowski (dyrektor szkoły im. Jacka Kuronia) i Włodzimierz Paszyński (wiceprezydent Warszawy d/s edukacji, wieloletni ceniony nauczyciel i pedagog).
Na pierwszy rzut oka książeczki wydają się urocze i pouczające. Ich udostępnienie i przystosowanie na potrzeby polskiego czytelnika – potrzebne. Nie czytałam ich, więc opieram się tylko na ich omówieniu, twierdzeniu tych, którzy je przeczytali. Na spotkaniu były obecne dziewczynki, które razem z Magdaleną Środą współtworzyły polską wersję, co tworzyło sympatyczną, ciepłą atmosferę. W ogóle spotkanie było miłe, bo wiele osób dobrze się znało. Specjalnie powitane zostały co bardziej znamienite osoby: pani Krzyżanowska, córka Jacka Kuronia, pani Szczuka, pani z wydawnictwa Jacka Santorskiego, prof. Obirek. Dyskusja była niezmiernie poważna: o prawach dziecka, w tym prawach wyborczych, i o obyczaju bicia dzieci w Polsce, a także o wychowaniu obywatelskim i o dyskryminacji kobiet. W sumie, żywa i ciekawa rozmowa w kulturalnym gronie.
Mam jednak kilka krytycznych obserwacji. Po pierwsze, wydaje mi się, że niepotrzebnie do rangi istotnego problemu urosła kwestia używania form żeńskich (uczennice i uczniowie, nauczyciele i nauczycielki, socjologowie i socjolożki, posłanki i posłowie i tak dalej). Jeśli ktoś zapomniał, to narażał się na zarzut dyskryminacji kobiet. Po drugie, pomyślałam, że Pan Bóg wiedział co robi, kiedy uczynił ludzi śmiertelnymi. To po to, żeby robili miejsce młodszym. Bowiem dwójka trzydziestolatków – Marta Kaszubska i Piotr Laskowski – prezentowała jasną, optymistyczną wizję edukacji i szans na bardziej partnerskie ułożenie stosunków dorosłych z dziećmi i nauczycieli (oraz nauczycielek) z uczniami (oraz uczennicami). Zaś pozostała dwójka – Środa i Paszyński – z pokolenia pięćdziesięciolatków, głównie narzekała na stan obecny i odbierała swoimi wypowiedziami wiarę, że szybko może być lepiej.
Absolutną rewelacją był głos z sali chłopca, który jest uczniem trzeciej klasy gimnazjum. Jego analiza systemu nauczania, ocena poziomu kształcenia w dziedzinie edukacji obywatelskiej, była tak dojrzała i wypowiedziana tak eleganckim językiem, że dreszcz chodził po plecach. Miał jednak pecha. Powiedział, że jego zdaniem nierówność kobiet i mężczyzn nie jest żadnym problemem, on przynajmniej tego nie widział. Oj, dostało mu się. Stał się od razu źle zaangażowany, dowiedział się, że gdyby był dobrze aktywny, nie należałby do mainstreamu, byłby w opozycji do struktur i – właściwie – to powinien zacząć się wstydzić swojego zainteresowania sprawami publicznymi. Pani Środa życzyła mu, żeby następnym razem urodził się jako kobieta, a pani Szczuka stanowczym tonem dowodziła swej wyższości. Osłupiałam. Pełna sala dorosłych starych wyg i wygów lecz w żadnym razie nie wygówien ani wygówowych (to mój eksperyment w zakresie językowej poprawności genderowej) publicznie piętnuje dziecko, -co z tego, że superinteligentne – za to że nie podziela ich poglądów! Chłopak to wytrzymał. I w dodatku zorientował się, że było to nadużyciem. Rozmawiałam z nim po spotkaniu. Mówił, że doprosił się przeprosin od pani Szczuki (uczy literatury w szkole im. Jacka Kuronia). No, dobre i to. Brawo dla chłopaka! Jeśli takich jak on jest więcej, to przyszłość jawi mi się w różowych barwach.
Inną, smutną w gruncie rzeczy sprawą, było to, że druga kobieta przy stole gości, Marta Kaszubska, była przedstawiona na końcu, a właściwie została poproszona o to, żeby zrobiła to sama po tym jak pani Środa przedstawiła panów. I tak już poszło. W ciągu całego spotkania zauważani byli głównie dwaj panowie, im był udzielany głos, a pani Marta ledwie się przebijała, żeby coś wtrącić. A szkoda, bo mimo, że drobniutka i wyglądająca na osiemnaście lat, miała niezwykłą praktykę: od pracy przy wyborach młodzieżowych, przez pracę uświadamiającą kobiety w Indiach do prowadzenia świetlicy na Pradze.
Czyżby znów zwyciężył stereotyp, że kobieta jest mniej ważna od mężczyzn? W takim razie pracę u podstaw należy zacząć od feministek.





Dyskryminacja kobiet w Polsce to bardzo moim zdaniem złożony temat
Kilka dziwnych wątków się tu pojawia narazie chciałbym zwrócić uwagę na jeden, otóż więszkość ojców jest wycofana z procesu wychowania dzieci, czyli zachodzi pewien paradoks społeczny, że dzieci wychowywane przez kobiety, gardzą kobietami (w mniej lub bardziej subtelny sposób)
a co do tego młodzieńca to jest to znany mechanizm, najtrafniej moim zdaniem ujęty w Ferdydurke, chłopak dostał gębę niefojrzałego (raczej pupę), i co by nie powiedział to już w umysłach tych ludzi nie zaistnieje.
Ten temat porzuszaliśmy w rozmowie o ‘Palikocie i Rydzyku’. Często ludzie wykształceni zarzucają ciemnotę niewykształconym, ‘postępowi ‘betonowym’ ciemnogród, mówiąc że o czymś się nie dyskutuje, a tak na prawdę to jedni od drugich zasadniczo się nie różnią- brak im otwartego umysłu na drugiego człowieka i jesgo racje.
Czuję się w pełni feministka i sprawy kobiet są dla mnie bardzo ważne. Ale wolałabym abyśmy zajmowali się i zajmowały walką z prawdziwą dyskryminacją kobiet, a nie końcówkami w języku polskim. Takie zboczenie z tematu daje złe konsekwencje, bo osoby życzliwe feminizmowi zaczynają wzruszać ramionami z braku zrozumienia – co tu jest ważne.
Chłopiec cudny w swojej postawie obywatelskiej. Rozmawiajmy z młodymi, bo częściej mają więcej do powiedzenia niż różne skorupy.
Danuta
Sprawy językowe są ważne, jeżeli granice naszego języka są granicami naszego świata. Naturalna wydaje się potrzeba ich poszerzania. Z drugiej strony, czy “ministra” albo “prezydentka” nie wykoślawiają polszczyzny? Moim zdaniem, tak.
Pani Małgorzato :)
Wielkie dzięki za dobre słowo. Jest chyba Pani pierwszą kobietą, która przyznała, że gdy mówię, dreszcz przechodzi jej po plecach ;)
Małe sprostowanie – p. Szczuka nie przeprosiła, tylko przyznała mi rację, że zachowanie sali było trochę niepedagogiczne, a następnie wyjaśniła, że śmiali się, bo jestem potwierdzeniem tego, że one mają rację ( upraszczam). Jakoś już w kuluarach użyła takiego sformułowania, ze na sali były “feminiuchy”, więc nic dziwnego, ze sie śmiały
Czy ja wiem, czy ja to wytrzymałem – mocno mnie ten śmiech spłoszył, nie mogłem spokojnie wyjaśnić, o co mi chodziło. A chodziło o to, że kobiety, moim zdaniem, uzyskały pełną równość polityczną, ekonomiczną i społeczną, więc o co tak właściwie te “wojujące feministki” jeszcze walczą? O prawa gejów? ” Feminizm się skończył, drogie Panie”
Moim zdaniem debata wyjątkowo nudna, bez koncepcji na jej przebieg. Goście bardzo kiepscy merytorycznie, tylko Marta mówiła konkretnie i na temat, ale było jej tak mało, że szok. Każdy poszczególny wątek był tak ogromny, ze spotkanie należało rozbić na 3 takiej długości… Mocno zawiodła prowadząca, nie dopuszczając Marty do głosu… A ten komentarz o reinkarnacji…
Generalnie spotkanie potwierdziło stereotyp, o kjtórym słyszałem, a którego nie chciałem uznać, że środowisko około Wyborczej, to środowisko o wielkiej tolerancji dla wszystkich, z wyjątkiem tych, którzy mają inne zdanie.
Pozdrawiam :)
@ Mateusz
O, rany, nie myślałam, że to przeczytasz. Przepraszam, że nie zapamiętałam Twojego imienia i że nazwałam Cię dzieckiem. To ostatnie dla spotęgowania dramaturgii sytuacji i wytknięcia, jak przekładają się na praktykę szczytne teorie pedagogiczne tego gremium. Powodzenia.:))
Kuba, jesli chodzi o żeńskie formy to nie wiem czy wykoslawiają (zapytajmy jezykowznawce) ale jestem całym sercem za. Chyba dużo w tym kwestii przyzwyczajenia i osłuchania. Kiedyś ‘teolożka’ brzmiała dla mnie chropowato, ale się przyzwyczaiłam i przywiązałam do tej formy ;-)
Mateusz, wberw Twojemu optymizmowi będę się upierać jeszcze nie jesteśmy zupełnie rownouprawnione. Polityczna równość to może uzyskałyśmy,bo możemy głosować, ale ekonomiczną i społeczną… tu sie nie zgodze.
Zuza, ale podpisujesz się jako teolog;)
No niezupełnie, Ty podpisałeś mnie tak jak Centrum Kultury i Dialogu. To oni to zredagowali, ale jak ja się sama podpisuję to jako teolożka
To zamieniam!:)
Muszę przyznać, że tak jest ładniej.
Namyśliłam się, że co prawda ładniej, ale mniej poważnie. Tak jak kolega i koleżka, robota i robótka. Końcówka “-ka” to w języku polskim często sposób na utworzenie zdrobnienia.
Jakoś nie udaje się uciec przed dyskryminacją!
Myślę, że to kwestia przyzwyczajenia, naprawdę. Polonistka nie brzmi dyskryminująco, a jakby ktoś powiedział na kobietę, że jest polonistą, to by się go ludzie spytali, czy wie czym się różni chłopiec od dziewczynki. Może to na początku brzmi dziwnie, ale po prostu potrzeba chwili czasu.
Są jednak inne problemy. Skoro sędzina, to żona sędziego, to jak nazwać sędziego płci żeńskiej? A może w ogóle rozróżnianie na rodzaj żeński i męski jest dyskryminujący. Bo w np. w języku angielskim jest po prostu “judge”. Nikt nie powie, że sędzia jest czarny, czy biały, bo jakie to ma znaczenie. Czy ma znaczenie czy sędzia jest sędzią kobietą, czy sędzią mężczyzną, czy ma znaczenie, czy nauczyciel jest nauczycielem, czy nauczycielką itp. itd. Myślę, że przy równouprawnieniu należy się raz na zawsze zdecydować na jeden typ nazewnictwa i konsekwentnie go stosować. Wiem, że język rozwija się naturalnie, ale niekonsekwencje nas wykończą. Ja już używając podwójnego zaprzeczenia czasami nie wiem co powiedziałem ;-).
Pozdrawiam!
“Po pierwsze, wydaje mi się, że niepotrzebnie do rangi istotnego problemu urosła kwestia używania form żeńskich (uczennice i uczniowie, nauczyciele i nauczycielki, socjologowie i socjolożki, posłanki i posłowie i tak dalej). Jeśli ktoś zapomniał, to narażał się na zarzut dyskryminacji kobiet.”
hehe, widać sprawa ważna, bo tu o niej też głośno ;)
Nie używanie form żeńskich w języku to nie jest przejaw dyskryminacji, tylko informacji o kulturowym podłożu języka.
Nic nie mówi o tym jak dzisiaj się traktuje kobiety, dobrze czy źle, tylko pokazuje że w przeszłości jak kształtowało się wiele wyrazów w j. polskim kultura była zdominoawna przez mężczyzn, dlatego np. mamy w liczbie mnogiej rodzaj męskoosobowy i niemeśkoosobowy.
Co do języka to jest on żywy i narzucanie z góry pewnych form jako niedyskryminujących zwykle kończą się śmiesznością ( tak jak mądrzy inaczej, wysocy inaczej, szczupli inaczej itd). Co do form męskich i żenskich to zauwazyłam, ze sporo zależy czy jest to język formalny czy nieformalny. Na co dzień mówi sie lekarka, profesorka notariuszka, ale na pieczątce, czy tabliczce na drzwiach bedzie lekarz, profesor, notariusz itd.