Artykuł

A kiedy walczył Jakub z Aniołem 9

Jan23

W najnowszym “Tygodniku Powszechnym” znaleźć można informację, że jeden z najbardziej znanych polskich teologów Tomasz Węcławski po tym, jak w marcu ubiegłego roku porzucił kapłaństwo, 21 grudnia 2007 r. wystąpił z Kościoła Rzymskokatolickiego. To wiadomość, która porusza.

Odejście od kapłaństwa, choć wielu oburza, jest bowiem “tylko” przekroczeniem prawa (wszak żadna władza kościelna nie może unieważnić sakramentu kapłaństwa). Odejście od wiary (z artykułu w “Tygodniku” można wyciągnąć wniosek, że T. Węcławski przestał wierzyć w Bóstwo Jezusa Chrystusa, a zatem przestał być chrześcijaninem) jest już sprawą o wiele poważniejszą. Zwłaszcza dla tych, których, jak mnie, dotychczasowe poglądy poznańskiego teologa poruszają (w pozytywnym znaczeniu). Dla których są inspiracją, których skłaniały do namysłu nad swoją wiarą. Którzy jak własną traktują stworzoną przez niego definicję teologii: to taka ludzka rozmowa o Bogu, w której uczestniczy sam Bóg. Teraz nie mogę nie zadać sobie pytania: czy to właśnie te poglądy spowodowały taką decyzję, jeśli przyjąć, że miała ona podłoże teologiczne? A może spowodowało ją to, że teologia T. Węcławskiego nie była rozmową, ale monologiem? Że nie uczestniczył w niej Bóg?

Ale jakakolwiek jest odpowiedź, trudno mi się oburzać na T. Węcławskiego, czy nawet traktować tę jego decyzję jako jakieś szczególne ostrzeżenie przed prezentowanym przez niego sposobem uprawiania teologii czy jako ostrzeżenie dla siebie, w końcu też teologa. Bo teolog trochę jak lekarz na oddziale zakaźnym: prędzej niż inni może zachorować, ale właśnie dlatego, że przebywa w niebezpiecznych rejonach, tak naprawdę zaś mogą go dotknąć te same choroby, które dotykają innych ludzi. A każdemu wierzącemu, nie tylko teologowi, choćby najbardziej odważnemu, zagraża niewiara, wątpienie. Dotyczy to nawet najgłębiej wierzących, co najlepiej widać na przykładzie świętych. Nadzieją jest jednak to, że każdy niewierzący może stać się wierzącym. Jak mawiał trener Górski, dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe. Pozostaje więc nadzieja, którą warto oprzeć na modlitwie, że decyzja T. Węcławskiego z grudnia ubiegłego roku nie jest jego ostatnim słowem. I Boga też nie… Że walka Jakuba z Bogiem trwa.

Komentarze przez RSS

9 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. gościówa says:

    Obawiam się, że niepotrzebnie wszyscy się uchwycili “wykładni” redaktora Sporniaka, który jako dziennikarz niekoniecznie jest najbardziej kompetentny do interpretowania dzieł Węcławskiego.

    Wykłady Węcławskiego są napisane bardzo trudnym i zawikłanym językiem i po prawdzie, różnych rzeczy można się w nich doszukać. Osobiście uważam, że świadczy to na niekorzyść Węcławskiego jako naukowca (bo a) powinien dbać o maksymalnie jasne wyłożenie swoich teorii, b) balansuje on na granicy pomiędzy wykładaniem studentom nauki a wykładaniem studentom prywatnych duchowych problemów), ale to inna sprawa. Chcę tylko powiedzieć, że ja czytając od dawna jego wykłady jak dotąd nie doszukałam się w nich zaprzeczenia bóstwu Chrystusa. No co najwyżej reinterpretację pojęcia tego bóstwa.

    Według mnie Węcławski uważa za problem nie bóstwo Chrystusa, lecz przydawanie temu bóstwu cech wszechmocy, a może nawet bardziej konkretnie – cech sędziowskich, kolidujących z wewnętrzną wolnością człowieka, z jego sumieniem. Węcławski jeszcze w zeszłorocznych wykładach postulował, że cechą Boga jest bliskość z samą istotą “ja” człowieka – ale bliskość paradoksalna, bo jednocześnie oddająca temu “ja” zupełną wolność. Nie dyktująca mu niczego.

    W każdym razie trochę śmieszy mnie, a trochę smuci rozstrząsanie kwestii teologicznych na podstawie tego, co o nich piszą dziennikarze. Sama się na czymś podobnym przejechałam w wątku z Galileuszem.

  2. Mam nadzieję, Gościówo, że do tych wszystkich, którzy „się uchwycili “wykładni” redaktora Sporniaka” nie zaliczasz mnie i że nie traktujesz mojego postu jako „roztrząsania kwestii teologicznych, na podstawie tego, co o nich piszą dziennikarze”. W żadnym miejscu mojego wpisu nie przyznałem bowiem racji A. Sporniakowi. Napisałem jedynie, że z jego tekstu można wyciągnąć wniosek, że T. Węcławski przestał wierzyć w Bóstwo Jezusa Chrystusa, co nie oznacza, że uznałem, iż tak właśnie jest. I to właściwie jedyne miejsce, w którym odwołuję się do tego, co o poglądach T. Węcławskiego pisze A. Sporniak. Tekst mój dotyczy dokonanego przez T. Węcławskiego aktu odstąpienia od przynależności do Kościoła Rzymskokatolickiego. I jakiekolwiek byłyby jego przyczyny, to jest to sprawa poważna, bo w istocie oznacza odrzucenie wyznawanej w Kościele wiary (jak podaje komunikat kurii poznańskiej: „Tomasz Węcławski 21 grudnia 2007 roku publicznie, w obecności proboszcza parafii zamieszkania i dwóch świadków, dokonał aktu apostazji, czyli odstępstwa od Kościoła rzymsko-katolickiego. Taki akt jest wyrzeczeniem się wyznawanej przez wspólnotę Kościoła wiary i powoduje zaciągnięcie kary ekskomuniki mocą samego prawa (kanon 1364 Kodeksu Prawa Kanonicznego)”). Wiele wskazuj na to, że przyczyny wystąpienia były teologiczne, nie zaś inne, chociaż tego oczywiście też nie można przesądzić. Ale nie o roztrząsanie tych pytań mi chodzi, co mam nadzieję, w tekście jest widoczne.

  3. gościówa says:

    Ale jednak, Robercie, cały twój artykuł dotyczy odejścia od wiary. Rozpatrujesz w nim sytuację “co by było, gdyby się okazało, że sugestie red. Sporniaka są słuszne”. Dlaczego? Przecież sam mówisz, że w końcu nie wiesz czy prof. Węcławski naprawdę został niewierzący, czy nie.

    To trochę tak (celowo wyolbrzymiam), jakby dziennikarz napisał, że pan X. jest mordercą bo tak wywnioskował na podstawie jakichś poszlak – a potem ty napisałbyś artykuł o tym, jak bardzo poruszający byłby fakt gdyby pan X rzeczywiście był mordercą.

    Mój Boże, w ten sposób można napisać wszystko o każdym. Mogłaby np. napisać (celowo wyolbrzymiam jeszcze bardziej), jak bardzo poruszyłby mnie wypadek, gdyby okazało się, że pan Robert R. jest pedofilem.

    To jest tworzenie faktów medialnych za pomocą trybu przypuszczającego.

  4. Fakty są takie, że Tomasz Węcławski z własnej woli nie jest już członkiem Kościoła Rzymskokatolickiego, co potwierdzają przynajmniej trzy źródła, w tym sam zainteresowany. To oznacza, że nie podziela on wiary Kościola, w części albo w całości. I to mnie porusza. Jeśli więc miałbym się trzymać Twego porównania, to jest tak, że pan X. zastrzelił przy świadkach pana Y, dziennikarz to opisał i napisał, jakie jego zdaniem były motywy pana X, a ja piszę, że niezależnie od tego, jakie są motywy, poruszył mnie fakt, że pan X. to zrobił. Do tego zaś dodaję, że nie oburzam się na pana X., że to zrobił, bo każdemu grozi, że to zrobi, a mnie najbardziej, bo chodzę tymi samymi ulicami, którymi chodzi pan X. I że nie należy przekreślać pana X., dopóki piłka w grze. Wszystko to byłoby jeszcze bardziej poruszające, gdyby się okazało, że sugestia dziennikarza, że pan X. zabił z zimną krwią, jest prawdziwa. Ponieważ jednak nie wiem, czy jest prawdziwa, mówię tylko o tym, że poruszające jest to, że pan X. zabił pana Y. Mam nadzieję, że Twoim zdaniem, Gościówo, nie jest tworzeniem faktów medialnych pisanie, że potwierdzony w kilku źródłach fakt mnie porusza. I może jednak mniej wyolbrzymiaj…

  5. gościówa says:

    Nic nie wyolbrzymiam. Przecież to ty napisałeś:
    “Odejście od wiary (z artykułu w “Tygodniku” można wyciągnąć wniosek, że T. Węcławski przestał wierzyć w Bóstwo Jezusa Chrystusa, a zatem przestał być chrześcijaninem) jest już sprawą o wiele poważniejszą.”

    A więc piszesz dokładnie to o czym mówię – że gdyby Węcławski odszedł nie tylko od Kościoła rzymsko-katolickiego, ale w ogóle od chrześcijaństwa, to poruszyłoby cię to szczególnie.

    Wszystko co napisałam zgadza się. Gdybyś napisał TYLKO, że rusza cię odejście Węcławskiego od Kościoła katolickiego, byłoby to OK. Ale ty napisałeś coś więcej i to coś więcej nie podoba mi się, gdyż jest delikatnym tworzeniem faktów medialnych z przypuszczeń.

  6. “(celowo wyolbrzymiam)” + “(celowo wyolbrzymiam jeszcze bardziej)” = “Nic nie wyolbrzymiam”? Nowa logika?
    Ale żarty na bok, bo tak to można się spierać do końca świata. Przedstawię raz jeszcze to, co myślę o sprawie Węcławskiego, bo może masz rację, Gościówo, że z mojego tekstu jasno to nie wynika.
    1. Węcławski wystąpił z Kościła Rzymskokatolckiego.
    2. Oznacza to wyrzeczenie się całości albo jakiejś części wyznawanej w Kościele wiary.
    3. Taka decyzja nie sprawą błahą w niczyim wypadku (warto zwrócić uwage na jedną z jej konsekwencji: niemożność przyjmowania sakramentów), ale zwłaszcza w wypadku jednego z najlepszych polskich teologów.
    4. Dlatego ta decyzja porusza.
    5. Mnie porusza również dlatego, że cenię Węcławskiego jako teologa, zwłaszcza stworzoną przez niego definicję teologii.
    6. Skłania ona również do postawienia pytania, czy jej przyczyną były poglądy teologiczne Węcławskiego, bo może na przykład inne sprawy, w które się angażował.
    7. Nie znam odpowiedzi na to pytanie.
    8. Nie jest ona jednak tak istotna, bo każdy stoi na krawędzi wiary i niewiary, w tym również wiary w Kościół, każdy walczy o swoją wiarę, każdy w pewnym sensie walczy jak Jakub z Aniołem.
    9. Węcławski toczy teraz taką walkę.
    10. Z punktu widzenia Kościoła ją przegrywa.
    11. Można, i trzeba, jednak mieć nadzieję, że losy tej walki się odwrócą.

  7. Małgorzata says:

    Ale super

  8. nadzieja says:

    Wreszcie jakieś miejsce, gdzie znajduję próbę spokojnego porozmawiania. Zastanawiam się nad stwierdzeniem Sporniaka w TP i podobnie jak Gościówie wydaje mi się ono za daleko idącym wnioskiem.
    Wykłady ostatnie i poprzednie pokazują niemożliwość pogodzenia osoby Jezusa i Jego orędzia z dotychczasowym (klasycznym) rozumieniem pojęcia Boga, wraz z atrybutami takimi jak np. wszechmoc w powszechnym rozumieniu. To rzeczywiście trudne. Jeśli mamy być w zgodzie z Jezusem “samym” to musi ulec reinterpretacji i to chyba zasadniczej pojęcie Boga. Trzeba się wsłuchać w wykłady żeby zobaczyć jak profesor ukazuje to nowe spojrzenie na Boga. Również osobiście posłuchać, zostawiając swoją najlepszą tradycję, co dziś Jezus mówi o Bogu, jakie spojrzenie na Boga wynika dla mnie, jaki związek, jaka relacja z Nim.
    Wydaje się, że nie jest to Bóg zewnętrzny w stosunku do człowieka.
    Bardzo ciekawy jest obraz zmartwychwstania życia w smierci – własnego życia jakby spowrotem otrzymanego, ze wszystkim co w nim było, ze wszystkim co było Jego i ze wszystkimi, którzy należeli do Niego. Śmierć Jezusa odbiła, nie mogła Go zatrzymać, podobnie z każdym, kto żyje takim życiem.

    Szczęśliwie nie do mnie należy jakakolwiek ocena, ale gdyby zależało to ode mnie to mnie Profesor może nadal sam siebie zaliczać do tych którzy w swojej wolności i odpowiedzialności są z Jezusem, są mu stale wierni, mogą wraz z Nim łamać chleb i pić z kielicha. Ci są rozsiani po świecie w różnych społecznościach, a często samotni, ale z Nim.

  9. Andrzej says:

    Kupiłem “TP” (2.03.2008) zachęcony informacją, że będzie tam wypowiedź Węcławskiego wraz z odpowiedzią na zarzuty innych teologów. Niestety muszę przyznać, że nic z tej jego wypowiedzi nie rozumiem. Czy ktoś może w skrócie powiedzieć, o co tu chodzi? :)

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com