Intuicje na temat uciech papieża 2
Tak.
Myślę, że jest to dobry początek. Franz Rosenzwieg w „Gwieździe zbawienia” twierdzi, że na początku wszystkiego było „Tak”. Więc tutaj na wstępie też jest „tak” na dobry początek.
Pytania, na które owo „tak” odpowiada padły w finale dyskusji na temat stosunku Benedykta XVI do Galileusza. Brzmiały one następująco:
1. „Czy Benedykt XVI celowo dobrał przykłady takich opinii współczesnych naukowców, żeby wynikało z nich, iż sądzą oni, że Kościół jest bardziej racjonalny od nauki?”
2. „Czy Benedykt XVI czerpie przyjemność z istnienia takich opinii naukowców?”
Na drugie pytanie odpowiadam – tak. Papież, moim zdaniem, cieszy się z takich opinii naukowców. Jeśli chodzi o wytłumaczenie, dlaczego tak mi się wydaje, to muszę zająć się pierwszym pytaniem. Dostrzegam, iż przykłady opinii naukowców dobrane są przez Ratzingera w ten sposób, żeby coś wykazać, a więc celowo. Jednak – i tu moje zastrzeżenie – celem nie jest ten sugerowany w pierwszym pytaniu. Sadzę bowiem, że tu nie chodzi o wykazanie co jest bardziej racjonalne: nauka czy Kościół. Natomiast Benedyktowi XVI sprawia przyjemność to, że nauka zaczyna zdawać sobie sprawę z własnych ograniczeń. Ta przyjemność bierze się z przekonania, że naukowy sposób myślenia – a więc linearne wnioskowanie, jednostronne oparcie się na eksperymencie i to najchętniej eksperymencie powtarzalnym oraz ograniczenie badań do tych zjawisk, które są mierzalne i poddają się opisowi matematycznemu – zawęża sferę refleksji. Naukowe podejście to pewna cząstka tego, co jest dostępne ludzkiemu poznaniu. Zresztą i w nauce podstawową rolę odgrywa tworzenie hipotez i nagłe odkrycia pojawiające się znikąd, które z dedukcją nie mają nic wspólnego, ale nauka woli tego nie rozpatrywać.
Tak więc, przyszły papież w swoim przemówieniu w 1990 roku wybiera świadomie pewien rodzaj wypowiedzi naukowców, podważający przekonanie o doskonałości poznania naukowego. Z aprobatą obserwuje, że pojawianie się takich wypowiedzi jest zjawiskiem narastającym. Nie chodzi mu o jednak o wycofanie się z poznania naukowego do sfery domniemań i zabobonu, lecz o przekroczenie tego typu poznania i uzupełnienie go o to „coś więcej”, co do nauki nie należy a jest rozumne.
Nie jest to zatem wątpienie w racjonalny rozum, prowadzące do kwestionowania jego kompetencji, ale uznanie jego niewystarczalności. Uznanie, że poznanie typu naukowego nie wyczerpuje ludzkich możliwości.
Nasuwa się pytanie, dlaczego trudno jest współczesnemu człowiekowi uznać, że tak jest. Sądzę, że przyczyna tkwi w tym, że myślenie pozanaukowe wymyka się schematom i regułom, że jest nie do skontrolowania.
Jeśli na przykład ktoś wysnuwa logiczne wnioski z jednoznacznych twierdzeń opartych na faktach, to można do jego wypowiedzi nawiązać i jego stwierdzenia potwierdzić lub znaleźć dla nich kontrprzykład. (Dobrym przykładem jest dyskusja pod artykułem „Kryzys uniwersytetu, kryzys Europy”). Jeśli jednak ktoś mówi o tym, że ma pewne „odczucia” lub „intuicję” na jakiś temat, to możemy tylko okazać większą lub mniejszą empatię z jego odczuciami. A empatia nie jest czymś łatwo mierzalnym i jej pojawianie się lub nie, jest zjawiskiem na tyle złożonym, że wymyka się dedukcji. Trudno jest z nią dyskutować i nad nią panować. W przypadku pojedynczego człowieka, nadmierne tendencje do kontrolowania sytuacji, kontrolowania siebie i innych mają osoby z brakiem poczucia bezpieczeństwa. Jeśli ten mechanizm można przełożyć na społeczeństwo, oznaczałoby to, że ludzkości jako całości brakuje poczucia bezpieczeństwa i dlatego kurczowo trzyma się swego zrozumiałego dla siebie racjonalnego rozumu twierdząc w dodatku, że stanowi on całość wszelkiego rozumu. Twierdząc, że poza ludzkim racjonalnym rozumem jest tylko bezrozumność.
Benedykt XVI napomina – tak to przynajmniej odbieram – iż jest to błędne rozumowanie. Ufność wypływająca z wiary w Byt rozumny kochający człowieka i stwarzający świat a więc w Byt Dobry, w Miłość, pozwala papieżowi na traktowanie ludzkiego rozumu (i to nie tylko jego racjonalnej części) jako części rozumności w świecie a nie jako całości tej rozumności. Wierząc Miłości papież nie boi się przyznać, że ludzki rozum jest zanurzony w czymś, czego do końca nie znamy, nad czym nie mamy kontroli.
Wszakże nie można spokojnie na to przystać, jeśli podejrzewa się ten Byt o złośliwość, wrogość, obojętność czy choćby niedoskonałą miłość. Mam intuicję, że po to żeby móc się z tym zgodzić trzeba najpierw Miłości odpowiedzieć „tak”.




1. „Czy Benedykt XVI celowo dobrał przykłady takich opinii współczesnych naukowców, żeby wynikało z nich, iż sądzą oni, że Kościół jest bardziej racjonalny od nauki?”
O nie! Moje pytanie NIE TAK brzmiało!
http://www.blogpowszechny.pl/2008/01/18/kryzys-uniwersytetu-kryzys-europy/#comments
Nie: “żeby wynikało z nich, iż sądzą oni, że Kościół jest bardziej racjonalny od nauki”
To pytanie byłoby kompletnie bez sensu. Zagadnienie czy Kościół jest (bywa) bardziej racjonalny od nauki Ratzinger omawia właśnie w tym wykładzie, więc nic dziwnego, że dobiera przykłady dotyczące TEGO zagadnienia.
Lecz ja pytam O CO INNEGO: czy Ratzinger (może zupełnie nieświadomie) dobrał przykłady sugerujące, że “są ludzie, i to niewierzący, którzy w sprawie Galileusza przyznawali rację właśnie Kościołowi”? A przecież sam dobrze powinien wiedzieć, że Kościół w sprawie Galileusza tak czy inaczej racji NIE MIAŁ.
W dalszej części artykułu dyskutujesz już sama ze sobą, a nie ze mną.
@ gościówa
Temat racjonalności przewija sie bardzo często w Twoich komentarzach. Np 21.01, 5:19 pm mówisz o tym wielokrotnie.
Również mówisz “Ratzinger nie stwierdza wprost, czy za czasów Galileusza Kościół też był bardziej racjonalny od nauki. Odniosłam wrażenie, że można by coś takiego co prawda nie wprost wywnioskować, ale możliwe, że się mylę.” (22.01. 10:26 pm)
Kiedy następnie mówisz: “Pomimo suchości i nieemocjonalności tego tekstu mam wrażenie, jakby Ratzinger dobierając takie a nie inne przykłady, argumenty i słowa niejako dawał wyraz satysfakcji, że “są ludzie, i to niewierzący, którzy w sprawie Galileusza przyznawali rację właśnie Kościołowi”. sądziłam, że też chodzi co o racjonalność jako “rację”
(23.01,10:25)
Ale nie upieram się.
Dyskusja z samą sobą też ma swój urok, powiedzmy niezobowiązująco, że Twoje wypowiedzi mnie do niej zainspirowały.