Archiwum January 2008

Strach 12 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan12

Książka Jana Tomasza Grossa „Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści” pojawiła się wczoraj w naszych księgarniach. Akurat byłem w Empiku, stoję w kolejce do kasy, słyszę, jak klientka pyta sprzedawcę: Jest książka przeciwko Grossowi? I pomyślałem o tytule, o „Strachu”: może mówi on o lęku ofiar, mordowanych Żydów, a może, po części o polskim społeczeństwie – czy nie boimy się zanadto przyznać, że i my potrafimy upaść moralnie? Ile osób, podobnie jak owa klientka, wolałoby zaprzeczyć faktom, by tylko nie rozliczać się z własną historią, składając przy tym ofiarę z historycznej prawdy?

O książce szerzej napiszemy w PP. Warto wspomnieć o spotkaniach z autorem organizowanych przez wydawcę (Znak):
Kielce, 21 stycznia, g. 18, Dom Środowisk Twórczych, Pałac Tomasza Zielińskiego, ul. Zamkowa 5, w dyskusji udział wezmą też: prof. Stanisław Meducki, dr Bożena Szaynok, dr Michał Bilewicz, prowadzenie – Bogdan Białek
Warszawa, 22 stycznia, g. 19, aula Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego, ul. Jagiellońska 59, oprócz autora: prof. Barbara Skarga, dr Bożena Szaynok, Zbigniew Nosowski, prowadzenie – prof. Feliks Tych
Kraków, 24 stycznia, g. 18, Auditorium Maximum UJ, ul. Krupnicza 35; prof. Joanna Tokarska – Bakir, prof. Andrzej Chwalba, Marek Edelman, Adam Michnik, Jakub Petelewicz, prowadzenie Henryk Woźniakowski.

In vitro 40 Autor: Rafał Figas

Jan8

Do napisania niniejszego tekstu skłoniła mnie bezsensowność debaty, o ile tak można nazwać to, co się dzieje, rozpoczętej nie tak dawno na ten temat w mediach. Owa bezsensowna „debata” niestety automatycznie spolaryzowała medialnie społeczeństwo na „kościelnych – przeciwników” oraz „lewaków – zwolenników”.

Napisałem ten tekst, aby w końcu zrobiło się nieco bardziej merytorycznie. A zatem do meritum.

Metoda zapłodnienia in vitro nie jest metodą leczenia. Jest to jedynie metoda ominięcia problemu, jakim jest niemożność posiadania przez parę ludzi dzieci. Polega ona na pozaustrojowym (in vitro, łac. w szkle) zapłodnieniu komórki jajowej plemnikami. Jeśli zapłodniona komórka rozwinie się prawidłowo osadzana jest w macicy, gdzie powinna się zagnieździć. To jest istota i sens in vitro. Jest to o tyle ważne, że cała dyskusja, jaka się w tej chwili toczy nie dotyczy samego in vitro, lecz całego szeregu zagadnień wokół metody.

Ponadto proszę zwrócić uwagę, że problem jest dwojakiego rodzaju. Jeden problem to akceptacja metody, a drugi problem to refundacja tej procedury z budżetu państwa. Najpierw problem pierwszy.

czytaj dalej »

Jeszcze nowsza matura 6 Autor: Małgorzata Felicka

Jan7

Józef Maria Bocheński napisał niewielką książeczkę p.t. „Podręcznik mądrości tego świata”. Jak można przeczytać w przedmowie, książeczka ta jest zestawieniem niektórych przykazań mądrości, których Autor nauczył się w ciągu swego długiego życia od dawnych mędrców. Jest to niezwykle pouczający zbiorek. Znajduje się w nim pod numerem 10,01 zasada, której przenikliwość od lat budzi mój niekłamany podziw. Brzmi ona następująco: „Dopóki go lepiej nie poznasz, uważaj każdego spotkanego człowieka za złośliwego głupca”. I jeszcze pod numerem 12 zasada: „Dawaj innym możliwie mało informacji o sobie”. Też bardzo mądre.

Kiedy znajdę się w nowym gronie, najlepiej międzynarodowym – bo wtedy najłatwiej o świeżość obserwacji – delektuję się zawsze orzeźwiającymi przykładami na to, że moi rodacy mają te dwie zasady wyssane z mlekiem matki. Na wszelki wypadek nie mówią nikomu „dzień dobry”, wzrok kierują zawsze w bok albo ponad głowami nadchodzących osób, twarz zachowują nieruchomą – żaden mięsień nie drgnie, bez cienia uśmiechu. Całe ciało mają gotowe do skoku, aby wyprzedzić innych w walce o odbiór walizek, miejsce przy stole, w kolejce po pamiątki, w autokarze. Patentem na przetrwanie wspólnego pobytu jest, aby się do siebie nie odzywać. Kiedy kogoś zagadnę z głupia frant, reaguje zmarszczeniem czoła i odburkuje coś zdawkowo. Na pewno uznał mnie za złośliwego głupca i dodatkowo stosuje zasadę 12.

czytaj dalej »

Rok od rezygnacji abp. Wielgusa. Odłożone rozmowy 4 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan7

W uroczystość Objawinia Pańskiego, czyli Trzech Kóli, kardynał Józef Glemp, który jako arcybiskup senior warszawski przeniósł się do Wilanowa, odprawił poranną mszę, mówił o Mędrcach ze Wschodu, spotkaniu chrześcijaństwa ze światem pogan, uniwersalizmie wiary dotąd łączącej się z narodem wybranym.

Minął rok od wstrząsu związanego z rezygnacją abp. Stanisława Wielgusa z funkcji metropolity warszawskiego. Niedoszły ingres 7 stycznia 2007 r. zmienił się w mszę dziękczynną za 25-letnią posługę kard. Glempa w stolicy. Powiedział on wówczas:

Cóż to za sąd na podstawie świstków, dokumentów trzeci raz odbijanych? Jeżeli przeciw osobie ma się konkretne zarzuty, to trzeba je sformułować i ona musi się do nich ustosunkować. Nadto muszą wystąpić obrońcy, muszą być świadkowie, dokumenty muszą przejść ocenę prawidłowości, zgodności. Wszystkiego tego w osądzie Biskupa Wielgusa zabrakło. To nie był sąd!

Z notki w Wikipedii:

Uroczysty ingres do archikatedry św. Jana, zaplanowany na dzień 7 stycznia 2007, nie odbył się z powodu rezygnacji z funkcji metropolity warszawskiego zgodnie z przepisami kan. 401 § 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego, po oskarżeniach o jego uwikłanie w kontakty z SB w latach 1973-1978.

Czy tylko tyle zostanie zapamiętane z burzy, która rozpętała się rok temu? Czy można ją podsumować prostym „Abp. Wielgus nie został metropolitą, bo był agentem SB?” To za mało. Właściwie, nie odbyła się rozmowa o tym, czy uwikłanie we współpracę z SB, trudne do oceny z perspektywy lat, dyskwalifikuje – w jakim stopniu? – księdza (polecam np. lekturę przedmowy do książki Stanisława Krajewskiego „Tajemnica Izraela a tajemnica Kościoła”, Warszawa 2007, poświęconą osobie ks. Michała Czajkowskiego). Dyskwalifikuje go powtarzane publicznie kłamstwo, a tego dopuścił się abp. Wielgus, zaprzeczając współpracy i nadwerężając zaufanie wiernych.

Dlaczego to zrobił? Czy podobna sytuacja powtórzyłaby się i dziś? A może wypłynęła jakaś nauka z wydarzeń minionego roku? Nie jestem optymistą. Uwidocznił się bowiem problem komunikacji duchownych (którzy należą do hierarchicznego porządku instytucji Kościoła) z wiernymi (tworzącymi więzi oparte na demokratyzujących się relacjach). Ksiądz powie coś ex cathedra, ale słuchacz niekoniecznie to przyjmuje. I na razie nic z tego nie wynika – mimo, że taki stan rzeczy nie sprzyja dialogowi. Dlatego zamiast rozmowy, w pierwszych dniach stycznia ub. r., innemu duchownemu wystarczyło, gdy powiedział z ambony: „Abp Wielgus będzie metropolitą warszawskim, Bóg wie, kogo wybierać”, chociaż następnego dnia odwołano ingres. To Bóg źle wybiera? Czy Kościół źle rozmawia?

„Na zaufanie trzeba zapracować” – podsumował swoją ponadroczną przygodę z prowadzeniem katechezy mój przyjaciel. Ale to był świecki.

Palikot i Rydzyk, czyli jak nie ocalać Kościoła 96 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Jan5

Tak naprawdę w interesie Kościoła jest, by PO „wykończyła” Rydzyka” – oświadczył na swoim blogu polityk PO Janusz Palikot. Swego czasu ojciec Dyrektor stwierdził ponoć, że trzeba zatopić platformę (mówił przez małe „p”, ale wszyscy zakapowali, że chodzi jak najbardziej o duże „P”). Niewątpliwie, Rydzyk i Palikot to godni siebie przeciwnicy. Obydwaj potrafią tyleż barwnie, co skrótowo wyrazić jakąś złotą myśl.

Mówią, że swego czasu to jezuici byli w Kościele od czarnej roboty, czyli od usuwania niewygodnych dla papiestwa osobników. Jeden ze współbraci zwierzył mi się nawet, że jego powołanie do zakonu zrodziło się, kiedy przeczytał, iż jezuici nie wahali się w razie potrzeby używać trucizny i sztyletu. Niestety, to już tylko historia, i to raczej legendarna. Tym bardziej cieszy, że są dziś ludzie odwalić niewdzięczną robotę w interesie Kościoła.

Chociaż od dłuższego już czasu uważam, że publiczne wyzywanie Rydzyka na ubite pole, to droga nawet nie do nikąd, ale wręcz do umocnienia tzw. imperium ojca Dyrektora. Kiedyś dane mi było zwiedzić siedzibę główną Radia Maryja. Pokazano mi m.in. pomieszczenie wypełnione od podłogi do sufitu pudełkami. W tych pudełkach zbierane są profesjonalnie wszystkie, produkowane przez różne redakcje, teksty na temat Radia i Telewizji „Trwam”. Z owych zbiorów wynika, że w jednym z minionych lat „Gazeta Wyborcza” publikowała średnio 1,5 artykułu dziennie na temat Rydzyka. Nawet jeśli teksty te były ze wszech miar krytyczne, to stanowiły w gruncie rzeczy swoistą reklamę dla instytucji prowadzonych przez ojca Dyrektora. Żyjemy wszak w czasach, kiedy nie jest tak bardzo ważne, czy się mówi o nas źle, czy dobrze; ważne, aby się mówiło. Ci, którzy nie znoszą gazety Adama Michnika, siłą rzeczy zwracali łaskawie wzrok ku ojcu Dyrektorowi, skoro jawił się jako bardzo ważny przeciwnik „GW”.

Moim zdaniem, zwolennicy „wykończenia” Rydzyka, zrobiliby najlepiej, gdyby całkowicie na jego temat zamilkli. Wyobraźmy sobie, że GW, TVN24 oraz inne media w ogóle nie nasłuchują RM, nie czytują i nie cytują „Naszego Dziennika”, nie robią żadnych filmików na temat lotu Dyrektora do Urugwaju. Nic! Zupełna cisza! Czyli brak zainteresowania. Czyż w dzisiejszych medialnych czasach tego rodzaju sposób postępowania nie godzi bardziej śmiertelnie niż odmienianie wroga na wszelkie przypadki? A jeśli jakieś ministerstwa lub prokuratorzy mają konkretne wątpliwości co do imperium ojca Rydzyka, to niech dyskretnie robią swoje, a nie zaczynają pracy od medialnych, hucznych zapowiedzi, że mu tu się weźmiemy i sprawdzimy. Najpierw zróbcie, a potem ewentualnie mówcie.

Rola ojca Dyrekora Rydzyka jest od lat absurdalnie wyolbrzymiana. Po co? Mam na ten temat pewne przemyślenia, ale na razie wstrzymam się od podzielenia się nimi. W Kościele dzieje się tysiące rzeczy każdego dnia – głoszenie słowa, rekolekcje, posługa sakramentalna, dzieła miłosierdzia itd. I 99,99 % tych spraw nie ma żadnego związku z Radiem Maryja. No, ale wystarczy, że ojciec Rydzyk palnie coś o szambie, to przez kilka dni jest to wieść numer jeden w największych mediach. Czyż to nie jest absurdalne?! I czyż tego rodzaju postępowanie nie jest działaniem przynoszącym dokładnie odwrotne rezultaty niż te, o których wspomniał na swym blogu poseł Palikot?

Piąta władza 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan3

Joanna Senyszyn: „UPR, LPR i PR dzieli wszystko prócz dwóch liter. W koalicji dadzą cztery”. Ryszard Czarnecki: „Kończę dzień bardzo pokojowo usposobiony. Na przekór wojennemu otoczeniu…”. Blogi prowadzi wielu polityków, oprócz cytowanych, np. Piotr Gadzinowski, Janusz Korwin-Mikke, nawet były prezydent Lech Wałęsa.

Opowiadają nieistotne historie z życia codziennego, wchodzą w rolę ciętych publicystów, publikują prowokacyjne treści – politycy coraz chętniej piszą w internecie. Jaki wpływ na życie publiczne mają ich blogi oraz blogi internetowych komentatorów sceny politycznej? O wampirach, nawiedzonych oszołomach i poszukiwaczach prawdy, czyli o politycznym wymiarze blogosfery.

Tekst równolegle ukazał się w papierowym „Przeglądzie Powszechnym” (“PP” 1/2008).

czytaj dalej »

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com