Archiwum February 2008

Słucham księży… 36 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Feb29

Po “zagrypionej” nocy zwlokłem się z łóżka. Prysznic: odkręcam kurek, wylewam trochę szamponu na głowę i… w tym momencie brak ciepłej wody. Czekam ileś tam minut w nadziei, że zacznie lecieć. Jest! Dzięki Bogu i rzymskim wodociągom! Odmawiam jutrznię korzystając z www.katolik.pl (duża wdzięczność dla autorów brewiarzowej strony). Po kawie i herbacie zaglądam na wp i Onet.

No tak! Media wywiązują się solidnie ze swej misji i konsekwentnie informują o najważniejszych wydarzeniach z życia Kościoła. Są dwie kościelne ważkie informacje: Księża kradną sobie kazania oraz Wyłudzili od państwa pół miliona zł dzięki… Kościołowi. Zaczynam od tej ostatniej. Okazuje się, że tym razem to nie o. Dyrektor wyłudził, ale jacyś panowie niby-duchowni z bliżej nieznanego Kościoła Głosicieli Dobrej Nowiny. Druga informacja – choć temat odgrzewany – okazuje się bardziej ciekawa. Gazeta wykryła aferę wielką – otóż bywa, że ksiądz zajrzy na jakieś pobożne strony (albo do pobożnej książki) i ściągnie sobie stamtąd tekst, który potem przeczyta w ramach kazania.

Pamiętam, jak kiedys koncelebrowałem Mszę z pewnym kapłanem. Podczas głoszonego przez niego kazania zorientowałem się, że leci ciurkiem z mojego artykułu. Bardzo byłem z tego zadowolony. Wszak nie po to człowiek pisze, aby nikt z tego nie skorzystał. Oświadczam zatem, że gdyby ktoś uznał za stosowne wykorzystać w swoim kazaniu jakiś fragment tekstu (albo cały tekst) mojego autorstwa, to niech to czyni z moim błogosławieństwem. Choć oczywiście nie można z tego rodzaju praktykami przesadzać, gdyż księdzu, który nie stara się mówić “od siebie”, grozi szybkie wyjałowienie. Ale rozumiem, że niektórzy kapłani – bardziej zapracowani niż ja – po katechezie w szkole i dniu spędzonym na kolędzie, mogą niekiedy nie zdążyć z przygotowaniem własnego kazania.

Pokrzepiony medialnymi doniesieniami z życia Kościoła wychodzę z Kolegium Bellarmino, aby zdążyć na 9.00 na kolejną sesję jezuickiej Kongregacji. W gronie ponad 200 jezuitów z całego świata staramy się finalizować nasze wielodniowe rozważania o sprawach Kościoła i zakonu. Może brak nam ostrości widzenia istoty sprawy, jaka charakteryzuje polskie media w temacie Kościoła, ale staramy się…

Wieczorem odwiedza mnie w Kolegium Bellarmino znajoma. Przynosi “Theraflu” na przyziębienie i kupiony w niedzielę pod tzw. kościołem polskim w Rzymie tygodnik “Newsweeek”. Zaraz na początku W. Maziarski poraża tytułem: “Politycy i biskupi we mgle”. W tekście czytam m.in., że jeśli obecnie rządzących można za cokolwiek krytykować, to za “ustępowanie pod naciskiem wpływowywch grup zawodowych i instytucji takich jak Kościół”. Rozumiem, że rządzący powinni ulegać jedynie głębi wywodów Maziarskiego. Wtedy byłoby lepiej. Nie wiem, czy wszystkim, ale Maziarskiemu na pewno.

Na okładce “Newsweeka” czytam: “McWiara. Kościół traci rząd dusz. Polacy jeszcze chodzą na msze, ale już nie słuchają księży”. Jasne! Wiadomo przecież, że od pewnego czasy Polacy – dzięki mediom – słuchają eks-księży: Bartosia, któremu w Kościele brak m.in. niezależnych od biskupa sądów, aby ksiądz mógł skutecznie sądzić się z biskupem, oraz Węcławskiego, który formalnie wystąpił z Kościoła katolickiego, jako że stracił wiarę, iż Jezus Chrystus był nie tylko człowiekiem, ale i Bogiem. Nawiasem mówiąc niektórzy sądzą (np. TP), że utrata wiary przez Węcławskiego powinna stać się zaczątkiem narodowej dyskusji o tym, kim rzeczywiście był Jezus. Osobiście wolałbym, aby punktem wyjścia do takiej dyskusji była ostatnia książka Benedykta XVI.

Właściwie to ja dobrze rozumiem te problemy ze słuchaniem księży. Wszak od prawie dwóch miesięcy, dzień w dzień, słucham dyskutujących księży. To nic, że są to moi zakonni współbracia, mądrzy jezuici ze wszystkich kontynentów. Czasem po prostu ciężko się zorientować, którego jezuity należy posłuchać, a którego nie. A zdania mają różne… W każdym razie pragnę zapewnić, że w tym gronie kazań sobie nie kradniemy.

Modzelewski: Gen. Jaruzelski na ołtarzu prawdy 5 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Feb27


(Prof. Karol Modzelewski, 16.03.2006. Fot. A. Rusiecka)

Wiele ciekawych słów powiedział prof. Karol Modzelewski na spotkaniu w poniedziałek w klubie „Goście Gazety”. Na tle poprzednich było ono rzeczywiście treściwe. Najpierw wątki biograficzne, potem związane z pracą naukową, czyli barbarzyńską Europą.

Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski dopytywali prof. Modzelewskiego o jego duchowość lewicową i przyszłość lewicy. – Lewica wyrośnie z zakwestionowania tego, co zrobiliśmy po 1989 r. Odbierze wówczas elektorat PiS, Samoobrony i LPR – uważa profesor. Co uwiera go obecnie? – Nierówności, które stały się dziedziczne, i pęknięcie w społeczeństwie w dziedzinie komunikacji i podzielanych wartości. Na tym wyrosło PiS.

Z sali padło pytanie: – Jaka jest rola ofiary z człowieka? – Modzelewski: – Nic tak jak ona nie jednoczy grupy. Być może dlatego Polacy potrzebują złożenia ofiary z gen. Jaruzelskiego na ołtarzu prawdy, która nas wyzwoli – zastanawiał się. Ma to swoją wymowę, zwłaszcza po niedawnej wypowiedzi żony byłego prezydenta, który leżał ostatnio w szpitalu na Szaserów, dla dziennika.pl: – Nie wiadomo, czy warto mieć zdrowie w tej sytuacji. Znowu następny proces i znowu następny proces.

Na początek tygodnia 3 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Feb25

W tym tygodniu mamy kilka ciekawych wydarzeń:

dziś o 19 w siedzibie Gazety Wyborczej przy ul. Czerskiej spotkanie z Karolem Modzelewskim

środa 27.02 o 18:30, Aula Ignatianum, ul. Kopernika 26 (Kraków) – CKiD zaprasza na debatę POLSKA INTELIGENCJA, POLSKI KATOLICYZM; udział wezmą Jerzy Sosnowski, prof. Tadeusz Sławek, dr Grzegorz Chrzanowski OP, prowadzi dr Sebastian Duda (“Przegląd Powszechny”)

czwartek 28.02 o 17:30 Msza św. w kościele św. Marcina z okazji 50-lecia Więzi

Smak polityki 4 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Feb23

Czyżby polska polityka równie szybko straciła smak, jak go odzyskała? Jeszcze nie tak dawno, bo minionej jesieni prof. Zdzisław Krasnodębski tłumaczył w rozmowie z udziałem Jarosława Gowina i Jerzego Hausnera w „Tygodniku” („W puszczy RP”, „TP” nr 42. z 21 października 2007), że w czasie rządów PiS, i dzięki nim, zmieniło się poczucie tożsamości Polaków:

„Nastąpił renesans polityki. Nie jest już tak, że mamy jedną słuszną politykę Balcerowicza-Geremka, i wszystko, co ją podważa, jest czystym szaleństwem.
Moja krytyczna refleksja nad stanem spraw polskich zaczęła się, gdy uświadomiłem sobie rolę stanowczego sprzeciwu ośrodków opiniotwórczych w sprawie lustracji. Otóż to był wtedy dogmat. Ten dogmat i wiele innych złamano, co jest zasługą PiS-u”.

„Polityka odzyskała smak?” – dopytał prowadzący rozmowę Roman Graczyk. Krasnodębski: „Tak to można nazwać”.

Czy może zmiany, jakie zaszły w kraju po ostatnich wyborach, skłaniają do refleksji zgoła odwrotnej: że nastał czas postpolityczności, o której pisze w pierwszym po Nowym Roku numerze „Tygodnika” Jarosław Makowski (nr 1. z 6 stycznia 2008)?

„Postpolityczność – tłumaczy autor – to koniec podziału na prawicę i lewicę. Kres sporów odmiennych grup interesów, które przecież drzemią w społeczeństwie i których konflikty są bodaj jedyną demokratycznotwórczą siłą. Postpolityczność jest więc – w ujęciu tych, którzy ją wytropili i jej nie lubią – zwycięstwem konsensu, porozumienia i dialogu, który zabija demokrację, gdyż niweluje społeczne antagonizmy. (…) Polska znajduje się w szponach postpolityczności. Przejawem tego jest zwycięstwo PO. Szerzenie się politycznego cynizmu i populizmu, którego symbolem jest Donald Tusk”.

Może więc polityka straciła nie smak, ale sens? Czy mamy w sobie jeszcze zapał i ideowość, czy może zwierzęta polityczne są na wymarciu? Moim zdaniem, nie jest jeszcze tak źle. Często bywa, że im większe idee w polityce, tym większa ich kompromitacja. By nie sięgać daleko w głąb historii, wystarczy przypomnieć losy tzw. IV RP. Dlatego cieszę się i jestem dumny, że za rok obchodzić będziemy dwudziestolecie Kompromisu.

BXVI do jezuitów: Kościół was potrzebuje 28 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Feb22

Ojciec św. Benedykt XVI zaprosił jezuitów, uczestników Kongregacji Generalnej, na spotkanie w Sali Klementyńskiej. W swoim przemówieniu, zwracając się do dzisiejszych synów św. Ignacego, powiedział m.in.: “Kościół was potrzebuje, liczy na was i nie ustaje zwracać się do was z ufnością, szczególnie gdy chodzi o dotarcie do tych miejsc fizycznych i duchowych, dokąd inni nie docierają albo mają trudności, aby dotrzeć”. 

Tymczasem niejaki Piotr Zychowicz nakłamał (wczesniejsze “łże” wyrzucone jako slowo “niesmaczne”) w “Rzepie” stwierdzając, iż kard. Rode “skrytykował zakon jezuitów, którego wielu członków – jak stwierdził – oddala się od nauczania Kościoła“. Natomiast – uważający się zapewne za dobrego katolika – Jacek Bartyzel oznajmia: “Nie jesteśmy naiwni i wiemy dobrze, jakiej degrengoladzie uległ na całym świecie przez pół wieku zakon jezuitów, powstały jako armia papieża, lecz od dawna niestety już będący raczej wysuniętą szpicą antykościoła“.

No to mamy problem. Przychodzą mi do głowy 3 możliwości: 1. BXVI myli się i czem prędzej powinien udać sie po nauki do Zychowicza i Bartyzela; 2. BXVI nie myli się, tylko tak dyplomatycznie udaje i stara sie być uprzejmy wobec jezuitów, ale tak naprawdę sądzi to samo, co Bartyzel; 3. BXVI mówi to, co uważa za prawdę, a Bartyzel z Zychowiczem powinni czem prędzej udać się do wielkopostnej spowiedzi i wyznać oszczercze rozmijanie się z rzeczywistością.

Drogi internauto! który z tych trzech punktów zakreślisz kółeczkiem jako właściwą odpowiedź. A może należy dopisać kolejne możliwości?

Czy Kościół zna się na etyce? 13 Autor: Małgorzata Felicka

Feb21

Dyskusja wywołana tekstem o. Dariusza Kowalczyka pt „Czy Kościół zna się na seksie?” ujawniła, że my, jej uczestnicy, w wielu punktach nie byliśmy w stanie przyjąć nauczania Kościoła na tematy obyczajowe, uważając je – krótko mówiąc – za nieprzystające do rzeczywistości. Niezrozumiałe wydawało się, dlaczego nie można uprawiać seksu przed ślubem, dlaczego nie wolno korzystać ze środków antykoncepcyjnych, po co upierać się przy naturalnych metodach kontroli urodzeń. Co więcej, przekonująco brzmiały argumenty tych, którzy mówili, że skoro ich sumienie podpowiada im postawy odmienne od tych oficjalnie aprobowanych przez Kościół, to nie mogą się poddać zewnętrznej władzy wbrew własnemu wyczuciu, co jest dobre a co złe. Zwłaszcza, że w swych rozmowach z własnym sumieniem stawiali na pierwszym miejscu miłość, jakże więc mieliby teraz zaprzeczyć miłości w imię zgodności z kościelnymi nakazami? Czyż miłość nie jest ważniejsza od Kościoła? A może to Kościół powinien zrewidować swoje „zacofane” nauczanie, aby nie stawiać swych wiernych w sytuacji wyboru między zdrowym rozsądkiem i własnymi przekonaniami z jednej a wymaganiami, które niczemu nie służą z drugiej strony? Tłumaczenie o. Dariusza, że „Etyka seksualna Kościoła rodzi się z doświadczenia twarzy Boga, czyli Jezusa” nie znalazło uznania. Wzięto je za wybieg, unik.

Dyskusja ta, ale też ogólnie znany fakt, że tylko naprawdę nielicznym katolikom udaje się sprostać nakazom i zakazom głoszonym przez Kościół, pokazuje, że zarzuty pod adresem katolickiej etyki trzeba wziąć poważnie. Mówią one, że etyka ta tak niesłychanie wysoko zawiesza poziom wymagań moralnych, iż mało kto traktuje je serio, a większość w ogóle ich nie respektuje. Jakie są zatem argumenty na poparcie tej etyki? Dlaczego Kościół nie powinien obniżać poprzeczki? Jako pomoc w znalezieniu odpowiedzi na te pytania wskazana została książka pt „ABC chrześcijaństwa” o. Alfreda Cholewińskiego SJ. Postaram się udzielaną w niej odpowiedź pokrótce przedstawić.

czytaj dalej »

Spacer po Nowym Świecie 8 Autor: Tomasz Jędrzejewski

Feb17

Zwiedziony tytułem wystawy („Wyprawa w dwudziestolecie”), udałem się na wystawę czasową w Muzeum Narodowym. Trzeba było najpierw przeczytać omówienie ekspozycji – mówię sobie z niezadowoleniem – może rozmyśliłbym się zawczasu. Bo ja trochę naiwnie myślałem, że „Wyprawa w dwudziestolecie” to będzie poniekąd wyprawa w dwudziestolecie, pod czym – obok malarstwa czy rzeźby – domyślam się Skamandra, „Wiadomości Literackich”, Franciszka Fiszera, kabaretu Qui Pro Quo i kilku innych ciekawych zjawisk. Oczywiście okazało się, że wehikuł czasu przeniósł mnie do pracowni artystycznych – powiedzmy – pomysłowych twórców, z którymi – w większości – niestety nie potrafię się porozumieć. Mój niepokój zaczynają wzbudzać już nieforemne bryły, a wobec kwadratów jestem bezradny całkowicie. Na wystawie znalazły się także ciekawe obrazy, ale na zachwyt profana całym przedsięwzięciem to jeszcze za mało.

Myślę, że majestat Muzeum Narodowego niewiele by ucierpiał, gdyby pomyślano o jakichś oryginalnych nośnikach idei kulturalnych danego okresu, o niebanalnych przedstawieniach. Nie sugeruję, że należy skończyć ze zwyczajną prezentacją obrazów, choćby najbardziej awangardowych. Proponuję jednak opatrywać ją stosownym szyldem, który nie wprowadza w błąd.

A co się tyczy dwudziestolecia, to przypuszczam, że niezłym pomysłem będzie powolny spacer po Nowym Świecie albo po Mazowieckiej.

Wstyd i poczucie winy 0 Autor: Małgorzata Felicka

Feb16

Po uzyskaniu dyplomu uprawniającego do terapii osób uzależnionych od alkoholu, szybko przekonałam się, że ta rola mnie przerasta, zajęłam się za to przez chwilę tłumaczeniami z tej dziedziny. Pamiętam zwłaszcza niewielką książeczkę klasyka ruchu AA, Ernesta Kurtza, pt. „Wstyd i poczucie winy” prezentującą mądre i jasne rozróżnienie między poczuciem winy a wstydem. Autor dowodzi, że fiasko terapii alkoholizmu bywa często spowodowane przez skoncentrowanie się na poczuciu winy, podczas, gdy o wiele bardziej nabrzmiałym problemem jest dla alkoholika wstyd. To nic, że mowa jest o alkoholizmie, podejmowane tematy są uniwersalne, dotyczą każdego, a alkoholizm pozwala jedynie na ich wyostrzony ogląd.

W twierdzeniach założycieli i teoretyków AA nie ma właściwie niczego odkrywczego. Od wielu starszych systemów religijnych i filozoficznych, które AA włącza i z których korzysta, ruch ten wyróżniają głównie dwie cechy. Pierwszą jest bezpretensjonalność i skromność sformułowań sprawiająca, że zostają pozbawione zakorzenionych w tradycji konotacji, brzmią nowocześnie, nie wzbudzają takiego oporu jak wygłaszane w zrytualizowanym języku treści religijne i wygłaszane w przeintelektualizowanym języku treści filozoficzne. Drugim wyróżnikiem jest to, że rozmowa w duchu 12 kroków AA toczy się pomiędzy ludźmi, dla których jej tematyka dotyka najżywotniejszych kwestii dotyczących życia i śmierci, i że jej uczestnicy nie traktują jej jako kwiatka do kożucha, tylko jako nerw i być- albo- nie- być swojego jedynego życia.

czytaj dalej »

Nieuchronne, przemilczane, niemodne 5 Autor: Jolanta Jędrysek

Feb16

Kampanię “More human homecare” sfinansowała holenderska partia opozycyjna, która w ten sposób walczy z planami rządu. W ramach wielkich oszczędności, planowana jest zmiana ustawy dotyczącej opieki domowej osób starszych. Nowa ustawa zakłada stałą wymianę Opiekunów, co według wyliczeń jest dużo tańsze, niż stały Opiekun przypisany danemu staruszkowi (który go zna, jest obdarzany przez niego zaufaniem). W spocie wystąpiła emerytowana aktorka holenderska. Reklama stworzona jest na bazie nowego pojęcia, jakim jest shockvertising. Jednak szokowanie,silny wpływ na odbiorcę to wielki sprawdzian dla twórców reklam,bowiem granica jest krucha… Jedno jest pewne – ludzkie ciało szokuje (inny wstrząsający przykład).

Mnóstwo reklam wykorzystuje ludzkie ciało, zazwyczaj w kontekście erotycznym. Ta reklama jest inna, pokazuje to, co nieuchronne, co przemilczane, niemodne. Jednak to, co wzbudziło bardzo pozytywne reakcje w Holandii i innych krajach europejskich w naszym… podejrzewam, wywołałoby tylko mnóstwo niepotrzebnych sporów. Nadal daleko nam do poziomu reklam społecznych realizowanych w innych krajach. Zamiast zwalczać, utrwalamy pewne stereotypy. Dobrym przykładem na to jest chociażby reklama społeczna przeciwko przemocy domowej, gdzie pozostało hasło “bo zupa była za słona” i mnóstwo utrwalonych stereotypów właśnie.

Osobiście jestem reklamą zachwycona (świetna od strony technicznej, niesamowita i mocna w przekazie).

Z holenderskiego: Od wielu lat Connie pomagała mi się myć. Ale podobno Connie stała się za droga…
Teraz w myciu się pomaga mi obca osoba, a następnym razem przyjdzie jeszcze ktoś inny…
To jakby rozbierać się na oczach całego kraju – co za różnica?

Oswoić Strach 2 Autor: Andrzej Figas

Feb14

Po lekturze najnowszej książki Jana T. Grossa postanowiłem dorzucić swoje trzy grosze. Chociaż tekst obiecałem Kubie ze trzy tygodnie temu, mam nadzieję, że zwłoka będzie mi wybaczona.

Dyskusja na temat “Strachu” przybiera zwykle dwie formy: albo ktoś w ogóle nie podchodzi do tego tematu, nie przyjmuje wiadomości w niej zawartych i traktuje ją jako atak na polskość (vide: nie będą żydki pluć nam w twarz), albo polemizuje z mało znaczącymi fragmentami książki. Dlaczego tak się dzieje? Bo ta książka to fakty, a z faktami się nie dyskutuje.

Jako ilustrację do tego postu wybrałem aparat. Aparat ten leży w rękach Julii Pirotte, która z kolei dostarczyła słusznych rozmiarów dokument pogromu kieleckiego. Jakby nie patrzeć on się wydarzył, tak samo jak wiele innych rzeczy opisanych w tej książce, które są równie obszernie udokumentowane.

Lektura nie należy do łatwych, prostych i przyjemnych, bo mówi o sprawach dla Polski drażliwych. Przyzwyczailiśmy się do szlachetnego i nieskazitelnego obrazu Polski. Jednak im więcej osób przeczyta tę książkę tym lepiej. Wreszcie należy spojrzeć na naszą ojczyznę nie tylko z perspektywy Jana Pawła II, czy Powstania Warszawskiego. Polacy to normalny naród, i tak jak we Francji, czy Niemczech, tak samo i u nas podłość miała swoje 5 minut. Fakty przytaczane przez Grossa są znane od dawna, korzysta z wielu źródeł historycznych, m.in. archiwów Żydowskiego Instytutu Historycznego, IPN, MO i UB, ale również z materiałów zgromadzonych przez dokumentalistów pracujących nad własnymi przedsięwzięciami. Dlatego dziwi fakt, że nie znajdują się one w książkach od historii, wszak prawda nas wyzwoli.

czytaj dalej »

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com