Oczy otwarte, oczy zamknięte 8
Najłatwiej byłoby tu tylko studiować. Studiować i nie myśleć o tym, co dzieje się wokół nas. Wielu studentów zagranicznych przyjmuje taką postawę: studiuję tu Biblię, nie zajmuję się współczesnością. Z drugiej strony udawanie, że konflikt izraelsko-palestyński nas nie dotyczy jest nieuczciwe. Mieszkamy tu, więc słyszymy, widzimy…. Chyba że ktoś bardzo nie chce zobaczyć.
Uczyliśmy się słówka “mur”. Lektorka pyta o przykłady gdzie można zobaczyć mur. “W Chinach”- odpowiada Chińczyk Hu-Ha, “Na Starym Mieście” – dopowiada ktoś inny. “A gdzie jeszcze w Izraelu?” – dopytuje nauczycielka. Mam na końcu języka Betlejem, ale chyba nie o to jej chodzi. Im bardziej dopytuje, tym bardziej myślę, że może jednak, bo gdzie indziej mamy jeszcze mur. Z drugiej strony to pewnie nie mur, bo nazywa się go poprawniej “barierą bezpieczeństwa”… Poprawna odpowiedź brzmiała: mur jest jeszcze w Qesarii (Cezarea Nadmorska) – do końca zajęć usiłuję sobie przypomnieć czy widziałam tam jakiś mur. Wciąż też myślę, że trzeba było zaryzykować z Betlejem, może wtedy Hiba – Palestynka która uczy się z nam hebrajskiego, nie byłaby do końca zajęć taka smutna…
Ponieważ mieszkamy w Jerozolimie, niepodzielnonym-podzielonym mieście, takich sytuacji zdaża nam się więcej.
Przed świętami Daya, moja współlokatorka, ostrzegała, żeby nie chodzić na targ, bo jest zaostrzony poziom bezpieczeństwa. Złapali kogoś z materiałami wybuchowymina checkpoincie i teraz nie są pewni, czy coś się nie zdaży. Zatłoczony przed szabatem szuk Mehaneh Yehudah to dobry cel do zamachu, już się to zdażało.
Przy okazji rozmawiałyśmy o zamachach, o tym jak niektórzy ludzie w chodzili do pracy na piechotę, unikając autobusów; o tym jak w każdy huk usłyszany w mieście sprawiał, że chwytało się za telefon, by sprawdzić czy coś się nie stało bliskim; o niepokoju i strachu. Również o tym, że dość dawno żadnego nie było.
Innym razem wracaliśmy skądś w nocy, a taksówkarz-Palestyńczyk sam z siebie, jak to taksówkarz, zaczął komentować sytuację. W końcu zapytaliśmy wprost, co sądzi o Abbasie. Ten pokój jest dla pieniędzy z Zachodu – odpowiedział – tylko Hamasowi zależy na narodzie i prawdziwej wolności. Zrobiło nam się wszystkim smutno i jakoś tak beznadziejnie.
Podobnie parę miesięcy temu w Ramallah tłumaczył nam Naser. Pokazując wiszące w salonie zdjęcie z Arafatem mówił, że pokój według Abbasa to pokój na warunkach Amerykanów, a pokój dla Arafata musiał być z godnością. Ale Naser to inna historia. Tak bardzo strał się nam udowodnić, że “Palestynian people very good”, że jego natrętność i gorliwość zrażały. Zwłaszcza wtedy gdy wiózł nas koło północy na grób Arafata, bo stwierdził, że nie możemy wyjechać nie odwiedziwszy go.
Rinat, tak jak Nasyr, jest z Ramallah. Troszkę ode mnie starsza, studiowała w Jordanii, a teraz na Uniwersytecie Hebrajskim zarządzanie organizacjami non-profit. Ma małą córeczkę, męża prawnika. Gdy wychodzimy z zajęć pyta, czy to że jestem chrześcijanką znaczy że chcę, by wszyscy Żydzi przyjechali do Izraela (por. ewangelikalni, którzy wspierają alie, żeby zgromadzić tu cały Izrael).
Z Moshem chodzimy na zajęcia z wczesnego chrześcijaństwa. Właśnie stojąc w kafeterii podczas przerwy rozmawialiśmy o strajku profesorów, gdy w połowie zdania przerwał, a jego twarz się zmieniła: słyszysz, mówią w radiu, że rakieta trafiła w dom mieszkalny w Sederot (niedaleko granicy z Gazą) i są ofiary śmiertelne.
***
Zbieram takie opowieści, ale waham się z formułowaniem opinii. Nie znam się na historii regionu i tutejszej polityce, ale wiem już, że powinnam. Póki co, zajmuje mnie fenomen zamykania oczu. To, że zamknięci w bańce mydlanej staramy się zbyt wiele nie wiedzieć.





Bardzo przejmujace. Az sciska w gardle.
Mur miedzy Betlejem a Jerozolima to jedna z najbardziej ponurych rzeczy na tym swiecie, a proby rozwiazania konfliktu w Ziemi Swietej (!!!) przypominaja walenie glowa w mur.Pamietam jak bylo mi smutno, kiedy tamtedy przejezdzalam. Wszystko wokol takie swiete, a posrodku dziesieciometrowej wysokosci betonowy, szary mur ze straznikami z automatami, bramka, legitymowaniem, kolejkami… Nasuwaly sie niewesole skojarzenia.
Problem z murem/barierą bezpieczeństwa, tym między Betlejem a Jerozolimą polega na tym, że dzięki niemu zrobiło się na prawdę bezpieczniej.
Nie pierwszy to raz w historii, kiedy wydaje sie, ze odgrodzenie sie zalatwi sprawe umiejetnosci wspolzycia. Takie rozwiazanie dziala jedynie przez moment i na dluzsza mete rodzi jeszcze wiekszy antagonizm, by nie powiedziec nienawisc.
Nie do wiary, taki bezpośredni “korespondent” w Jerozolimie,a takie rzadkie relacje, Pani się zaktywizuje
Przyłączam się do Finchera, ale zdaje się, że Zuza obecnie nie przebywa na terenie Izraela.
Już znowu przebywam na terenie Izraela, ale pochłania mnie zaliczanie semestru. Obiecuje się potem zaktywizować.
ad tego wołacza; to jak mówią, kiedy chcą zawołac Józefie!
P.S. A jak tam zaliczenia…?
po prostu nie mają wołacza, w ogóle nie mają deklinacji, tak jak np. angielski
No zalicznia niby sie zkończyły, ale zaczeły się kolejne…