Rozmowy o literaturze 6
Pasażerowie tramwajów, autobusów czy pociągów nieczęsto decydują się na rozmowy o zagadnieniach, powiedzmy, kulturalnych. Słyszy się zwykle pogawędki o znajomych, o telefonach komórkowych, o tzw. imprezach. Jeśli więc w środkach komunikacji miejskiej miałem okazję posłuchać dyskusji o literaturze, mam prawo zaliczyć się do szczęściarzy. Tak by się przynajmniej zdawało. Bo czy było tak w istocie, pozostawiam ocenie Czytelników BP.
Otóż w pociągu pewien pan zauważył, że czytam Elizę Orzeszkową i powiedział z przekąsem, że “teraz trzeba czytać Gombrowicza”. Łatwo się domyślić, co się kryło za tą uwagą. “Kiedyś w księgarni przeglądałem jakąś książkę Gombrowicza – mówi z awersją. – Nie czytałem jej, ale rzuciło mi się w oczy takie jakieś zdanie, że <ja tej Polski to nienawidzę>”. I dalej: “Albo <Ferdydurke>. Co to ma niby znaczyć? Jakiś idiotyczny tytuł. Podobno to jest wzięte z jakiegoś idiotycznego widowiska”. Na drugim biegunie znalazł się oczywiście Sienkiewicz: “A Sienkiewicz! On to się wgryzł w historię! Jaka to ogromna praca nad takim <Quo vadis>”. Nikt się już nie troszczy o Polskę, o rodzimą kulturę: “Dojdzie do tego, że w szkołach będzie Szymborska zamiast Mickiewicz” (fleksja oryginalna).
A teraz druga część rozważań o literaturze – nie słyszałem jej na własne uszy, zamieszczam więc relację świadka: “Typowa warszawska dziewczyna ma na sobie to, co manekin za witrynami modnych sklepów odzieżowych. To, czego ubranie nie przykrywa, zazwyczaj przybiera barwę brązowawą – w gorszym wypadku pomarańczową, ale ekstrema też nie są ważne. Dziewczyna ząbki ma białe a czyste. Taki oto ideał stał obok drugiego ideału z gumą w ustach. Jeden ideał – brunetka – do drugiego ideału – blondynka – mówi na tyle głośno, żeby zwrócić uwagę otoczenia:
- Słyszałaś, co chce robić Giertych? Grudzińskiego mają usunąć. <Inny świat> – to taka zajebista książka. Taka zajebista książka.
- Hanny Krall? – pyta blondynka.
- Nie, Grudziński, Herling-Grudziński.
- <Nowy świat>?
- Nie, <Inny świat>. Dwudziestolecie międzywojenne. Z dwudziestolecia międzywojennego wszystko przeczytałam. Taaa – rozgląda się wokół ideał nr 1. – Z dwudziestolecia wszystko przeczytałam.
- Ja też wszystko przeczytałam, ale z romantyzmu”.
Co tu dużo mówić, tak to już bywa, kiedy się wszystko przeczyta. Może należałoby się upomnieć o jakieś zniżki przy zakupie karty miejskiej.





Zabawny tekst :). Cóż powiedzieć… życie.
Podzielę się analogiczną anegdotą. Stoję sobie bodaj w autobusie, a obok trajkoczą dwie panienki na oko lat 13-15. Mimowolnie słyszę rozmowę takiej oto mniej więcej treści:
- Wiesz, wczoraj to się normalnie przeraziłam.
- Czemu?
- No bo patrzę sobie w lustro i nagle zauważyłam jakie ja mam strasznie wielkie źrenice! Normalnie jakbym się napaliła albo nawąchała czegoś!
- Ojej!
- No, ale wiesz, ojciec mi powiedział, że jak jest ciemno to te źrenice też się tak rozszerzają…
- Aha…
Bez komentarza :).
Jak bym siebie posłuchał w tramwaju, to też bym się czasem pewnie pośmiał:)
Mi się ten wpis niepodoba, sytuacja może była zabawna, ale wpis autora zawiera pogardę wobec tych ludzi.
Nie wiem czy pogardę. Może irytację. Bo z pewnością poziom niektórych pozostawia wiele do życzenia. I nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że mimo wszystko to nie przeszkadza im się wypowiadać. A to już bywa irytujące :).
Com napisał, napisałem.
Wpis ten zarzuca tym nastolatkom pychę, a jego wydźwięk sam jest pyszny.
Jak powiedziałem jest to zabawne, ale po co to roztrząsać na forum publicznym?
Wpis zawiera zdziwienie i właśnie irytację. Świadectwo, jakie w podobnych gadaninach wystawia sobie znaczna część społeczeństwa, może smucić i denerwować. Mój sprzeciw budzi bezwstydna manifestacja bezmyślności.
Czy żeby uniknąć zarzutu pychy należałoby unikać wszelkiej krytyki? Wątpliwe. Świadom swoich licznych słabości i wad – myślę, że opisane zachowanie istotnie jest dość pyszałkowate, ale jest rzecz bardziej denerwująca – gadatliwa, zwykle głośna, bezmyślność.
A po co roztrząsać? Z tego samego powodu, dla którego pisze się kąśliwe felietony o niekulturalnych politykach, sąsiadach zaśmiecających podwórko albo przeklinającej młodzieży.