Oswoić Strach 2

Po lekturze najnowszej książki Jana T. Grossa postanowiłem dorzucić swoje trzy grosze. Chociaż tekst obiecałem Kubie ze trzy tygodnie temu, mam nadzieję, że zwłoka będzie mi wybaczona.
Dyskusja na temat “Strachu” przybiera zwykle dwie formy: albo ktoś w ogóle nie podchodzi do tego tematu, nie przyjmuje wiadomości w niej zawartych i traktuje ją jako atak na polskość (vide: nie będą żydki pluć nam w twarz), albo polemizuje z mało znaczącymi fragmentami książki. Dlaczego tak się dzieje? Bo ta książka to fakty, a z faktami się nie dyskutuje.
Jako ilustrację do tego postu wybrałem aparat. Aparat ten leży w rękach Julii Pirotte, która z kolei dostarczyła słusznych rozmiarów dokument pogromu kieleckiego. Jakby nie patrzeć on się wydarzył, tak samo jak wiele innych rzeczy opisanych w tej książce, które są równie obszernie udokumentowane.
Lektura nie należy do łatwych, prostych i przyjemnych, bo mówi o sprawach dla Polski drażliwych. Przyzwyczailiśmy się do szlachetnego i nieskazitelnego obrazu Polski. Jednak im więcej osób przeczyta tę książkę tym lepiej. Wreszcie należy spojrzeć na naszą ojczyznę nie tylko z perspektywy Jana Pawła II, czy Powstania Warszawskiego. Polacy to normalny naród, i tak jak we Francji, czy Niemczech, tak samo i u nas podłość miała swoje 5 minut. Fakty przytaczane przez Grossa są znane od dawna, korzysta z wielu źródeł historycznych, m.in. archiwów Żydowskiego Instytutu Historycznego, IPN, MO i UB, ale również z materiałów zgromadzonych przez dokumentalistów pracujących nad własnymi przedsięwzięciami. Dlatego dziwi fakt, że nie znajdują się one w książkach od historii, wszak prawda nas wyzwoli.
Niesłuszne są zarzuty o antypolonizm pisarza. Wystarczy przeczytać kilka wywiadów, aby zobaczyć, że Gross do Polski nie ma pretensji i sam wciąż czuje się Polakiem. O samych motywach jasno pisze w swojej książce:
Aby się przed tym antyświatem uchronić, musimy umieć ze sobą rozmawiać, zadawać pytania i wysłuchiwać udzielanych odpowiedzi. Stąd nakaz zebrania wiedzy o masowej zbrodni, którą popełniono wśród nas. Po to żebyśmy tych tragicznie zmarłych mogli wreszcie przyzwoicie pochować. Nie tylko dlatego że tak się godzi, ale i dla własnego spokoju, żeby ich duchy przestały dręczyć nas i dzieci nasze głosami antysemitów i wyrzutów sumienia.
Podstawowym pytaniem, które zadaje książka Grossa to to, czego się w zasadzie boimy. Czy boimy się tego, że coś takiego może się jeszcze powtórzyć, czy boimy się upadku polskiego wizerunku, a może… Gross pisze, że gros zbrodni na polskich Żydach popełniana była ze strachu. W trakcie wojny większość majątków pożydowskich przechodziła w ręce Polaków (użyję skrótu myślowego, w końcu polscy Żydzi to również Polacy), po wojnie zaś Polacy bali się, że prawowici właściciele upomną się po swoją własność. O niechęci do Żydów z tego właśnie powodu AK informowała rząd w Londynie na długo przed zakończeniem wojny. Jakikolwiek ten strach by nie był, czas spojrzeć mu w oczy, warto.
Drugim ważnym pytaniem jest rola Kościoła Katolickiego w powojennej Polsce. Gross twierdzi, że w latach 40. Kościół toczył wojnę z komunistami o rząd dusz i dlatego nie chciał występować przeciwko społeczeństwu, które było nastawione antysemicko. Dodatkowo ma pretensje do hierarchów za stosunek do Jedwabnego. Kościoła, jako całości, nie można określić jako antysemickiego, w końcu mieliśmy wiele dowodów bohaterstwa. Ale jednocześnie obraz ten jest pełen skaz, pełen antysemickich wypowiedzi i postaw.
Księża w kościele lubią mówić, że największym osiągnięciem szatana jest przekonanie ludzi, że nie istnieje. Równie dobrze możemy powiedzieć, że największym osiągnięciem antysemitów jest przekonanie ludzi, że antysemityzm w Polsce nie istnieje.
Cieszę się, że książka Grossa wyszła wreszcie w polskim tłumaczeniu, podobno ta edycja jest lepsza od amerykańskiej. Mam nadzieję, że nasze społeczeństwo trochę otrzeźwieje i zacznie patrzeć na naszą wspólną historię bardziej krytycznie. Jednocześnie mam nadzieję, że duchowni katoliccy przestaną tolerować w swoim gronie najmniejsze przejawy antysemityzmu. Cieszę się, że Jezuici odcięli się od ostatnich wydarzeń w Krakowie, ale osobiście wolałbym, aby takich spotkań w kościele po prostu nie organizować, zamiast się później tłumaczyć. I żebym nie musiał później słuchać docinek “Jezu, Icki”.
O Strachu na blogu pisaliśmy jeszcze na:





Żeby tylko;)
Ciekaw jestem, jakie byłyby reakcje na książkę, gdyby autor zaasekurował się na początku, napisał: prezentuję swój jednostronny punkt widzenia itd. Czy wówczas rozmawialibyśmy spokojniej?
Słyszałem też, że po spotkaniu z Grossem na UJ wiele osób było oburzonych, bo autor nie odpowiedział na zadane pytania. I wprawdzie za to zachowanie przeprosił na łamach GW, ale zraził do siebie skutecznie. I znów nie ma dialogu.
A tak na marginesie… Czekam dziś na przystanku na autobus. W rogu stoi mężczyzna w średnim wieku, wąsaty, pali. Obok mnie starszy siwy pan. Pyta: – Jest tu gdzieś budka telefoniczna? – Rozgląda się dookoła i sam ją znajduje. Po czym mówi: – Nie chcę mi się przechodzić do niej na drugą stronę ulicy…
- Niech Pan zadzwoni ode mnie, proponuję. – A on: – Nie, dziękuję, chciałem tylko zadzwonić, żeby powiedzieć, że na kolację nie przyszła kobieta, bo byliśmy umówieni, i nie przyszła. A proszę zobaczyć, jaka tam była ochrona.
- W gminie żydowskiej? – pytam patrząc na budynek na przeciwko. – Tak – odpowiada.
Tu aktywność przejawiać zaczyna mężczyzna w rogu: – Pierdolone żydy jebane – niby pod nosem, ale zadziornie. My nie zwracamy uwagi, rozmawiamy o jednym spotkaniu w gminie, gdzie raz zdarzyło mi się zajrzeć. Facet z rogu staje się słyszalny, możliwe, że wcześniej coś pił. Swoją kwestię powtarza wchodząc do autobusu.
Adam Michnik ma rację, kiedy zaprzecza, że Polacy przyjmują antysemityzm z mlekiem matki. Raczej z gnojówką.