Artykuł

Wstyd i poczucie winy 0

Feb16

Po uzyskaniu dyplomu uprawniającego do terapii osób uzależnionych od alkoholu, szybko przekonałam się, że ta rola mnie przerasta, zajęłam się za to przez chwilę tłumaczeniami z tej dziedziny. Pamiętam zwłaszcza niewielką książeczkę klasyka ruchu AA, Ernesta Kurtza, pt. „Wstyd i poczucie winy” prezentującą mądre i jasne rozróżnienie między poczuciem winy a wstydem. Autor dowodzi, że fiasko terapii alkoholizmu bywa często spowodowane przez skoncentrowanie się na poczuciu winy, podczas, gdy o wiele bardziej nabrzmiałym problemem jest dla alkoholika wstyd. To nic, że mowa jest o alkoholizmie, podejmowane tematy są uniwersalne, dotyczą każdego, a alkoholizm pozwala jedynie na ich wyostrzony ogląd.

W twierdzeniach założycieli i teoretyków AA nie ma właściwie niczego odkrywczego. Od wielu starszych systemów religijnych i filozoficznych, które AA włącza i z których korzysta, ruch ten wyróżniają głównie dwie cechy. Pierwszą jest bezpretensjonalność i skromność sformułowań sprawiająca, że zostają pozbawione zakorzenionych w tradycji konotacji, brzmią nowocześnie, nie wzbudzają takiego oporu jak wygłaszane w zrytualizowanym języku treści religijne i wygłaszane w przeintelektualizowanym języku treści filozoficzne. Drugim wyróżnikiem jest to, że rozmowa w duchu 12 kroków AA toczy się pomiędzy ludźmi, dla których jej tematyka dotyka najżywotniejszych kwestii dotyczących życia i śmierci, i że jej uczestnicy nie traktują jej jako kwiatka do kożucha, tylko jako nerw i być- albo- nie- być swojego jedynego życia.

Kluczem do wyzdrowienia jest, mówi Ernest Kurtz, przyznanie przed sobą i przed innymi, że człowiek to nie-Bóg, „jakkolwiek Go pojmujemy” (określa się Go jako Siłę Wyższą czy też Siłę Większą od nas samych; może to więc być osobowy Bóg lub inny transcendentny byt albo po prostu poczucie harmonii i ładu świata). Z tego wynika przyznanie się i zaakceptowanie swej sytuacji jako istoty zasadniczo ograniczonej, jako istoty rozpiętej między byciem aniołem a byciem bydlęciem (według sformułowaniu Pascala) i nigdy nie będącej wyłącznie jednym albo drugim. Jako istota fundamentalnie ograniczona, a więc ułomna, taka, której pragnienia są nieskończone, a możliwości ich realizacji ograniczone, alkoholik, starając się zaprzeczyć tej swej kondycji, porusza się między opinią o sobie jako ideale, kimś wyjątkowym czy wręcz genialnym a opinią o sobie jako szmacie, zerze, nikim. Kiedy postępuje w sposób niezgodny z normami, zaczyna uważać się za szmatę i ma w związku z tym poczucie winy. Poczucie winy dotyczy tego, jak funkcjonuje na zewnątrz, do jakiego stopnia nie spełnia oczekiwań i wymagań pochodzących od otoczenia, dotyczy ułomnego działania. Poczucie winy jest z reguły tym większe, im większe jest wykroczenie. Inaczej sprawa ma się ze wstydem. Wstydzimy się nie tego, co zrobiliśmy, tylko tego, jacy jesteśmy. Wstyd jest często niewspółmierny do samego wydarzenia. Dochodzi do tego, że wstydzimy się tego, że się wstydzimy. Wstyd bierze się z niedorastania we własnych oczach do tego ideału, za który chcielibyśmy się mieć, jest skutkiem zakwestionowania wartości naszego ja. To, że wstyd nie zawsze ma związek z ułomnym działaniem czy nawet z moralnością, widać na przykładzie odczuć odtrąconego kochanka. Przecież nie ma żadnej winy w tym, że nie zostało się przyjętym. Jest jednak wstyd, spowodowany poczuciem, że jest się do niczego. Jest jeszcze inna znamienna różnica między poczuciem winy a wstydem. Przeciwieństwem winy jest niewinność, czyli coś pozytywnego, zaś przeciwieństwem wstydu – bezwstyd, czyli stan pożałowania godny.

Wynika stąd, że wstyd sam w sobie jest czymś pozytywnym, jest bowiem zgodą na siebie takiego, jakim się jest. Zaakceptowanie wstydu jest uznaniem własnego zasadniczego ograniczenia i dokonuje się przez pełne szczerości ukazanie własnych słabości drugiemu człowiekowi. Świadomość, że ten drugi również jest ułomny, stanowi gwarancję – pod warunkiem, że on też to sobie uświadamia – że wyznanie naszych słabości nie wywoła w nim chęci osiągnięcia władzy nad nami, ale doprowadzi do tego, że on także powierzy nam swą tajemnicę i ukaże się taki jaki jest, a nie taki jaki chciałby być. Taka relacja ma charakter dla obu stron oczyszczający, ponieważ uprzytamnia, że każdy z nas jest ograniczony trochę inaczej, więc możemy się nawzajem uzupełniać i wspomagać, o ile ujawnimy swą własną naturę, czyli podzielimy się swoim wstydem. Odkrywamy, że odmienność nie stanowi zagrożenia, lecz wzbogaca: otwiera na miłość, która rozkwita nie wbrew różnicom, lecz dzięki nim.

Tak więc, o ile do uporania się z poczuciem winy wystarczy przyznanie się do niej i zadośćuczynienie, to do uporania się ze wstydem, czyli uporania się z ja-jakiego-się-lękam i skonfrontowania z ja-jakim-jestem potrzebny jest drugi człowiek i jego ja-jakiego-się-lęka i jego ja-jakim-jest. „Produktem dodatkowym” uporania się ze wstydem jest rozkwit miłości, zależny od podjęcia ryzyka odsłonięcia się: szczerość, która ujawnia zasadnicze ograniczenie i dlatego przyznaje się do posiadania potrzeb, musi stanąć twarzą w twarz ze wstydem.

Być może nacisk z zewnątrz, coś w rodzaju dowodów winy pomaga w uświadomieniu winy, we wzbudzeniu poczucia winy i może skłonić do przyznania się do niej i chęci zadośćuczynienia. Jednak do wstydu można dotrzeć tylko przez niewymuszoną szczerość, możliwą dzięki poczuciu bezpieczeństwa i wzajemności, to znaczy odsłaniania wstydu przez drugą osobę.

Ernest Kurtz pisze: „Gdy zadajemy ból czujemy się winni, gdy cierpimy ból, odczuwamy wstyd. Ból, cierpienie, poczucie winy z pierwszego powodu są jawne: istnieją poza nami, „obiektywnie”. Ból, cierpienie, wstyd z drugiego powodu są ukryte: nękają od środka, są „subiektywne”. Żadnego nie można uleczyć bez konfrontacji z drugim. Potrzebny jest most – połączenie między cierpieniem, które zadajemy, a cierpieniem, którym jesteśmy. Tego mostu nie da się zbudować w pojedynkę. Szczerość, która jest jego fundamentem musi być obopólna.( …) To, czego potrzebuję to cierpienie drugiego człowieka, jego potrzeba. Taka potrzeba z mojej strony byłaby „chora” gdyby ten drugi tak samo nie potrzebował mnie.”

Istnieją wielorakie „ja” zbiorowe, których również dotyczy poczucie winy i wstyd. Można zaryzykować twierdzenie, że mechanizmy pokonywania tych dwóch ograniczających zdrowe życie i rozwój odczuć są podobne jak w przypadku „ja” indywidualnego.

Jeśli jakaś rodzina ma na swoim koncie winę, może się jej pozbyć przez przyznanie się do niej i zadośćuczynienie. Tę winę muszą na siebie wziąć poszczególni członkowie rodziny. Sytuacja komplikuje się wszakże, ponieważ oczywiście nie wszyscy w równym stopniu są winni. Z reguły bywa tak, że do winy najchętniej i z najmniejszymi oporami przyznają się ci członkowie rodziny, którzy tak naprawdę nie są winni. Gdy mają oni w głębi serca na pierwszym miejscu przeświadczenie o własnej indywidualnej niewinności, to ich przyznanie się do rodzinnej winy przypominać może bardziej oskarżenie pozostałych członków rodziny niż wzięcie winy na siebie.

Podobnie ze wstydem. Rodzina nie ujawni swego wstydu pod przymusem. Ci członkowie rodziny, którzy najbardziej się wstydzą, będą chcieli swój wstyd jak najgłębiej ukryć, dopóki nie zaistnieje sytuacja, w której poczują, że mogą się swym wstydem podzielić bez ryzyka narażenia się na atak i kolejne zarzuty, a więc jeszcze większy wstyd. I znów, wydaje się, że najłatwiej przychodzi przyznanie się do rodzinnego wstydu tym jej członkom, którzy tak naprawdę z jakiegoś powodu się nie wstydzą.

Komentarze przez RSS

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy dla tego wpisu

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com