<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Comments on: Czy Kościół zna się na etyce?</title>
	<atom:link href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Thu, 19 Jan 2012 21:23:41 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
	<item>
		<title>By: Seksualność - obsesja spowiedników &#124; Blog Powszechny</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce/comment-page-1#comment-1595</link>
		<dc:creator>Seksualność - obsesja spowiedników &#124; Blog Powszechny</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 23 Mar 2008 22:26:41 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce#comment-1595</guid>
		<description>[...] Czy Kościół zna się na etyce?  [...]</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>[...] Czy Kościół zna się na etyce?  [...]</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Małgorzata</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce/comment-page-1#comment-1340</link>
		<dc:creator>Małgorzata</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 01 Mar 2008 12:45:13 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce#comment-1340</guid>
		<description>@Rafał
Przed chwilą umieściłam post o posłuszeństwie, chociaż wydawało mi się, że już w tym poście dosyć jasno piszę, jak przekonuje do niego Alfred Cholewiński. W tym nowym poście jest trochę inne ujęcie</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Rafał<br />
Przed chwilą umieściłam post o posłuszeństwie, chociaż wydawało mi się, że już w tym poście dosyć jasno piszę, jak przekonuje do niego Alfred Cholewiński. W tym nowym poście jest trochę inne ujęcie</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Rafał</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce/comment-page-1#comment-1280</link>
		<dc:creator>Rafał</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 25 Feb 2008 13:30:18 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce#comment-1280</guid>
		<description>Ja osobiście choć mam wyrobione zdanie w tych tematach chętnie dowiem się jakie są odpowiedzi na te pytania, które znalazłaś we wspomnianej książce. Nie czuj się zatem zniechęcona powyższą dyskusją. Ma ona na celu jedynie zdefiniować o czym mówimy, bo trudno mówić nie mając tego dobrze nakreślonego. Zgadzam się z Tobą, że warto ustalić jak to jest z ty posłuszeństwem i chętnie przeczytam jakiś Twój artykuł zainspirowany książką.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ja osobiście choć mam wyrobione zdanie w tych tematach chętnie dowiem się jakie są odpowiedzi na te pytania, które znalazłaś we wspomnianej książce. Nie czuj się zatem zniechęcona powyższą dyskusją. Ma ona na celu jedynie zdefiniować o czym mówimy, bo trudno mówić nie mając tego dobrze nakreślonego. Zgadzam się z Tobą, że warto ustalić jak to jest z ty posłuszeństwem i chętnie przeczytam jakiś Twój artykuł zainspirowany książką.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Małgorzata</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce/comment-page-1#comment-1271</link>
		<dc:creator>Małgorzata</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 25 Feb 2008 07:30:04 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce#comment-1271</guid>
		<description>@ Rafał
czuję się również produktem współczesnej kultury i zapytuję, na ile moje postawy są wytworem tejże kultury a na ile są jakąś przemyślaną i autentycznie moją prawdą o moim własnym życiu. Pierwsze, co rzuca mi sie w oczy, to, że przyznawanie się do posłuszeństwa to jakby powiedzenie, że nie ma się rozumu. Dlatego szukałam argumentu dla posłuszeństwa. Z niego wynikają wszystkie dalsze. W tym przypadku jest to posłuszeństwo Kościołowi w sprawach dotyczących seksu. Temat seksu może być probierzem całej reszty naszych postaw, ponieważ kultura, w której żyjemy utwierdza nas w przekonaniu, że nie tylko mamy do niego prawo, ale wręcz, że pozbawiając się tego prawa tracimy najistotniejszą część sensu życia i przyjemności życia. Nawet proszki do prania i maszyny budowlane sprzedają się, jeśli zostaną skojarzone z seksem, co skwapliwie wykorzystują twórcy reklam. Niemodny i wyśmiewany jest ktoś, kto zachowuje wstrzemięźliwość seksualną. 
Abstrahując od seksu, jaki jest argument na posłuszeństwo Kościołowi? Przeciwne argumenty znam doskonale: mój rozum, moja wolność, zgodność z moim sumieniem, omylność Kościoła i historyczność jego nauk, nienadążąnie Kościoła za zmianami cywilizacyjnymi.
I jeszcze jedno pytanie: czy jeśli daję sobie prawo do wybierania, które z nauk Kościoła są sensowne, a które idiotyczne, to jestem katoliczką, czy tylko fajnie jest tak o sobie mówić, bo tradycję, przyzwyczajenie i tym podobne sprawy ma się załatwione bez większego wysiłku?
Moim zdaniem polecona mi książka na te pytania odpowiada, dlatego chciałam się jej lekturą podzielić.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@ Rafał<br />
czuję się również produktem współczesnej kultury i zapytuję, na ile moje postawy są wytworem tejże kultury a na ile są jakąś przemyślaną i autentycznie moją prawdą o moim własnym życiu. Pierwsze, co rzuca mi sie w oczy, to, że przyznawanie się do posłuszeństwa to jakby powiedzenie, że nie ma się rozumu. Dlatego szukałam argumentu dla posłuszeństwa. Z niego wynikają wszystkie dalsze. W tym przypadku jest to posłuszeństwo Kościołowi w sprawach dotyczących seksu. Temat seksu może być probierzem całej reszty naszych postaw, ponieważ kultura, w której żyjemy utwierdza nas w przekonaniu, że nie tylko mamy do niego prawo, ale wręcz, że pozbawiając się tego prawa tracimy najistotniejszą część sensu życia i przyjemności życia. Nawet proszki do prania i maszyny budowlane sprzedają się, jeśli zostaną skojarzone z seksem, co skwapliwie wykorzystują twórcy reklam. Niemodny i wyśmiewany jest ktoś, kto zachowuje wstrzemięźliwość seksualną.<br />
Abstrahując od seksu, jaki jest argument na posłuszeństwo Kościołowi? Przeciwne argumenty znam doskonale: mój rozum, moja wolność, zgodność z moim sumieniem, omylność Kościoła i historyczność jego nauk, nienadążąnie Kościoła za zmianami cywilizacyjnymi.<br />
I jeszcze jedno pytanie: czy jeśli daję sobie prawo do wybierania, które z nauk Kościoła są sensowne, a które idiotyczne, to jestem katoliczką, czy tylko fajnie jest tak o sobie mówić, bo tradycję, przyzwyczajenie i tym podobne sprawy ma się załatwione bez większego wysiłku?<br />
Moim zdaniem polecona mi książka na te pytania odpowiada, dlatego chciałam się jej lekturą podzielić.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Rafał</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce/comment-page-1#comment-1269</link>
		<dc:creator>Rafał</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 24 Feb 2008 23:48:59 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce#comment-1269</guid>
		<description>Czym innym jest sprawa poziomu trudności spełnienia wymagania moralnego od akceptacji samego wymagania jako uzasadnionego.

Ja osobiście jestem zwolennikiem zmiany nauczania kościoła w zakresie seksualności i w zakresie stawianych wymagań. Przyczyną mojego zdania nie jest bynajmniej stwierdzenie jakoby to wymaganie było zbyt wygórowane, lecz to, że jest to wymaganie, które w mojej opinii jest nieuzasadnione.

Codzienne godzinne biczowanie się może być wymaganiem zbyt wygórowanym, ale uznawanym za wymaganie uzasadnione. Ale może być również uznane za wymaganie bezpodstawne i trudno wtedy rozważać, czy jest to wymaganie wygórowane czy nie. A pamiętajmy o tym, że był czas kiedy samookaleczenie za grzechy było zalecane, choć z pewnością dla wielu zbyt wygórowane. Jak sądzicie, dlaczego praktycznie już nie występuje? Dlatego, że było zbyt wygórowane czy dlatego, że było nieuzasadnione?

Rozumiem Małgorzato, że chcesz poszukać argumentów, dla których kościelne wymagania w zakresie seksualności są uzasadnione. Kiedyś przetaczanie krwi było zakazane z uzasadnionych powodów. A teraz już nie jest. Ale nie sprowadzajmy tych poszukiwań automatycznie do pytania czy wymagania te są zbyt wygórowane czy też nie. To pytanie można postawić dopiero po uznaniu, że one są wymaganiami uzasadnionymi.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Czym innym jest sprawa poziomu trudności spełnienia wymagania moralnego od akceptacji samego wymagania jako uzasadnionego.</p>
<p>Ja osobiście jestem zwolennikiem zmiany nauczania kościoła w zakresie seksualności i w zakresie stawianych wymagań. Przyczyną mojego zdania nie jest bynajmniej stwierdzenie jakoby to wymaganie było zbyt wygórowane, lecz to, że jest to wymaganie, które w mojej opinii jest nieuzasadnione.</p>
<p>Codzienne godzinne biczowanie się może być wymaganiem zbyt wygórowanym, ale uznawanym za wymaganie uzasadnione. Ale może być również uznane za wymaganie bezpodstawne i trudno wtedy rozważać, czy jest to wymaganie wygórowane czy nie. A pamiętajmy o tym, że był czas kiedy samookaleczenie za grzechy było zalecane, choć z pewnością dla wielu zbyt wygórowane. Jak sądzicie, dlaczego praktycznie już nie występuje? Dlatego, że było zbyt wygórowane czy dlatego, że było nieuzasadnione?</p>
<p>Rozumiem Małgorzato, że chcesz poszukać argumentów, dla których kościelne wymagania w zakresie seksualności są uzasadnione. Kiedyś przetaczanie krwi było zakazane z uzasadnionych powodów. A teraz już nie jest. Ale nie sprowadzajmy tych poszukiwań automatycznie do pytania czy wymagania te są zbyt wygórowane czy też nie. To pytanie można postawić dopiero po uznaniu, że one są wymaganiami uzasadnionymi.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Kuba</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce/comment-page-1#comment-1247</link>
		<dc:creator>Kuba</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 23:41:31 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce#comment-1247</guid>
		<description>Jak nas wszystkich:)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Jak nas wszystkich:)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Małgorzata</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce/comment-page-1#comment-1241</link>
		<dc:creator>Małgorzata</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 16:55:12 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce#comment-1241</guid>
		<description>@ gościówa. Sorry, chciałam tylko pokazać, że nie zgadzam się z Twoimi zarzutami. Może zbyt dynamicznie. Czasem ponosi mnie temperament :)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@ gościówa. Sorry, chciałam tylko pokazać, że nie zgadzam się z Twoimi zarzutami. Może zbyt dynamicznie. Czasem ponosi mnie temperament :)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: gościówa</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce/comment-page-1#comment-1239</link>
		<dc:creator>gościówa</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 16:35:02 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce#comment-1239</guid>
		<description>Małgorzato, jestem zawiedziona poziomem do jakiego sprowadzasz dyskusję. Ja traktuję ciebie (a i Kościół) poważnie. Mimo że się z tobą (względnie z Kościołem) nie zgadzam. Ty też traktuj mnie poważnie. 

W tej chwili zaprezentowałaś jedynie rynsztunek erystyki wg Schopenhauera: argumentum ad personam, uogólnienie i reductio ad absurdum... W te klocki ja się nie bawię.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Małgorzato, jestem zawiedziona poziomem do jakiego sprowadzasz dyskusję. Ja traktuję ciebie (a i Kościół) poważnie. Mimo że się z tobą (względnie z Kościołem) nie zgadzam. Ty też traktuj mnie poważnie. </p>
<p>W tej chwili zaprezentowałaś jedynie rynsztunek erystyki wg Schopenhauera: argumentum ad personam, uogólnienie i reductio ad absurdum&#8230; W te klocki ja się nie bawię.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Małgorzata</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce/comment-page-1#comment-1234</link>
		<dc:creator>Małgorzata</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 10:13:13 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce#comment-1234</guid>
		<description>@ Andrzej
Chodziło mi o to, że wymagania moralne pozostają nimi ponieważ dotyczą nakazów i zakazów określających co jest dobrze robić a co źle, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy. Możemy odrzucić je całkowicie, częściowo, uznać, że są głupie, ale pozostają wymaganiami moralnymi i o tym nie decyduje światopogląd, tylko kategoria, do której należą. Nie są to przecież twierdzenia matematyczne ani sądy estetyczne. Atrapami mogą być dla gościówy, a dla kogoś, kto według nich postępuje i uważa je za słuszne nie są atrapami. Ja się zresztą nie wypowiadam na temat ich sensowności, tylko próbuję czytać, co na ten temat mówią ludzie, którzy je uznają, jakie mają argumenty, do czego prowadziłoby przyjęcie takich argumentów. Zakładam, że człowiek, który zarekomendował mi lekturę ma mi coś istotnego do powiedzenia. Zanim się wypowiem, czy mogę się z jego punktem widzenia zgodzić, chciałabym go poznać. Nazywam to uczeniem się a też szacunkiem do rozmówcy.  Przecież nikt mi nie przeszkadza uznać, że antykoncepcja jest głupia. Mogę splunąć z pogardą i uznać, że wiem swoje i już. A czy nie jest ciekawe, dlaczego mądry człowiek twierdzi, że nie jest głupia?  Mnie to bardzo ciekawi.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@ Andrzej<br />
Chodziło mi o to, że wymagania moralne pozostają nimi ponieważ dotyczą nakazów i zakazów określających co jest dobrze robić a co źle, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy. Możemy odrzucić je całkowicie, częściowo, uznać, że są głupie, ale pozostają wymaganiami moralnymi i o tym nie decyduje światopogląd, tylko kategoria, do której należą. Nie są to przecież twierdzenia matematyczne ani sądy estetyczne. Atrapami mogą być dla gościówy, a dla kogoś, kto według nich postępuje i uważa je za słuszne nie są atrapami. Ja się zresztą nie wypowiadam na temat ich sensowności, tylko próbuję czytać, co na ten temat mówią ludzie, którzy je uznają, jakie mają argumenty, do czego prowadziłoby przyjęcie takich argumentów. Zakładam, że człowiek, który zarekomendował mi lekturę ma mi coś istotnego do powiedzenia. Zanim się wypowiem, czy mogę się z jego punktem widzenia zgodzić, chciałabym go poznać. Nazywam to uczeniem się a też szacunkiem do rozmówcy.  Przecież nikt mi nie przeszkadza uznać, że antykoncepcja jest głupia. Mogę splunąć z pogardą i uznać, że wiem swoje i już. A czy nie jest ciekawe, dlaczego mądry człowiek twierdzi, że nie jest głupia?  Mnie to bardzo ciekawi.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Andrzej</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce/comment-page-1#comment-1231</link>
		<dc:creator>Andrzej</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 08:15:41 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/02/21/czy-kosciol-zna-sie-na-etyce#comment-1231</guid>
		<description>@ Małgorzata

Później się odniosę do całego tekstu, natomiast teraz co do komentarza gościówy. Chyba źle zinterpretowałaś jej wypowiedź, bo ja zrozumiałem to w ten sposób, że nie chodzi generalnie o obniżanie poprzeczki, tylko zastanowienie się nad sensownością takich wymagań. Bo jeżeli wewnętrznie nie zgadzamy się z zakazem antykoncepcji, to zakaz nie jest dla nas wygórowany, tylko po prostu głupi. A więc nie podchodzę do nich jako do wymagań moralnych, po prostu je ignoruję. I chyba o to chodziło.

Co do wymagań moralnych to chyba raczej na zasadzie np. &quot;nie oszukuj, ale nawet w najmniej rzeczy, zawsze mów prawdę&quot;. A więc to, że powiem, że nie odrobiłem pracy domowej bo zapomniałem, a tak naprawdę dobrze pamiętałem tylko np. grałem na komputerze i mi się nie chciało, jest dla nas wykroczeniem. Ciężko nam z tym lenistwem walczyć, jest nam wstyd, ale się staramy, jednak poprzeczka jest ustawiona wysoko. Taki trochę głupi przykład, ale chyba ilustruje o co chodzi ;-)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@ Małgorzata</p>
<p>Później się odniosę do całego tekstu, natomiast teraz co do komentarza gościówy. Chyba źle zinterpretowałaś jej wypowiedź, bo ja zrozumiałem to w ten sposób, że nie chodzi generalnie o obniżanie poprzeczki, tylko zastanowienie się nad sensownością takich wymagań. Bo jeżeli wewnętrznie nie zgadzamy się z zakazem antykoncepcji, to zakaz nie jest dla nas wygórowany, tylko po prostu głupi. A więc nie podchodzę do nich jako do wymagań moralnych, po prostu je ignoruję. I chyba o to chodziło.</p>
<p>Co do wymagań moralnych to chyba raczej na zasadzie np. &#8220;nie oszukuj, ale nawet w najmniej rzeczy, zawsze mów prawdę&#8221;. A więc to, że powiem, że nie odrobiłem pracy domowej bo zapomniałem, a tak naprawdę dobrze pamiętałem tylko np. grałem na komputerze i mi się nie chciało, jest dla nas wykroczeniem. Ciężko nam z tym lenistwem walczyć, jest nam wstyd, ale się staramy, jednak poprzeczka jest ustawiona wysoko. Taki trochę głupi przykład, ale chyba ilustruje o co chodzi ;-)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

