Artykuł

  • 29.02.2008
  • 12:34 AM
  • Dariusz Kowalczyk SJ

Słucham księży… 36

Feb29

Po “zagrypionej” nocy zwlokłem się z łóżka. Prysznic: odkręcam kurek, wylewam trochę szamponu na głowę i… w tym momencie brak ciepłej wody. Czekam ileś tam minut w nadziei, że zacznie lecieć. Jest! Dzięki Bogu i rzymskim wodociągom! Odmawiam jutrznię korzystając z www.katolik.pl (duża wdzięczność dla autorów brewiarzowej strony). Po kawie i herbacie zaglądam na wp i Onet.

No tak! Media wywiązują się solidnie ze swej misji i konsekwentnie informują o najważniejszych wydarzeniach z życia Kościoła. Są dwie kościelne ważkie informacje: Księża kradną sobie kazania oraz Wyłudzili od państwa pół miliona zł dzięki… Kościołowi. Zaczynam od tej ostatniej. Okazuje się, że tym razem to nie o. Dyrektor wyłudził, ale jacyś panowie niby-duchowni z bliżej nieznanego Kościoła Głosicieli Dobrej Nowiny. Druga informacja – choć temat odgrzewany – okazuje się bardziej ciekawa. Gazeta wykryła aferę wielką – otóż bywa, że ksiądz zajrzy na jakieś pobożne strony (albo do pobożnej książki) i ściągnie sobie stamtąd tekst, który potem przeczyta w ramach kazania.

Pamiętam, jak kiedys koncelebrowałem Mszę z pewnym kapłanem. Podczas głoszonego przez niego kazania zorientowałem się, że leci ciurkiem z mojego artykułu. Bardzo byłem z tego zadowolony. Wszak nie po to człowiek pisze, aby nikt z tego nie skorzystał. Oświadczam zatem, że gdyby ktoś uznał za stosowne wykorzystać w swoim kazaniu jakiś fragment tekstu (albo cały tekst) mojego autorstwa, to niech to czyni z moim błogosławieństwem. Choć oczywiście nie można z tego rodzaju praktykami przesadzać, gdyż księdzu, który nie stara się mówić “od siebie”, grozi szybkie wyjałowienie. Ale rozumiem, że niektórzy kapłani – bardziej zapracowani niż ja – po katechezie w szkole i dniu spędzonym na kolędzie, mogą niekiedy nie zdążyć z przygotowaniem własnego kazania.

Pokrzepiony medialnymi doniesieniami z życia Kościoła wychodzę z Kolegium Bellarmino, aby zdążyć na 9.00 na kolejną sesję jezuickiej Kongregacji. W gronie ponad 200 jezuitów z całego świata staramy się finalizować nasze wielodniowe rozważania o sprawach Kościoła i zakonu. Może brak nam ostrości widzenia istoty sprawy, jaka charakteryzuje polskie media w temacie Kościoła, ale staramy się…

Wieczorem odwiedza mnie w Kolegium Bellarmino znajoma. Przynosi “Theraflu” na przyziębienie i kupiony w niedzielę pod tzw. kościołem polskim w Rzymie tygodnik “Newsweeek”. Zaraz na początku W. Maziarski poraża tytułem: “Politycy i biskupi we mgle”. W tekście czytam m.in., że jeśli obecnie rządzących można za cokolwiek krytykować, to za “ustępowanie pod naciskiem wpływowywch grup zawodowych i instytucji takich jak Kościół”. Rozumiem, że rządzący powinni ulegać jedynie głębi wywodów Maziarskiego. Wtedy byłoby lepiej. Nie wiem, czy wszystkim, ale Maziarskiemu na pewno.

Na okładce “Newsweeka” czytam: “McWiara. Kościół traci rząd dusz. Polacy jeszcze chodzą na msze, ale już nie słuchają księży”. Jasne! Wiadomo przecież, że od pewnego czasy Polacy – dzięki mediom – słuchają eks-księży: Bartosia, któremu w Kościele brak m.in. niezależnych od biskupa sądów, aby ksiądz mógł skutecznie sądzić się z biskupem, oraz Węcławskiego, który formalnie wystąpił z Kościoła katolickiego, jako że stracił wiarę, iż Jezus Chrystus był nie tylko człowiekiem, ale i Bogiem. Nawiasem mówiąc niektórzy sądzą (np. TP), że utrata wiary przez Węcławskiego powinna stać się zaczątkiem narodowej dyskusji o tym, kim rzeczywiście był Jezus. Osobiście wolałbym, aby punktem wyjścia do takiej dyskusji była ostatnia książka Benedykta XVI.

Właściwie to ja dobrze rozumiem te problemy ze słuchaniem księży. Wszak od prawie dwóch miesięcy, dzień w dzień, słucham dyskutujących księży. To nic, że są to moi zakonni współbracia, mądrzy jezuici ze wszystkich kontynentów. Czasem po prostu ciężko się zorientować, którego jezuity należy posłuchać, a którego nie. A zdania mają różne… W każdym razie pragnę zapewnić, że w tym gronie kazań sobie nie kradniemy.

Komentarze przez RSS

36 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Kuba says:

    Pamiętam, jak kiedys koncelebrowałem Mszę z pewnym kapłanem. Podczas głoszonego przez niego kazania zorientowałem się, że leci ciurkiem z mojego artykułu. Bardzo byłem z tego zadowolony. Wszak nie po to człowiek pisze, aby nikt z tego nie skorzystał. Oświadczam zatem, że gdyby ktoś uznał za stosowne wykorzystać w swoim kazaniu jakiś fragment tekstu (albo cały tekst) mojego autorstwa, to niech to czyni z moim błogosławieństwem.

    Postawa Ojca pokazuje, że przyjaźń i wspólnota księży czyni bezpodstawnym czepianie się, jeśli jeden od drugiego “pożyczy” kazanie.

    Pojawia się jednak kilka wątpliwości, co wynika także z tekstu w GW.
    1. Czy dla księży kazania to nie utwory i własność intelektualna? Jeśli nie – dlaczego?
    2. Jaki przykład daje się wiernym, kopiując cudze wypowiedzi i używając ich jak własnych?
    3. Ojciec Kowalczyk może nie mieć nic przeciwko przeczytaniu jego tekstu z ambony jako kazania innego księdza. A co ma powiedzieć słuchacz, który przed chwilą przeczytał to samo np. we “W drodze”, gdzie o. Kowalczyk pisze?

    W omawianym artykule Katarzyna Wiśniewska pisze:

    W Księgarni Świętego Wojciecha ukazała się właśnie książka “Ściągać czy nie ściągać?” pod redakcją ks. prof. Wiesława Przyczyny, wykładowcy Papieskiej Akademii Teologicznej, przewodniczącego Sekcji Homiletów Polskich, i ks. Macieja K. Kubiaka, redaktora naczelnego miesięcznika “Biblioteka Kaznodziejska”. Książka ma uzmysłowić kapłanom, co w sztuce głoszenia kazań wolno, a czego nie.

    - Pracując nad nią, uświadomiliśmy sobie, że ten problem narasta – mówi ks. Kubiak. – Nie chodzi nam o czepianie się kogokolwiek, ale o szacunek dla drugiego człowieka, a także o uwrażliwienie kleryków. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której wierni dziękują księdzu po mszy za kazanie. Jeśli ściągnął je z internetu, to zbiera niezasłużone laury. To nieuczciwe.

    Więc może zaczniemy o kazaniach rozmawiać?

  2. Małgorzata says:

    Śmieszne.
    Kaznodzieje przed wygłoszeniem homilii proszą przecież Ducha Świętego o natchnienie. Jeśli zostaną wysłuchani,nie są autorami tekstu. Jeśli nie zostaną wysłuchani, nie warto ich cytować. W średniowieczu było tak, że tożsamość ludzkiego autora nie miała znaczenia ani dla odbiorców ani dla samego autora. Dla twórcy liczyła się tylko chwała Boga i to, że może Mu służyć. Myślę, że było to zdrowe podejście. Pasienie swojego ego przy okazji głoszenia Słowa Bożego? Coś nie tak.

  3. Andrzej says:

    Krytyka Kościołowi jest potrzebna, jak również teksty pozytywne. Ale cóż. Takie są media, teksty negatywne sprzedają się lepiej i nie ma co robić takich wyrzutów. Politycy też mogliby mieć pretensje, że przecież tyle dobrego zrobili, a w mediach piszą tylko o skandalach. Wniosek, pewne grupy społeczne (zwłaszcza te mające silny wpływ na społeczeństwo) są pod specjalnym nadzorem i powinny się lepiej pilnować, co akurat jest dobre. Jakby tak nie było wiele skandali seksualnych nie wyszłoby na jaw. Uważa Ojciec, że tak by było lepiej? A od wskazywania pozytywów są m.in. media katolickie, to że ludzie nie chcą z nich korzystać jest zupełnie innym problemem.

    A co do kazań. Jestem na etapie pisania pracy magisterskiej. Jakbym skorzystał z czyichś tekstów bez podania źródła to by mnie wywalili z uczelni. Jak byłem w szkole i ktoś ściągnął wypracowanie z sieci i nauczyciel to zauważył, to uczeń dostawał pałę. Jak dziennikarz ściąga czyjś tekst, to musi się liczyć z procesem i wyrzuceniem z pracy. Jak ksiądz ściąga kazanie i podaje, że jest jego, to wszystko jest OK. Pasjonujące, ale wtedy kojarzą się z żakami, co nie zdążyli przeczytać zadanej lektury i chcą to ukryć.

    Nie każdy ma talent do kazań, to widać i czasami wolałoby się przemodlić dodatkowo pół godziny, niż słuchać tego co mówi, ale skoro już mówi czyjś tekst, to niech powie czyj, może jego talentem jest akurat dobór dobrych tekstów.

  4. Andrzej says:

    Przyznaję, że komentarz Małgorzaty jest bardzo ciekawy :)

  5. Cypisek says:

    Boga można chwalić pokorą. Przyznanie się, że korzystam z czyjegoś tekstu (lub złożyłem kilka w jedno) jest przejawem pokory. Korona nikomu z głowy nie spadnie…

    Myślę, że pochylenie się na kazusem T.Węcławskiego przez TP jest całkiem zdrowe. Dla wielu ludzi przez wiele lat był autorytetem- intelektulanym dla zainteresowanych teologią, dychowym- dla osób które zetknęły się z nim jako duszpasterzem (w tym dla wielu roczników poznańskiego seminarium), dydatkycznym- dla osób słuchających jego wykładów oraz po sprawie bp. Petza pociechą, że są ludzie w kościele o dużej odwadze cywilnej.

    Pode mną, osobiście, po usłyszeniu o wyborze Węcławskiego (szczególnie tym pierwszym- o porzuceniu kapłaństwa), nogi się zatrzęsły.

  6. Kuba says:

    Nie wiem… Kaznodzieje proszą o natchnienie Ducha Świętego, po czym klikają w google’a? Sami księża widzą, że jest problem, więc dlaczego mamy go negować. Dlatego, że “media atakują”?

  7. Małgorzata says:

    A kto ma pretensje, jeśli nie kopiowani? Słuchacze? Zdziwiłoby mnie to.
    Osobiście najmniej mi zależy, żeby kazanie było autorskim wyczynem kaznodziei. Jego jakość, czyli umiejętność przybliżania Słowa Bożego jest ważna, a nie kto na czyjej refleksji czy pomyśle retorycznym się podwiózł. Widzę różnicę między kazaniem a pracą magisterską, obrazem olejnym, artykułem prasowym, wynalazkiem naukowym. W odróżnieniu od twórcy, ksiądz w kazaniu nie opowiada o sobie i swoich zdolnościach, tylko o Bogu i Jego relacji do człowieka. Co nie przeszkadza mu być twórczym, ale jego osoba i prawa autorskie powinny być w cieniu i nie mają znaczenia.

  8. Kuba says:

    Przepraszam, Małgorzato, usunąłem fragment swojego komentarza, nie wiedziałem, że zaraz ktoś się do niego odniesie:) Napisałem w nim właśnie, że kopiowani nie mają pretensji, np. o. Kowalczyk. Ale to nie znaczy, że sprawy nie ma w ogóle, o czym świadczą opinie cytowanych w artykule księży.

  9. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Z Biuletynu BEP: “…popularny śląski kaznodzieja, ks. Eugeniuszem Burzyk w rozmowie Gazety Wyborczej pt. „Krótko i ku chwale bożej” [...] na pytanie czy się nie boi „kradzieży” swoich kazań odpowiada: „Jeśli jakiś kapłan skorzystałby z mojego kazania, to tylko by mnie to ucieszyło. Kapłan nie jest biznesmenem, a kazanie nie jest towarem, który można ukraść. Celem biznesu jest zysk, celem kaznodziejstwa jest doprowadzenie człowieka do Boga, do zbawienia. Jestem w stanie osobiście podziękować każdemu kapłanowi, który powtórzy moje kazanie nawet w całości”. Ks. Eugeniusz Burzyk ma 48 lat, jest duszpasterzem środowisk twórczych diecezji bielsko-żywieckiej, redaguje stronę internetową kurii. Swoje kazania wydał w zbiorach: „Krótsze od najkrótszych” i „Po pierwsze nie nudzić”. (Gazeta Wyborcza, 12-13)

  10. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Jeszcze słowo do P. Andrzeja, który stwierdził: “Takie są media, teksty negatywne sprzedają się lepiej i nie ma co robić takich wyrzutów” Mnie taka teza zupelnie nie satysfakcjonuje. Uwazam, ze media powinny byc inne, gdyz obecnie mamy do czynienia z psuciem przez media zycia spoleczno-politycznego. Wiele mediow to zwyczajne psuje. Problem polega – moim zdaniem – na tym, że tzw. mainstream medialny, uwaza, iz media sa w Polsce swietne z wyjatkiem jednego osrodka, a mianowicie Radia Maryja i Naszego Dziennika. Co do mediow Rydzyka, to postuluje sie ich zamkniecie lub gleboka reforme. Wobec innych mediow stosuje sie zasade: media sa, jakie sa i trzeba sie z tym pogodzic. Ja natomiast uwazam, ze w Polsce i na swiecie istnieje generalnie problem mediow, w tym problem tzw. demokracji medialnej, i trzeba o tym otwarcie mowic. Ergo, o Radiu Maryja and company trzeba mowic w kontekscie calosci zycia medialnego, ktore coraz bardziej rozczarowuje. Pan Andrzej stwierdza, ze krytyka Kosciolowi jest potrzebna. Zgoda. Tylko ze mam nieodparte wrazenie, iz wiekszosc owej krytyki przypomina – w sferze mentalnosci i stosowanych technik – dzialania tych, którzy uwazaja, że przede wszystkim krytyka Zydow jest potrzebna. Ale w jednym przypadku mówimy o podlym antysemityzmie, a w drugim zwracamy uwage na potrzebe bacznego wysluchania interesujacych, choc moze troche przerysowanych opinii. Skutek jest taki, ze tytul “Ksieza kradna…” nikogo nie razi…

  11. Andrzej says:

    > Mnie taka teza zupelnie nie satysfakcjonuje.

    Mnie też nie, ale takie jest życie.

    >Uwazam, ze media powinny byc inne, gdyz obecnie mamy do czynienia z psuciem przez media zycia spoleczno-politycznego.

    jw. I nie obecnie, tylko tak jest od początku. I raczej nie psucie, tylko wpływ na jego kształt.

    I chyba Ojciec nie próbuje porównywać RM do Polsatu. Bo jednak dyrektorzy Polsatu nie powołują się na misję ewangeliczną, a dyrektor nie lata z koloratką i nie próbuje wszystkim wmówić, że jest katolickim księdzem. Nie można na to radio patrzeć tak jak na każde inne medium komercyjne, bo ludzie tego nigdy tak nie postrzegali i tak postrzegać nie będą.

    Demokracja medialna? A co to takiego? Jak dla mnie media po prostu mówią ludziom to co chcą usłyszeć i już. Dlatego się o nich mówi mainstreamowe, bo wpisują się w główny nurt społeczny. A pluralizm istnieje o tyle, o ile istnieją media, które się temu głównemu nurtowi potrafią przeciwstawić. To nie zawsze jest dobre, bo mainstream po coś powstaje, przez co wiele mediów stojących w opozycji nie jest poważna. Np. taki UPR, stoi w opozycji do mainstreamu, wielu osobom się to podoba, ale ta partia wielokrotnie jest po prostu śmieszna.

    “Księżka kradną…” nikogo nie razi tak samo jak “Żydzi do gazu…”, ale na głupotę i nienawiść ludzką jeszcze lekarstwa nie wynaleziono. Jeżeli Ojcu wydaje się, że broni się tylko Żydów, ale Kościoła już nie, to Ojciec jest w błędzie, przynajmniej ja nie odnoszę wrażenia, żebyśmy mieli jakąś wyjątkową nagonkę na Kościół w Polsce. Kler jest z ludu i w tym ludzie się obraca. Jak Żydów w Polsce już nie ma i ciężko o nich dyskutować obecnie jak o Polakach, tak z duchownymi tego problemu nie ma. A już wspominałem skąd wielokrotnie bierze się ta złośliwość ludzka. Duchowni mówią ludziom jak żyć, a sami zachowują się różnie.

    Dzisiaj ciekawy materiał:
    http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4974919.html

    Opisane zachowanie księdza jest śmieszne, komentarze pod tekstem przy odrobinie wytrzymałości również. I te, które mówią właśnie “Księża kradną”, jak i te “Skąd w Koszernej taka nagonka na Kościół”.

    Ja mam taki postulat generalnie, żeby mieć więcej dystansu do siebie, robić swoje i pokazywać przykładem jaka jest ta prawda, a od rzeczowej krytyki nie uciekać.

  12. Rafał says:

    @Małgorzata

    Fajne spojrzenie :). Mnie temat zupełnie nie interesuje, ale przyznaję, że myśl o natchnieniu i prawach autorskich mnie zaskoczyła :). Ciekawe podejście i skłonny jestem powiedzieć, że mnie przekonuje trochę :).

  13. Cypisek says:

    Cała sytuacja pokazuje ciekawy problem, który powinien być dla kościoła wskazówką jak się dalej rozwijać- masa księży nie potrafii powiedzieć przyzwoitego kazania.

    Może warto byłoby przemyśleć jako powinna wyglądać homiletyka w seminarium.

    Znam wielu księży prywatnie, część z nich jest inteligentna, dowcipna, wykształcona teologicznie (tu wszyscy a nie część), a jak wejdzie na ambonę to odchodzi jakiś dramat w 4 aktach.

    Skąd bierze się ta nie moc?

    Rozmawiałem z kikloma księzmi na temat ściągania kazań i słyszałem odpowiedzi, że to chyba dobrze, że korzystają z mądrzejszych od siebie. Taką zasadę można by było przyjąć analogicznie w seminariach duchowych, że do ucznia kaznodziejstwa powinni się zabierać może lepsi specjaliści niż dotychczas.

  14. Andrzej says:

    W społeczeństwie generalnie, jest bardzo mało dobrych mówców. I to chyba nie chodzi o wykształcenie, tylko zwyczajne predyspozycje. Mi nie przeszkadza mówienie czyjegoś kazania, ale wolałbym wiedzieć kto jest autorem.

  15. Jerzy says:

    Mnie się wydaje, że problem mediów istnieje, ale w poirytowaniu nimi dobrze jest… niuansować. Np. również miałem wrażenie – a wywiad z ks. Burzykiem w “Wyborczej”(!) to potwierdził – że problem ściągania kazań jest wydumany (i cieszę się, że o. Kowalczyk też tak sądzi), natomiast pretensja, że “Tygodnik Powszechny” udzielił głosu prof. Węcławskiego wydaje mi się z kolei przesadą w drugą stronę (przekonujące mnie uzasadnienie przedstawił już Cypisek). No i wreszcie próby wykazania, że Radio Maryja nie jest gorsze od innych mediów zdają się przeoczać fakt, że epitet “katolicki” powinien do czegoś zobowiązywać. Przynajmniej do tego, żeby poglądy ks. Rydzyka, do których ma prawo, nie przedstawiać jako poglądów Kościoła katolickiego. Pracowałem kilka lat w szkole średniej jako nauczyciel polskiego i kiedy tylko pojawiała się kwestia religii, musiałem w kółko wyjaśniać, że toruński redemptorysta nie jest wzorcem z Sevres katolickiego poglądu na świat. W tym kontekście dowodzenie, że np. Tok-FM także miesza informację z komentarzem (podstawowy błąd dziennikarski) naprawdę przypomina dowcip z czasów PRL-u, gdy podczas debaty komputerów z USA i ZSRR na pytanie amerykańskiego komputera “Ile przypada u was par butów na jednego mieszkańca?” komputer radziecki ripostuje: “A u was Murzynów męczą”.
    Ukłony dla o. Kowalczyka i wszystkich PT Dyskutantów.

  16. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Panie Jerzy. Dzieki za refleksje. Nie mam pretensji do TP, ze udzielilo glosu Weclawskiemu. “Pretensja” to za mocne slowo. Wolalbym po prostu, aby dyskusja o Jezusie byla inicjowana w inny sposob. Sprawa Weclawskiego ma wiele aspektow. Generalnie reaguje na nia zazenowaniem. I jakos mi sie owo spontaniczne zazenowanie kloci ze stawianiem Weclawskiego posrodku dyskusji o Jezusie. Posrodku dyskusji o Jezusie pownien byc Jezus, a nie Weclawski i jego powiklane problemy. Choc z drugiej strony mam swiadomosc, ze to wlasnie heretycy wywolywali najzywsze dyskusje w Kosciele. Tyle ze na Weclawskiego nie patrze w kategoriach majacego ogien w oczach heretyka. Raczej zazenowanie… Co do Rydzyka i Radia Maryja, to zgadzam, ze mozemy i powinnismy rozmawiac krytycznie o tym srodowisku z punktu widzenia natury i misji Kosciola. Ale to nie jedyny punkt widzenia i nie sadze, aby on wlasnie przyswiecal np. GW. Stad moj – wydaje mi sie, ze oczywisty – postulat, aby patrzec w ogole na media, w tym na Radio Maryja, i dyskutowac o ich obecnej kondycji. Nie chodzi mi o wybielanie RM, ale o uczciwe spojrzenie na problemy. To prawda, ze “katolicki” zobowiazuje, i ze “katolickie” medium nie powinno byc traktowane ulgowo, ale tez nie powinno byc traktowane ze szczegolna surowoscia, czy tez wyjatkowa zlosliwoscia. Nie jest tak, ze dziennikarz “katolicki” ma byc swiety, a dziennikarzowi bez tego przymiotnika wolno wszystko w imie wolnosci slowa. W przeciwnym razie mamy do czynienia z absurdalna sytuacja, ze przez kilka tygodni dyskutujemy o tym, jak bardzo Rydzyk obrazil prezydenta, a jednoczesnie przyzwyczailismy sie, ze w innych mediach z tegoz prezydenta drwi sie w sposob niebywale zlosliwy i chamski. Absolutnie nie chodzi mi o argumentacje w stylu: “u was Murzynow bija”. Chodzi mi o uczciwe i sprawiedliwe (nie boje uzyc sie tego slowa) opisywanie negatywow i pozytywow rzeczywistosci. Wspomnial Pan o mlodych ludziach. M.in. o nich mi chodzi. Jesli nie zachowamy proporcji i szerszego kontekstu w opisywaniu rzeczywistosci, szczegolnie w opisywaniu mediow, to grozi nam, ze mlodzi ludzie bezkrytycznie beda polykali serwowana im przez wiekszosc mediow papke i jedynie haslo “Radio Maryja” bedzie w nich budzic tylez “sluszne”, co bezrefleksyjne obrzydzenie. Pamietam, jak pewien bardzo mlody dziennikarz telewizyjny rozmawial ze mna o Rydzyku. Popisywal sie zadziornoscia. On tez skonkludowal nasza rozmowe stwierdzajac, ze miejsce Rydzyka i RM jest w szambie. Pomyslalem sobie: Co za wyjatkowy gnojek!

  17. maria chodyko says:

    Nie wydaje się, by Polska była obszarem podatnym na powstanie poważnej herezji. Już raczej karykaturalnej hiperortodoksji o silnie mesjanistycznym zabarwieniu. To nas kręci. A liberalni teolodzy w wersji rodzimej nie są w stanie stworzyć spójnego systemu, który mógłby porwać tłum, poprzestając na jakże irytującym myśleniu życzeniowym.

  18. Jerzy says:

    Szanowny księże Dariuszu, dzięki za wyjaśnienie stanowiska. PRAWIE nie ma między nami sporu. Pozwolę sobie jednak na dwie uwagi, być może marginalne. Pierwsza: nie przeceniałbym spójności punktu widzenia GW. Współpracowałem z “Gazetą” w pierwszej połowie lat 90. i odnoszę wrażenie, że są tam reprezentowane rozmaite stanowiska (choć jasne, że nie w pełnym spektrum): mówiąc hasłowo, jest tam Jan Turnau i jest Magdalena Środa. Na Radio Maryja oboje reagują źle, sądzę jednak, że z różnych pozycji. Uwaga druga: przyznając prawo ks. Rydzykowi do jego własnych poglądów, nie mam co ukrywać, że to, co stanowi o jego specyfice na tle innych mediów katolickich, wydaje mi się zespołem idei dość złowrogim. I w związku z tym nie umiem się martwić tym, że młodzi ludzie reagują nań alergicznie. Choć wolałbym oczywiście, żeby za tą reakcją stały przemyślenia, a nie odruch i – to najważniejsze – żeby nie rozciągali odruchowo swojej dezaprobaty na wszelkie odmiany katolickiego lub wręcz chrześcijańskiego poglądu na świat. Ośmielam się twierdzić, że chodzi nie o to, by Kościół był w ich oczach mniej wymagający, tylko żeby był bardziej sympatyczny, mniej nerwowy w reagowaniu na zmieniający się (na dobre, na złe i na nie-wiadomo-jeszcze-jak) świat.
    Nota bene wydaje mi się, że w sprawie “obrażania Pani Prezydentowej” problem polegał nie tyle na tym, że ks. Rydzyk zrobił coś zasadniczo innego od innych mediów (bo istotnie w krytykowaniu Prezydenta często przekraczano granice dobrego wychowania), tylko że Pałac Prezydencki zareagował na tę właśnie obrazę inaczej, niż na pozostałe. Pan Prezydent stwarza wrażenie, że jest raczej pamiętliwy, niż wielkoduszny – a tu nagle okazało się, że dla RM robi wyjątek. Mnie się to wydało dość żałosne.
    Odszedłem chyba od zasadniczej myśli komentowanego wpisu, za co przepraszam, ale wydawało mi się, że warto to i owo dopowiedzieć. Kłaniam się niezmiennie.
    PS. O profesorze Węcławskim też myślę raczej ze smutkiem, niż z ekscytacją. Ten jego ogromny artykuł w “TP” wydał mi się nadmiernie zawiły i – może przez to – dziwnie “pusty w środku”.

  19. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Panie, Jerzy. Przypomnialem sobie nasza wymiane zdan, a szczegolnie watek z “a u was bija Murzynow”, kiedy rozmawialem z pewnym wspolbratem Afryki. Ow czarny jak heban jezuita mowil o roznych problemach (aferach) trapiacych Kosciol i spoleczenstwo w jego kraju. Stwierdzil, ze afer wszelakich (szczegolnie korupcyjnych) jest pelno, ale kiedy jakas afera dotyczy Kosciola katolickiego, to naglasnia sie to w sposob szczegolny, zupelnie niewspolmierny do reakcji w innych analogicznych przypadkach. Pomyslalem sobie: Rzeczywiscie, bija Murzynow, szczegolnie Murzynow-katolikow, a przede wszystkim Murzynow-ksiezy. Czasem myslalem sobie, ze to moja mentalnosc ksiedza z Polski kaze mi sadzic, ze jest jakas moda medialna na dokladanie katolom. A tu okazuje sie, ze Murzyn z Afryki ma podobne odczucia. W dodatku przeczytalem fragmenty wypowiedzi o Kosciele Pana Edelmana z “Faktow i mitow”. Zatrwazajace! Autorytet siegnal bruku.

  20. Andrzej says:

    W sumie ciekawe zjawisko. W Polsce szczególnie krytykują duchownych, w Afryce szczególnie krytykują duchownych. Wie Ojciec, co te nasze regiony łączy? Konserwatyzm religijny. Polska przy niektórych krajach afrykańskich jest bardzo liberalna. Prasy włoskiej, czy hiszpańskiej nie czytam, niestety nie znam języka. Za to czytam sporo amerykańskiej i nie widzę specjalnie zażartej krytyki Kościoła. Może to domena tradycyjnych społeczeństw stojących u progu zmian? Taka luźna myśl.

  21. Andrzej says:

    A co do Marka Edelmana. Mam do niego szacunek za powstanie w getcie, ale w zasadzie nie lubię go ani czytać, ani słuchać. Przemawia przez niego zgorzknienie i cynizm, do którego z resztą się jawnie przyznaje. Nie wiem czym jest spowodowany. Może podeszłym wiekiem, może wieloletnim ignorowaniem problematyki, którą się zajmuje, może zmęczeniem pracą, a może jeszcze czym innym.

    To tak trochę jak z Wałęsą ;-). Wałęsa to legenda, którą on sam, poprzez to co mówi, skutecznie psuje.

  22. Cypisek says:

    1.Wałęsa jest mistrzem słowa, tylko poglądy i sądy ma takie, z którymi często się nie zgadzam.

    2.Kościół dostaje tam po głowie, gdzie kiedyś, albo nadal ma dominującą rolę nad społeczeństwem np. w północnych Niemczech nikt za bardzo się nie podnieca złem w wykonaniu dychownych katolickich, natomiast interesują się media dokonaniami pastorów protestanckich (od kiedy zmienił się papięz to sytucacja się trochę zmieniła). Bardzo polecam książkę br. Morisa “Wierzę w kościół” myślę, że bardzo trafnie ukazane jest tam to co jest potrzebne kościolowi by nie wzbudzał tak negatywnych emocji.
    Z drugiej strony nauczanie kościoła jest na tyle wyraziste, że zawsze będzie miało zaciekłych przeciwników.

    3. Co do “braku ogólnie dobrych mówców w społeczeństwie”, trochę zmartwiło mnie to zbagatelizowanie sprawy. Dzisiaj obok szafowania sakramentami, kazodziejstwo jest głównym zajęciem większości księży. Jeśli ktoś jest słabym mówcą może to wynikać z trzech rzeczy:
    a) Nie ma o czym mówić
    b) Nie ma doświadczenia, krempuje się, lęka, etc.
    c) Wbity jest w schematyczność
    Ad.a. Otóż w dzisiaj w kościele wszyscy księża mają ukończoną szkołę średnią (czyli mają wiedzę ogólną)+mają skończone studia magisterskie. Więc rozumiem, że powinni mieć o czym mówić.
    Ad.b. Myślę, że po powiedzeniu 1000 kazań takie lęki w większośći zanikają, czyli mniej więcej kapłan z 4 ltenim starzem nie powinien mieć z tym kłopotu.
    Ad.c. Sądzę, że tu tki problem. Kazania nie są zazwyczaj mówione od siebie, są schematyczne, powielają szeroko znane prawdy, dlatego ściąganie kazań to nie jest wydumany problem. Dzisiaj skoro kler kończy porządne studia, taki zakon kaznodziejski powienien być zupełnie nieaktualny, a jest zupełnie na odwrót, ludzie garną się do dominikanów, ale też do jezuitów i w te miejsca, gdzie można usłysze coś poza frazesami, w które nie wiadomo czy wierzy tee, który mówi.

    Największą chorobą polskiego kościoła nie jest ani skrajny konserwatyzm, ani nadmiar heretyków, najgorsza jest bylejakość. To widać po sposobie mówienia, wystroju i architekturze kościołów, po sprawowaniu sakramentów.

  23. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Co do tego, ze najgorsza jest bylejakosc, to pelna zgoda. Juz Pismo mowi: Obys byl zimny albo goracy, a skoro nie jestes ani zimny, ani goracy, to wypluje cie z moich ust. Musze jednak dodac pewna uwage. Mowiac o bylejakosci wielu ma na mysli jedynie posluge ksiezy. A co z bylejakoscia zycia tysiecy katolikow? W Wielkim Poscie niech sie kazdy uderzy we wlasne piersi, a nie w cudze, ksiezowskie. Kosciol to nie tylko ksieza – swieta prawda! W bylejakosci tez nie tylko, a nawet nie przede wszystkim.

  24. Cypisek says:

    Niby prawda, natomiast mam jedno ‘ale’.

    Natomiast ja jako świecki mam mało wpływu na to co się dzieje. Jak widzę najnowsze inwestycje w kiaty w plastikowych doniczkach i wymięte kartki w gablocie przed kościołem i proponuje się z pomocą, moja aktywność jest odrzucana- nawet nie ze złej woli, po prostu proboszcz ma strasznie kiczowaty gust.
    A o takich instytucjach jak rada parafialna można w wielu miejscach tylko pomarzyć.

    Zarzucam się polityką, że nie ufają społeczeństwu i zamykają sie na inicjatywy od dolne i nie pozwalają zbudować społeczeństwa obywatelskiego.

    Z przykrością stwierdzam, że w większośći warszawskich parafii jest podobnie. Nie dziwne, że wielu ludzi nie czuje się tam dobrze i nie identyfikuje się ze swoim lokalnym kościołem.

  25. Zibik says:

    Sz. ks.Dariuszu sprowokowany m.in. tym ,że “Co do tego, ze najgorsza jest bylejakosc, to pelna zgoda. Juz Pismo mowi: Obys byl zimny albo goracy, a skoro nie jestes ani zimny, ani goracy, to wypluje cie z moich ust.” – ośmielam się wyrazić swój pogląd w kilku sprawach. Rzeczywiście “bylejakość” tzn. różne formy zła rozprzestrzeniają się w zawrotnym tępie i dokuczają nam wszystkim, ale proszę mi wyjaśnić, czy pisząc teksty publicznie jesteśmy zobowiązani do ukazywania prawdy i zachowywania elementarnej rzetelności, obiektywności, już nie wspomnę o jakości używanego języka?
    Z przykrością stwierdzam, że również w tym wielce szacownym gronie przykładów “bylejakości”, a szczególnie ewidentnej “tendencyjności” nie brakuje.
    Posłużę się tylko jednym przykładem:
    “Ja natomiast uwazam, ze w Polsce i na swiecie istnieje generalnie problem mediow, w tym problem tzw. demokracji medialnej, i trzeba o tym otwarcie mowic.”
    A nie uważa ks. Dariusz, że “istnieje generalnie” zupełnie inny problem, niż “demokracja medialna” ?
    Szczęść Boże

  26. Zibik says:

    Uzupełnienie – wspominając o jakości języka, nie miałem na myśli drobiazów, które zwykle są następstwem pośpiechu, one mnie również zdarzają się – za, co przepraszam !

  27. Andrzej says:

    Błagam, wybaczcie mi to, naprawdę nie mam złych intencji, ale kiedy czytam kolejnego posta Pana Zibika, z którego absolutnie nic można zrozumieć, to mi się przypomina ten klip:
    http://youtube.com/watch?v=Xz7_3n7xyDg

    Mam głęboką prośbę o jakiś większy konkret w postach :).

  28. Cypisek says:

    Mam podobny problem, już któryś raz nie rozumiem wpisu Pana Zibika. Tak jakby Pan chciał coś powiedzieć, a zarazem nie chciał. Pisanie w zawiłych formach w formie internetowej nie służy dyskusji- ja nie rozumiem o co Panu chodzi, a zostaje zasiany niepokój, że ma Pan coś ważnego do powiedzenia.

  29. Zibik says:

    @Andrzej@Cypisek – Sz. Panowie – po co, te utyskiwania ?
    Po pierwsze – mniej ważna jest forma, liczy się treść, ewent. kontekst wypowiedzi, a najbardziej ukazany(sens i prawda), ewent.stosowny komentarz, racjonalne odniesienie do fragmentu lub przedstawionej całości.
    Po drugie – ks. Prowincjał Was zanadto rozpuścił, powinien więcej od Was wymagać erudycji, staranności, błyskotliwości, obiektywizmu, rzetelności,a szczególnie bezstronności, jeżeli sami od siebie, tego nie wymagacie.
    Po trzecie – wasze pretensje są, conajmniej śmieszne, posłużę się przykładem :”Pisanie w zawiłych formach w formie internetowej nie służy dyskusji- ja nie rozumiem o co Panu chodzi,” – przykro mi, ale ja też !!!

  30. Kuba says:

    Po drugie – ks. Prowincjał Was zanadto rozpuścił, powinien więcej od Was wymagać erudycji, staranności, błyskotliwości, obiektywizmu, rzetelności,a szczególnie bezstronności, jeżeli sami od siebie, tego nie wymagacie.

    Blog Powszechny, poświęcony sprawom społeczno-kulturalnym, politycznym i wiary, piszą autorzy i sympatycy miesięcznika “Przegląd Powszechny”. Chcemy tworzyć społeczność czytelników i przyjaciół “PP”.

    Publikowane treści nie wyrażają linii pisma, a jedynie poglądy ich autorów.

  31. Zibik says:

    Panowie, czy Wy inaczej nie potraficie dyskutować ?
    Proszę zauważyć, że ja staram się uważnie czytać cały tekst i odnosić się, do całości lub konkretnych zapisów.
    Dlatego zwykle cytuję wybrany fragment i komentuję jego kontekst. A Wy owszem cytujecie, ale mówicie zupełnie o czymś innym. Doskonale to unaocznia ostatni post Kuby. Pozdrawiam !

  32. Zibik says:

    @Kuba -”Chcemy tworzyć społeczność czytelników i przyjaciół “PP”.
    Pięknie, ale proszę nie zapominać, że autentyczny przyjaciel napewno nie przytakuje, schlebia, ale przede wszystkim stara się zrozumieć osobę, inspirować do stawania się, a nawet wskazać jej zauważone uchybienie, nieścisłość, czy błędne myślenie.
    Proszę rozważyć możliwość wykorzystania innych uzdolnień waszych sympatyków, oprócz czytania.
    Według mnie medium nie powinno być, dla właściciela, decydenta, admina – ale, dla użytkowników, jeżeli chce rozwijać się i stać powszechnym ,uznanym i szanowanym.
    Szczęść Boże !

  33. Krysia says:

    Zastanawiam sie, skad w Ojcu tyle zlosci?
    Jakis problem? Kryzys wieku sredniego?
    Mam wrazenie, ze Ojciec sie obrazil na rzeczywistosc.
    I szuka tylko doniesien medialnych, ktore by potwierdzaly, ze swiat zwariowal. Moze artykul o malzenstwie, ktoremu odmowiono adopcji rownie wiernie oddaje zlozonosc sprawy co krytykowane przez Ojca artykuly o Kosciele?
    Nie pomyslal Ojciec o tym?
    Eks- ksieza, ktorych tak Ojciec krytykuje, jakos mniej maja w sobie jadu i zlosliwosci. Ciekawe…

  34. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Wlasnie wrocilem z Radia, gdzie mowilem o zlu w Kosciele, czyli w gruncie rzeczy o grzechach ksiezy, choc zauwazylem, ze – moim zdaniem – Kosciol najbardziej oslabia zlo dziejace sie w malzenstwach i rodzinach katolickich. Bardzo milo rozmawialo mi sie z Panem redaktorem. Ale w zyciu, jak to w zyciu, po “milo” nastepuje “niemilo”. Zagladam do internetu, a tu wpis Pani Krysi, ktora zastanawia sie, skad mam tyle jadu i zlosliwosci w sobie. Pani Krysia sugeruje, ze musze miec jakis problem np. kryzys wieku sredniego. Wypowiedz Pani Krysi przypomina mi rozmowe, jaka swego czasu w Radiu TOKFM przeprowadzil red. Zakowski z ks. Oko. Chodzilo o homoseksualizm. Ks. Oko calkiem spokojnie i rzeczowo mowil o problemie homoseksualizmu w swietle nauczania Jana Pawla II. Red. Zakowski na zakonczenie rozmowy powiedzial mniej wiecej tak: “No i zycze ksiedzu, zeby ksiadz nie mial w sobie tyle nienawisci”. Po czym mikrofony zostaly wylaczone. Ks. Oko zostal po prostu zalatwiony w tzw. bialych rekawiczkach. Pani Krysia prezentuje ten rodzaj osob, ktore slyszac opinie i oceny zasadniczo rozne od wlasnych, podejrzewa ich autorow o nienawisc, jad, zlosliwosc itd. W Zwiazku Radzieckim autorzy opinii innych od obowiazujacych uwazani byli za chorych psychicznie. Swoja droga, to bardzo dobry chwyt. Na pytanie: “Dlaczego w tobie tyle jadu?” nie ma dobrej odpowiedzi. Tlumaczenie sie, ze nie, ze nie ma we mnie jadu, przypomina ruchy tonacego w bagnie.

  35. Renowacja says:

    Bardzo sensowne rzeczy tutaj piszesz, pozdrawiam

  36. Małgorzata says:

    Ojcze Dariuszu, zwykle najchętniej krytykuje się u innych to, co u samego siebie wypiera się. Więc kłopot ma pani Krysia. Należy współczuć i zapytać, skąd u niej tyle jadu.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com