Targi, targi! 0
Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski
Mar29

Mamy dla Was tysiące kolorowych nalepek Bloga:)
+ Targi Wydawców Katolickich 2008
Mar29
Uważne słuchanie, w trakcie którego wstępnie założy się, że ten, kogo słuchamy może mieć coś ważnego do powiedzenia, jak również założy się, że mówiący może mieć rację, prowadzić może do dwóch efektów. Jeden to zrozumienie, a więc zgoda z mówiącym. Wtedy człowiek staje się posłuszny temu, co zrozumiał, własnemu rozumowi. To posłuszeństwo przychodzi łatwo. Jest racjonalne, tak musimy postępować, żeby żyć. Po to zostaliśmy obdarzeni rozumem, żeby się nim kierować. Jest to, poza tym, przyjemne, gdyż, przyjemne jest odkrywanie zdolności własnego rozumu do rozumienia czegoś, co dotąd było niezrozumiałe, a więc zakryte.
Trudniejszy i budzący opór jest drugi efekt. Zachodzi on wówczas, gdy nie rozumiemy tego, co do nas ktoś mówi, lub rozumiemy tylko częściowo. Tak przemawia do nas świat, co starałam się pokazać na podstawie wykładu o współczesnych teoriach dotyczących budowy wszechświata (post „Potrzeba posłuchania, potrzeba posłuszeństwa”). Jeśli się dobrze zastanowić, to każdy przekaz jest niepełny, każdemu rozmówcy musimy dać pewien kredyt zaufania. Oczywiście istnieje kwestia stopnia. Jeśli więc mamy do czynienia z mową, której w większości nie rozumiemy, to możemy ją odrzucić. Nasz racjonalny umysł prawie tego wymaga, bo chce przyjmować tylko to, co jest dowiedzione. Jednak obszar tego, co dowiedzione jest niewielki. Przyjęcie takiego stanowiska prowadzi do tego, że otacza nas wtedy cała ogromna przestrzeń niedotykalna myślą ani mową (jak przewrotnie, bo pozornie, proponował Wittgenstein w swoim Traktacie logiczno-filozoficznym). Nadal jednak chcemy rozumieć nasze otoczenie i samych siebie. Tak po prostu jesteśmy skonstruowani – jako byty dążące do rozumienia. czytaj dalej »
Mar28
“Newsweek” z 30 marca przyciaga czytelnika okładkowym tytułem “Dominikanie przeciw biskupom”. Sprzeciw wobec tez zawartych w artykule wyraża w oświadczeniu przekazanym KAI prowincjał polskich dominikanów o. Krzysztof Popławski. „Jako polscy dominikanie pragniemy oświadczyć, że z dystansem odnosimy się do wielu tez artykułu zamieszczonego w dzisiejszym numerze (13/2008) tygodnika „Newsweek” pt.: „Dominikanie przeciw biskupom”. W szczególności za oburzający i niezgodny z prawdą uważamy jego tytuł. Wykorzystywanie różnicy zdań między abp. Zygmuntem Kamińskim a dominikanami w jednej sprawie – sposobu rozwiązywania przypadków domniemanego molestowania chłopców w Szczecinie i uogólnienie tego w formie tyleż wywołującego poczucie sensacji, co z gruntu nieprawdziwego tytułu w celu, jak sądzimy, podniesienia sprzedaży tygodnika uważamy za niedopuszczalne”. Zgadzam się! Tytuł jest dość wredny. Niestety, treść tekstu niewiele lepsza. Punktem wyjścia jest sprawa szczecińska. Autorzy artykułu stosują proste chwyty. Rzeczywistość opisują w kolorach czarno-białych: mądrzy dominikanie i głupi biskupi. Plus bardzo mądrzy i szlachetni dziennikarze. Z jednej strony tępa lojalność wobec skostniałej instytucji kościelnej, a z drugiej wierność prawdzie i Ewangelii. Co do mnie, to zupełnie nie rozumiem, co ma wspólnego z Ewangelią pobiegnięcie z wynurzeniami do “Gazety Wyborczej” lub publiczne straszenie biskupa sądem. Tym bardziej, że w tym samym numerze “Newsweeka” czytamy o procedurach stosowanych w USA w przypadku oskarżenia duchownego o molestowanie: “Obecnie każdy incydent najpierw zgłaszany jest do prokuratury”. Rozgarnięty i uczciwy duchowny – słysząc osobiście wiarygodne zeznania na temat karalnych zachowań jakiegoś duchownego – powinien wykorzystać procedury kościelne, włącznie, jeśli trzeba, z odwołaniem się do Kongregacji Nauki Wiary, a jednocześnie powinien zawiadomić prokuraturę. Robienie sobie zdjęć z mniszym kapturem na głowie jako ilustracja do pikantnych opisów molestowania w wysokonakładowej prasie nie jest dla mnie świadectwem podążania za Chrystusem w Kościele.
Mar27
Jak zwykle w pierwszą niedzielę po Wielkanocy spotykamy się na Targach Wydawców Katolickich. Dla mnie to jedna z zapowiedzi wiosny, przyjemny weekend z książkami i przyjaciółmi. Nie zabraknie stoiska Przeglądu Powszechnego, a cały program jest tutaj. Do zobaczenia!
Mar25

Na razie o konflikcie Chin z Tybetem pisze się niewiele, bo i ludzi to nie interesuje. Ale w miarę upływu czasu to się zmieni. Widać pierwsze oznaki ewolucji nastrojów, ich skala już jest nie do przecenienia, np. – jak podaje blog Free Tibet – “w najnowszym newsletterze od Avaaz’u, można przeczytać, że w ciągu pięciu dni, pod petycją wspierającą Dalajlamę podpisało się już ponad 750,000 osób z 192 krajów. Zapewne już tylko kwestią godzin jest, gdy petycja zdobędzie ponad milion podpisów, stając się tym samym największą globalną, internetową petycją w historii. Mało tego: o samej kampanii Avaazu dowiedziało się już ponad 5 milionów osób – to aż milion na dzień”.
Wybór Pekinu na organizatora igrzysk od początku budził zastrzeżenia. Na cztery miesiące przed olimpiadą Tybetańczycy powstali przeciw Chinom, spotkali się z przemocą i obojętnością. “Sytuacja w Tybecie nie może być powodem odwołania obecności prezydenta George’a W. Busha na ceremonii otwarcia”, oświadczył 20 marca Biały Dom. Benedykt XVI dzień wcześniej na audiencji generalnej powiedział zdawkowo: – Z wielkim przejęciem śledzę doniesienia napływające z Tybetu. Przemocą nie rozwiązuje się problemów.
Stany przez gospodarkę, Watykan przez sytuację katolickiego Kościoła podziemnego w Chinach mają częściowo związane ręce. – Ciągle wierzę, że Chińczycy dojdą do wniosku, że nie tędy droga, że wykorzystają szansę – powiedział natomiast w RMF FM Piotr Nurowski, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. – Jeśli nie, to wrócimy do tej rozmowy i będę jednym z pierwszych, który będzie nawoływał do izolacji, do bojkotu, ale we wszystkich dziedzinach – podkreślił szef PKOl. Czyli czekamy, aż Tybet zginie.
+ więcej na BP
Geneza logo olimpiady w Pekinie…
+ więcej w internecie
http://blog.studentsforafreetibet.org/
http://www.globalvoicesonline.org/-/world/east-asia/
http://www.hfhrpol.waw.pl/Tybet/
http://www.sft.org.pl/
Mar23

(Hieronim Bosch “Chrystus dźwigający krzyż”, 1515-16, Muzeum Sztuk Pięknych w Gandawie)
Bardzo ciekawy wywiad z Jerzym Kropiwnickim, prezydentem Łodzi, w Gazecie Wyborczej. Kropiwnicki wsławił się w swoim mieście wprowadzeniem czapek i szarf z herbem miasta dla urzędników. Ale oprócz tego, prowadzi ożywione kontakty z Żydami, w 2006 r. wydał książkę “Wędrówki po Ziemi Świętej”, sam przynajmniej dwa razy do roku do niej jeździ i często oprowadza pielgrzymów.
Mar23
Z wielkanocnej prasy podoba mi się wywiad Krzysztofa Burnetki z augustianinem o. Wiesławem Dawidowskim w „Polityce”. Rozmawiają oni o Polaków grzechach i Polaków spowiedzi.
Dawidowski:
Najłatwiej wyznać grzechy, które najmniej obciążają sumienie: tego, że się nie modliłem, nie poszedłem w niedzielę do kościoła. Trudniej przyznać się przed samym sobą do grzechu przeciw siódmemu przykazaniu, czyli do szeroko rozumianej kradzieży: a więc oszukiwania w podatkach czy wypłatach dla pracowników, a w przypadku uczniów czy studentów do grzechu ściągania. A i to przecież są formy wyrafinowanej kradzieży.
(…)
Ludzie w średnim wieku rzadko spowiadają się ze swoich relacji z rodzicami. Nie chodzi o to, że oddali ich do domów starców, ale o to, że ochłodzili z nimi stosunki: rzadko ich odwiedzają, lekceważą ich zdanie.
(…)
Rzadko słyszę też, jak ktoś mówi „żyję jak faryzeusz”, czyli w hipokryzji. A faryzeizm był grzechem najostrzej piętnowanym przez Jezusa.
A dziś tylko seks. O seksie mówią ci, którzy nie wiedzą, czy iść do spowiedzi w obawie, że ich grzechy nie będą odpuszczone; ci, którzy już są po przejściach – rozmawiali o seksie w konfesjonale i nie spotkali się ze zrozumieniem; w końcu wszyscy ci, którzy nie wiedzą, jak do tematu podejść, ale zgadzają się co do jednego – spowiedź i seks to prawie dwie strony tego samego medalu.
Dawidowski mówi:
Lepiej jeśliby spowiednicy i grzesznicy, a ci pierwsi też są w roli drugich, skończyli z tą obsesją grzechów ze sfery szóstego przykazania, czyli tyczących seksualności.
Ma rację. Bo sfera intymności interesuje spowiedników bardziej niż inne: choćby relacje z bliskimi, z rodziną, w pracy. Co gorsza, erotyka pobudza ich wnikliwość w większym stopniu niż pozostałe sprawy. Dopytują o szczegóły – czy w taki sam sposób rozmawiają o problemach rodzinnych?
Inne tematy schodzą na plan dalszy. Czy są mniej ważne?
Czasami pytam w konfesjonale: kim jest dla ciebie Bóg? Jakie miejsce on zajmuje w twoim życiu? I wtedy często spowiadający się wpada w panikę, bo przyzwyczajony do jurydycznego traktowania spowiedzi, nie jest gotów zaglądnąć głębiej w siebie. Ludzie postrzegają często Pana Boga na własny strój. Osobowy Bóg objawienia zdaje się na co dzień nie być koniecznie do zbawienia potrzebny. I to chyba główny grzech dzisiejszej religijności, będący korzeniem innych grzechów – albo braku poczucia grzeszności
- uważa Dawidowski.
+ więcej na BP:
Czy Kościół zna się na etyce?
Kilka słów o czystości
Świeccy, księża, no i oczywiście seks
Czy Kościół zna się na seksie?
Mar22
Jakiś czas temu przyszło mi do głowy właśnie takie pytanie. Wzięło się ono z zastanowienia, czy kościół (mam na myśli hierarchów i ich nauczanie) rzeczywiście podobny jest w postawie do swego założyciela.
O kościele myślę, że można spokojnie powiedzieć, że jest konserwatywny. Nie jest to obelga, lecz stwierdzenie faktu. Mam nadzieję, że każdy się z tym zgodzi – ja przynajmniej tak to postrzegam, że kościół bardzo niechętnie wypływa na nieznane wody i bardzo sceptycznie podchodzi do nowych teorii. Konserwatyzm jako taki dopuszcza ideę ulepszania, chociaż moim zdaniem w przypadku kościoła to ulepszanie również jest raczej minimalizowane.
A czy Jezus był konserwatystą? Moim zdaniem nie. To w ogóle była ciekawa postać, jeśli ktoś jeszcze nie zauważył ;-). Nie był również rewolucjonistą-awanturnikiem. Jezus nie występował nigdy specjalnie przeciwko istniejącemu porządkowi rzeczy. Nie kwestionował funkcji żołnierzy, pomimo, że Bóg rzekł „nie zabijaj”. Nie walczył z podatkami mówiąc „oddajcie cesarzowi co cesarskie, a Bogu co boskie”. Nie był też zbyt dosłowny w interpretacji wymagań prawa i przykazań. Nie pozwolił ukarać cudzołożnicy mimo, że Bóg rzekł „nie cudzołóż”. Nie sprzeciwił się pracy apostołów mimo, że Bóg rzekł „pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Już to nasuwa myśl, że Jezus nie był zbyt konserwatywny i przywiązany sztywno do zasad.
Ale istnieją również ciekawsze fragmenty życia Jezusa, które rzucają nieco światła na temat. czytaj dalej »
Wielkanoc 2008 7
Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski
Mar21

Aby Chrystus, który przez swą śmierć na krzyżu potwierdził swoją i naszą wolność, uzdolnił nas także do przyjęcia całej nowości zmartwychwstania i do życia nią już teraz,
życzą swoim Czytelnikom, Sympatykom i Autorom
redakcje Przeglądu Powszechnego i Bloga Powszechnego
Mar19
Bóg pomyślał człowieka i jego życie w sposób, który okryty jest dla nas tajemnicą. Wszakże co nieco na ten temat możemy powiedzieć, jeśli wierzymy w Objawienie. W Księdze Rodzaju Bóg mówi, że stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo oraz że stworzył go mężczyzną i niewiastą. Niewiasta miała rozproszyć samotność Adama, który nie znajdywał towarzystwa wśród dotychczas stworzonych istot i dopiero, gdy zobaczył Ewę, powiedział: „Ta dopiero jest kością z mojej kości i ciałem z mojego ciała” (Rdz 2, 22). Tak więc człowiek, istota biologiczna, występuje w dwóch postaciach: męskiej i żeńskiej. Tę istotę Bóg stworzył jako ukoronowanie stworzenia i powiedziane jest: „A Bóg widział, że wszystko co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1, 28). Adam i Ewa mieli żyć dla siebie nawzajem i w bezpośredniej bliskości Boga i to miało zapewnić im pełnię szczęścia. Bóg przeznaczył człowiekowi życie w harmonii, która miała polegać na pełnej zgodności i uzupełnianiu się mężczyzny i kobiety oraz pełnym dopasowaniu ich obojga do Boga.
Niestety Boski plan został zakłócony przez grzech pierworodny, czyli przez to, że wolny człowiek podważył wartość zaplanowanej przez Boga harmonii. Człowiek uznał, że Bóg nie dlatego zakazał mu spożywać owoce z drzewa poznania dobra i zła, by uchronić go przed śmiercią, lecz dlatego, że chciał człowieka skrzywdzić narzucając mu niesprawiedliwe ograniczenie. Człowiek nie zgodził się tym samym na wyznaczone mu miejsce zapewniające harmonię wśród innych bytów, lecz dał się zwieść złudzeniu, że może być Bogiem. czytaj dalej »