Świętowanie wielkanocnych tajemnic 5
Pamiętam, że już jako dziecko bardzo lubiłem wielkotygodniowy nastrój: Wielki Czwartek, Wielki Piątek, Wielka Sobota i poranek Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Dla mnie święta wielkanocne to przede wszystkim liturgia Kościoła.
W Czwartek wieczorem wspominamy szczególnie to, co wydarzyło się 2000 lat temu: Ostatnią Wieczerzę. Dzisiaj używamy wielu różnych słów na określenie misterium uobecniającego tamto wydarzenie. Eucharystia, bo jest dziękczynieniem (gr. eucharistein) Bogu, zakorzenionym w żydowskich błogosławieństwach (berakot), które – głównie podczas posiłków – wychwalają dzieła Boże. Łamanie Chleba, bo temu gestowi, charakterystycznemu dla żydowskich posiłków, sam Jezus nadał na tyle nowe znaczenie, że – jak czytamy w Ewangelii – uczniowie poznali Go po łamaniu chleba. Najświętsza Ofiara, ponieważ uobecnia jedyną i niepowtarzalna ofiarę Chrystusa Zbawiciela i włącza w nią ofiarę Kościoła. Komunia, bo przez ten sakrament jednoczymy się z Jezusem i pomiędzy sobą: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało” (1 Kor 10,16-17). I wreszcie Msza święta, ponieważ liturgia kończy się posłaniem (missio) wiernych, aby pełnili wolę Bożą.
Wielki Czwartek to również ryt umycia nóg i wspominanie słynnego dialogu pomiędzy Jezusem i Piotrem: „Rzekł do Niego Piotr: ‘Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał’. Odpowiedział mu Jezus: ‘Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze mną’” (J 13,8). Historia ta wzywa nas do tego, abyśmy pozwolili się zbawić Jezusowi. Uczy nas też łączenia pokory i autorytetu: Jezus miał autorytet i władzę, ale jednocześnie był pokorny w służbie innym.
W centrum Wielkiego Piątku stoi adoracja krzyża. Nie jest to jednak dzień żałoby. W liturgii tego dnia mówi się o błogosławionej męce, o chwalebnym krzyżu. W jutrzni jedna z antyfon głosi: „Wielbimy krzyż Twój, Panie Jezus, wysławiamy Twoje święte zmartwychwstanie, bo przez drzewo krzyża przyszła radość dla całego świata”. Krzyż powinien być zatem widziany w łączności ze zmartwychwstaniem i z prawdą o zbawieniu. Popatrzmy na krzyż od trzech stron. Od strony człowieka krzyż oskarża nas i pokazuje okropieństwo grzechu, z którego człowiek nie jest w stanie sam siebie oczyścić. Krzyż ujawnia, że grzech nie jest jakąś zabronioną przyjemnością, ale złowrogą rzeczywistością, która prowadzi do śmierci. Od strony Jezusa krzyż okazuje się być paradoksalnie drogą do zmartwychwstania, czyli do życia. Od strony Boga Ojca, który współcierpiał z Synem, krzyż jest objawieniem nowej formy miłości: miłości w wymiarze krzyża. Adoracja krzyża Jezusowego może nam pomóc zaakceptować własny życiowy krzyż, np. jakieś fizyczne, psychiczne lub moralne cierpienie. Jaką postawę możemy przyjąć wobec krzyża (tego Jezusowego i naszego własnego)? Możemy stać i patrzeć się jak to czynił anonimowy, żądny sensacji tłum zebrany na Golgocie. Możemy uważać – jak żołnierze – że krzyż to po prostu życiowa pomyłka i porażka. Możemy gorszyć się i mówić o skandalu jak Sanhedryn. A możemy także powiedzieć za dobrym łotrem: „Jezu, wspomnij na mnie!”.
Misterium Wielkiej Soboty spowite jest milczeniem zstąpienia do piekieł. „Chrystus bowiem raz umarł za grzechy [...]. Zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem. W nim poszedł ogłosić zbawienie nawet duchom zamkniętym w więzieniu” (1 P 3,18-19). Niekiedy błędnie mówi się o liturgii wielkosobotniej mając na myśli Wigilię paschalną. Tymczasem uroczystości rozpoczynające się liturgią światła należą już do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Płomień świecy paschalnej symbolizuje Chrystusa Zmartwychwstałego. Orędzie wielkanocne (Exultet) to radosny śpiew oznajmujący zmartwychwstanie Pana. Długa liturgia czytań opowiada o czterech nocach: nocy poprzedzającej stworzenie, nocy, w której Abraham szedł z Izaakiem na górę Moria, nocy przejścia przez Morze Czerwone oraz nocy, w której Jezus wrócił z cmentarza żywy. Te noce zapowiadają naszą paschę: przejście przez śmierć do życia wiecznego, oraz ostateczne przyjście Pana: paruzję. Tajemnicę przejścia ze śmierci do życia uobecnia też liturgia chrzcielna, w tym nasze odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Liturgia Wigilii Paschalnej wprowadza nas w radosną procesję rezurekcyjną. Oto grób okazuje się być pusty, a Jezus zmartwychwstały przychodzi do nas i mówi: Pokój wam!
W ewangelicznej opowieści o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa nie ma jakichś cudowności. Jest ludzki lęk, zwątpienie, podłość, a także ludzka nadzieja, łzy oczyszczenia i miłości, radość i odwaga. Jest wreszcie coś, co rzuca światło na niezrozumiałe samo w sobie przejście uczniów od tchórzliwego opuszczenia Jezusa w godzinie śmierci do odważnego głoszenia zbawienia w Jego imię. Tym czymś jest obecność Ducha. Zauważmy, że pięćdziesiąt dni po śmierci Jezusa – pomimo doświadczenia Go jako zmartwychwstałego – uczniowie siedzą zamknięci w wieczerniku, boją się wrogiego świata i nie wiedzą tak naprawdę, co mają robić. Choć otrzymali już Dobrą Nowinę o zwycięstwie nad grzechem i śmiercią, to przecież istnieje niebezpieczeństwo, że Nowina ta pozostanie uwięziona, i to nie tylko za zamkniętymi drzwiami wieczernika, lecz przede wszystkim w ich zalęknionych sercach. W takiej właśnie sytuacji na Apostołów zstępuje Duch Święty. Jest to Duch, którego posłał im Zmartwychwstały. Teraz wiedzą, co robić. Idą na cały świat i głoszą Ewangelię oddając za nią życie. Ten sam Duch pozwala nam wejść w doświadczenie wielu pokoleń, źe Jezus, którego zabito i pochowano w grobie, zmartwychwstał.





Dziękuję za ten porządkujący, jasny tekst. Mam pytanie. Pisze Ojciec: “Od strony Boga Ojca, który współcierpiał z Synem, krzyż jest objawieniem nowej formy miłości: miłości w wymiarze krzyża.” Czy rozwinięciem i wyjaśnieniem tego zdania jest dalsza część tekstu, czyli stosunek człowieka do własnego cierpienia? Czy stąd bierze się “miłość w wymiarze krzyża”, czy też chodzi o coś innego np. o jakiś zamysł Boga, który w krzyżu się objawia?
polecam http://www.liturgia.dominikanie.pl/triduum/2008/
Pani, Malgorzato. I jedno i drugie – o ile dobrze zrozumialem pytanie. W krzyzu objawiaja sie rozne zamysly Boga. A w swiecie, w ktorym jest grzech, a ludzie sa tak niedoskonali, milosc predzej czy pozniej zderza sie z krzyzem. Wyniki owego zderzenia bywaja rozne. Ale poranek wielkanocny daje nadzieje, ze ostatecznie przyszlosc nie nalezy do cmentarnej ciszy, ale do milosci wlasnie.
W duchu jeszcze większej nadzieji – odrobina wiary, wyobraźni, roztropności i ostrożności sprawia, że kolizje zdarzają się niezwykle rzadko. A doczesna i ostateczna przyszłość tzn. nasze zbawienie i życie wieczne należy, do Boga Ojca – Stwórcy Wszechświata, który jest absolutną Miłością.
Ojcze Dariuszu, tak, to jest niezwykle piękne. Pamiętam jaką wyzwalającą, choć trudną do przyjęcia i wciąż wymagającą pogłębiania i pokory wobec możliwych upadków rewelacją były dla mnie czyjeś słowa, że bez cierpienia nie byłoby ani współczucia ani miłości.