<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Comments on: Zawracanie do raju</title>
	<atom:link href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/03/19/zawracanie-do-raju/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/03/19/zawracanie-do-raju</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Thu, 19 Jan 2012 21:23:41 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
	<item>
		<title>By: maria chodyko</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/03/19/zawracanie-do-raju/comment-page-1#comment-1678</link>
		<dc:creator>maria chodyko</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 28 Mar 2008 08:19:35 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/03/19/zawracanie-do-raju#comment-1678</guid>
		<description>Jeśli chodzi o Kościół i wiarę, to sądze że w pewnych regionach świata np. w Rosji i krajach byłego ZSSR przetrwały one głównie dzięki kobietom.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli chodzi o Kościół i wiarę, to sądze że w pewnych regionach świata np. w Rosji i krajach byłego ZSSR przetrwały one głównie dzięki kobietom.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Małgorzata</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/03/19/zawracanie-do-raju/comment-page-1#comment-1677</link>
		<dc:creator>Małgorzata</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 27 Mar 2008 22:29:13 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/03/19/zawracanie-do-raju#comment-1677</guid>
		<description>@Mario, skoro przychodzi mi tłumaczyć przesłanie tekstu, to znaczy, że był źle napisany. Muszę to uznać i spróbować naprawić.
Chciałam powiedzieć, że z moich rozważań, obserwacji i mojej modlitwy wynika, że świat zyskuje na tym, że kobiety włączają się do  b e z p o ś r e d n i e g o  udziału w życiu &quot;pozadomowym&quot;. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że mężczyźni i kobiety nie są jednakowi, a dążenie ujednolicenia dwu płci uważam za żałosne i świadczące o zakompleksieniu kobiet, niedocenianiu własnej specyfiki. Jednak różność nie jest - moim zdaniem - równoznaczna z ograniczeniem, choć w przeszłości w trudnych warunkach było ono racjonalne, więc też konieczne. Pośredni udział, przez wpływ na mężczyzn: mężów, ojców, synów, braci, kochanków i przyjaciół miały kobiety zawsze. W chrześcijaństwie miały od początku miejsce samodzielne, choć często we współpracy (harmonii) z mężczyzną: Maryja, Maria Magdalena - Jezus, św. Monika -św. Augustyn, św. Scholastyka- św. Benedykt, św. Klara -św. Franciszek, św. Teresa z Avilii- św. Jan od Krzyża. Ale już św. Katarzyna ze Sieny jest samodzielna, św. Hildegarda z Bingen, św. Teresa od dzieciątka Jezus, św. Teresa od Krzyża (Edyta Stein), św. Faustyna (choć ze spowiednikiem ks. Sopoćko). Wiec nie dzieje się obecnie nic nowego pod słońcem, tylko skala zjawiska jest nowa. Ale też warto zauważyć, że kiedyś pisać umiało paru zakonników, a teraz każdy, zatem zmiana skali jest zjawiskiem szerszym.
Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Mario, skoro przychodzi mi tłumaczyć przesłanie tekstu, to znaczy, że był źle napisany. Muszę to uznać i spróbować naprawić.<br />
Chciałam powiedzieć, że z moich rozważań, obserwacji i mojej modlitwy wynika, że świat zyskuje na tym, że kobiety włączają się do  b e z p o ś r e d n i e g o  udziału w życiu &#8220;pozadomowym&#8221;. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że mężczyźni i kobiety nie są jednakowi, a dążenie ujednolicenia dwu płci uważam za żałosne i świadczące o zakompleksieniu kobiet, niedocenianiu własnej specyfiki. Jednak różność nie jest &#8211; moim zdaniem &#8211; równoznaczna z ograniczeniem, choć w przeszłości w trudnych warunkach było ono racjonalne, więc też konieczne. Pośredni udział, przez wpływ na mężczyzn: mężów, ojców, synów, braci, kochanków i przyjaciół miały kobiety zawsze. W chrześcijaństwie miały od początku miejsce samodzielne, choć często we współpracy (harmonii) z mężczyzną: Maryja, Maria Magdalena &#8211; Jezus, św. Monika -św. Augustyn, św. Scholastyka- św. Benedykt, św. Klara -św. Franciszek, św. Teresa z Avilii- św. Jan od Krzyża. Ale już św. Katarzyna ze Sieny jest samodzielna, św. Hildegarda z Bingen, św. Teresa od dzieciątka Jezus, św. Teresa od Krzyża (Edyta Stein), św. Faustyna (choć ze spowiednikiem ks. Sopoćko). Wiec nie dzieje się obecnie nic nowego pod słońcem, tylko skala zjawiska jest nowa. Ale też warto zauważyć, że kiedyś pisać umiało paru zakonników, a teraz każdy, zatem zmiana skali jest zjawiskiem szerszym.<br />
Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: maria chodyko</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/03/19/zawracanie-do-raju/comment-page-1#comment-1549</link>
		<dc:creator>maria chodyko</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 19 Mar 2008 14:59:37 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/03/19/zawracanie-do-raju#comment-1549</guid>
		<description>Niby chciałabym się zgodzić z autorką tekstu, ale mi nie wychodzi. Wiele uwag jest bardzo trafnych, ale w bilansie krzywd płci obojga widoczna jest jakaś krzywdzaca asymetria. Ideowe przesłanie tego tekstu odczytuję mniej więcej tak że zrządzeniem Boga lub losu meska częśc rodzaju ludzkiego jest niegrzeczna, a żeńska grzeczna i równie niezbadanym wyrokiem sił wyższych życiowa powinnoscią mężczyzn jest dążenie do bycia grzecznymi ,a kobiet niegrzecznymi - choćby głośne mówienie tych ostatnich o swych krzywdach dziejowych. Ale jakoś tak sie składa, że na świecie jest więcej (nieco)kobiet niż mężczyzn, że średnia długośc zycia kobiety jest większa niz mężczyzny i że w obliczu katastrof zyciowych kobieta radzi sobie lepiej niż mężczyzna, co widoczne jest w przypadku problemu bezdomności. Subiektywnie uważam, że wielką siłą życiową kobiety jest opiekuńczość - w tym zdolnoć do zaopiekowania się sobą. Wyposaża ja to w dośc trudno dającą sie skonkretyzować cechę zauważania rzeczy mało istotnych albo wręcz nieistniejących (!), ale dających poczucie smaku życia. I dobrze jest jeśli kobieta umie w sobie obronić tę zdolność, tę dziwaczną niekiedy logikę, groteskowo ukazaną np. w kawałach o blondynkach. Jeżeli tego zabraknie, kobieta zmienia się w jeżdżącą na sygnale karetkę pogotowia wypadajacą nie wiadomo komu i czemu na ratunek. W zetknieciu z nią jedno jest pewne: należy takiej zejść z drogi. Powstaje wiele hałasu,lecz nie wiadomo o co chodzi.
 Jeśli w ogóle wypada,  w ten sposób oceniam przeważającą większość nurtów feministycznych, a także dyskusji w nich toczoncych, które słyszałam na własne uszy, a bałam sie odzywać.W największą bezradnośc wprawiało mnie to, gdy kobiety zaczynając mwić o swoich naprawdę rzeczywistych krzywdach, rozpedzały sie tak ze  jako srodek zaradczy proponowały przebudowę: społeczeństwa, nauki Kościoła oraz Biblii i inne najniemożliwsze rzeczy. Problem tkwił nie w postulacie rewolucji, ale w braku metody na nią.
Na wszelki wypadek rację jednak przyznaje autorce artykułu. Ale nie czynię tego z perfidii, tylko swą wypowiedź flaguję jako mocno subiektywną.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Niby chciałabym się zgodzić z autorką tekstu, ale mi nie wychodzi. Wiele uwag jest bardzo trafnych, ale w bilansie krzywd płci obojga widoczna jest jakaś krzywdzaca asymetria. Ideowe przesłanie tego tekstu odczytuję mniej więcej tak że zrządzeniem Boga lub losu meska częśc rodzaju ludzkiego jest niegrzeczna, a żeńska grzeczna i równie niezbadanym wyrokiem sił wyższych życiowa powinnoscią mężczyzn jest dążenie do bycia grzecznymi ,a kobiet niegrzecznymi &#8211; choćby głośne mówienie tych ostatnich o swych krzywdach dziejowych. Ale jakoś tak sie składa, że na świecie jest więcej (nieco)kobiet niż mężczyzn, że średnia długośc zycia kobiety jest większa niz mężczyzny i że w obliczu katastrof zyciowych kobieta radzi sobie lepiej niż mężczyzna, co widoczne jest w przypadku problemu bezdomności. Subiektywnie uważam, że wielką siłą życiową kobiety jest opiekuńczość &#8211; w tym zdolnoć do zaopiekowania się sobą. Wyposaża ja to w dośc trudno dającą sie skonkretyzować cechę zauważania rzeczy mało istotnych albo wręcz nieistniejących (!), ale dających poczucie smaku życia. I dobrze jest jeśli kobieta umie w sobie obronić tę zdolność, tę dziwaczną niekiedy logikę, groteskowo ukazaną np. w kawałach o blondynkach. Jeżeli tego zabraknie, kobieta zmienia się w jeżdżącą na sygnale karetkę pogotowia wypadajacą nie wiadomo komu i czemu na ratunek. W zetknieciu z nią jedno jest pewne: należy takiej zejść z drogi. Powstaje wiele hałasu,lecz nie wiadomo o co chodzi.<br />
 Jeśli w ogóle wypada,  w ten sposób oceniam przeważającą większość nurtów feministycznych, a także dyskusji w nich toczoncych, które słyszałam na własne uszy, a bałam sie odzywać.W największą bezradnośc wprawiało mnie to, gdy kobiety zaczynając mwić o swoich naprawdę rzeczywistych krzywdach, rozpedzały sie tak ze  jako srodek zaradczy proponowały przebudowę: społeczeństwa, nauki Kościoła oraz Biblii i inne najniemożliwsze rzeczy. Problem tkwił nie w postulacie rewolucji, ale w braku metody na nią.<br />
Na wszelki wypadek rację jednak przyznaje autorce artykułu. Ale nie czynię tego z perfidii, tylko swą wypowiedź flaguję jako mocno subiektywną.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

