Artykuł

Czy Jezus był konserwatystą? 23

Mar22

Jakiś czas temu przyszło mi do głowy właśnie takie pytanie. Wzięło się ono z zastanowienia, czy kościół (mam na myśli hierarchów i ich nauczanie) rzeczywiście podobny jest w postawie do swego założyciela.

O kościele myślę, że można spokojnie powiedzieć, że jest konserwatywny. Nie jest to obelga, lecz stwierdzenie faktu. Mam nadzieję, że każdy się z tym zgodzi – ja przynajmniej tak to postrzegam, że kościół bardzo niechętnie wypływa na nieznane wody i bardzo sceptycznie podchodzi do nowych teorii. Konserwatyzm jako taki dopuszcza ideę ulepszania, chociaż moim zdaniem w przypadku kościoła to ulepszanie również jest raczej minimalizowane.

A czy Jezus był konserwatystą? Moim zdaniem nie. To w ogóle była ciekawa postać, jeśli ktoś jeszcze nie zauważył ;-). Nie był również rewolucjonistą-awanturnikiem. Jezus nie występował nigdy specjalnie przeciwko istniejącemu porządkowi rzeczy. Nie kwestionował funkcji żołnierzy, pomimo, że Bóg rzekł „nie zabijaj”. Nie walczył z podatkami mówiąc „oddajcie cesarzowi co cesarskie, a Bogu co boskie”. Nie był też zbyt dosłowny w interpretacji wymagań prawa i przykazań. Nie pozwolił ukarać cudzołożnicy mimo, że Bóg rzekł „nie cudzołóż”. Nie sprzeciwił się pracy apostołów mimo, że Bóg rzekł „pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Już to nasuwa myśl, że Jezus nie był zbyt konserwatywny i przywiązany sztywno do zasad.

Ale istnieją również ciekawsze fragmenty życia Jezusa, które rzucają nieco światła na temat. Jezus opowiedział kiedyś przypowieść o talentach. Z przypowieści tej jasno wynika, że dobry sługa to ten, który pomnaża majątek, nie boi się zaryzykować, wprawić w ruch tego co otrzymał, żeby mieć więcej. Trzeba pamiętać, że inwestowanie łączy się z ryzykiem (brzmi jak reklama funduszu inwestycyjnego…) i wbrew pozorom nie jest to zadanie łatwe, ani spokojne, bo przecież każdy ze sług, który zainwestował mógł stracić. A jednak oni zostali pochwaleni. Co prawda nie jest jasne czy za ryzyko, czy za zysk, ale wiadomo, na pewno, że zganiony został konserwatysta, który dla bezpieczeństwa zakopał swój talent w ziemi, tak, żeby oddać wszystko co dostał i ani krzty mniej.

A zatem moim zdaniem Jezusa nie można uznać za konserwatystę – wręcz jest temu przeciwny. Zresztą człowiek w ogóle nie został stworzony do konserwatyzmu, bo już na początku drogi otrzymał od Boga polecenie: czyńcie sobie ziemię poddaną.

Nie należy naturalnie popadać w nadmierny hurraoptymizm i uznać, że teraz już tylko innowacje i do przodu, ponieważ w tym samym rozdziale, w którym jest przypowieść o talentach Jezus opowiada o pannach roztropnych i nieroztropnych pochwalając postępowanie roztropnych. Zatem postęp zdecydowanie tak, ale powinniśmy się kierować również roztropnością w kreowaniu tego postępu i mieć na uwadze Jezusowe przykazanie. Wyrazem zachęty Jezusa do dokonywania przez nas postępu jest ogólność tego przykazania. Nie jest ono dostosowane do niczego co już jest, lecz jest otwarte, bo nie wiemy na co się natkniemy robiąc kolejne kroki. A co jeżeli popełnimy błąd? No cóż, ten tylko się nie myli, kto nic nie robi. Trzeba pamiętać, że Bóg jest miłosierny i przebacza.

Szkoda zatem, że kościół jest tak niechętny zmianom i postępowi jak Jezus. A skoro są ludzie, którzy bardziej naśladują Jezusa to czy znajdą miejsce w kościele? To już temat na osobny artykuł.

Optymistyczne jest to, że Jezus przebaczył konserwatystom swoich czasów, którzy jedynie prawa się trzymali, chcieli statusu quo i nie mogli zrozumieć jego nowatorskiego podejścia do życia i miłości Boga, bo uważali to za występki przeciw prawu boskiemu. W ramach swojego konserwatyzmu zresztą Go ukrzyżowali. I faktem jest, że w Jego czasach też tylko garstka 12 zgodziła się na postępowe podejście do życia.

P.S. Dla tych co znają moje poglądy i wiedzą, że niechętnie posługuję się w argumentacji fragmentami Biblii z góry zaznaczam, że trudno rozstrzygać o Jezusie nie posiłkując się Biblią, więc robię tutaj wyjątek.

Komentarze przez RSS

23 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Andrzej says:

    O tym, że Jezus nie był konserwatystą chyba nie ma co dyskutować. Ks. Pawlukiewicz pamiętam, zawsze wspominał, że Biblia to w ogóle jest księga o walce, o ciągłym działaniu.

    Tylko, że znowu mamy tutaj dyskusję o tym, co kto przez co rozumie. Dla jednego niechęć do zmian oznacza właśnie roztropność, dla innego zaściankowość. Dla nie-katolików to zawsze będzie niezrozumiałe.

    Pamiętam jak niedawno rozmawialiśmy wspominałeś, że Kościół jest dla mas, dla ludzi oczekujących więcej, więcej zrozumienia, więcej dowodów etc., dla tych co są bardziej wykształceni Kościół nie oferuje wiele. Ale po co komplikować coś co jest “proste”? Apostołowie byli prostymi rybakami, bez wykształcenia. Wydaje mi się, że właśnie w tych wszystkich dogmatach i teologicznych tłumaczeniach zawędrowaliśmy do ślepej uliczki. Myślę, że uratować nas powinien właśnie ten “chłopski rozum”, ten zdrowy rozsądek i umiarkowanie.

  2. Kuba says:

    Ciekawe pytanie, które postawiłeś. Myślałem o tym, i w końcu wydaje mi się, że prowadzi ono do pułapek. Może dlatego, że konserwatyzm i inne pojęcia opisują zamknięte ideologie, a chrześcijaństwo jest religią pełną paradoksów. Świętujemy noc, w której Jezus przegrał, by wygrać.
    Parę lat temu kolega ze studiów teologicznych wmawiał mi, że Jezus był liberałem – mówił: nie kradnij; tymczasem państwo nas okrada, bo każe płacić podatki. Na to ja, że nie czuję się okradany, bo płacę na dobro wspólne, a Jezus mówił, żeby oddać Cezarowi itd. Czy to z kolei znaczy, że Jezus był lewicowcem? Jezus był Jezusem.

  3. Małgorzata says:

    Nieporozumienie polega na tym, że Autor rozważa działanie i przykazania Jezusa, całą Jego osobę jak gdyby był tylko człowiekiem. Bez wiary w boskość Jezusa cały przekaz Ewangelii bierze w łeb i można z Jezusa robić nieudolnego polityka, który przegrał lub rewolucjonistę, którego można zaprząc do walki z bogatymi – według uznania i preferencji piszącego.
    Gdyby był tylko człowiekiem, nie zmartwychwstałby i – jak mówi św. Paweł – chrześcijanie byliby najnędzniejszymi z ludzi.
    To wprost wstrząsający “przypadek”, że właśnie dziś jest Wielka Sobota, noc zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, syna Boga, który za nas i nasze zbawienie oddał życie, trzeciego dnia zmartwychwstał i obiecał wszystkim, którzy w Niego wierzą życie wieczne.

  4. Rafał says:

    Obawiam się, że gdzieś popełniłem błąd, bo widzę, że w wielu miejscach się nie zrozumieliśmy.

    @Andrzej

    To nie jest problem tego co kto przez co rozumie. I o to też mi poniekąd chodzi. Brak zmian to brak rozwoju a nie wyraz roztropności. Jest to zakopanie talentów, a to zostało poddane krytyce we wspomnianej przeze mnie przypowieści. Gdybyśmy nie chcieli nic zmieniać i byli konserwatywni nadal myślelibyśmy, że ziemia jest płaska, noszą ją słonie i żółwie, a ludzie umieraliby nawet z powodu przeziębienia. Do tego prowadzi “chłopski rozum”, od którego oczekujesz ratunku. Niewiele rzeczy jest prostych, a już na pewno nie wiara w Boga, którego nikt nigdy nie widział, a pisma o jego objawieniu wybrało kilku facetów, którzy pewne zwoje uznali za bardziej wiarygodne od innych teoretyzując o istnieniu źródła Q. To jest mniej więcej tej samej klasy postulat to postulat dla fizyka kwantowego, który teoretyzuje o istnieniu cząstek, żeby posłużył się “chłopskim rozumiem”. A bad news jest taki, że te jego cząstki prędzej czy później w ten czy inny sposób da się zaobserwować i potwierdzić teorię (lub nie). A ilu ludzi to rozumie? Zobacz jak dużo bardziej skomplikowany jest problem wiary, jak wiele dylematów przynosi współczesny świat: przeszczepy, genetycznie modyfikowana żywność, komórki macierzyste, zapłodnienia invitro, aborcja, eutanazja. Naprawdę oczekujesz ratunku od chłopskiego rozumu w tym zakresie?

    A o kościele dla mas i dla tych bardziej zainteresowanych to może jeszcze napiszę :). W rozmowie wspomniałem o tym dość pokrótce i nie do końca chodziło mi o to, o czym Ty napisałeś.

    @Kuba

    Z podobnych powodów co w przypadku Andrzeja pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą. Tu nie chodzi o ideologię, klub polityczny czy coś takiego. Chodzi o podejście do życia, a nie zakwalifikowanie Jezusa do PO, PiS czy SLD, bo był prawicowcem, lewakiem czy liberałem. To nie jest pytanie z zakresu politologii. To jest w miarę proste pytanie o postawę życiową: ustawić człowieka/organizację w przedziale określającym skłonność do działania powodującego zmienianie otoczenia. W przypadku Jezusa myślę, że umieściłbym go w okolicach góry tej skali, przynajmniej na podstawie posiadanych przekazów jako kogoś głoszącego nowe nauki, wykraczającego poza współczesny mu kanon zachowań. Kościół umieściłbym w okolicach 20 z wielkim przywiązaniem do tradycji, historii i niechęcią co przełamywania stereotypu i standardu zachowania. Chociaż ta 20tka również proszę zwrócić uwagę nie jest za nic, bo uważam, że kościół troszkę działa i zmienia.

    Pytanie, które stawiam to czy organizacja, która za patrona ma Jezusa powinna być w tym zakresie tak bardzo od niego oddalona.

    A tak na marginesie to oczywiście, że Jezus był Jezusem. Andrzej jest Andrzejem, Kuba jest Kubą, a Małgorzata jest Małgorzatą :). Ale każdy z nas ma jakieś cechy :). I jedną pojedynczą cechę chcę tutaj zanalizować.

    @Małgorzata

    Nie bardzo rozumiem Twój komentarz szczerze mówiąc. Ja nie odbieram Jezusowi boskości, zresztą dla tego tematu ten fakt nie ma akurat znaczenia. I nie chcę go sklasyfikować jako członka żadnej opcji politycznej. Nie chcę go porównywać ani do rewolucjonistów, ani do chadeków, ani do liberałów. Istotą mojego pytania jest analiza postawy życiowej Jezusa, analiza “postawy życiowej” kościoła i porównanie tych postaw.

    Wszyscy automatycznie skierowaliście swoje skojarzenia ku partiom politycznym, poglądom politycznym. Prawdopodobnie z mojej winy, bo nie wyjaśniłem jasno, że nie o to mi chodzi, a mogłem się domyślać, że takie będzie skojarzenie. Mam nadzieję, że w niniejszym komentarzu udało mi się rozwinąć tę myśl lepiej. Jeśli rzeczywiście tak się stanie to pomyślę jak poprawić niniejszy tekst. Być może zupełnie niepotrzebnie użyłem tutaj słowa “konserwatysta” – ma ono zdecydowanie za dużo znaczeń i budzi zbyt wiele skojarzeń.

    Małgorzato, tytułem żartu: dla ukojenia Twojego wstrząsu spieszę donieść, że tekst napisałem w piątek, a na blogu znalazł się w sobotę, bo akurat wtedy redaktorzy znaleźli chwilę :). Nie jest to żaden “manifest” podpięty pod “znaczącą” datę.

    Zresztą ja sobie bardzo, bardzo cenię postać Jezusa bez względu na to kim był. Dla jednych był synem Boga, dla innych prorokiem, dla jeszcze innych pierwszym “przebudzonym”, a dla jeszcze innych był fikcją… Dla mnie to postać, która jest skarbnicą wiedzy o życiu i wielu mądrych wskazówek jak żyć. Dlatego osobiście uważam, że rzeczywiście istniał, nie był fikcją i wierzę, że jest synem Boga. Historię zmartwychwstania i jego sens nadal jeszcze staram się zrozumieć, chociaż oczywiście potrafię powtórzyć za katechizmem, że Jezus umarł za nasze grzechy, żebyśmy my nie pomarli, a mieli życie wieczne. Ale powtórzyć, a zrozumieć to dla mnie różnica i ja osobiście jeszcze do końca tego nie rozumiem.

  5. Andrzej says:

    @Rafał

    Mój wpis był tak krótki, że nie wiem gdzie znalazłeś u mnie odniesienia do polityki. Natomiast co do zrozumienia. Wierzę, że nigdy tego wszystkiego nie zrozumiem, dlatego wierzę. Tyle, ile mogę, pragnę zrozumieć, ale po prostu nie chcę mieć tej obsesji poznania, bo gdzieś po drodze mogę zgubić Boga.

    Co do konserwatyzmu i racjonalności Jezusa, chodziło mi tylko o to, że napisałeś pewien tekst, z którym trudno się nie zgodzić, bo jest to oczywiste. Ale tą racjonalnością i konserwatyzmem można zbyt łatwo później manipulować.

    Jak z tym dzisiejszym listem abp. Głódzia. On uważa, że racjonalne jest nieujawnianie grzechów Kościoła, bo inaczej burzymy zaufanie do księży.

    Przez nagłaśnianie w mediach faktycznych albo tylko domniemanych grzechów nielicznych przedstawicieli duchowieństwa poniżane jest kapłaństwo. Na naszych oczach przeszczepia się na polski grunt nihilistyczną ideologię, w której nie chodzi o szukanie prawdy, ale o zniszczenie Kościoła, zgodnie z zasadą: „Uderzę w pasterza, a rozproszą się owce” por. Mk 14,27. Narzędziem tej ideologii stały się słowa-klucze, jak: „molestowanie” i „pedofilia”.

    Manipulacja?

    Przy okazji, taka dygresja. W zeszłym tygodniu byłem na mszy gdzie proboszcz powiedział: chcecie mieć dobrych księży, to się za nich módlcie. Biję się w pierś. Najwyraźniej nie modlę się wystarczająco za Kościół, bo jakoś nie wierzę, że ten list powstał pod natchnieniem Ducha Świętego.
    Całość tutaj: http://www.diecezja.waw.pl/dokument.php?id=1118

    I jeszcze taki smaczek teologiczno-naukowy:
    http://tygodnik.onet.pl/36,0,7779,unifikacja_powolan,artykul.html

  6. Kuba says:

    Andrzej,
    jeśli już przywołujesz mojego praskiego arcybiskupa, to chyba różnię się z nim w rozumieniu tego, co szkodzi kapłaństwu. Zresztą, on słowa Jezusa rozkłada na księży – raczej niesłusznie. Bo pasterz czy kapłan to sam Chrystus.
    W sprawie tekstu Wyborczej najbardziej, moim zdaniem, szkodzi Kościołowi coś, co pokazał abp Zygmunt Kamiński w swoim liście na Niedzielę Palmową:
    http://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5028850.html
    Kompletny brak zainteresowania ofiarami molestowania. Chyba, że jest w stu procentach pewny, że dziennikarze kłamią. Nie słyszałem jednak, żeby ktoś podważał tekst, więc na razie zgadzam się z Azraelem:

    “Hierarchia kościelna traktuje przewiny duchowny w kategorii grzechu – a nie przestępstwa. Uważają, że Kościół powinien chronić swoich członków i że spowiedź i pokuta jest tym, co sprawę załatwia. Nie słyszałem, aby ksiądz, osoba duchowna złożyła doniesienie do organów ścigania.

    Afera w kościele szczecińskim, ujawniona po 13 latach nie jest normą – jest odstępstwem od reguły. Działania hierarchów Kościoła, którzy robili wszystko, aby sprawie ukręcić łeb, mieszczą się w sformułowaniu, które dziś zamieściła w komentarzu znana dziennikarka i publicystka katolicka, Halina Bortnowska;

    >Ukryty grzech Kościoła. Grzech ukryty w Kościele<”.
    (http://azraelk.wordpress.com/2008/03/11/kosciol-chroni-przestepcow/)

  7. Rafał says:

    @Andrzej

    Nie rozumiem trochę co masz na myśli? To w końcu słusznie, że kościół tak jest oddalony w stosunku do postępu od Jezusa czy nie?

    Co do pojęcia – każdy ma swoje potrzeby. Ja znam żarliwych, genetycznych rzec by można, katolików, których zdarzało mi się pytać: ale czemu postępujesz akurat tak. I słyszałem odpowiedź “w sumie to nie wiem. Muszę zapytać mojego przewodnika duchowego”. To nie jest wersja dla mnie. Po prostu. Ja mam potrzebę przekonania, że to co robię ma sensownie przemyślane przyczyny.

    Co do Głódzia… no cóż, tak się kończy brak przemyślenia sprawy. To tak samo jakby powiedzieć, że nie wolno pokazywać złych lekarzy, żeby nie podkopywać zaufania do tego zawodu. Albo policjantów. Głódź nigdy nie był dla mnie autorytetem, więc ta wypowiedź mnie jakoś szczególnie nie zaskakuje.

    Sądzę, że uzasadnienie podawane przez Kubę jest w dużej mierze słuszne. Smutne jest natomiast to, że nikt nie pamięta o ofiarach. Ale cóż, pewnie są one wymaganym poświęceniem dla uratowania stanu kapłaństwa. I wcale nie przeczy to fragmentowi listu:

    Dochodzi do uprzedmiotowienia człowieka, którego wartość niektórzy chcieliby mierzyć jego zdrowiem, sprawnością fizyczną, przydatnością w produkcji albo w dostarczaniu przyjemności.

    Jakkolwiek. To jest w sumie nie na temat. Niespecjalnie chce mi się w temat ostatniej afery wnikać, więc się nie będę również specjalnie wypowiadał. W końcu interesuje mnie zupełnie inne zagadnienie :).

  8. Andrzej says:

    >To w końcu słusznie, że kościół tak jest oddalony w stosunku do postępu od Jezusa czy nie?

    W moich komentarzach nie wyrażałem swojego osobistego zdania. Moim zdaniem niesłusznie, ale to dlatego, że ja uznaję, że jest faktycznie od Jezusa pod tym względem oddalony. Jednak w moich dwóch poprzednich komentarzach napisałem, że jeżeli ktoś chce, może użyć identycznej, co Ty argumentacji, żeby udowodnić, że Kościół nie jest oddalony pod tym względem od Jezusa. Tylko o to mi chodziło.

    P.S. Jeżeli chcesz zrobić cytat w komentarzu zamknij go w tag blockquote. Zaraz Ci ten komentarz poprawię.

  9. Rafał says:

    @Andrzej

    Nie wiem jak z tej samych argumentów chciałbyś wyciągnąć przeciwny wniosek.

    PS. Dzięki, ale w tag BBcode z kwadratowymi nawiasami czy w trójkątne?

  10. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Jezus byl Jezusem. A w dodatku Chrystusem. Ale tak juz jest, ze probujemy opisac Jezusa i Jego dzielo w roznych ograniczonych perspektywach. Mozna to robic byle tylko nie redukowac calej refleksji do takiej czy innej perspektywy (zgodnie z zasada: idea Boga jest tylko…, Jezus byl tylko…). Od strony kategorii takich jak: konserwatywny, postepowy, prawicowy, lewicowy, to – jesli juz stosowac te kategorie – nazwalbym Jezusa “konserwatywnym liberalem”. Liberalem bo jednym z esencjalnych punktow Ewangelii jest wolnosc czlowieka (Boga mozna przyjac jedynie w wolnosci). Konserwatysta, gdyz nie przyszedl, aby “zmienic prawa, ale by je wypelnic”. Jezusa skazano na smierc, bo – zdaniem niektorych – zagrazal religijnym i panstwowym instytucjom. W tej perspektywie byl rewolucjonista lewicowym. Ale zmartwychwstanie jest juz jak najbardziej “prawicowe” – pokazuje, iz w doczesnosci nie zbudujemy raju, i ze najwazniejszy punkt odniesienia jest poza czysto-ludzkimi ideami. Dlatego uwazam siebie za konserwatywnego liberala, choc czesto gubie sie co do rzeczywistego znaczenia tego okreslenia. I na koniec uwaga: to, co napisalem, nie jest jedynie zartem, ale prosze rozumiec to na pewnym ewangelicznym luzie (szczegolnie stwierdzenie, ze zmartwychwstanie jest prawicowe).

  11. Rafał says:

    @Darek

    Luz luzem, ale właśnie strasznie chciałem uniknąć słów “prawicowiec”, “liberał” itd. Nieodłącznie kojarzą się z polityką i napisałem to w komentarzach. w tych kategoriach zawsze dojdziemy do takich wniosków, że nie da się Jezusa sklasyfikować. A ja go jak pisałem nie próbuję klasyfikować i zawężać perspektywy. Ja się staram zanalizować jedną Jego cechę, sposób podejścia do życia. A cały czas kręcimy się wokół polityki. No cóż, chyba nie uda mi się tego dialogu wywołać :)… Utknęliśmy w polityce i nijak nie idzie się z tego wyrwać :)

  12. Andrzej says:

    @Rafał

    Nie rozumiem, czemu nie rozumiesz, co piszę ;-). Chodzi mi o ten zdrowy rozsądek: np. dla jednych zdroworozsądkowo jest dopuszczać in vitro, dla innych zdroworozsądkowo jest go nie akceptować i oddać się wyłącznie w ręce “natury”. Itp., itd.

    Dla wspomnianego już abp. Głódzia zdroworozsądkowo jest dla dobra Kościoła nie wywlekać skandali obyczajowych, dla wielu innych zdroworozsądkowo jest wywlec nawet najgorszą prawdę.

    To samo pojęcie, inne rozumienie.

    A co do tagów, to na naszym blogu nie ma nigdzie BBCode, więc blockquote jest w znakach większy/mniejszy.

  13. Rafał says:

    @Andrzej

    A czy Jezus dał przykazanie działaj zdroworozsądkowo czy miłuj bliźniego swego jak siebie samego?

    Roztropność != zdroworozsądkowość. Roztropność to przemyślenie wszystkich możliwych wariantów, przygotowanie się na nie i pewna ostrożność w działaniu.

    Roztropność w przypadku invitro to przeanalizowanie wszystkich możliwych skutków, przygotowanie się na różne warianty i ostrożne regulacje. Ale trzeba działać, bo bliźni cierpią z powodu bezpłodności.

    Miłość bliźniego w przypadku molestowania polega na ocaleniu ofiar jeśli trzeba i pomocy w skutkach tego molestowania. Głódź raczy o tym zapominać martwiąc się głównie o cios dla kapłanów. akurat w najświeższej sprawie z tego co się orientuję to jest to bardzo stara sprawa i zdaje się, że nigdy nie została do końca wyjaśniona.

    To wszystko nie są pytania o zdrowy rozsądek – to jest pytanie o miłość bliźniego. Roztropność ma skłonić do jak najszerszej analizy.

  14. Zibik says:

    “Jakiś czas temu przyszło mi do głowy właśnie takie pytanie. Wzięło się ono z zastanowienia, czy kościół (mam na myśli hierarchów i ich nauczanie) rzeczywiście podobny jest w postawie do swego założyciela.”
    W tym cytacie jedno słowo, “podobny”, mnie wydaje się być mało precyzyjne. Ludzie w KKiP mają zaszczyt i obowiązek naśladować Jezusa Chrystusa – urzeczywistniać Jego człowieczeństwo. Stawać się wiarygodnymi świadkami Syna Człowieczego, a apostolstwo, nauczanie i wychowywanie KKiP ma być tożsame z Nim.
    Jezus był i jest nie tylko “konserwatystą”, przywiązanym do tego, co dawne, ale boskie, właściwe, piękne, ważne, istotne, doskonałe i dobre.
    Jednocześnie jest nadzwyczajnym “modernistą” nakazuje wprowadzać konieczne zmiany, ukazuje sens życia i cierpienia, jak przezwyciężać i potępiać wszelkie formy zła, nic nie ukrywa pod dywan – stanowi doskonały wzór do naśladowania, dla wszystkich ludzi dobrej woli!

  15. Jerzy says:

    Ucieszyło mnie pytanie tytułowe i sceptyczna na nie odpowiedź, bo w ten sposób uda się może osłabić pewien stereotyp religijno-polityczny. Chodzi mianowicie o to, że choć Kościół deklaratywnie nie wiąże się rzecz jasna z żadnymi opcjami politycznymi, to jednak w praktyce mamy skłonność do kojarzenia go z prawicą. Przykład: dyskutowałem ostatnio (mailowo) ze znajomą na temat Opus Dei. Stwierdziła, że choć w rządach frankistowskich było kilkunastu ministrów związanych z Opus Dei, organizacja ta zostawia przecież swoim członkom pełną dowolność w kwestii przekonań politycznych. Odparłem, że uwierzę w to, jeśli wskaże mi przynajmniej ze dwóch działaczy Opus Dei, którzy by dziś popierali w Hiszpanii Zapatero… Na co przyszła od niej riposta: przecież członek Dzieła, który by popierał socjalistów, żyłby w przedziwnej schizofrenii. Co do tego pełna zgoda; zastanawia mnie tylko, że równocześnie członka Dzieła, który popierał faszystów, o schizofrenię się nie podejrzewa. Więc niby prostego “przełożenia” katolicyzmu na politykę nie ma, ale – przynajmniej w Polsce – prawicowe, a wręcz radykalnie prawicowe sympatie katolików traktuje się jako oczywiste, zaś ewentualne skłonności lewicowe – jako dziwactwo, w dodatku dość skandaliczne. I na tym tle dowodzenie, że Jezus nie był konserwatystą, wydaje mi się prowokacją, ale prowokacją zdrową. “Boskość” to nie “dawność”. “Tradycyjna obyczajowość” to nie “sacrum”. I może warto sobie wyobrazić, że nie żyjemy wcale u kresu czasów, ale wprost przeciwnie – ciągle na samym początku historii… A jeśli tak, to Duch Święty wymaga od nas postawy twórczej, nie zaś antykwarycznej. (Co, naturalnie, nie musi oznaczać sympatii dla politycznej lewicy, zwłaszcza w Polsce, gdzie pod hasłami nowej lewicy próbuje się wskrzesić trupa dziewiętnastowiecznego ateizmu).
    Ukłony dla Dyskutantów – Jerzy

  16. Zibik says:

    @Andrzej -Dzięki za bardzo ciekawe i wartościowe linki.

    Cytat :”To w końcu słusznie, że kościół tak jest oddalony w stosunku do postępu od Jezusa czy nie?”

    Błagam i proszę wystrzegać się takich uogólnień. Przecież to nie “kościół”, ale KK-PiA, czyli konkretni ludzie i ewentualnie ich postępowanie, nauczanie, czy posługiwanie.
    Zarzuty, oskarżenia, pretensje, krytyczne uwagi etc. muszą być precyzyjnie formułowane i adresowane.
    Pozdrawiam

  17. Rafał says:

    @Zibik

    “Przecież to nie “kościół”, ale KK-PiA, czyli konkretni ludzie i ewentualnie ich postępowanie, nauczanie, czy posługiwanie.
    Zarzuty, oskarżenia, pretensje, krytyczne uwagi etc. muszą być precyzyjnie formułowane i adresowane.”

    Napisałem, że chodzi mi o kościół w sensie hierarchicznym. Dlaczego krytycznych uwag nie miałbym kierować pod adresem tego ogółu? To jest w pewnym sensie organizacja, która ma określoną linię. Kościół to nie jest zbieranina różnych fajnych i mniej fajnych ludzi o rozmaitych przemyśleniach. To są ludzie o zbliżonym systemie wartości, zbliżonych poglądach i choć mogą się różnić między sobą w szczegółach to jednak co do spraw fundamentalnych są (powinni) być ze sobą zgodni. Inaczej dochodzi do secesji.

  18. Małgorzata says:

    @Rafał
    A co myślisz o posłuszeństwie? W pewnym stopniu wywołana przez Ciebie napisałam post “Potrzeba posłuchania, potrzeba posłuszeństwa”. Czytałeś? Fajnie by było gdybyś się ustosunkował, bo temat wraca.

  19. Zibik says:

    @Rafał :”Dlaczego krytycznych uwag nie miałbym kierować pod adresem tego ogółu? ”
    Choćby dlatego, że z tego nic sensownego i konkretnego nie wynika, a co najgorsze Twój styl, forma może uwłaczać – tym, którzy należą do “tego ogółu”, a absolutnie nie zasługują na krytykę.
    Ponadto zmiana stylu lub formy artykułowania myśli, nie musi zmieniać treści tekstu – istoty rzeczy.
    Pozdrawiam

  20. Zibik says:

    @Jerzy – dzięki za watościowe wątki i interesujące dopowiedzenia, które unaoczniają mnie, że tradycyjną religijność można wspaniale uzupełniać akcentami intelektualnymi.
    Pozdrawiam i odwzajemniam gest okazanej sympatii osobom uczestniczącym w dyskusji.
    Szczęść Boże

  21. Rafał says:

    @Zibik

    Nie zgadzam się w sprawie krytyki ogółu w postaci organizacji. Organizacja wyznacza pewien kierunek i każdy kto pracuje dla tej organizacji siłą rzeczy pracuje na rzecz tego kierunku. Jeśli kierunek mi się nie podoba i dokonuję krytyki, mogę dokonać krytyki organizacji, a tym samym krytyki wszystkich jej członków, ponieważ nie zgadzam się z kierunkiem na który pracują.

    Nie rozumiem Twojej uwagi w sprawie stylu. Czy mam styl, który komuś uwłacza, obraża go? Styl nie ma związku z krytykowaniem ogółu i krytykowaniem poszczególnych osób. Tym samym stylem mogę obrazić jednego człowieka i całą organizację. Podobnie tym samym stylem mogę kulturalnie skrytykować jednego człowieka jak i całą organizację. Tego fragmentu nie rozumiem.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com