Przeciw biskupom? 27
“Newsweek” z 30 marca przyciaga czytelnika okładkowym tytułem “Dominikanie przeciw biskupom”. Sprzeciw wobec tez zawartych w artykule wyraża w oświadczeniu przekazanym KAI prowincjał polskich dominikanów o. Krzysztof Popławski. „Jako polscy dominikanie pragniemy oświadczyć, że z dystansem odnosimy się do wielu tez artykułu zamieszczonego w dzisiejszym numerze (13/2008) tygodnika „Newsweek” pt.: „Dominikanie przeciw biskupom”. W szczególności za oburzający i niezgodny z prawdą uważamy jego tytuł. Wykorzystywanie różnicy zdań między abp. Zygmuntem Kamińskim a dominikanami w jednej sprawie – sposobu rozwiązywania przypadków domniemanego molestowania chłopców w Szczecinie i uogólnienie tego w formie tyleż wywołującego poczucie sensacji, co z gruntu nieprawdziwego tytułu w celu, jak sądzimy, podniesienia sprzedaży tygodnika uważamy za niedopuszczalne”. Zgadzam się! Tytuł jest dość wredny. Niestety, treść tekstu niewiele lepsza. Punktem wyjścia jest sprawa szczecińska. Autorzy artykułu stosują proste chwyty. Rzeczywistość opisują w kolorach czarno-białych: mądrzy dominikanie i głupi biskupi. Plus bardzo mądrzy i szlachetni dziennikarze. Z jednej strony tępa lojalność wobec skostniałej instytucji kościelnej, a z drugiej wierność prawdzie i Ewangelii. Co do mnie, to zupełnie nie rozumiem, co ma wspólnego z Ewangelią pobiegnięcie z wynurzeniami do “Gazety Wyborczej” lub publiczne straszenie biskupa sądem. Tym bardziej, że w tym samym numerze “Newsweeka” czytamy o procedurach stosowanych w USA w przypadku oskarżenia duchownego o molestowanie: “Obecnie każdy incydent najpierw zgłaszany jest do prokuratury”. Rozgarnięty i uczciwy duchowny – słysząc osobiście wiarygodne zeznania na temat karalnych zachowań jakiegoś duchownego – powinien wykorzystać procedury kościelne, włącznie, jeśli trzeba, z odwołaniem się do Kongregacji Nauki Wiary, a jednocześnie powinien zawiadomić prokuraturę. Robienie sobie zdjęć z mniszym kapturem na głowie jako ilustracja do pikantnych opisów molestowania w wysokonakładowej prasie nie jest dla mnie świadectwem podążania za Chrystusem w Kościele.





Wielce Sz. Ks. Prowincjale zawsze zatroskany, o dobro KKP i A. Doceniam podejmowane osobiście wysiłki, w tym zakresie, aby prawdziwość,oraz elenmentarna uczciwość, rzetelność i sprawiedliwość były powszechną normą, także w mediach publicznych.
Ale mimo wszystko według mnie, własne doświadczenia i głębokie przemyślenia zdecydowanie lepiej owocują szczerym i autentycznym natchnieniem, które pozwala pisać bardziej frapujące i ciekawe rzeczy. Proszę więc, mam nadzieję nie tylko we własnym imieniu, o dzielenie się z nami częściej osobistymi doznaniami.
Sprawy i zagadnienia trudne, wręcz zagmatwane, zawiłe, niezrozumiałe, skomplikowane, obce, bliżej nie rozpoznane, są złe i podejrzane z natury rzeczy i definicji.
A zatem skazane na rytualne zniszczenie, bądź wypaczanie, zniekształcanie, przez oponentów, przeciwników, a tym bardziej wrogów.
Wówczas pozostają nam zwykle polemiczne riposty zmuszające do myślenia, ale adwersarz może mieć z tym duży problem, wprawdzie “Cogitare necesse est”. Ale czy, dla wszystkich ?…
Szczęść Boże !
Przykro mi, ale na usta ciśnie mi się tu tylko jedno:
Dobra, dobra – biskupi niby tacy mądrzy i dobrzy, a wybrali na przewodniczącego episkopatu Józefa Michalika – człowieka, na którego pada cień dwóch afer pedofilskich.
W pierwszej – znanej sprawie z Tylawy – Michalik jako przełożony w zaparte bronił księdza pedofila. Starał się przy tym również publicznie rozgrywać konflikty międzywyznaniowe, sugerując, że cała sprawa jest spiskiem grekokatolików. A gdy sąd skazał owego księdza za pedofilię (kilka lat w zawieszeniu i zakaz pracy z dziećmi), Michalik pozwolił mu dalej mieszkać i posługiwać w parafii, w której dokonywał czynów pedofilskich.
Druga sprawa – jest to nie wyjaśniona jeszcze przez prokuraturę sprawa z Hłudna. Chłopiec popełnił tam samobójstwo, w liście pożegnalnym oskarżając miejscowego proboszcza o gwałt. Negatywna rola Michalika jako przełożonego owego proboszcza polegała na tym, że ignorował skargi parafian, gdy już wcześniej były problemy z tym księdzem. Natomiast po samobójstwie chłopca Michalik zareagował z opóźnieniem i niezbyt adekwatnie – przeniósł księdza do pracy w innej parafii, lecz na tyle późno, że ów ksiądz we własnej osobie odprawił mszę pogrzebową chłopca.
W chwili, gdy biskupi wybierali Michalika na swego przewodniczącego – jeszcze świeża była tamta pierwsza sprawa. Jakoś biskupom nie przeszkadzała jednak, aby wybrać Michalika na zwierzchnika polskiego Kościoła.
Tym bardziej więc obecnie, gdy druga sprawa jest w toku – nikomu z biskupów nie przychodzi do głowy zaproponować odsunięcia Michalika od władzy.
Artykułu nie czytałem, tytuł rzeczywiście idiotyczny.
Natomiast ja nie widzę nic nieewangelicznego w postawie o. Marcina, a widzę w postawie biskupów szczecińskich (zaznaczam, że nie mówię tu o winie czy niewinności ks. Andrzeja, natomiast o sposobie reagowania na całą sytuację)
Pełen podziwu jestem dla oo. Popławskiego i Zięby- wszystkich życze by mieli takich przełożonych.
@O. Dariuszu,
za każdym kolejnym Ojca postem na temat “jak niesprawiedliwe są media w stosunku do Kościoła” ogarnia mnie rosnące rozczarowanie. Czy Ojciec nie widzi, że stosunek mediów do Kościoła zaspokaja po prostu zapotrzebowanie społeczne, a więc jest sprawą wtórną, którą nie warto zajmować się tak, jakby była pierwszoplanową? Tym mediom właśnie o to chodzi, żeby odwracać uwagę od spraw ważnych. A ważną sprawą jest to, dlaczego ludzie c h c ą takie artykuły czytać. Bardzo Ojca proszę, żeby zechciał się Ojciec tym zajmować zamiast sarkać na media. Byłam wczoraj na przeglądzie filmów katolickich. Trzech dorosłych chłopaków po jednym z filmów opowiadało o wspólnocie, która wyciągnęła ich z narkomanii i z samego dna życia. Wspólnota nazywa się Cennacolo – Wieczernik. Żaden z tych chłopaków ani innych ich kolegów nie przywiązywał żadnej wagi do religii, w której byli wychowani. Dopiero we wspólnocie prowadzonej przez włoską zakonnicę odkrywali, za co właściwie ten Jezus umarł. Bo coś tam wiedzieli na ten temat, ale ich to nie obchodziło, jakieś dziwne było i nudne. We wspólnocie potraktowano ich codzienną modlitwą (zwłaszcza różańcem) i pracą. Odżyli. Są uśmiechnięci. Patrzą w przyszłość. Czy Ojciec myśli, że teraz będą chętnie czytać o pedofilii w Kościele? Pewnie wzruszą ramionami, albo sie obruszą i dadzą przeciwne świadectwo. W sobotę w Galerii Porczyńskich dwugodzinne świadectwo dawał 43 – letni człowiek kiedyś współpracujący z jednym z najważniejszych facetów w muzyce techno. Był latami wprowadzany w coś, co w ostatniej chwili zidentyfikował jako diabelskie. Dlaczego tego nie zauważył i dał się pociągnąć prawie do końca? Bo od czternastego roku życia ani razu nie był w kościele ani się nie pomodlił. Ta rzeczywistość była dla niego zamknięta, nie istniała, była śmieszna i staroświecka i w tę pustkę wkroczyło coś, co go niemal zniszczyło. Tak o tym z pełnym przekonaniem mówi.
Inni uważają, że biblia (przez małe “b”) jest zbiorem idiotycznych historyjek. A Ojciec zatrzymuje sie na efekcie tych zjawisk, czyli tym, że media piszą to, co ogół chce czytać. To smutne. Jeśli od duchowieństwa nie nadejdzie pomoc, to gdzie jej szukać?
Podziwiam o. Mogielskiego za to ze zrobił z siebie głupka, stając w obronie pokrzywdzonych chłopców. W kościele istnieją grzechy – proszę wybaczyć wyrażenie – poprawnie i niepoprawnie politycznie. O aborcji krzyczy się niemal psychotycznie, o molestowaniu seksualnym – cicho sza. A przecież ciężar winy w obydwu wypadkach jest koszmarny. Jeżeli Kościół bierze w obronę słabych i pokrzywdzonych – niech to czyni konsekwentnie w każdym wypadku i tego mamy prawo od niego oczekiwać.
O sprawie szczecińskiej słyszałam już 10 lat temu!!! I co do tego czasu wydarzyło się w sprawie? Ano to, że przybyły nowe ofiary… A oprawca bezczelnie trąbi o swej niwinności i jeszcze mówi, że oskarżyciele-ofiary są niewiarygodni. To naprawdę woła o pomstę do nieba. Jeżeli o krzywdzie, której ciężar jest niebagatelny, nie dało się mówić per fas stało się, że w końcu wyszło nefas.
Biskup okazał sie lojalny względem swego podwładnego. Nie można mu brać za złe, że zwrócił uwagę na niewłaściwe kroki w sprawie. Ale dobrze, że zabrzmiał głos Kościoła w obronie pokrzywdzonych. I chwała dominikanom za to. A także za to, że odpędzili dziennikarskie hieny. I w jednym i w drugim wypadku zachowali się zgodnie ze swym charyzmatem. Epitetu “hieny” nie użyłam uogólniająco. Nie chciałabym żeby czuli się nim dotknięci przedstawiciele zawodu, których spora grupa znajduje się w redakcji BP. Ale jak nazwać autorów, którzy dla taniej sensacji próbują wywoływać sztuczne antagonizmy uchybiając elementarnej uczciwości w naświetlaniu faktów ? Bo niestety, rzetelność komentarzy drastycznie maleje w sytuacji, gdy dotyczą one wydarzeń z drugiej ręki, jak miało to miejsce w wypadku artykułu z “Newsweeka”. Nie należy mieć złudzeń, że większość takich medialnych wydarzeń jak powyższe ,żyje własnym życiem i nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością.
Zapraszam do ewangelickich zborów – tu pastorzy żyją uczciwie (i przeważnie biednie) z żonami i z rodzinami, kazania są pisane z głowy i z serca, a nie ściągane z internetu i nie trzeba się wstydzić, że jest się chrześcijaninem
;]
ja się nie wstydzę być chrześcijuaninem, ani katolikiem, wręcz odrotnie jestem wyznawanie mojej wiary (w tym Święty, Powszechny i Apostolski Kościół) jest moja chlubą
Ale ja się zgadzam z ks. Dariuszem w tym, że o. Mogielski powinien był po pierwsze lecieć z tym do prokuratury. A nie do biskupa. Ani do przełożonego zakonnego.
Miał taki obowiązek (co prawda nie sankcjonowany karą, ale zapisany w kodeksie postępowania karnego), w przypadku, jeśli molestowanie seksualne dotyczyło osoby poniżej 15. roku życia.
Taki sam obowiązek mieli pracownicy domu opieki, w którym się to działo (a nie iść do biskupa, a potem założyć ręce).
Taki sam obowiązek mieli biskupi, którzy się o tym dowiedzieli.
Najciekawszy jest jednak przypadek posła Gowina. Jeśli dowiedział się o tym jako poseł, nie tylko miał obowiązek powiadomić prokuraturę – lecz, zgodnie z prawem, jako reprezentant instytucji państwowej (w odróżnieniu od wymienionych wyżej prywatnych osób) powinien zostać ukarany za niedopełnienie tego obowiązku.
Pani Malgorzato. Zgadzam sie z Pania. Gadanie w mediach o Kosciele i wierze nie jest sprawa pierwszoplanowa. A polemiki z Terlikowskim z “Wprost” lub Duda i Makowskim z “Newsweeka” nikogo do Pana Jezusa nie nawroca. Wspolnoty Cennacolo znam. Rowniez tego czlowieka od techno. Rzeczywiscie, daje mocne swiadectwo. Od kilku dni wizytuje jezuitow w Gdyni. Na Wzgorzu St. Kostki prowadzimy mnostwo dziel: gimnazjum i liceum, osrodek sportowy z basenem, parafia, dom rekolekcyjny, nowicjat, Centrum Arrupe, Klinika Uzaleznien, przedszkole, Klub Dziecka, duszpasterstwo akademickie. Dzieje sie wiele dobra. Rozmawiam z jezuitami, ze swieckimi wspolpracownikami. Nikt o artykulach i gadaniu w mediach nie wspomina. Mamy konkretna odpowiedzialnosc za innych, podejmujemy rozne problemy i wyzwania, dyskutujemy, rozeznajemy, jak lepiej sluzyc. Wizytacje w Gdyni koncze w czwartek, a wpiatek lece do Londynu, gdzie jezuici z warszawskiej prowincji prowadza prezna parafie dla Polakow. Tam tez nikt o Terlikowskim nie bedzie wspominal. Ale na tym forum podejmuje tematy medialne. Interesuje mnie kwestia obrazu Kosciola w duzych mediach. Moja obecnosc tutaj nie polega na tym, ze jestem jakims ojcem duchownym. Jestem jednym z autorow. Widze natomiast, ze Pani oczekiwania sa inne. O ile zrozumialem, Pani chcialaby dzielic sie tym, co naprawde wazne dla naszej wiary. Moze i ma Pani racje. Ale przeciez ja nie zobowiazywalem sie, ze bede odpowiadal na potrzeby blogowiczow. Rozumiem, ze zaprasza mnie Pani do przemyslenia ksztaltu mojej obecnosci na tym blogu. Pomysle, ale poki co prosze sie na mnie nie gniewac, ze zabawiam sie kpieniem z medialnego zgielku na temat Kosciola. Dla mnie to swoiste odprezenie po zajmowaniu sie realnymi sprawami Kosciola i zakonu.
Tak, Ojcze Dariuszu, przykro mi, że nie daję Ojcu wytchnienia i rozumiem chęć odpoczynku od poważnych zajęć.
Mam jednak poczucie, że wszędzie – a na tym blogu być może szczególnie – ludzie proszą o chleb i nie można im dawać kamieni. Nie ma na to czasu. Tym bardziej, że jest tu Ojciec jedynym duchownym odzywającym się do poszukujących. Tak jak lekarz na widok cierpiącego albo zagrożonego, nie może powiedzieć, że właśnie przyszedł do teatru obejrzeć spektakl i chciałby na chwilę przestać być lekarzem i w związku z tym nie ujawni swojego zawodu. No, chyba, że widzi już przy chorym innego lekarza. Podziwiam lekarzy i duchownych. Spełniają rolę nie do przecenienia. Serdecznie pozdrawiam. Szczęść Boże.
Małgorzato, podzielam Twoją, jakże wyważoną opinię. Kpiarstwo i zabawa mają swoje granice. Bardzo przykro dowiedzieć się w trakcie dyskusji, że dyskutanci są tylko przedmiotem rozrywki. Taka nagła zmiana konwecji bardzo podrywa autorytet inicjatora dyskusji. Bo jak poważnie traktować kogoś kto chce jednocześnie uchodzić za księdza i nie-księdza? Taki nieustający prima aprilis staje się w końcu jałowy.
Ksiądz sobie “kpi z medialnego zgiełku” wokół tego, że ktoś wykorzystywał seksualnie nieletnich?? Nie widzę tu żadnego powodu do kpin. Dziwię się, że Ksiądz widzi.
Gdyby to działo się np. w policji – funkcjonariusz zmusza nieletnich do seksu, a jego dowódca to latami kryje – albo w szkole – nauczyciel zmusza uczniów do seksu, a kurator oświaty kryje to latami – chyba by się Ksiądz wcale a wcale nie dziwił, że media nagłośniły sprawę.
Bardzo mnie Ksiądz zniesmaczył tymi swoimi kpinami.
@ Małgosia _”Podziwiam lekarzy i duchownych. Spełniają rolę nie do przecenienia. Serdecznie pozdrawiam. Szczęść Boże.”
Podziwiam wielkoduszność, wrażliwość i szczodrobliwość Pani serca, według mnie wielu z nich rzeczywiście zasługuje na podziw, szacunek i uznanie, ale niestety nie wszyscy.
Dzięki za wstawiennictwo – “jest tu Ojciec jedynym duchownym odzywającym się do poszukujących”.
Dialog w necie trudno przecenić, kiedy jest nową możliwością rozmowy, osób będących daleko fizycznie, ale blisko mentalnie.
“Pisać warto to, co ludzie potrzebują – nie to, co chwalą – ale, jak nie można, to trzeba milczeć”
Szczęść Boże
W sumie to aż dziwi taki taki mały udział duchownych na blogu. Wszyscy nasi drodzy Ojcowie: Dariusz Kowalczyk, Tomasz Kot, Wacław Oszajca i Romek Swoboda to bardzo zajęci ludzie, bez dwóch zdań, ale w dyskusjach udziela się tylko o. Dariusz. Gdyby wszyscy nasi Autorzy zabierali od czasu do czasu głos na blogu byłoby myślę jeszcze ciekawiej.
Mam wrażenie, że również inni księża czytają ten blog, z resztą jest on dosyć znany już w niektórych kręgach, jednak i oni nie zabierają głosu. Dlaczego? Uważają, że dyskusja jest bezcelowa?
Dlatego apeluję do naszych drogich Ojców o większy udział na blogu, inaczej zorganizujemy marsz na Rakowiecką :D.
Droga gosciowo. Moj post o kpieniu w medialnego zgielku na temat Kosciola dotyczyl generalnie tematow przeze mnie ostatnio tutaj poruszanych. Sugerowanie, ze moj krytyczny stosunek do wskazanych tekstow Terlikowskiego, Dudy i Makowskiego oznacza nieczulosc na cierpienie ofiar molestowania jest dosc podlym chwytem. Dominikanin Mogielski nie jest dla mnie bohaterem, bo uwazam, za takie dramatyczne problemy mozna i trzeba zalatwiac skutecznie bez biegania z wynurzeniami do GW. Odrozniam rzeczywista i skuteczna troske od wywolywania histerii w mediach. Mozna sie ze mna nie zgadzac, ale prosze mi nie wmawiac, ze kpienie z tekstu Dudy i Makowskiego oznacza niezrozumienie, jak strasznym zlem jest pedofilia i molestowanie dzieci. Dziwi mnie niechec do bycia krytycznym wobec mediow. Czy mlodzi adepci sztuki dziennikarskiej (nie wiem, czy Pani do nich nalezy) musza byc tak bezkrytyczni wobec wielkich mediow, a szczegolnie wobec GW? A zniesmacza mnie mieszanie porzadkow, czyli mylenie krytyki dziennikarskiej wypowiedzi z lekcewazeniem problemu, o ktorym ow dziennikarz manipulacyjnie (nieuczciwie) pisze. W calym moim ostatnim wywodzie – tu zwracam sie tez do Malgorzaty i Marii – chodzilo mi o to, ze jestem swiadom, iz nie schodze glebiej zatrzymujac sie czesto na powierzchni “faktow medialnych”. Nie ma to nic wspolnego z prima-aprilisowym kpieniem sobie z uczestnikow tego blogu, ani udawaniem nie-ksiedza. Po prostu, nie mam czasowych mozliwosci na glebsze, bardziej duchowe bycie na tym blogu, bo to wymaga wiekszej uwaznosci i wlasnie czasu. Uprawiam zatem tutaj taka blogowa polemiczna publicystyke, poruszajac najczesciej temat medialnych doniesien o tym lub owym. Bo na wiecej – niestety – nie znajduje czasu. Chcialbym w tej materii liczyc na ociupinke zrozumienia i na zmniejszenie poziomu pretensji wobec mnie.
Moja refleksja na temat tego tematu (w sensie molestowania) jest taka, że to jest duży problem bo stawia trochę ważnych pytań o fundamenty kościoła. Nie ma się więc co dziwić rozmaitej publicystyce na ten temat, bo przy fundamentalnych pytaniach będą spory co do postrzegania rzeczywistości. Artykułu jeszcze nie czytałem, mam go odłożonego, ale generalnie ja już się przyzwyczaiłem do tego, że dziennikarze są różni i różne dzieła spod ich piór wychodzą. Nierzadko bezwartościowe lub wprost błędne z jakichś powodów. I nie wiem czy warto o tym dyskutować. Większym problemem jest chyba mimo wszystko zaistniały fakt molestowania, konsekwencje jakie niesie dla kościoła i pytania jakie rodzi.
Pytanie dlaczego te osoby nie poszły do prokuratury, zakrywa inne pytanie dlaczego pokrzywdzeni nie poszli do prokuratury? Sądzę, że sami wybrali ścieżkę w jaki sposób by chcieli załatwić tą sprawę- bez udziału prkuratury, dlatego zgłosili się do o. Marcina, który uszanował ich wybór. Potem okazało się, że załatwienie tej sprtawy szybko, sprawnie i sprawiedliwie nie jest możliwe…
Przykro mi, że moje wpisy wykasowywano, trudno, z Ojcem Darkiem zgadzam się w całości odnośnie krytycznego spojrzenia na media, a o zasadności pogladów prezentowanych przez wspomnianych “publicystów katolickich” nie chcę się wypowiadać, tylko tyle, że nie niosą one nic pozytywnego…teraz można kasować.
Drogi Pavle,
żaden z Twoich komentarzy nie został usunięty, nie znajduje się również w moderacji, ani nie został oznaczony jako spam, co oznacza, że Twoje komentarze nie zostały po prostu zapisane w naszym systemie.
Ponieważ nigdy wcześniej nam się to nie przytrafiało wnoszę, że podczas wysyłania komentarza coś poszło nie tak, albo jedynie wydaje Ci się, że komentarze zostały do nas wysłane.
Pozdrawiam!
Księże Dariuszu,
Ojciec Mogielski nie jest też moim bohaterem, jakby Ksiądz przeczytał uważnie to co pisałam wyżej, toby Ksiądz wiedział. Ale media postąpiły w tym wypadku bardzo, bardzo dobrze, że nagłośniły sprawę. I z tego dobrego uczynku mediów nie należy kpić. Ojcowie pustyni mawiali: Czy potępiać młodzieńca, że dobrze czyni dla sławy? Nie! Ważne jest, że dobrze czyni.
Gdyby nie dziennikarze, z których Ksiądz sobie kpi, to przestępstwo dalej pozostawałoby w ukryciu, starannie chowane przez paru księży, biskupów i świeckich.
Media i tak wciąż jeszcze są łaskawe dla biskupów odpowiedzialnych za przestępstwa. Jakoś nie spieszą się, by przypomnieć społeczeństwu odpowiedzialność biskupów za wybór Michalika na przewodniczącego episkopatu i przypomnieć, co na Michaliku ciąży. Gdybym była dziennikarzem, to już dawno bym zrobiła z tego temat na pierwszą stronę.
Pani gosciowo. Mlodzieniec (w tym przypadku dominikanin) powinien pojsc do prokuratury, a nie do GW. Czy to tak trudno zrozumiec? W tym przypadku bardziej kpie z informatora niz z gazety, ktora walczy o czytelnika. Kilkanascie lat temu w Toruniu zostal zamordowany jezuita. Morderca okazal sie mlody chlopak. Prasa, a przodowala w tym lokalna GW, sugerowala na rozne sposoby, ze jezuita molestowal mlodzienca, ktory nie wytrzymal i zabil. Byl proces. Sad stwierdzil, ze watek molestowania trzeba jednoznacznie wykluczyc. Tyle, ze nikt orzeczenia sadu na pierwszych stronach nie wydrukowal. A oszczerstwa wobec zamordowanego jezuity – tak. Wciaz szarga Pani dobre imie abpa Michalika. Ani to madre, ani szlachetne. Z prowincjalskiego doswidaczenia wiem, ze rozne opowiesci zaczynaja prezentowac sie inaczej, jak porozmawia sie z ich glownymi bohaterami. Pani oskarza w taki sposob, jakby miala wiedze z pierwszej reki. Zastanawialem sie, co bym musial zrobic, gdyby przyszedl do mnie np. mezczyzna i powiedzial, ze 15 lat temu, bedac nieletnim, byl molestowany przez jezuite, mojego podwladnego-wspolbrata. No coz! porozmawialbym z mezczyzna, wysluchal jego opowiesci. A potem wezwalbym oskarzonego jezuite. Tyle ze oskarzony moglby powiedziec, ze to wszystko to ohydne oszczerstwo i zemsta za cos tam lub proba wyludzenia pieniedzy. Co wtedy? Musialbym poradzic sie koscielnego i swieckiego prawnika. Jako prowincjal nie jestem sledczym, prokuratorem, sedzia. Jesliby oskarzajacy nalegal, a oskarzony twierdzil, ze to oszczerstwo, a ja nie potrafilbym rozstrzygnac sprawy sprzed 15 lat, sprawy, w ktorej jest swiadectwo przeciwko swiadectwu, to trzeba by odwolac sie do prokuratury. Pojawia sie jednak pytanie: Kto mialby isc do prokuratury? Oskarzajacy, czy tez ja jako przelozony i wspolbrat oskarzonego? Uwazam, ze oskarzajacy powinien pojsc do prokuratury. A jesliby powiedzial, ze nie chce, to poprosilbym go o pisemne oswiadczenie, ze nie chce isc do prokuratury. To tylko jeden z mozliwych wariantow. Historii z oskarzeniem o molestowanie moze byc bardzo duzo. Pewno kazdy przypadek jest troche inny. W kazdym przypadku trzeba znalezc wlasciwa droge postepowania i znac umiar. Dlatego irytuje mnie stawianie sprawy tak: albo zamiatanie pod dywan, albo pelna jawnosc w mediach. Jak dla mnie to Pani zbyt latwo, w sposob raczej przemadrzaly wydaje wyroki. Dosc frywolnie uzywa Pani ciezkich sformulowan typu: “biskupi odpowiedzialni za przestepstwa”. Pisze tez Pani o przestepstwach “starannie chowanych”. A przeciez moze byc tak, ze ktos uznaje w najlepszej wierze, w swietle znanych mu okolicznosci, ze zadnego przestepstwa nie bylo. Ponadto w sprawie szczecinskiej niczego starannie ukryc nie bylo mozna, bo od wielu lat wiele osob wiedzialo o wysuwanych podejrzeniach i oskarzeniach. Droga do prokuratury byla wolna… Zaden klecha nie blokowal drzwi na policje lub do prokuratora. Poza tym przed GW, o sprawie byli poinformowani dziennikarze Rzepy. Prosze wiec nie tworzyc – przynajmniej w przypadku sprawy szczecinskiej – troche absurdalnych wizji biskupow “starannie kryjacych” pedofila.
Jeszcze propo tego, że o. Dariusz pisze ciągle o mediach na blogu.
Rozumiem ten koncept i mi nie wydaje się pomyłką. Każdy taki kolejny wpis, rozumiem, ma potwierdzać tezę, że media w sposób nie rzetelny przedstawiają kościół.
—–
Reakcja Ojca byłaby w takim razie dobra, ale tu sprawa jest bardziej zaplątana, ponieważ miało miejsce jeszcze niewysłuchanie podejrzanych przez biskupa.
—–
Nie dobrze się stało, że na kanwie tej sprawy (jak i każdej innej trudnej, wcześniejszej) rosną dwa skarjne obozy. Tutaj zamiast obrażać się na kogokolwiek, sąd powinien rozstrzygnąc winę baz niewinnę ks.Andrzeja; biskupi zaś powinny się do tego wyroku odpowiednio ustosunkować- jeśli wina to przeprosić i pomoć ofiarom, jeśli niewinność- to udzielić pomocy ks.Andrzejowi; oraz powinne zostać wypracowane sprawne mechanizmy na przyszłość, co robić z nowymi sytuacjimi kryzysowymi. Obawiam się jednak, że tak się nie stanie.
—–
Problem molestowania ma rzeczywiście również drugą stronę medalu. Słyszałem opowieści od księży jak i od świeckich nauczycieli o przypadkach szantarzu od strony dzieci, jeśli im nie postawią jakiejś tam oceny to ich oskarżą o molestowanie- co jest w zasadzie na długie lata śmiercią cywilną
tzn. poszkodowanych a nie podejrzanych
“Mlodzieniec (w tym przypadku dominikanin) powinien pojsc do prokuratury, a nie do GW.”
A ja tu nie porównuję tego dominikanina do młodzieńca z powiedzenia. Tylko media. One to robią dla medialnego szumu, ale zrobiły przecież dobrze.
“Wciaz szarga Pani dobre imie abpa Michalika. Ani to madre, ani szlachetne.”
Szargam?? Niech się Ksiądz nie wygłupia. Proboszcz z Tylawy został skazany prawomocnym wyrokiem sądowym za pedofilię (2 lata więzienia w zawieszeniu + 8-letni zakaz wykonywania zawodu nauczyciela), a Michalik pozwala mu dalej pracować w tej samej parafii, gdzie przez wiele lat dokonywał czynów pedofilskich. Jest Ksiądz ślepy na oczywiste fakty.
“Uwazam, ze oskarzajacy powinien pojsc do prokuratury.”
Ksiądz tak “uważa”, bo Ksiądz nie zna prawa obowiązującego w Polsce.
Artykuły 197-205 Kodeksu Karnego mówią o tym, że przestępstwa seksualne na osobach poniżej 15. roku życia są ścigane z urzędu. Obywatele, którzy wiedzą o przestępstwie ściganym z urzędu mają OBOWIĄZEK zawiadomić o tym organa ścigania (Art. 304. § 1. Kodeksu Postępowania Karnego).
Niewypełnienie tego obowiązku nie jest co prawda karane w przypadku większości przestępstw. W szcxzególności niepowiadomienie o przestępstwie seksualnym na osobie poniżej 15. roku życia nie jest karane – lecz mimo to KPK wymienia takie powiadomienie jako “społeczny obowiązek”, odwołując się do pożądanych postaw społecznych w demokratycznym państwie, dzięki którym popełnione przestępstwo nie pozostaje anonimowe, a jego sprawca nie może liczyć na bezkarność.
Jeśli chodzi zaś o przedawnienie przestępstwa, to zachodzi ono po 10 lub 15 latach, w zależności od kary, jaka za nie grozi. Sprawdzenie, czy sprawy się przedawniły, należy więc do organów ścigania.
Może się Księdzu przyda ta darmowa porada prawna. Oby nie.
Nie wydaje mi sie, abym mial moralny i kodeksowy obowiazek, biec do prokuratury, kiedy jakis dorosly czlowiek przychdzi do mnie i mowi, ze ktos go skrzywdzil, kiedy byl nieletni. Tak mi to tlumaczyl kiedys pewien prawnik. Co innego, gdybym mial wiedze, ze obecnie jakis nieletni jest krzywdzony. No, ale jesli sie myle, to tym bardziej sluszny staje sie moj zarzut, ze cala grupa ludzi z dominikaninem i Gowinem na czele, powinna isc do prokuratury (i to wiele lat temu), a nie do mediow.