Archiwum March 2008

Świętowanie wielkanocnych tajemnic 5 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Mar18

Pamiętam, że już jako dziecko bardzo lubiłem wielkotygodniowy nastrój: Wielki Czwartek, Wielki Piątek, Wielka Sobota i poranek Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Dla mnie święta wielkanocne to przede wszystkim liturgia Kościoła.

W Czwartek wieczorem wspominamy szczególnie to, co wydarzyło się 2000 lat temu: Ostatnią Wieczerzę. Dzisiaj używamy wielu różnych słów na określenie misterium uobecniającego tamto wydarzenie. Eucharystia, bo jest dziękczynieniem (gr. eucharistein) Bogu, zakorzenionym w żydowskich błogosławieństwach (berakot), które – głównie podczas posiłków – wychwalają dzieła Boże. Łamanie Chleba, bo temu gestowi, charakterystycznemu dla żydowskich posiłków, sam Jezus nadał na tyle nowe znaczenie, że – jak czytamy w Ewangelii – uczniowie poznali Go po łamaniu chleba. Najświętsza Ofiara, ponieważ uobecnia jedyną i niepowtarzalna ofiarę Chrystusa Zbawiciela i włącza w nią ofiarę Kościoła. Komunia, bo przez ten sakrament jednoczymy się z Jezusem i pomiędzy sobą: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało” (1 Kor 10,16-17). I wreszcie Msza święta, ponieważ liturgia kończy się posłaniem (missio) wiernych, aby pełnili wolę Bożą.

Wielki Czwartek to również ryt umycia nóg i wspominanie słynnego dialogu pomiędzy Jezusem i Piotrem: „Rzekł do Niego Piotr: ‘Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał’. Odpowiedział mu Jezus: ‘Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze mną’” (J 13,8). Historia ta wzywa nas do tego, abyśmy pozwolili się zbawić Jezusowi. Uczy nas też łączenia pokory i autorytetu: Jezus miał autorytet i władzę, ale jednocześnie był pokorny w służbie innym.

W centrum Wielkiego Piątku stoi adoracja krzyża. Nie jest to jednak dzień żałoby. W liturgii tego dnia mówi się o błogosławionej męce, o chwalebnym krzyżu. W jutrzni jedna z antyfon głosi: „Wielbimy krzyż Twój, Panie Jezus, wysławiamy Twoje święte zmartwychwstanie, bo przez drzewo krzyża przyszła radość dla całego świata”. Krzyż powinien być zatem widziany w łączności ze zmartwychwstaniem i z prawdą o zbawieniu. Popatrzmy na krzyż od trzech stron. Od strony człowieka krzyż oskarża nas i pokazuje okropieństwo grzechu, z którego człowiek nie jest w stanie sam siebie oczyścić. Krzyż ujawnia, że grzech nie jest jakąś zabronioną przyjemnością, ale złowrogą rzeczywistością, która prowadzi do śmierci. Od strony Jezusa krzyż okazuje się być paradoksalnie drogą do zmartwychwstania, czyli do życia. Od strony Boga Ojca, który współcierpiał z Synem, krzyż jest objawieniem nowej formy miłości: miłości w wymiarze krzyża. Adoracja krzyża Jezusowego może nam pomóc zaakceptować własny życiowy krzyż, np. jakieś fizyczne, psychiczne lub moralne cierpienie. Jaką postawę możemy przyjąć wobec krzyża (tego Jezusowego i naszego własnego)? Możemy stać i patrzeć się jak to czynił anonimowy, żądny sensacji tłum zebrany na Golgocie. Możemy uważać – jak żołnierze – że krzyż to po prostu życiowa pomyłka i porażka. Możemy gorszyć się i mówić o skandalu jak Sanhedryn. A możemy także powiedzieć za dobrym łotrem: „Jezu, wspomnij na mnie!”.

Misterium Wielkiej Soboty spowite jest milczeniem zstąpienia do piekieł. „Chrystus bowiem raz umarł za grzechy [...]. Zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem. W nim poszedł ogłosić zbawienie nawet duchom zamkniętym w więzieniu” (1 P 3,18-19). Niekiedy błędnie mówi się o liturgii wielkosobotniej mając na myśli Wigilię paschalną. Tymczasem uroczystości rozpoczynające się liturgią światła należą już do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Płomień świecy paschalnej symbolizuje Chrystusa Zmartwychwstałego. Orędzie wielkanocne (Exultet) to radosny śpiew oznajmujący zmartwychwstanie Pana. Długa liturgia czytań opowiada o czterech nocach: nocy poprzedzającej stworzenie, nocy, w której Abraham szedł z Izaakiem na górę Moria, nocy przejścia przez Morze Czerwone oraz nocy, w której Jezus wrócił z cmentarza żywy. Te noce zapowiadają naszą paschę: przejście przez śmierć do życia wiecznego, oraz ostateczne przyjście Pana: paruzję. Tajemnicę przejścia ze śmierci do życia uobecnia też liturgia chrzcielna, w tym nasze odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Liturgia Wigilii Paschalnej wprowadza nas w radosną procesję rezurekcyjną. Oto grób okazuje się być pusty, a Jezus zmartwychwstały przychodzi do nas i mówi: Pokój wam!

W ewangelicznej opowieści o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa nie ma jakichś cudowności. Jest ludzki lęk, zwątpienie, podłość, a także ludzka nadzieja, łzy oczyszczenia i miłości, radość i odwaga. Jest wreszcie coś, co rzuca światło na niezrozumiałe samo w sobie przejście uczniów od tchórzliwego opuszczenia Jezusa w godzinie śmierci do odważnego głoszenia zbawienia w Jego imię. Tym czymś jest obecność Ducha. Zauważmy, że pięćdziesiąt dni po śmierci Jezusa – pomimo doświadczenia Go jako zmartwychwstałego – uczniowie siedzą zamknięci w wieczerniku, boją się wrogiego świata i nie wiedzą tak naprawdę, co mają robić. Choć otrzymali już Dobrą Nowinę o zwycięstwie nad grzechem i śmiercią, to przecież istnieje niebezpieczeństwo, że Nowina ta pozostanie uwięziona, i to nie tylko za zamkniętymi drzwiami wieczernika, lecz przede wszystkim w ich zalęknionych sercach. W takiej właśnie sytuacji na Apostołów zstępuje Duch Święty. Jest to Duch, którego posłał im Zmartwychwstały. Teraz wiedzą, co robić. Idą na cały świat i głoszą Ewangelię oddając za nią życie. Ten sam Duch pozwala nam wejść w doświadczenie wielu pokoleń, źe Jezus, którego zabito i pochowano w grobie, zmartwychwstał.

Stanisław Opiela SJ: Kościół na zakręcie 2 Autor: Gościnnie

Mar16

Ze Stanisławem Opielą SJ, naszym byłym naczelnym, rozmawia w wywiadzie “Prawo to nie moralność” Katarzyna Wiśniewska
(Całość na stronach “Gazety Świątecznej”):

O Kościele w demokratycznym państwie

- Myślę, że ten zakręt, ten wiraż, jaki w Polsce się dokonał w 1989 r., nie został – używając języka kierowców – dobrze wzięty przez Episkopat. Zabrakło pogłębionej refleksji nad rolą i miejscem Kościoła w społeczeństwie demokratycznym. Może biskupi o tym rozmawiali, ale nie przełożyło się to na język pracy z ludźmi lub nawet wystąpień niektórych biskupów w takich czy innych mediach.

Wydaje mi się, że w kręgach kościelnych, nie tylko Episkopatu, bo pewnie też w środowiskach zwykłych duchownych i wierzących świeckich, brakuje odróżnienia poziomu moralności od poziomu prawa stanowionego. Ta różnica nie jest wystarczająco uświadomiona. Stąd dwuznaczności.

Weźmy dyżurny temat – aborcja. Kościół oczywiście nie może zrezygnować z obrony życia poczętego. Jeśli się nie przyjmie za moment powstania życia zapłodnienia komórki jajowej, to każdy inny moment, który by się usiłowało określić jako początek, będzie zawsze arbitralny. Tak było, gdy św. Augustyn zastanawiał się, kiedy Pan Bóg duszę człowiekowi wkłada, i wymyślił, że chłopcu daje w 40. dniu, a dziewczynce w 80. dniu. Ale z tego, że Kościół nie może zrezygnować z obrony ludzkiego życia, wcale nie musi wynikać, że państwo nie może określić, w jakich okolicznościach nie będzie penalizować kobiet, które poddają się aborcji. Prawo pisane, które mówi, że aborcja nie będzie karalna w trzech przypadkach, nie jest zamachem na prawo moralne. Gdyby hierarchia kościelna to zrozumiała, oddramatyzowałoby to trochę sytuację – przecież prawo do aborcji jest tylko prawem, a nie obowiązkiem.

O in vitro

- To znowu temat podrzucony przez polityków i przez media. Tutaj potrzebna jest debata, ponieważ z punktu widzenia etycznego są plusy i minusy. Samo przypomnienie zasady nic nie daje, ponieważ ludziom trzeba ułatwić rozumienie sprawy, a do tego potrzebna jest dyskusja. Byłoby idealnie, gdyby problemy typu etycznego nie stawały się elementem gry politycznej. Ale zdaję sobie sprawę, że to jest niemożliwe, bo politycy każdej opcji zawsze starają się wykorzystać Kościół. Chodzi więc o to, żeby ludzie Kościoła nie dali się zbyt łatwo manipulować politykom.

O reakcji na “Strach” Jana Tomasza Grossa

- To też jest przykład kolejnej reakcji na jakiś bodziec zewnętrzny. Był ten sławetny list kard. Dziwisza krytykujący Znak za to, że wydał “Strach”. Być może Gross przesadził, w jego książce są nadmierne uogólnienia. Ale osobiście uważam, że dobrze, iż książka się ukazała. Problemu uznania przez Polaków winy w stosunku do Żydów nie można bagatelizować. Ci, którzy polemizują, mówiąc na przykład, że Żydzi współpracowali z NKWD, zachowują się dziwnie. To niech ktoś napisze książkę o współpracownikach NKWD, ale to nie ma bezpośredniego związku z Jedwabnem. Antysemityzm był w Polsce, zanim wybuchła wojna.

Rozmawiała Katarzyna Wiśniewska. Przeczytaj cały wywiad.

Twarde lądowanie 31 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Mar13

Samolot Norvegian Line tyleż pewną, co spokojną ręką sprowadziła na płytę lotniska Okęcie Pani kapitan Katarzyna. Po dwóch miesiącach obrad Kongregacji Generalnej w Rzymie powróciliśmy z ojcem Tomaszem Kotem na ojczyzny łono. 225 jezuitów z całego świata wybrało nowego przełożonego generalnego, a potem dyskutowało o ważnych dla zakonu kwestiach. Oto niektóre z poruszanych tematów: współpraca ze świeckimi, apostolat intelektualny, migranci, fundamentalizm, Chiny, posłuszeństwo zakonne, misja jezuitów w kontekście globalizacji, apostolskie priorytety… Przed nami przetłumaczenie i przekazanie (nie tylko jezuitom) 6 kongregacyjnych dokumentów.

Na Okęciu włączam komórkę. Po chwili ktoś dzwoni. Pani z TVN24. Zaprasza do wieczornego programu. Ale o co chodzi? – pytam. Oczywiście Pani z TVN24 nie chodzi o Kongregację Generalną. Zapewne nic o niej nie słyszała. Chodzi o skomentowanie sprawy jakiegoś ks. Andrzeja ze Szczecina, który ponoć molestował nieletnich. Mówię Pani z TVN24, że pierwszy raz o tym słyszę. A ona na to, że mi przeczyta fragment z GW. Do cholery! Dlaczego w kilka minut po powrocie z Kongregacji mam komentować coś, o czym napisała GW i co mi jest przekazane przez telefon? Dlaczego nikt z dziennikarzy nie zapyta mnie o to, co jest treścią mojego zakonnego i kapłańskiego zaangażowania?

Wieczorem czytam w internecie, że Kościół przygotowuje nową listę grzechów głównych: “Handel narkotykami oraz nierówności społeczne to nowe formy grzechu”. Kto redaguje te wiadomości? Handel narkotykami nową formą grzechu? A przedtem to niby nie mówiono, że handel narkotykami jest grzechem, i to ciężkim? Nierówności społeczne? Od prawie pół wieku trąbi o tym teologia wyzwolenia, a tu raptem nierówności społeczne okazują się nową formą grzechu. O skandalu nierówności społecznych mówiła głęboko Kongregacja Generalna 32 przed ponad 30 laty.

Pod informacją o niby nowych formach grzechów głównych wiele komentarzy. Większość wpisów nie odbiega poziomem od wypowiedzi niejakiego “Ks. Ryzyka”, który napisał: “dodałbym jeszcze jeden grzech: molestowanie seksualne (chodzi o księży)”. Znalazł się jeden rozsądny, który redaktora informacji oraz komentatorów odsyła do Katechizmu Kościoła Katolickiego. Tak! internauci, przynajmniej ci wypowiadający się na tematy kościelne, powinni czytać KKK. W przeciwnym razie tyleż surowa, co politycznie samobójcza opinia J. Kaczyńskiego o przeciętnym internaucie może się okazać niedaleka od prawdy.

A tak w ogóle nie jest źle. Idą Świeta Wielkanocne. W sobotę przed Niedzielą Palmową ruszam do Kalisza. Połączę wizytację jezuickiej wspólnoty z głoszeniem rekolekcji. W ciągu trzech dni będę próbował zachęcić słuchaczy do refleksji i modlitwy na następujące tematy: Wierzyć w Boga, wierzyć w Chrystusa, wierzyć w Kościół…

Świat Sztuki. Asymetria. Sztuka Wilhelma Sasnala 7 Autor: Gościnnie

Mar12

Wilhelm Sasnal jest malarzem. Maluje obrazy, rysuje komiksy, kręci filmy. To jasne. A Sztuka?

Artur Filip

Tak wiele powiedziano na temat Sztuki, na temat sztuk, na tematy anty-, że nie sposób ten problem ominąć. Ale tak wiele napisano na temat jej istoty, esencji i ich braku, że dzis poruszanie go trąci dziecinadą. Każdy dobrze wie, że ‘wszystko jest względne’ i ‘wszystko może być sztuką’. Ale skoro to pojęcie funkcjonuje (i ma się świetnie) to spróbujmy je rozważyć. Zróbmy skrót, resztą jeden tylko z wielu możliwych. Przyjmijmy ujęcie historyczne i na kiedy indziej odłóżmy spieranie się o istotę Sztuki. Dokonajmy obserwacji.

Pozostawiając na boku potoczne, wielobarwne znaczenie >sztuki<, przyjmijmy (na potrzeby tej analizy, bez wgłębiania się w dowody, na które nie ma tu miejsca), że >Sztuka< jest rodzajem miana, które funkcjonuje z nadania. Któż ma taką moc? Świat Sztuki, oczywiście, czyli: artyści, filozofowie, krytycy, media, poeci, czasem ‘zwykli’ ludzie… (tylko niektóre, a podane w porządku alfabetycznym). Wyobraźmy sobie (zresztą co tu sobie wyobrażać, tak przecież jest), że istnieje dyskurs, którego podmiotami
są wymienione grupy. Wszystko to, co się myśli, mówi, pisze – Dyskurs. Duch myśli w Duchu historii. Dyskurs mógłby istnieć sam dla siebie. Z samego siebie czerpać i samego siebie odkładać na później. Nadpisywać się. Samego siebie zacierać i samego siebie kumulować. Kisić się we własnym sosie. Ale Dyskurs chciałby być na temat, chciałby być po coś. Taki Dyskurs wymaga przedmiotów. Więc wygląda czasem z siebie, wyciąga rękę i coś ze świata ‘pożycza’. A jak już czegos dotknie, to bezlitośnie pozostawia swoje nieuniknione piętno, swój ślad.

 

czytaj dalej »

To miasto … 7 Autor: Zuzanna Radzik

Mar10

Patrzymy tępo przez moje okno, to przez które widać całe miasto. Trasą tuż obok nas pędzą w stronę miasta ciągle nowe karetki. Siedzimy, czekamy. Bezsilność, smutek i to miasto w dole, w którym nie wiadomo co się dziś jeszcze zdarzy.

Kilka minut wcześniej usłyszałam dzwięk kilku karetek i przemknęło mi przez myśl, że to zamach. Wyjrzałam przez okno, to na pewno większy wypadek; głupia myśl z tym zamachem. Zwłaszcza, że zamachu nie było tu od dawna, choć nie jest tajemnicą, że w zeszłym roku udaremniono dwieście prób ataku na Jerozolimę.

Parę minut później puka Johanna – Słyszałaś, był zamach w Jerozolimie? Tłumaczy za radiem, że zginęło dziesięć osób a czterdzieści jest rannych i że drugi zamachowiec zbiegł ubrany w pas z materiałami wybuchowymi.

Te pierwsze informacje okazały się potem nieprawdziwe, ale zanim je zdementowano patrzyłyśmy na miasto przybite czekając na radiowe wieści o kolejnym zamachu.

Ofiar śmiertelnych było osiem. Najmłodszy 15, najstarszy 26 lat. W niedziele rano na okładce leżącego na wycieraczce Haaretz uśmiechają się beztrosko.

Zamachowiec miał 25 lat.

Marzec 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Mar10

Biurko, przy którym pracuję, stoi na środku pokoju. Na ścianie przede mną wisi oprawione „Po prostu” z artykułem „POLSKI PAŹDZIERNIK” (Ryszard Turski i Eligiusz Lasota); dokładnie naprzeciwko niego „Gazeta Wyborcza” z wielkim napisem „DO JUTRA DO UNII” i artykułem Adama Michnika „Dzień radości”. Pomyślałem o tym układzie w swoim pokoju dziś wieczorem, w drugi dzień obchodów 40. rocznicy Marca ’68.

Polski Październik dał historyczną i intelektualną podstawę wydarzeniom marcowym; wejście Polski do Unii Europejskiej, a wcześniej do NATO, stanowiło zaś zwieńczenie marzeń osób, które wydarzenia sprzed 40 lat uformowały w pokolenie Marca ’68. Nie chcę tu pisać o historycznym znaczeniu Marca i tym podobnych rzeczy, bo o nich w prasie i książkach sporo. Właśnie odbyła się w sobotę i niedzielę fascynująca, wieloaspektowa sesja na ten temat na Uniwersytecie Warszawskim. I to nie jedyne wydarzenie tego typu. Centralna postać 68 r., Adam Michnik dostał owację, jakiej wcześniej na podobnych spotkaniach nie widziałem. To budujące, zwłaszcza w kontekście surrealistycznych obchodów rocznicy Marca w Pałacu Prezydenckim, gdzie Michnika nie zaproszono.

W sobotę i niedzielę Krakowskie Przedmieście, jak w piosence T.Love, zalało słońce. Od pięciu lat nie mogę nacieszyć się urokiem tego miejsca; od początku studiów mam wrażenie, że jest magiczne (a obecnie bruk z dalekich Chin jeszcze to wizualnie podkreśla). Ta magia, ruch, poranna zawierucha, wieczorne rozmowy w gronie przyjaciół, bezinteresowne lektury, otwarci na studentów wykładowcy, ten, jak go nazwał Karol Modzelewski, “życiodajny impuls chuligaństwa”, wszystko to kojarzy mi się z Marcem. Nie wiem, czy dziś mamy takie jaja jak Michnik, Seweryn Blumsztajn, Jan Lityński, Jan Gross, Jacek Kuroń czy Karol Modzelewski, by wymienić tylko kilka nazwisk. Dziś słowa, gesty, bunty nic nie kosztują; wtedy znaczyły bardzo wiele. Jestem dumny – i nie przepraszam za skłonność do patosu – że kończę ten Uniwersytet i że mieliśmy w naszej historii taki Marzec.

Małe biblioteki 5 Autor: Tomasz Jędrzejewski

Mar7

Ta biblioteka jest niedaleko od ulicy, ale dobrze ukryta w bramie, na jednym ze zwykłych szarych osiedli. W pobliżu staruszki spacerują z psami, a gołębie wydziobują z ziemi okruchy. W bibliotece jest dużo książek; nie zgadnę, ile tysięcy, ale wszystkie półki zapełnione. Można powiedzieć, że są tu wszystkie najważniejsze tomy, a więc Biblia, poezje Adama Mickiewicza, powieści Elizy Orzeszkowej, wiersze Juliana Tuwima i mnóstwo innych. Kiedyś myślałem, że to jest bardzo dużo i byłby bardzo mądry ten, który by to wszystko przeczytał.

Jeśli w takiej książnicy znajduje się naraz pięć osób to już sporo; przychodzą tu ludzie w różnym wieku. Wszystkie książki w takiej bibliotece pachną tak samo – i wszystkie takie biblioteki pachną tak samo.

Po skończeniu szkoły elementarnej i liceum staje się jednak oko w oko z olbrzymem wiedzy – sturękim i nie do pokonania. Okazuje się, że każde drzwi prowadzą tylko do innych drzwi, a tej amfilady wspaniałych pokoi nigdy nie zamyka widok zielonego parku. W nadziei obrony wielkiej sprawy przerzuca się stronę po stronie, a zwątpieniu chyba nie należy za bardzo ufać, bo wiadomo, czym jest dbałość o naukę. Gmach wiedzy jest niebosiężny i nie mieści się na zwyczajnym osiedlu.

Tym niemniej bardzo często przechodzę koło tej małej biblioteki z przypuszczeniem, że intuicja młodego ucznia była właściwa i nie będzie źle, jeżeli jako siwe sztubaki znów trafimy do tej niepozornej świątynki.

Moherowy beret w śmigu i kask na zakręcie 16 Autor: Małgorzata Felicka

Mar4

W środku sezonu narciarskiego chciałabym trochę powspominać i przedstawić pogląd na to, u kogo i dlaczego rozrywka, jaką jest narciarstwo, cieszy się takim powodzeniem oraz jakie wnioski na temat postępu w ogóle można wyciągnąć na podstawie rozwoju narciarstwa.

Zacznę od drugiej sprawy. Przypominam sobie, że kiedyś na nartach jeździło się wyłącznie w polskich górach, ponieważ paszporty leżały w lokalnych urzędach paszportowych i trzeba było pisać specjalne podania z prośbą o ich wydanie oraz ponieważ średnia pensja w kraju wynosiła według czarnorynkowego kursu jakieś dwadzieścia dolarów miesięcznie, i tyle lub jeszcze mniej zarabiali prawie wszyscy obywatele, więc nawet kupno coca coli poza granicami naszej ojczyzny (pomijając tzw. demoludy) graniczyło z szaleństwem a na pewno było niebywałym luksusem, na który mogli sobie pozwolić tylko nieliczni szczęśliwcy. A byli nimi uprzywilejowani członkowie partii lub posiadacze rodziny za granicą. Dodatkowym utrudnieniem dla amatorów wyjazdów zagranicznych było to, że nie wolno było mieć waluty obcej, a nasza złotówka nie była przeliczalna, więc poza Polską była zwykłym krążkiem lub – w przypadku większych sum – śmiesznym papierkiem. Oficjalny przydział dewiz na wyjazd wynosił, tu mogę się mylić, pięćdziesiąt pięć dolarów. O ten przydział też trzeba było specjalnie prosić i w większości przypadków prośba załatwiana była odmownie. A działo się to już w tym szczęśliwszym okresie PRL-u, w latach siedemdziesiątych, a więc tych dostatnich, gierkowskich, w którym stopa nam rosła a „Polak potrafił” i na pytanie wodza: „Pomożecie?” nie odpowiadał nic, bo nie miał głosu, ale wodza to nie zrażało, bo uważał, że sam będąc Polakiem, może śmiało za Polaka i w jego imieniu odpowiedzieć, że pomoże.

czytaj dalej »

Najważniejsze, aby rodzina nie była homofobiczna! 9 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Mar3

Odwiedziłem zaprzyjaźniona rodzinę w Rzymie: Franco, Maria Grazia oraz pięcioro dzieci. Same dziewczynki. Jest też babcia, która – jak to babcie – niezmordowanie krzątała się w kuchni. Na obiad wpadł kuzyn z dwojgiem dzieci, które adoptował: chłopak z Afryki i dziewczynka z Azji. Pobyć w takim rodzinnym, katolickim gronie to dla księdza pełen relaks i radość. Na Mszy ewangelia o niewidomym od urodzenia. Wśród wiernych małżeństwo z filipińskim chłopczykiem, którego adoptowali. Chłopczyk jest niewidomy od urodzenia…

Wracam do siebie. Zagladam do komputera. W Biuletynie KEP czytam:  “Nie mogą adoptować dzieci za poglądy o homoseksualizmie. O historii chrześcijańskiego małżeństwa z Derby, w hrabstwie Derbyshire, któremu specjalna komisja miejska nie pozwoliła na kolejne adopcje po tym jak stwierdzono, że rodzice nie chcą uczyć wychowanków, że homoseksualizm jest akceptowalnym stylem życia – pisze brytyjski “Daily Mail”. Eunice i Owen Johns są zszokowani decyzją komisji i tłumaczą, że nie są homofobami, lecz ze względu na swoje przekonania religijne nie mogą uczyć tego, co uważają za niemoralne i grzeszne. Małżeństwo zamierza odwoływać się od decyzji urzędników. Ci ostatni tłumaczą, że postępowanie w tej sprawie wyznacza konkretna rządowa ustawa, czyli “Equality Act”, która ma gwarantować równość w traktowaniu odmiennych orientacji seksualnych. Dokument wszedł w życie blisko rok temu. Według przedstawicieli miejskiej komisji adopcyjnej, gdyby Johnsonowie otrzymali prawo wychowywania dzieci, zostałyby, zatem naruszone przepisy. (KAI)”.

Marsz postępu i tolerancji trwa. Politycy i media nie oburzają się postępowaniem miejskiej komisji adopcyjnej z Derby. Na szczęście we Włoszech równość orientacji seksualnych nie jest jeszcze tak doskonała. W przeciwnym razie kuzyn Marii Grazii miałby duże problemy. A i niewidomy filipiński chłopiec mógłby zostać odebrany katolickiemu małżeństwu.

Zaczyna się Marzec 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Mar3

3 marca, poniedziałek, g. 19 – spotkanie w Gazecie o Kubie.

5 marca, środa, wydawnictwo Znak zaprasza na spotkanie z ks. Tadeuszem Isakowiczem–Zaleskim, bohaterem i autorem książki “Moje życie nielegalne”. Pisarz, poeta, prezes fundacji oraz autor “Księży wobec bezpieki” opowie o swoim prawdziwie „nielegalnym” życiu. Spotkanie poprowadzi Wojciech Bonowicz. Środa, g. 19, sala konferencyjna Domu Literatury przy ul. Krakowskie Przedmieście 87/89 w Warszawie.

6 marca, czwartek, w księgarniach ukaże się książka Vadima Makarenko “Tajne służby kapitalizmu”.

6 marca uroczyste nadanie tytułu doktora honoris causa Profesorowi Leszkowi Balcerowiczowi, g. 14, Auditorium Maximum, Krakowskie Przedmieście 26/28.

7 marca, piątek, w godz. 20.00 – 20.30 przez Bramą Główną UW będzie miało miejsce spotkanie władz i studentów Uniwersytetu Warszawskiego oraz Akademii Sztuk Pięknych. W pobliżu Bramy, na Krakowskim Przedmieściu odbędzie się koncert organizowany przez Akademię Muzyczną. Zapłonie także rząd lampionów, łączący symbolicznie UW oraz ASP.

8 marca, sobota, o g. 18 w klubie “Hybrydy” odbędzie się spektakl poetycko-muzyczny Teatru Żydowskiego “Czas śpiewu kobiety”. Wystąpią: Marlena Zynger, Dominika Świątek, Agnieszka Wielgosz, Patrycja Zywert, Anna Borowska, Anna Bianka Banasiewicz i inni.

8 i 9 marca, sobota-niedziela, Stary BUW – debata “Czterdzieści lat później: Marzec 1968-2008″, plakat.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com