Powszechnik Tygodnia (1): Kaczyński, Tusk, Sobecka 2
Zdarzenia religijne i społeczno-kulturalne – takie, którymi interesują się „Przegląd Powszechny” i Blog Powszechny – ważne i błahe, cudowne i dramatyczne, przypadkowe, dziwne, historyczne występują w każdym tygodniu, mniej lub bardziej zapadając w naszej pamięci, powodując nasze reakcje czy reakcje opinii publicznej. Chciałbym na naszym blogu notować te z nich, które uważam za istotne: godne pochwały i uznania oraz te zasługujące na krytykę czy naganę. Pierwsze otrzymywałyby tytuł Powszechnika Tygodnia, drugie – Antypowszechnika. Zapraszam do dyskusji nad tymi subiektywnymi rankingami! Słowo się rzekło. Co na pierwszy ogień?
Powszechnik Tygodnia – prezydent Lech Kaczyński i premier Donald Tusk
Antypowszechnik Tygodnia – Anna Sobecka, posłanka PiS
W tym tygodniu sprawą pierwszej wagi była debata nad ratyfikacją traktatu lizbońskiego w Sejmie. Czy posłowie zdali egzamin? Im dłużej słuchało się przemówień kolejnych z nich, tym gorsze wrażenia; im większych słów używał poseł Karol Karski (PiS), tym bardziej utwierdzał obserwatorów w przekonaniu, że małym sprawom mają one służyć. Początkowo mówiło się, że traktat lizboński Polska może ratyfikować jako pierwsza. Przecież negocjował go rząd PiS. Kto miałby być zatem w parlamencie sceptyczny? Okazało się, że ta sama partia. Ceną za połknięcie skrajnie prawicowych partii przez Jarosława Kaczyńskiego okazała się radykalizacja poglądów w jego własnym obozie. Poziom debaty obniżył się. Na dno ją zaniosła (a może pukała od spodu) Anna Sobecka, mówiąc, że na termin głosowania wybrano „dzień urodzin Judasza”. W tej sytuacji postawa prezydenta i premiera zasługuje na szacunek. Zwykle skłóceni, w środę 2 kwietnia pomogli Sejmowi nie tylko przyjąć Lizbonę, ale przyjąć ją z twarzą.







Fajny pomysł.:))
Trudno przecenić sugestywność obrazu, ile trzeba napisać słów, aby ukazać to, co jest na tych fotkach.
Jak widać nie wszyscy mają powód, do optymizmu, zadowolenia, frywolności i dziecięcej beztroskiej radości.
Mam zupełnie inne wyobrażenie o urzędnikach państwowych, parlamentarzystach, dyplomatach, dostojnych mężach stanu będących w pracy, miejscu publicznym, a ściślej na służbie.
Owi Panowie przypominają mi smarkaczy, młodzieniaszków, co cieszą się, bo dorwali się do intratnych stołków, posad, tzw.”żłobu”.