Artykuł

IV niedziela wielkanocna: Za obcym nie pójdą 1

Apr12

(Dz 2,14a.36-41; 1 P 2,20b-25; J 10,1-10)

Niektórzy kaznodzieje i niektóre kościelne środki społecznego komunikowania starają się nas przekonać, że samo cierpienie jest wystarczającym dowodem na prawdziwość naszego mówienia o Bogu, a tym bardziej o Kościele, nie mówiąc, że i o ojczyźnie i świecie. Jesteśmy przecież, powinniśmy być znakiem sprzeciwu, nic dziwnego, że nieprzyjaciele, wrogowie Boga, Kościoła, i ojczyzny, atakują nas, oczerniają, chcą nas zniszczyć, pokonać itd. Jeśli więc napotykamy taki opór ze strony innych ludzi, najlepszy to znak, że prawda jest po naszej stronie, a jeśli tak, to i Bóg jest po naszej stronie, i ojczyzna ma w nas najlepsze swoje sługi. Kogo zatem popieramy, np. jakąś partię, ta partia z całą pewnością jest najbliższa planom Boga względem naszego kraju.

Tymczasem Jezus Chrystus mówi, że Jego owce umieją wyczuć, czy ten, kto mieni się ich pasterzem, jest nim naprawdę, czy też jest samozwańcem. Za obcym nie pójdą, nie pójdą za złodziejem i rozbójnikiem, ale za prawdziwym, pójdą, bo znają Jego głos. Znają ten głos nie dlatego, że w jakiś cudowny sposób umiejętność rozpoznawania głosów spadła na nich z góry, bo tak myślący prawie zawsze się mylą, ale dlatego, że nauczyli się krytycznie myśleć o sobie samych. Że przez dłuższy czas, przez całe życie, wsłuchiwali się i wsłuchują nadal w różne głosy, jakie do nich dochodzą ze współczesnego im świata i idą za tym głosem, który najlepiej objaśnia tenże świat.

Sprawa z umiejętnością odróżniania głosu Chrystusa od głosu innych osób wcale nie jest prosta, ale nie jest też czymś nadzwyczaj trudnym, jako że Chrystus nie głosi tajemnych nauk i nie podsuwa swoim wyznawcom jakichś tajemnych praktyk czy zaklęć, ani też sposobów na osiągnięcie nadzwyczajnej pobożności czy czegoś takiego. Pragnie On jednego, byśmy nie uciekali od codziennych, powszednich spraw, ale w nich umieli dopatrzeć się i usłyszeć Jego samego.

* * *

Spada zaufanie do księży i biskupów, coraz więcej katolików, również Polaków, mieszkających w Austrii i w Niemczech wypisuje się z Kościoła. Występują też nie tylko z Kościoła, ale i rezygnują z chrześcijaństwa również księża, teologowie, po których można by się wszystkiego spodziewać, ale nie czegoś takiego jak oficjalna apostazja. Dlaczego? Składanie całej winy na kark występujących w świetle dzisiejszej Ewangelii jest nonsensem. Lepiej zadać sobie inne pytanie: Dlaczego ci, którzy rezygnują z Kościoła, nie chcą już dłużej z tymże Kościołem, czyli z nami wszystkimi, trzymać? Co takiego stało się z nami, pozostającymi w Kościele, że ludzie od nas uciekają?

Komentarze przez RSS

Jest jeden komentarz dla tego wpisu

  1. gościówa says:

    Księże Wacławie, głęboki szacunek za ten tekst. Chyba lepiej nie można tego ująć, co Ksiądz napisał. Z odniesieniem do najnowszych problemów w Polsce, ale jednocześnie bardzo uniwersalne.

    Akurat np. w Tygodniku Powszechnym jest artykuł o spadku powołań. Biskup piastujący urząd szefa kościelnej rady do spraw powołań, a więc osoba odpowiadająca za to, jak Kościół w Polsce obchodzi się z powołaniami – zrzuca całą winę na “dzisiejszy świat”, sekularyzację, demoralizację, nieodpowiedzialność. Wszyscy są winni, tylko nie instytucja odpowiedzialna za owe powołania!

    Niby jest tak źle, bo zły świat nas atakuje. A może niech instytucje odpowiedzialne za kształcenie księży w Polsce przyjrzą się sobie i zastanowią, co W NICH jest takiego, że młodzi ludzie już nie chcą do nich przychodzić?

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com