Artykuł

Szlachetny snobizm 23

Apr16

Pod moim wpisem “Pogardzany przecinek”, będącym zachętą do stosowania zasad interpunkcji, wywiązała się minidyskusja na temat polszczyzny internetowej. Nie rozwinęła się, dlatego do sprawy postanowiłem wrócić, tym bardziej że Rada Języka Polskiego przedstawiała ostatnio w Senacie swoje sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego w latach 2005–2006. Sprawozdanie dotyczyło głównie języka podręczników szkolnych (też ciekawy temat), ale jak zawsze przy takiej okazji, senatorowie pytali o różne inne problemy, między innymi o polszczyznę Internetu.

A jaka ona jest? W miarę poprawna – a przynajmniej nie za bardzo różni się od polszczyzny, którą się posługujemy gdzie indziej – na stronach instytucji, mediów itd. i najczęściej, w mniejszym lub w większym stopniu, niepoprawna na forach, czatach, blogach, stronach prywatnych, nie mówiąc już o e-mailach czy tekstach w komunikatorach. Bo tam można znaleźć wszystko: począwszy od wypowiedzi pozbawionych polskich znaków diakrytycznych, interpunkcji i wielkich liter, poprzez zawierające skróty (LOL – laughing out laud, dużo śmiechu; ROTFL – rolling on the floor laughing, tarzanie się ze śmiechu na podłodze; IMO – in my opinion, moim zdaniem; rwp – rodzice w pokoju, j/j – już jestem, z/b – zaraz będę, b/p – będziesz potem?, jzc – jest za co), wypowiedzi z błędami językowymi (“Nigdy pozatym wyedytowalem post z uzasadnieniem jak ci niepasuje to nieczytaj watkow i postow moich”…), a skończywszy na tak zwanym piśmie pokemońskim (nIe UmNiEm SiEm pShYsfyChaJIĆ).

Zasadnicze pytanie jest więc takie: czy w jakiś sposób walczyć z tą niepoprawnością, czy uznać, że jest to pewien etap rozwoju języka – tworu ciągle się zmieniającego – który doprowadzi do wzbogacenia go? Co ciekawe, sami językoznawcy, przynajmniej niektórzy, są w tej kwestii dość liberalni, bo na przykład Włodzimierz Gruszczyński pisze tak: “Teksty czatów to często stosowany luz, swoboda, chęć zabawy słowem, także przekraczanie granic językowych i obyczajowych. Powstają coraz to nowe gatunki tekstów internetowych, wzbogacając tym samym nasz system językowy, tworząc neologizmy internetowe oraz nowe nazwy” (http://www.wmodn.olsztyn.pl/kajet/pdf/kajet_54.pdf). I w sumie ma rację, bo blogi polityków, dziennikarzy i innych osób to zupełnie nowy gatunek wypowiedzi, który nie tylko wzbogaca nasz system językowy, ale i powoduje zmiany w sposobie uprawiania polityki. Myślę jednak, że za tym sądem językoznawcy kryje się zbyt optymistyczne postrzeganie internautów. Zdaje się on mianowicie zakładać, że znaczna ich większość pisze niepoprawnie świadomie, po to, żeby bawić się słowem, eksperymentować. Tyle, że żeby świadomie przekroczyć normy, trzeba je znać. A obawiam się, że rację ma Jerzy Pilch, gdy pisze, że “połowa internautów w tym kraju pisze «nei» zamiast «nie» z powodu dotkliwego matołectwa i skłonności do bełkotu, a nie z powodu twórczego waloryzowania zasady podwójnego przeczenia” (http://www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3334170). O słuszności jego sądu świadczą nie tylko wypowiedzi w różnych miejscach, które ewidentnie pokazują, że ich autorzy o poprawności językowej nie mają pojęcia, ale i poczynania w sieci pokemonów. Zainteresowanych niezbyt miłosiernymi określeniami tego zjawiska odsyłam do Nonsensopedii czy na stronę PokemonomStop. Ot, po prostu taka moda na głupotę, której wyrazem jest jdJooOThyTShNe pjSmO.

Walczyć więc trzeba, bo jeśli nie będziemy tego robić, to będzie to oznaczało zgodę na to, by o kształcie polszczyzny decydowały pokemony i matoły (internauci zauważają, że po przeczytaniu na ekranie ileś razy “ktury”, sami zaczynają się zastanawiać, jak się to pisze, a różne “jush” czy “postruffki” stają się coraz bardziej popularne). Ale rację ma wspomniany W. Gruszczyński, że żadne “nawoływania o dbałość języka, stosowanie norm językowych nie spowodują zmian w polszczyźnie ani codziennej, ani internetowej”. Metodą jest więc może coś, co Andrzej Markowski, przewodniczący Rady Języka Polskiego, określił jako szlachetny snobizm, a więc pisanie poprawną polszczyzną mimo pleniącej się niepoprawności, bycie ambasadorem polszczyzny. I mam nadzieję, że Blog Powszechny będzie takim ambasadorem – tak jak do tej pory, mimo wszystko, starał się być.

Komentarze przez RSS

23 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Zibik says:

    Zauważam zbieżność, analogię i podobieństwo zjawiska, problemu, występujących przyczyn. Choćby między właściwą, poprawną kaligrafią(kulfony), a pisownią języka polskiego(błędy, przeinaczenia i odstępstwa) i artykulacją słowa – zamiast języka etyki mamy(uogólnienia,wulgaryzmy i inne idiotyzmy).
    Mam nadzieję, że nie tylko według mnie, jest to żniwo, pokłosie m.in. realizowanych “reform w szkolnictwie”.

    Pomijam szereg innych konsekwencji, będących nie modą, czy snobizmem, ale bezpośrednim następstwem powszechnej demoralizacji, deprawacji, laicyzacji i sekularyzacji, czyli owocem złego wychowania i takowej, a nie innej edukacji.
    Z poważaniem
    Z.R.Kamiński

  2. Cypisek says:

    Ja uważam,że nie ma to nic wspólnego z reformą szkolnictwa, ponieważ większość internautów (>22 lat) uczyła się w niezreformowanym systemie szkolnictwa.

    Nie widzę również prostej zbieżności między porprawnością, artykulacją, kaligrafią i laicyzacją.

    Dobrze jest dbać o język, poniważ jest to najciekawszy wynalazek naszej kultury. Natomiast krzyk i lament, nie zatrzymają pewnych procesów jakie zachodzą w języku.

    Polecam blog prof.Bralczyka, na serwerze Polityki.

  3. Andrzej says:

    Dokładnie, nie można wszystkiego zwalać na szkołę. Sieć jest znacznie szerszym zjawiskiem niż polska szkoła, zwłaszcza, że język internetu czerpie sporo z języka angielskiego: wspomniane wcześniej lol, rotfl, ale również fyi, brb, afaik i ukochane przez programistów rtfm! To również emoty i inne cuda.

    Ważne jest, aby przestrzegać zasad ortografii, gramatyki i interpunkcji. Cała reszta jest żywa, więc trudno mieć pretensje do stylistyki. A język rodem z koFfaNeGo bLOgaSKa umrze śmiercią naturalną :).

    BTW, Zibik zapomniał w swoim komentarzu umieścić:
    PIERWSZY!!!!!!11111 ;)

  4. Zibik says:

    Proszę wybaczyć dzieli nas chyba zbyt duża różnica m.in. wieku i doświadczenia.
    W odróżnieniu, od Pana – ja nie “uważam”, jedynie zauważam i mam nadzieję, że nie tylko według mnie …
    Pytam Pana wprost, kogo domeną jest bałagan, bylejakość, totalny nieład, owe kulfony, wulgaryzmy, przeinaczenia, krętactwa, uprczywe błędy(winy i grzechy) etc. ludzi dobrej woli, prawych, sprawiedliwych i szlachetnych, czy złych nauczycieli i wychowawców, bezbożników, ateistów, sympatyków złego ducha ?…..
    Nadal nie widzi Pan ścisłego związku, w tym co piszę ?…

  5. Andrzej says:

    @Zibik

    > Nadal nie widzi Pan ścisłego związku, w tym co piszę ?

    Chyba tylko Pan ten związek widzi, ale niech będzie, że mówię tylko za siebie :).

    > ludzi dobrej woli, prawych, sprawiedliwych i szlachetnych, czy złych nauczycieli i wychowawców, bezbożników, ateistów, sympatyków złego ducha ?

    Dużo tu przymiotników. Zacznijmy od bezbożników:

    A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: “Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego. [Mt 5,22]

    Znam ludzi dobrej woli, prawych, sprawiedliwych i szlachetnych co mówią poszłem, wyszłem i kedy. To kwestia wychowania i poziomu wykształcenia, a nie sumienia.

    Osobiście stoję na stanowisku, że nauczyciel jest od matematyki, fizyki, biologii i chemii. W idealnym świecie za wychowanie obywatelskie i naukę etyki powinni odpowiadać rodzice oraz mistrzowie niekoniecznie związani ze szkołą. Jak wiadomo, w świecie idealnym nie żyjemy – nauczyciele nie są idealni, sam znam takich, co nie powinni się w niej nigdy znaleźć. Młodzież też jest różna. Ale jeżeli chodzi o moje doświadczenia z sektorem edukacji to najgorsi są rodzice, którzy mają tylko pretensje, a są skrajnie niekompetentni w kwestiach wychowawczych. Szkoła nie może zastąpić rodziny, stara się tylko nadrabiać zaległości. Mnie mówić nauczono w domu, a nie w szkole.

    I skąd ta wrogość do ateistów? Stare anglosaskie przysłowie mówi “live and let live”. Czy mam się czuć lepszy bo wierzę w Boga? Pycha to jeden z grzechów głównych. Znam ateistów, którzy są przesympatycznymi ludźmi, których zachowanie jest znacznie bardziej etyczne niż co poniektórych katolików.

    A “sympatycy złego ducha” zasługują za jakąś nagrodę językową. Rozumiem, że chodzi o wszelkiej maści “szatanistów”, co to drą biblię na koncertach i składają koty w ofierze podczas czarnej mszy. Szczerze wątpię, że w ramach działalności wywrotowej sieją pisanie “kture” przez u otwarte w imię owego złego ducha :).

    OK, bo w sumie zadane mi zostało pytanie, czyją domeną jest bylejakość: ludzi bylejakich, ew. tych co nie uważają czegoś za szczególnie ważnie; bałaganu – bałaganiarzy; wulgaryzmów – ludzi wulgarnych; a uporczywych błędów – słabych lub tych, co to nie chcą się niczego nauczyć. Ale na pewno nie mam dosyć tupetu, żeby nadawać im etykietki ateistów, bezbożników, sympatyków złego ducha.

    “Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni”
    [Łk 6, 37]

    Pozdrawiam!

  6. if says:

    Polska ortografia kształtowała sie przez setki lat, az osiagnęła współczesny poziom, a że każdy stan wysoko uporządkowany wymaga duzych nakładów energii, wiec nie należy sie dziwic, ze chwila nieuwagi wystarczy, zeby sie coś popsuło. Dawniej za słowo pisane odpowiadali intelektualisci, bo tylko oni potrafili pisać, teraz jest przymus szkolny, więc mnie nie dziwi, ze nie każdy tyle prawideł jest w stanie płynnie opanowac.
    Co do bezbożników wszelakich, starożytni Egipcjanie niewątpliwie byli bałwochwalcami, ale pismo mieli ładniejsze niż nasze;).
    A na koniec jeszcze jedna uwaga, nawet najszlachetniejszy charakter pisma, cud-miód ortografia, gramatyka i interpunkcja z najwyższej półki nie daje gwarancji, ze ktoś pisze mądrze i klarownie.

  7. Małgorzata says:

    @ Andrzej
    A ja się czuję bogatsza od ateistów. Nic na to nie poradzę, że życie w świecie bez Jezusa, którym przez wiele lat żyłam, jest w moich oczach czymś tak nędznym, że strach mnie oblatuje, że mogłoby mnie to jeszcze spotkać. Oczywiście nie walę tym odczuciem w ateistów jeśli mnie nie pytają, ale jeśli zapytają, to nie ukrywam go.
    A propos satanistów, to byłam niedawno na spotkaniu w Galerii Porczyńskich z p. Leszkiem, który opowiadał o swojej “przygodzie” z muzyką techno. Po wysłuchaniu jego świadectwa nie mogę już mieć wątpliwości, że toczy się walka o ludzkie dusze. Więc radzę nie wyśmiewać się z wiary w diabła.
    Co do tego, gdzie kto uczy się dobrze mówić, myślę, że jest brakiem delikatności chwalenie się, że to w czyimś przypadku zrobił dom. Czy czymś sobie zasłużyłeś, że urodziłeś się w domu, w którym miał Cię kto nauczyć poprawnie mówić? Zdarzyło Ci się to, a innym się nie zdarzyło. Ani Ty ani oni nie mieli na to wpływu.

  8. Zibik says:

    @Andrzej
    Proszę wybaczyć, ale mnie w necie nie interesuje zabawa, manipulacja, żonglerka słowna, które Pan z lubością uprawia i stosuje.
    Rozmawiać można z każdym, czy kontynuować jałowy dyskurs, ale po co ?…
    Natomiast prowadzić racjonalny i sensowny dialog, niestety nie, a szkoda, bo można wzajemnie wiele skorzystać, a nawet razem coś dobrego uczynić.
    Nam – jak widać nie podrodze.
    Pan sympatyzuje z ateistami, być może koleguje z innymi układnymi, czy pozornie fajnymi ludźmi, ale nie dostrzega, w tym nic złego.
    Ja staram się unikać kontaktów z moimi wrogami, także wystrzegam się wszelkich zażyłości, czy poufałości z ateistami, komunistami, libertynami, etc. ,czy nawet z ludźmi podejrzanymi, bliżej nie określonymi.
    Pozdrawiam

  9. if says:

    Nie wiem jak z miłej pogawędki o ortografii udało sie zrobić powazny dyskurs światopoglądowy, ale widać Polak potrafi.
    @Zibik
    “Ja staram się unikać kontaktów z moimi wrogami, także wystrzegam się wszelkich zażyłości, czy poufałości z ateistami, komunistami, libertynami, etc. ,czy nawet z ludźmi podejrzanymi, bliżej nie określonymi.”
    To jak Pan ich ewangelizuje?ja juz nie mówie, zeby jadać jak Jezus z grzesznikami i jawnogrzesznicami, ale obowiązku nawracania nikt z nas nie zdjął, a tego sie niestety nie da na odległosc.

  10. Andrzej says:

    @ Zibik

    Whateva’. Ja ich po prostu nie postrzegam jako wrogów, dlatego niewątpliwie nam nie po drodze.

    @ if

    Wiem, Polak potrafi, wybacz mi tę zmianę tematu, coś we mnie pękło :P.

    @ Małgorzata – najważniejsze

    Chyba mnie źle zrozumiałaś:

    >A ja się czuję bogatsza od ateistów

    Bogatsza, ale czy lepsza? Owszem, czuję, że bez wiary w Boga mój świat byłby cokolwiek mizerny, ale też nie wstaje rano, nie podchodzę do lustra i nie stwierdzam: “Ale czad! Wierzę w Boga! To jestem superkoleś”. Nie gardzę też ateistami, czy opędzam się od nich. Wręcz przeciwnie. Nigdy przy tym nie ukrywam swojej wiary i bardzo chętnie odpowiadam na różne pytania, o ile odpowiedź na dane pytanie znam. Niektórym ludziom po prostu nie po drodze do księdza, a chcieliby znać odpowiedź na jakieś pytanie. Jak ma się coś zmienić na tej planecie jak chrześcijanie zamiast emanować miłością będą siedzieć w swoich skorupach, albo latać niczym upiór nad wszelkiej maści feministkami, libertynami i tfu! homoseksualistami :D.

    Pewnie to samo charakteryzuje i Ciebie, stąd mam wrażenie, że nastąpiło nieporozumienie.

    Ja rozumiem, że p. Leszek miał jakieś straszne przeżycie, ale nie nazywajmy tego “przygodą z muzyką techno”. Czasami tego techno słucham, chociaż rzadko, i żyję. Przypomina mi się jak siostra zakonna, która uczyła mnie religii w liceum mówiła, że metalu słuchają sataniści, a wtedy ostro słuchałem Metalliki, a z kolegą chcieliśmy założyć kapelę.

    Moją intencją nie było wyśmiewanie się również z wiary w diabła, jedynie miałem zastrzeżenia do wypowiedzi Zibika. Jakby nie było, jakoś w tego diabła też wierzę ;-).

    I na litość Boską. Gdzie ja się chwalę, że dom mnie nauczył mówić. Mówię że coś da się zrobić. I to, że za pewne rzeczy odpowiada dom. Tak jak dom powinien nauczyć mówić “dzień dobry” do sąsiada, jeść nożem i widelcem i nie siorbać pijąc herbatę. Rozumiem, że niektórym dom takiej atmosfery nie stworzył i nie czuję się przez to lepszy, każdy dom ma jakieś swoje wady, każda rodzina ma “kręćka” na jakimś innym punkcie. Ale też źle mi się robi, jak ktoś mówi, że za wszystko odpowiada szkoła: szkoła ma nauczyć manier, ma nauczyć się ładnie wysławiać, ma nauczyć kultury, współżycia społecznego, niektórzy by chcieli żeby dodatkowo jeszcze uczył jak się w Boga wierzy itd. A to wszystko przy okazji w dobrej atmosferze i z superkompetentnymi nauczycielami. Otóż tak nie jest i nie będzie. Bo dziecko nie spędza w szkole 15 godzin dziennie, tylko 4-5 wśród wzorów, roślin nagozalążkowych, półwyspów i cieśnin, drugiej zasady termodynamiki z przerwą na “Nad Niemnem”. Potem wraca do domu, gdzie spotyka różnych rodziców, albo idzie na podwórko pokopać piłkę z różnymi kolegami.

    Żadna szkoła problemu nie rozwiąże. Słusznie Robert przytoczył prof. Gruszczyńskiego, którego tu serdecznie pozdrawiam, bo miałem przyjemność ćwiczyć z nim polszczyznę przez kilka semestrów i udowodnił mi, że to język obcy :D. Po prostu przyszłe elity intelektualne będzie się rozpoznawać po tym, że piszą tę książkę, a nie tą książkę itp. I nie chodzi o to, żeby (błagam Was!) myśleć, że tworzymy kolejną jakąś grupę tych co się lepiej czują, tylko tych, którzy się językiem pasjonują, bądź są w pewnym sensie perfekcjonistami.

    > Czy czymś sobie zasłużyłeś, że urodziłeś się w domu, w którym miał Cię kto nauczyć poprawnie mówić? Zdarzyło Ci się to, a innym się nie zdarzyło. Ani Ty ani oni nie mieli na to wpływu.

    Jak mawiają chemicy, nie widzę związku z tym co wcześniej powiedziałem.

    A tak na marginesie, język językiem, ale jestem fanem kilku rozwiązań: zlikwidowania w języku polskim podwójnego zaprzeczenia i nieodmieniania liczebników. Wystarczą nam przypadki :P.

    Pozdrawiam!

  11. Zibik says:

    @if Cytat: – “To jak Pan ich ewangelizuje?ja juz nie mówie, zeby jadać jak Jezus z grzesznikami i jawnogrzesznicami, ale obowiązku nawracania nikt z nas nie zdjął, a tego sie niestety nie da na odległosc.” – jest Pan w błędzie, napewno da się.
    Aż dziw, że Pan o tym nie wie, a może udaje albo nie docenia roli mediów m.in. netu, który doskonale służy, do ewangelizacji nie wrogów, ale ludzi małej wiary i dobrej woli.

    Pan wybaczy, ale nie czuję się kompetentny, ani potrzebny, żeby rywalizować z osobami duchownymi i podejmować się ewangelizacji ateistów, innowierców, bezbożników, a tym bardziej zdeklarowanych, bądź ukrytych wrogów Pana Boga, KK-AiP, także Jego wyznawców.
    Staram się być człowiekiem, w miarę pobożnym, uczciwym, przyzwoitym i prawym, oraz wiarygodnym świadkiem i wyznawcą Syna Człowieczeo-Jezusa Chrystusa – czy to mało ?……

  12. Cypisek says:

    Zdaje się, że tak, bo z Pana wypowiedzi emanuje pogarda wobec ludzi niewierzących.

    A podstawową tożsamością Boga jest miłość. Jezus mało miał znajomych pobożnych i ułożonych i poprawnie mówiących (w Bibli pojawiają się Nikodem, Marta, Maria i Łazarz), większośc to prostacy, prostytutki, kolaborancji z okpupantem (rybacy, jawnogrzsznice, celnicy).

    Poza tym wiara jest łaską, unoszenie się nad ludzi, którzy nie spotkali Boga na swojej drodze jest pychą.

  13. if says:

    @Zibik
    Kiedy mówiłam o odległości nie chodziło mi o fizyczna odległość od punktu B do punktu B, tylko o bardziej metaforyczne pojęcie. Jeśli mówi sie komuś: Jezus cie kocha, ale ja jako Jego wyznawca brzydze ci sie podać reki to to jest antyswiadectwo. A ewangelizować oczywiscie powinen każdy na miare swoich możliwosci. Nigdy nie wiadomo jakich ludzi Bóg postawi na naszej drodze. ja nie twierdze, ze wszystkich mamy lubić, ale “bliźniego swego jak siebie samego” trzeba miłowac i co ja na to poradze. Św Paweł, św Augustyn, św Albert ci to dokazywali za młodu a potem prosze, jakie piękne owoce przynieśli:)
    Ps. Ja wiem, ze nie widać, ale jestem kobietą:)

  14. Rafał says:

    @Zibik

    Szacun. Jesteś prawdziwy Katol i prawdziwy Polak. Jak każdy Polak-Katol masz wroga, z którym trzeba walczyć…

    A propos, jesteś z neokatechumenatu?

  15. Kuba says:

    Robert, miło, że do nas wróciłeś:)

    Piszesz, że trzeba walczyć o poprawność językową. Zawsze było tak, że narzekało się na zmiany obyczajów. Więc nie sądzę, że akurat teraz trzeba bić na alarm; nie podpisuję się pod Twoją opinią.

    Język ewoluuje i na siłę nie zatrzyma się tego procesu. Rację mają ci językoznawcy, którzy patrzą na problem z dystansem, jak profesorowie Gruszczyński i Bralczyk, z którymi z resztą wspólnie z Andrzejem mieliśmy ciekawe wykłady. Kiedy widzisz, że nie ma o co wojować, można się zjawisku przyglądać i czegoś nauczyć. Z tego punktu widzenia, pomysł prof. Markowskiego, by stać się szlachetnym snobem, wydaje się anachroniczny i pozbawiony sensu.

    Osoba pisząca czy mówiąca innym językiem niż jej dyskutanci, z premedytacją zaznaczająca swoje umiejętności, może być niezrozumiana, a nawet uznana za niegrzeczną. Złamaniem zasad etykiety jest przecież także poprawianie innych. Zbytnia dbałość o język w pewnych sytuacjach może również prowadzić do śmieszności. Jeżeli prof. Markowski tego nie uwzględnia (w co w zasadzie wątpię), to nie dziwię się, że jedyna na razie jego książka, którą czytałem, dotyczyła głównie błędów językowych.

    No dobrze, jaka konkluzja? Czy zachęcam do konformizmu? Nie. Po prostu, w każdej sytuacji komunikacyjnej, a każda jest inna, warto umieć się odnaleźć.

  16. Andrzej says:

    Kuba, musisz wybaczyć prof. Markowskiemu, bo to człowiek z innego świata :D. Rację masz o tym poprawianiu, o czym świadczą również nasze wspólne zajęcia z etykiety z prof. Marcjanik.

    Ale jednocześnie elementem tej etykiety jest przestrzeganie pewnych norm. Jak wynika ze słów prof. Marcjanik nie możesz nic powiedzieć, ale nikt Ci nie zabroni czegoś pomyśleć. Nie jestem przeciwnikiem osób, które szczególnie dbają o puryzm języka jednocześnie się z tym nie obnosząc – chodzi o gramatykę i dobór słownictwa, jasne że zły dobór języka jest dużym błędem. Podoba mi się taki językowy pedantyzm. Osobiście nie mam tyle uporu, żeby dbać w takim stopniu o rzeczony puryzm. Rozleniwiony w pracy często robię wtręty anglojęzyczne, bo wiem, że mnie i tak zrozumieją, a szybciej mogę przekazać jakąś informację niż myśleć, jak zdefiniować jakieś pojęcie po polsku.

    Z drugiej strony, Kuba, obydwaj się poruszamy w podobnym środowisku – przyjaźnisz się z jakąś osobą, która mówi “poszłem”? To jednak pewien wyznacznik kulturowy i intelektualny i nie można go ignorować.

    A zmiany to zmiany i trzeba się do nich przyzwyczaić. Praktycznie nikogo nie razi już słowo “kiepski”, na niewiasty mówi się kobieta, a kto wie, może za 50 lat jak jakiś profesor na uniwersytecie stwierdzi, że egzamin poszedł źle, zruga swoich studentów mówiąc, że test poszedł ch… I nikogo to nie obruszy :D.

  17. Zibik says:

    @Cypisek – całe szczęście, że Ci się zdaje, więc wyprowadzam z błędu. Nikt nie ma prawa bezkarnie pogardzać ludźmi, obojętnie kim są, jedynie możemy odnieść się, do ich czynów – do występków musimy!
    Tak postępował Jezus Chrystus, nie potępiał, ale ukazywał winy i nakazywał -”więcej nie grzesz”.
    Proszę czytaj uważniej moje posty, nie potępiam ludzi, nie nakazuję, nie wywyższam się, ale zauważam, wam ukazuję, że istnieje zło, bo są ludzie źli i źle postępują.

    @Pani if – sorry nie wiedziałem, ludzi bardziej dzieli mentalność, niż odległość – co doskonale widać w publicznej polemice m.in. w necie

    @Rafał – odwzajemniam szacun, dziękuję za nazywanie rzeczy po imieniu.
    Nie jestem w katechumenacie, ale trochę przeżyłem, doświadczyłem, poznałem i zrozumiałem.
    Wszystkim – Szczęść Boże

  18. Rafał says:

    @Zibik

    Przy czym ja chciałem zaznaczyć, że ja akurat nie jestem Polakiem-Katolem :)

  19. Małgorzata says:

    @ Andrzej
    Dzięki za wyjaśnienia. Nasze dwa komentarze pokazują co najmniej dwie rzeczy: że tekst pisany może podlegać pochopnej interpretacji – to ostrzeżenie dla czytelnika i że piszący powinien zdawać sobie z tego sprawę – to ostrzeżenie dla autora.
    Język polski jest bogatym językiem fleksyjnym, o gramatyce, o jakiej językom germańskim i współczesnym romańskim (szczątki łaciny, zwulgaryzowanej przez kontakt z Germanami)) nawet się nie śniło. Jak wiadomo myśli się w języku, więc im bogatszy język tym bogatsze myślenie.
    Dlatego:
    - warto używać wołacza i mówić: “Kubo, przeczytaj jego artykuł” a nie “Kuba, przeczytaj jego artykuł”
    - nie warto pozbawiać język polski podwójnego przeczenia. Jest ono tylko pozornie nielogiczne, bo gdy mówimy: “Nigdy go nie zobaczę”. “Nigdy” dotyczy czasu, a “nie” przed “zobaczę” dotyczy czynności. Zatem mamy jedno przeczenie dotyczące czasu i jedno dotyczące akcji.

  20. 4you says:

    Trochę mnie dziwi tok dyskusji – od problemów językowych do religijnych, cóz jednak Polak potrafi … wszystko potrafi! Wracając jednak do poruszonej przez autora kwestii poprawności polszczyzny portali internetowych i wszelkich innych sieciowych czaterii, muszę wskazać kilka istotnych dla całej dyskusji kontekstów, które autor niestety pominął. Pierwszy z nich jest natury technicznej – musimy pamiętać, że ważnym czynnikiem tworzącym uproszczony język sieci były realia techniczne ery wczesnosieciowej (lata 90 – te ubiegłego wieku) z dostępem dialupowym i koniecznością szybkiego porozumiewania się, bo przecież każdy impuls kosztował. Kolejnym czynnikiem były ówczesne programiki do porozumiewania się – w większości obcojęzyczne, które w znakomitej większości polskich znaków diaktrycznych zwyczajnie nie czytały. Wszystko to, plus oczywiście moda wzięta z bardziej rozwiniętych informatycznie społeczeństw zachodnich, miało znaczący wpływ na wytworzenie się języka, który z punku widzenia językoznawstwa, traktować można po prostu jako gwarę środowiskową, charakterystyczną dla megaspołeczności internautów. Myślę również, że autor zdecydowanie przecenia jej wpływ na polszczyznę. Podobnie jak inne gwary jest ona przeznaczona dla pewnego zamkniętego środowiska (w tym przypadku wprawdzie ogromnego). Używanie pokemonów bądź skrótów w języku codziennym byłoby raczej kłopotliwe o ile nie śmieszne. Nie zgadzam się również z twierdzeniem o wzbogacającej roli blogów polityków. Językowo są może i Ok., natomiast ich treści wzbogacają, ale polskie fobie głównie. Dużo większe w związku z tym jest ich zagrożenie. Z gwary, jej używania się wyrasta po prostu natomiast chwytliwe a szkodliwe dla młodych umysłów tezy niektórych polityków pozostają niezwykle długo.

  21. Marek Stelmasik says:

    Szanowni Państwo uprzejmie proszę o wyjaśnienie – w jakich sytuacjach uzasadnione jest użycie zwrotu:” Nie o to chodzi by złowić króliczka Ale by gonić go…” pochodzącego z piosenki” Króliczek” zespołu Skaldowie. Autorką słów jest Agnieszka Osiecka.W mowie potocznej często używa się tego zwrotu dla określenia pewnych sytuacji( oczywiście nie mając na myśli “króliczków Playboya”).W jakich kontekstach sytuacyjnych można stosować taki zwrot? Jakie ma on zabarwienie? Czy może jest to zwrot obraźliwy?,znieważający?,żartobliwy?,humorystyczny?,pejoratywny?,frywolny? Czy może ma jakieś inne znaczenie? Z góry dziękuję za wyjaśnienia i odpowiedź.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com