A jeśli to prawda? 4
Jeśli zgadzam się na to, że moje oczy widzą rzeczywistość tak, że mówią mi o niej coś istotnego, coś takiego, że mogę się w niej poruszać, planować, wnioskować, to przecież z logicznego punktu widzenia zgadzam się na absurd. Ulegam aberracji i swój punkt widzenia uprzywilejowuję. No bo, czym jest mały wycinek widma, który widzę w porównaniu z całym spektrum, czym jest ta perspektywa, która jest dostępna mojemu wzrokowi w porównaniu z widokiem całego wszechświata widzianym z nieskończonej liczby jego miejsc? To przecież absurd, żeby na podstawie tak małej ilości informacji o czymkolwiek móc wnioskować. A jednak wnioskuję. I to z powodzeniem, a świadczy o tym to, że umiem utrzymać się przy życiu.
Dlatego, będąc świadoma, że nie zawsze postępuję zgodnie z logiką i że czasami jest to opłacalne, nie odrzucam Pisma świętego jako słowa Boga bez chwilowego choćby założenia, że może jednak jest inaczej niż podpowiada logika. A może to racja, że jest święte? Może to Bóg mówi przez natchnionych autorów? Intelektualna uczciwość wymaga sprawdzenia obu ewentualności 1) że to bzdura i bajeczki 2) że to prawda. Jeśli tak naprawdę, bez uprzedzenia dopuszczę możliwość, że to prawda, to dopiero wtedy skorzystam z pełni władz mojego rozumu.
Coś podobnego pisała Edyta Stein w liście do swego przyjaciela ze studiów, Romana Ingardena: „Po przeczytaniu ostatnich linijek Pańskiego listu zadałam sobie pytanie: jak to możliwe, by człowiek z naukowym wykształceniem, który zgłaszał roszczenia do ścisłej obiektywności i bez gruntownych badań nie wydałby sądu w najbłahszej kwestii filozoficznej, aby ten człowiek najważniejsze ze wszystkich problemy kwitował zdaniem, które przywodzi na myśl styl prowincjonalnego piśmidła. Chodzi mi o określenie <aparat dogmatyczny wymyślony do panowania nad masami>. Niech Pan tego nie zrozumie jako zarzutu osobistego. Pańskie postępowanie jest przecież całkiem typowe dla intelektualistów, którzy nie wychowali się w atmosferze Kościoła, a ja sama jeszcze kilka lat temu nie ujęłabym tej sprawy inaczej. Pozwoli Pan jednak, że po starej przyjaźni przekształcę to ogólne zagadnienie w intelektualne pytanie odwołujące się do Pańskiego sumienia. Jak wiele czasu (od ostatnich lekcji religii, które pobierał Pan w szkole) poświęcił Pan już na badania dotyczące dogmatyki katolickiej, jej teologicznego uzasadnienia i jej historycznego rozwoju? Czy choćby raz postawił Pan sobie pytanie, jak wytłumaczyć fakt, że ludzie w rodzaju Augustyna, Anzelma z Canterbury, Bonawentury, Tomasza – pomijając tysiące innych, których nazwiska są laikom nieznane, a którzy bez wątpienia byli jednak lub są nadal w nie mniejszym stopniu roztropni niż my, oświeceni człowieczkowie – że ludzie ci w pogardzanym dogmacie widzieli najwyższy cel, który dostępny jest ludzkiemu duchowi i jedyne dobro, któremu warto życie poświęcić? Jakim prawem wielkich nauczycieli i świętych Kościoła określa Pan bądź jako półgłówków, bądź jako sprytnych oszustów? Wszak takiemu monstrualnemu posądzeniu, jakie zawierają te słowa, wolno chyba dać wyraz tylko po jak najskrupulatniejszym zbadaniu wszystkich wchodzących tutaj w grę faktów. Czy nie zechciałby Pan- jeśli nie ze względu na siebie, to choćby za względu na mnie – postawić sobie kiedyś całkiem bezstronnie tych pytań i całkiem bezstronnie na nie odpowiedzieć? Odpowiedzieć tylko sobie samemu – mnie Pan nie musi, jeśli Pan chce”.
A jeśli inne cywilizacje, które gdzieś tam być może istnieją i mają innego Boga i inne święte książki, zależą od tego, czy my zastanowimy się z całą uczciwością i w pełni świadomi własnych ograniczeń nad tą książką, którą nam dano do czytania? Tak jak mimo, że naszym oczom ukazuje się tylko mały kawałek widma, ale od tego, czy na poważnie weźmiemy ukazujący się widok zależy, czy uskoczymy przed pędzącym samochodem? Po co martwić się, że nie widzimy innych długości fali niż te, które widzimy? Czy nie lepiej po prostu patrzeć, czyli brać nasze oczy i ich zdolność widzenia takimi, jakimi są a nie jakimi mogłyby być?
W tym wszystkim najważniejsze jest to, co jest. Rzeczywistość kontra wytwory wyobraźni! Istniejąca Księga kontra wszystkie inne dające się pomyśleć. Umysł ludzki łatwo wpada w pułapkę własnych wyobrażeń traktując je na równi z rzeczywistością. Mylą się wtedy fatamorgany z prawdziwymi miastami i błądzi się w pokoju luster, w którym tylko jedna rzecz jest prawdziwa, a reszta tego, co widać stanowi jedynie jej złudne odbicie.
Wcześniejsze głosy w dyskusji:
- Granice sceptycyzmu [04.04.2008]
- Racjonalność ufności [29.03.2008]




Wymyśliłem, że odpowiem tekstem w formie posta :). Mam nadzieję, że długi weekend będzie sprzyjał temu postanowieniu :). Dzięki za ten tekst – inspirujący :).
Fajnie. Czekam.:)
Uff, udało się :). Niniejszym odpowiadam tekstem pt.: “Przyjmijmy, że to prawda”
http://www.blogpowszechny.pl/2008/05/03/przyjmijmy-ze-to-prawda
[...] A jeśli to prawda? [21.04.2008] [...]