Apr1
Przeżywamy właśnie trzecią już rocznicę śmierci Jana Pawła II, a rocznicy tej towarzyszy sporo wspomnień, komentarzy i artykułów. W “Gazecie Wyborczej” warto przeczytać m.in:
Jeżeli trafiliście na jakieś ciekawe artykuły wrzucajcie linki tutaj. To również miejsce na Wasze przemyślenia o Kościele na świecie po śmierci JPII, o Kościele w Polsce, coś się zmieniło? Jakie znaczenie dla polskiego Kościoła miał JPII?
Ale rok 2005 to również rok, kiedy usłyszeliśmy Habemus Papam. Po 3 latach możemy powiedzieć już co nieco o pontyfikacie B16. Zapraszamy do dyskusji!
Apr1

(Zbiorowy chrzest nowonarodzonych Polaków w londyńskim kościele polskich jezuitów)

(Garstka angielskich katolików przed katolicką katedrą w Londynie dziękuje księżą za ich pracę)
Przyjechałem na lotnisko o 4.30 rano. Była sobota. Po tygodniach nijakiej pogody wreszcie coś się ruszyło. Zaczął padać śnieg z rzęsistym deszczem. Wczesna pora i przedświąteczny tydzień dawały nadzieję, że będzie można szybko się odprawić z braku chętnych do wyjazdów o świcie. Mała „Etiuda” była jednak pełna. Od drzwi wejściowych wiły się dwa wężyki pasażerów, chcących zdążyć na samoloty do Dortmundu, Glasgow i Londynu.
Ale odprawa szła sprawnie. W niecałe 20 minut trafiłem do strefy przejściowej między Polską a niebem. Hala odlotów przypomina dworzec PKP gdzieś w Pile lub Sanoku: blaszak z podłogą pokrytą tandetnym marmurem, na której rozstawiono kilka rzędów, równie tandetnych jak podłoga, plastikowych krzeseł, przypominających te stadionowe. Ostatnie wolne szybko się zapełniały. Czekających z każdą chwilą przybywało. Zajmowali miejsca przy ścianach, na podłodze, siadając na podręcznym bagażu. Mała grupa latynoskiej młodzieży ożywiała senną atmosferę.
Na twarzach większości oczekujących malowały się jedynie zmęczenie i skupiony smutek. Większość z tych ludzi wyjeżdżała na wiele tygodni lub miesięcy za pracą. O 5.OO towarzystwo się ożywiło. Otwarto sklep „Baltony”. Sprawnie, jak za dawnych lat, utworzyła się spora kolejka. Ostatnie tradycyjne zakupy – wódka, papierosy, słodycze dla krewnych lub znajomych.
czytaj dalej »
Apr1
Podesłał Artur Filip
„Nie lubię, kiedy sprowadza się to, co robię, do stwierdzeń typu:
‘Obrazy Sasnala kosztują tyle a tyle’.”
A sprowadza się?
Tak.
Niestety.
Jego obrazy osiągają rekordowe (jak na polskie warunki) ceny, choć zwykle dopiero w drugim, spekulacyjnym obiegu. Jego twórczość, od momentu otrzymania paru prestiżowych, międzynarodowych nagród traktowana bywa jako znakomita lokata kapitału.
Nie dziwi nas, że ich autor narzeka na ten proceder.
Ale kto jest winny?
Jean-François Lyotard pisał, że władza kapitału promuje chaos i przemieszanie. Kształtowany przez kapitał realizm „jest realizmem pieniądza: pod nieobecność kryteriów estetycznych ocenianianie wartości dzieł staje się możliwe i użyteczne tylko wedle zysku, jaki przynoszą.”
Michalina Golinczak, w rozmowie z malarzem, przytacza wypowiedź pewnego ‘kolekcjonera’: „Obraz Sasnala uchodzi za perłę naszej kolekcji. Podobną pracę tego artysty na aukcji w Londynie sprzedano za 20 tys. funtów. My kupiliśmy go za niespełna tysiąc. Jak widać, aby dokonać pierwszego zakupu, wystarczy wyłożyć kilka tysięcy złotych. A przy odpowiednim rozeznaniu rynku w ciągu kilku lat obraz może przynieść nawet kilka tysięcy procent zysku!”
Cóż za wybitny znawca! Palce lizać.
Lyotard nie pomylił się.
czytaj dalej »