Archiwum May 2008

Posłuszeństwo czy “reforma kardynałów rzymskich”? 6 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

May31

Dawno mnie tu nie było. Czasem jednak zaglądałem, a kiedy chciałem już coś napisać, to się pojawiała jakaś sprawa do załatwienia na wczoraj i blog odkładałem na później. Rzeczywiście, z powodu 2 miesięcy Kongregacji mojego zakonu marzec, kwiecień i maj minęły mi w dość zwariowanym tempie załatwiania wielości spraw. Ale zaczyna być trochę normalniej. Kilka dni temu zakończyło się spotkanie przełożonych lokalnych i dyrektorów dzieł warszawskiej prowincji jezuitów. Było ono poświęcone dekretom Kongregacji Generalnej. Nie ma jeszcze oficjalnych tłumaczeń całości dokumentów, ale materiału do dyskusji i modlitwy nie brakowało.

 Nowy o. Generał, Adolfo Nicolás, stwierdził w jednym z wywiadów, że najważniejszym owocem Kongregacji było odnowienie i pogłębienie eklezjalności, czyli pogodnej relacji zakonu z Kościołem hierarchicznym, z Papieżem i biskupami. Tak! W ostatnich latach pojawiło się pomiędzy jezuitami a Stolicą Apostolską trochę nieporozumień i napięć. Chodziło nie tylko o wewnętrzne sprawy zakonu, ale także o takie kwestie jak np. niektóre aspekty teologii wyzwolenia, czy też rozumienie roli Jezusa Chrystusa w odniesieniu do innych religii.

W jednym z dekretów jezuici nie wahali się stwierdzić: „W imię całego Towarzystwa Kongregacja Generalna 35  prosi o Boże przebaczenie za wszystkie te sytuacje, w których członkom Towarzystwa brakowało miłości, taktu, czy też wierności w służbie Kościołowi. Jednocześnie Kongregacja potwierdza zaangażowanie Towarzystwa, by nieustannie wzrastać w miłości do Kościoła i dyspozycyjności wobec papieża”. Tego rodzaju deklaracje jezuici formułowali w przekonaniu, które tak oto wyraził o. Generał w świetnym wywiadzie dla „Przeglądu Powszechnego”: „Nie myślę, by lojalność wobec Kościoła czy hierarchii, albo współpraca czy nawet emocjonalne przywiązanie w naszej relacji do papieża, kiedykolwiek i w jakikolwiek sposób uniemożliwiły Towarzystwu być twórczym, odważnym, dynamicznym i myślącym”.

Zastanawiam się, co powyższe słowa oznaczają np. w kontekście sytuacji, jaka wytworzyła się przed nominacją abpa Głódzia na ordynariusza gdańskiego. Z jednej strony mieliśmy coś, co nazwałbym „histerią wykształciuchów”, do których dołączył Wałęsa ze swoim histerycznym: „To będzie nieszczęście dla Gdańska”, a z drugiej strony „święte” oburzenie tych, dla których już samo podjęcie dyskusji o nominacjach biskupich jest czymś wysoce niestosownym. Ja wciąż wierzę, że możliwa jest racjonalna dyskusja o Kościele, a zarazem lojalność wobec biskupów z papieżem na czele, gdzieś pomiędzy powyższymi skrajnościami.

Mistrzem eklezjalności, która nie oznacza ani naiwności, ani zasady „bmw”, był św. Ignacy z Loyoli. L.G. da Cámara w swoim „Memoriale” pisze: „W sobotę Ojciec [św. Ignacy] powiedział, że gdyby papież zreformował siebie, swój dom i kardynałów rzymskich, nie trzeba by nic więcej robić, cała reszta zrobiłaby się dość szybko sama”. A jednocześnie ten sam Ignacy nalega w swych „Ćwiczeniach Duchowych”: „Rezygnując z wszelkiego własnego sądu trzeba mieć umysł gotowy i skory do okazania posłuszeństwa we wszystkim prawdziwej oblubienicy Chrystusa, Pana naszego, czyli naszej świętej Matce, Kościołowi hierarchicznemu”. Św. Ignacy był mistykiem realistą. Nie był buntownikiem wytykającym palcem grzechy innych. Ignacy kocha Kościół właśnie dlatego, że ten Kościół jest poraniony. Co więcej, reformę Kościoła zaczyna przede wszystkim od siebie.

 

Dzień Dziękczynienia 4 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

May29

Jeżeli Świątynia Opatrzności Bożej stanie się eklezjalnym przedłużeniem Instytutu Pamięci Narodowej, to wyobrażam sobie pielgrzymki do niej prawdziwych Polaków, ale to za mało, by mówić o wizji Kościoła na przyszłość.

Już za kilka dni, w dzień dziecka i imieniny Jakuba, po raz pierwszy obchodzimy Dzień Dziękczynienia.

Dziękuję to słowo niezwykłe, o którym w codziennym zabieganiu często zapominamy. Koncentrujemy się na tym co przeszkadza, co nie wyszło, nie zaś na tym co dobre i pozytywne. Słowo ,,dziękuję” to klucz do otwierania ludzkiego serca i mnożenia dobra w drugim człowieku. Dzień Dziękczynienia to czas, kiedy można się na chwilę zatrzymać i popatrzeć na świat, który nas otacza, na jego piękno, ludzi, przyrodę i podziękować tym, którzy niosą nam dobro i uśmiech” – pisze abp. Kazimierz Nycz w specjalnym liście pasterskim (list w pliku pdf / w html).

Jednocześnie, przypomina metropolita warszawski, „od kilku lat na Polach Wilanowskich powstaje Świątynia Opatrzności Bożej, wotum obiecane przez Polski Sejm Czteroletni w 1792 roku. W jej wnętrzu mają znaleźć się ołtarze i kaplice oraz miejsca obrazujące najważniejsze momenty naszej historii – chrzest Polski, obronę Częstochowy, powstania narodowe, cud nad Wisłą, męczeństwo i hekatombę okupacji, Katyń, powstanie warszawskie. Ostatnia kaplica poświęcona będzie Janowi Pawłowi II, Prymasowi Tysiąclecia Kard. Stefanowi Wyszyńskiemu i ,,Solidarności”. Pragniemy, aby świątynia ta mogła stać się Sanktuarium Pamięci Narodowej, wotum Opatrzności Bożej za dar wolności, ale także naszym wyrazem pamięci i dziękczynienia za polskich świętych i miliony polskich bohaterów – znanych i nieznanych. W Centrum Opatrzności Bożej, w obrębie którego znajduje się świątynia, powstanie także niezwykłe muzeum Jana Pawła II i Prymasa Tysiąclecia, a w podziemiach krypta – Panteon Wielkich Polaków”.

Jak odbieracie pojawienie się nowego święta w kalendarzu?

Moim zdaniem, słusznie robi abp. Nycz. Świątynia Opatrzności potrzebuje swojego miejsca także w kalendarzu liturgicznym, by odnaleźć się np. w odniesieniu do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Pisała o tym kiedyś Józefa Hennelowa w Tygodniku Powszechnym. W tym samym artykule („Obiecaliśmy”, TP Nr 15/ 15 IV 2007) mówiła jednak: „Pytanie o ideę powstającej w Warszawie Świątyni Opatrzności Bożej prowadzi nas prosto ku pytaniu o przyszłościową wizję dla Kościoła w Polsce”. Czy idea, którą przedstawia abp. Nycz jest wystarczająca? Jeżeli Świątynia Opatrzności Bożej stanie się eklezjalnym przedłużeniem Instytutu Pamięci Narodowej, to wyobrażam sobie pielgrzymki do niej prawdziwych Polaków, Polaków-katolików, Matek Polek i katoendecji. Ale to za mało, by mówić o „przyszłościowej wizji Kościoła”. Idąc do przodu, nie można wiecznie patrzeć wstecz.

Program Dnia Dziękczynienia – 1 czerwca 2008

Akt Dziękczynienia Polski

VIII niedziela zwykła: Ja nie zapomnę o tobie 3 Autor: Wacław Oszajca SJ

May24

(Iz 49,14-15; 1 Kor 4,1-5; Mt 6,24-34)

W czwartek, w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, w procesjach obnosiliśmy po ulicach i drogach chleb. Przy czterech ołtarzach okadzaliśmy tę, chciałoby się powiedzieć, kromkę chleba, klękali przed nią, adorowali. Nasi bracia z Kościołów wschodnich trochę dziwują się tego typu pobożności.

Chleb przecież nie jest przeznaczony do oglądania czy też adorowania, ale jego przeznaczeniem jest bycie pokarmem.

Po prostu, chleb jest do jedzenia, a nie do podziwiania i obnoszenia. Warto nad tymi zastrzeżeniami względem naszej katolickiej pobożności się zastanowić.

czytaj dalej »

Palikot, bohater tygodnia 4 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

May24

PalikotPolitycy PO chcą ukarać Janusza Palikota za wywiad dla POLSKI The Times, a mnie się wydaje, że należy mu się nagroda. Inaczej ze Zbigniewem Chlebowskiem, który paniczne „ratuje sytuację”: – Wywiad Palikota w dzienniku “Polska” w minioną sobotę jest absolutnie skandaliczny. Będę wnioskował o wyciągnięcie bardzo surowych sankcji w stosunku do posła Janusz Palikota. – Słowa szefa klubu PO ośmieszają partię, a nie jej pomagają. Czy Palikot powiedział coś, pod czym nie można by się podpisać?

czytaj dalej »

Między projektem a przypadkiem 13 Autor: Małgorzata Felicka

May22

W trakcie dyskusji po wykładzie prof. Andrzeja Brodziaka na temat rozwoju życia, budowy kosmosu i zgodności obserwacji tych dwóch pól z teorią ewolucji dało się zaobserwować polaryzację stanowisk. Część słuchaczy, włącznie z prelegentem, wyrażała wątpliwość, czy teoria ewolucji w zadowalający sposób może tłumaczyć wskazane na wykładzie liczne złożone i zaskakujące zjawiska, czy wyjaśnień nie należy poszukiwać gdzie indziej, natomiast reszta, zwolennicy teorii ewolucji, wzbraniali się przed przyznaniem, że należy doszukiwać się w świecie czegoś, co wykraczałoby poza świat.

Spór taki nie jest czymś wyjątkowym, trwa właściwie od początku nowoczesnej nauki, zainteresowały mnie natomiast używane argumenty ze względu na ich warstwę językową, która jest, moim zdaniem, symptomatyczna i pozwalająca na dokonanie pewnego uogólnienia. Nietrudno było zauważyć, że po jednej stronie jak refren padało słowo „projekt” a po drugiej „przypadek”. czytaj dalej »

Inspiracje I 3 Autor: Andrzej Figas

May18

Chciałbym rozpocząć nowy cykl na Blogu. Ponieważ bardzo łatwo mnie zadziwić i zaskoczyć, czymś zafascynować a nie potrafię tego w sobie dusić, pomyślałem, że się będę tym z Wami dzielić, czy tego chcecie czy nie :-). Często się tak zdarza, że coś przeczytam, czy zobaczę i myślę sobie “wow, ten gość jest niesamowity!” Tak było z ostatnią listą Time 100.

Pracując w branży, w której pracuję, człowiek często musi wymyślać coś nowego, żeby nie zostać w tyle i czasami mnie to męczy. Męczy tak bardzo, że nic mi się czasami nie chce. Wtedy, żeby iść dalej jak królik Duracella trzeba się naładować. Ja baterię ładuję, oprócz uprawiania “nicnieróbstwa”, żywieniem się cudzym sukcesem. Kiedy czytam, że komuś się udało, że ktoś wpadł na niesamowity pomysł, coś osiągnął, to zachęca mnie to do dalszej pracy, w końcu też chcę być na Time 100 :).

I uwierzcie mi, lista Time 100 jest naprawdę niesamowita. Jest opisanych wiele ciekawych życiorysów ludzi, którzy naprawdę robią różnicę i faktycznie wpływają na ten świat, sprawiają, że jest lepszy. I w pewnym momencie trafiłem na sylwetkę Randy’ego Pauscha. Oto on:

czytaj dalej »

Gdzie jest zło w Dolinie Elah? 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

May18

Weteran wojenny dowiaduje się, że jego syn – żołnierz – wrócił właśnie z Iraku i już w kraju został poćwiartowany, a części jego zwłok podpalone. To wstęp do filmu „W Dolinie Elah”, który od tygodnia możemy oglądać w kinach. Ponieważ rolę ojca gra Tommy Lee Jones (ostatnio świetny np. w filmach „To nie jest kraj dla starych ludzi” czy „Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady”), nie czytałem recenzji, od razu do kina. Smutno i gorzko. Obraz oszczędny w środkach i mocny w przekazie.

Przede wszystkim przypomina on prostą prawdę, że pierwszą ofiarą wojny jest prawda. Reżyser Paul Higgs nienachlanie, ale dobitnie pokazuje kontrast między opisami wojny: w kraju i na miejscu zdarzeń. Z jednej strony – komentatorzy telewizyjni i politycy, którzy odmieniają „demokrację” przez wszystkie przypadki; z drugiej – chłopaki, młodzi żołnierze, którzy w zdaniach używają przerywników z półki o wiele niższej. Z jednej – wyobrażenie o heroicznej walce młodych narodowych bohaterów w imię szczytnych wartości; z drugiej – znęcanie się nad słabszym przeciwnikiem, narkotyki, wyuzdanie. Irak widzimy z filmików nagranych na komórkę – słabej jakości, przerażających dosłownością; film staję się jakby bliższy rzeczywistości – podobny obraz na komórce mógłby nagrać każdy (jak zrobić zdjęcia w Abu Ghraib).

Film nie pokazuje prostej sytuacji z biblijnej Doliny Elah, gdzie naprzeciw siebie stanęli Dawid i Goliat. Kim jest Dawid? Są nim tysiące młodych żołnierzy, bez doświadczenia, nieodpornych, wystawianych na próbę człowieczeństwa, którzy jednak próby nie przechodzą? A może Dawidem jest ojciec, który próbuje zrozumieć sens swojego życiorysu, nazwać dobro dobrem, a zło złem? Tylko – czym jest zło, kim jest Goliat? Na pewno jest większy i silniejszy, jednak, inaczej niż w Biblii i inaczej niż wielu filmach, trudny do zidentyfikowania i nazwania. Kapitulacja wydaje się jedynym rozwiązaniem, nie ma nadziei.

Krytycy piszą, że takie właśnie kino rozwija się po 11 września. Że klimat zagrożenia, świadomość istnienia wroga, który może zaatakować w dowolnym czasie i miejscu, udziela się w kulturze. Dlatego nie poznajemy motywów postępowania negatywnych postaci, nie dostajemy jasnego podziału na dobro i zło ani nawet zakończenia, które zamyka czas spędzony w kinie w klamrę, udzielając nam wszelkich odpowiedzi. Przeciwnie, podobne filmy pozostawiają z pytaniami. Opisują rzeczywistość krytycznie, zmuszają do zastanowienia, nie pozwalają na obojętność. To duża wartość w czasach, gdy przywykamy nazywać filmy komercyjną papką.

Niedziela Trójcy Świętej: Coraz piękniejsza panorama 2 Autor: Wacław Oszajca SJ

May17

(Wj 34,4b–6.8–9; 2 Kor 13,11–13; J 3,16–18)

Zanim zacznie się myśleć i mówić o Bogu, trzeba się ugryźć w język, gdyż cokolwiek pomyślimy i powiemy, zawsze będzie tego zbyt mało lub zbyt dużo. Nigdy w sam raz, gdyż jest to niemożliwe. Boga nazwać, opisać nie potrafimy, przekracza On przecież nieskończenie wszelkie nasze sposoby poznawania nie tylko Bożej rzeczywistości, ale i opowiadania o niej. Zawodzą nas również wyobraźnia i nasze marzenia. Nic więc w tym dziwnego, że gdy przychodzi nam mówić o Bogu Biblii, żydów i chrześcijan, popadamy w nie lada kłopot. Bóg jest jeden, ale w trzech osobach, jest duchem, ale ma ciało, mówiąc uczenie jest transcendentny i zarazem immanentny. W końcu już nie wiemy, jaki jest ten nasz Bóg. Jeden czy trzech, w niebie mieszka czy na ziemi, człowiekiem jest czy tylko niewidzialnym duchem? Ostatecznie poddajemy się i przestajemy się tym wszystkim przejmować. Być może jest to wyjście nienajgorsze z możliwych, bo przynajmniej zabezpiecza człowieka przed bałwochwalstwem. Pamiętamy przecież owego złotego cielca spod Synaju. Ulepiono go nie dlatego, że Izraelici zrezygnowali z Boga Jahwe, ale dlatego, że chcieli Go jakoś oswoić, dostosować do własnych potrzeb, a przez to upodobnić do innych bogów. Nic dziwnego, że Bóg na taki zabieg nie miał najmniejszej ochoty.

Jeśli więc, odmawiając we mszy Credo, mówimy, że Bóg jest jeden, ale w trzech osobach, że jest Ojciec, Syn i Duch Święty, że w osobie Jezusa są dwie natury, chcemy przez to powiedzieć, że Bóg jest miłością. Miłość przecież jest tam, gdzie jest ktoś, kto siebie oddaje drugiemu, a ten drugi odpowiada na ten dar, darowując siebie, i że takie wzajemne oddanie prowadzi do powstania kogoś trzeciego, kto będzie w sobie nosił owo oddanie i odpowiedź pierwszego i drugiego. To dlatego mistycy, chcąc cokolwiek sensownego powiedzieć o Bogu, układali erotyki, a Paweł apostoł, chcąc ukazać związek zachodzący między Jezusem a Kościołem, mówi o małżeństwie.

* * *

Ta niemożność opisania Boga może męczyć człowieka, a nawet prowadzić do przekonania, że gra niewarta świeczki, a więc zniechęcać i rozczarowywać. Tymczasem owa niemoc jest naszym największym skarbem, gdyż pozwala mieć nadzieję, że to, co przed nami, jest nieskończenie piękniejsze od tego, co już przeżyliśmy. Nasze dążenie do Boga można przyrównać do wspinaczki na wysoka górę. Im wyżej, tym góry coraz mniej, ale za to coraz więcej błękitu i słońca, i coraz wspanialsza panorama tego, co zostało za nami.

Niebo nad Londynem – brytyjski rząd informuje o UFO 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

May16

Rząd brytyjski otworzył swoje najbardziej bogate akta dotyczące UFO zgodnie z Freedom of Information Act. Kolejne będą wyciągane i przekazywane przez cztery lata do Narodowego Archiwum w Kew, w południowo-zachodnim Londynie.

Nick Pope z Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii mówi, że większość z obrazów UFO to prawdopodobnie błędnie zidentyfikowane światła samolotów albo meteory, ale niektóre z nich są trudniejsze do wyjaśnienia. Interesujący krok brytyjskiego rządu wywołał zainteresowanie w Ameryce. Goście programu Larry’ego Kinga w CNN zastanawiają się, dlaczego podobnych informacji nie udziela administracja USA…

British Government releases UFO files

Ich bin ein Berliner 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

May16

Posłuchałem Daniela Passenta, który na swoim blogu chwalił bilety pociągowe do Berlina za 19 euro, i sam postanowiłem odwiedzić stolicę Niemiec. Zwłaszcza, że myślałem o tym wcześniej; nigdy w Berlinie nie byłem, skutecznie omijając go przez prawie ćwierć wieku. Niesłusznie. Wracam i jestem pod wielkim wrażeniem.

Przede wszystkim współczuję – teraz tym bardziej – Kaczyńskiemu, nie mam pewności któremu, być może obu, rządzenia krajem bez znajomości takiego jak Niemcy sąsiada. Jeden z Kaczyński Brothers przyznał wszak (przed objęciem urzędu prezydenta/premiera), że nigdy w Niemczech nie był. Jak tu rozmawiać, gdy nie zobaczy się, co przedstawiciele Niemiec reprezentują? Dużo cierpliwości musi mieć kanclerz Merkel.

Podoba mi się też, jak Niemcy rozmawiają sami ze sobą. Mam na myśli ogólnie panujący, przynajmniej na pierwszy rzut oka, klimat: tutaj, obok parlamentu, przechodziła Love Parade, przed Reichstagiem na placu pokrytym trawą przesiadują młodzi Niemcy; spotykają się na wielu placach w mieście, nikomu nie przeszkadzają, nikt ich nie spisuje – jak u nas nawet za posiadanie z zamiarem spożycia – kiedy trzymają w ręku piwo, nie ma nawet widocznych policjantów. Sprawia to bardzo miłe wrażenie, że jest się w bezpiecznym miejscu.

Reichstag jest otwarty dla odwiedzających od 8 rano do północy. Każdy może wejść za darmo, przechadzać się wewnątrz jego szklanej kopuły z widokiem na salę obrad na dole. Symbol narodu i miasta stoi otwarty i przyciąga atrakcyjnością – to bardzo dobre rozwiązanie, które można by polecić naszym rodzimym urbanistom.

Z drugiej strony tuż obok wielka ambasada Rosji i pomnik żołnierzy radzieckich ze świecącym na słońcu sierpem i młotem. Sześć godzin pociągiem z Warszawy do Berlina to nic w porównaniu z dystansem jaki dzieli nasz stosunek do historii. W miejscu pamięci RFN na tablicy wymienieni są prześladowani homoseksualiści. Dość egzotyczne dla warszawiaka, ale i pouczające.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com