Wniebowstąpienie: Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? 4
(Dz 1,1-11; Ef 1,17-23; Mt 28,16-20)
Niebo, a gdzież ono jest? Do niedawna sprawa była prosta, przynajmniej dla tzw. prostego człowieka, a i dla uczonego również. Niebo jest nad ziemią i jest w tym niebie mniej więcej tak samo jak tutaj, tylko znacznie lepiej. To przekonanie uczeni udoskonalili, a może nawet popsuli, mówiąc, że musi ono być czysto duchowe, odarte z materii, bo w przeciwnym przypadku niebo byłoby zmienne, a więc obciążone niedoskonałością. Z tego powodu Ateńczycy elegancko odprawili z kwitkiem św. Pawła usiłującego przekonać ich do zmartwychwstania ciał. Oczywiście nie ma tam również czasu, gdyż ten, jak wiadomo, jest naszym zaciekłym wrogiem – śmierć nam niesie!
Pamiętając o tym wszystkim, nie dziwimy się apostołom, że stoją z zadartymi głowami i wpatrują się w niebo, czyli usiłują odnaleźć Jezusa tam, dokąd, jak sądzili, odszedł On w chwili śmierci. Jednocześnie zaczyna w ich głowach świtać inna możliwość, inny scenariusz losu Jezusa, a więc i ich, a co za tym idzie i nas. Przecież Syn Boży przyszedł do nich nie z zaświatów, ale z wnętrza ziemi, z łona kobiety. Po wypełnieniu misji zleconej Mu przez Boga Ojca znowu do ziemi powrócił. Pierwszy i ostatni raz widziano Go w grocie. A zatem, chcąc spotkać Boga chrześcijan, trzeba odważnie wychodzić naprzeciw światu, temu i takiemu światu, jaki w tej chwili jest.
Że ten sposób poszukiwania jest właściwy, najlepiej można się przekonać, sprawując mszę. To wtedy ta nasza materialna, cielesna, zmysłowa rzeczywistość, najpełniej odsłania swoje wnętrze, okazuje się Bożym ciałem.
* * *
Mówienie o niebie może się wydać niektórym czczą paplaniną. Śmierć przecież ich nie przeraża, nie interesują się nią, bo nie widzą powodu, dla którego mieliby istnieć wiecznie. Mają już dość tego życia, po co im jeszcze jego dalszy ciąg? Może więc, zanim zaczniemy mówić o niebie, spróbujmy mówić o ziemi, o jej pięknie. Może w ten sposób, przede wszystkim w znudzonych życiem, obudzimy chęć życia.




Kazde inne spojrzenie byloby wszak jedynie potwierdzeniem, ze religia rzeczywiscie jest opium ludu.
Znów wyrazy szacunku za piękny tekst.
Obawiam się jednak, że może Ksiądz zacząć obrywać za oddalanie się od ortodoksji. Z tego teksty bije judaistyczne przekonanie, że nie warto zajmować się spekulacjami o życiu po śmierci, lecz naprawiać ten świat. Gdy pisze Ksiądz, że Jezus wrócił do ziemi i że ostatni raz widziano Go w grocie – naraża się Ksiądz na zarzuty, że propaguje Ksiądz brak wiary w Zmartwychwstanie.
To trochę jak z Węcławskim, któremu media przykleiły łatkę, że nie wierzy w bóstwo Jezusa. Tak jakby wszyscy doskonale wiedzieli, czym jest “bóstwo”. Teraz tylko czekać, aż Księdza tekst odkryją ci, którzy lepiej wiedzą, czym jest “zmartwychwstanie”.
Jeśli dobrze zrozumiałam, o. Oszajca nie twierdzi, że nie należy wpatrywać się w niebo, tylko, że oprócz tego, trzeba zauważać Boga w Jego dziełach, zwłaszcza w człowieku, więc też działać na tym świecie. Nie ma tu więc alternatywy rozłącznej: albo niebo albo ziemia, lecz koniunkcja: i niebo i ziemia. Nie ma też wątpienia w zmartwychwstanie Chrystusa, lecz jest zwrócenie uwagi na to, że w określonym czasie Jezus Chrystus żył na ziemi w takiej postaci jak my.
Witaj Małgorzato :). Nie wiem czy udało mi się skutecznie zawiadomić Cię o pojawieniu się mojej odpowiedzi w formie postu “Przyjmijmy, że to prawda” :).