Artykuł

Niedziela Trójcy Świętej: Coraz piękniejsza panorama 2

May17

(Wj 34,4b–6.8–9; 2 Kor 13,11–13; J 3,16–18)

Zanim zacznie się myśleć i mówić o Bogu, trzeba się ugryźć w język, gdyż cokolwiek pomyślimy i powiemy, zawsze będzie tego zbyt mało lub zbyt dużo. Nigdy w sam raz, gdyż jest to niemożliwe. Boga nazwać, opisać nie potrafimy, przekracza On przecież nieskończenie wszelkie nasze sposoby poznawania nie tylko Bożej rzeczywistości, ale i opowiadania o niej. Zawodzą nas również wyobraźnia i nasze marzenia. Nic więc w tym dziwnego, że gdy przychodzi nam mówić o Bogu Biblii, żydów i chrześcijan, popadamy w nie lada kłopot. Bóg jest jeden, ale w trzech osobach, jest duchem, ale ma ciało, mówiąc uczenie jest transcendentny i zarazem immanentny. W końcu już nie wiemy, jaki jest ten nasz Bóg. Jeden czy trzech, w niebie mieszka czy na ziemi, człowiekiem jest czy tylko niewidzialnym duchem? Ostatecznie poddajemy się i przestajemy się tym wszystkim przejmować. Być może jest to wyjście nienajgorsze z możliwych, bo przynajmniej zabezpiecza człowieka przed bałwochwalstwem. Pamiętamy przecież owego złotego cielca spod Synaju. Ulepiono go nie dlatego, że Izraelici zrezygnowali z Boga Jahwe, ale dlatego, że chcieli Go jakoś oswoić, dostosować do własnych potrzeb, a przez to upodobnić do innych bogów. Nic dziwnego, że Bóg na taki zabieg nie miał najmniejszej ochoty.

Jeśli więc, odmawiając we mszy Credo, mówimy, że Bóg jest jeden, ale w trzech osobach, że jest Ojciec, Syn i Duch Święty, że w osobie Jezusa są dwie natury, chcemy przez to powiedzieć, że Bóg jest miłością. Miłość przecież jest tam, gdzie jest ktoś, kto siebie oddaje drugiemu, a ten drugi odpowiada na ten dar, darowując siebie, i że takie wzajemne oddanie prowadzi do powstania kogoś trzeciego, kto będzie w sobie nosił owo oddanie i odpowiedź pierwszego i drugiego. To dlatego mistycy, chcąc cokolwiek sensownego powiedzieć o Bogu, układali erotyki, a Paweł apostoł, chcąc ukazać związek zachodzący między Jezusem a Kościołem, mówi o małżeństwie.

* * *

Ta niemożność opisania Boga może męczyć człowieka, a nawet prowadzić do przekonania, że gra niewarta świeczki, a więc zniechęcać i rozczarowywać. Tymczasem owa niemoc jest naszym największym skarbem, gdyż pozwala mieć nadzieję, że to, co przed nami, jest nieskończenie piękniejsze od tego, co już przeżyliśmy. Nasze dążenie do Boga można przyrównać do wspinaczki na wysoka górę. Im wyżej, tym góry coraz mniej, ale za to coraz więcej błękitu i słońca, i coraz wspanialsza panorama tego, co zostało za nami.

Komentarze przez RSS

2 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. gościówa says:

    [i]Ostatecznie poddajemy się i przestajemy się tym wszystkim przejmować.[/i]

    To bardzo żydowskie. Judaizm nie ma teologii. W judaizmie nie spekuluje się ani o życiu po śmierci, ani o naturze Boga.

    Ten wpis to całkiem dobre podsumowanie dyskusji pod Księdza poprzednim wpisem – czy Bóg ma emocje?
    http://www.blogpowszechny.pl/2008/05/09/zeslanie-ducha-swietego-agnoscamus-peccata-nostra#comments

    Jednak pozostaje pewien problem. Żydzi nie spekulują, lecz wtedy jedyne co im pozostaje – to skrupulatnie wypełniać wszystkie 613 przykazań, bez zastanawiania się nad ich sensem. Chrześcijaństwo poszło jednak w inną stronę – uważa, że nad sensem trzeba się zastanawiać.

    Być może zastanawianie się nad tym, czy Bóg ma emocje, jest czystą spekulacją. Lecz można to zagadnienie postawić inaczej: Czy i jaki jest sens DLA CZŁOWIEKA w przepraszaniu Pana Boga? Do tego sprowadzała się nasza poprzednia dyskusja. I pewnie wszystkie takie dyskusje do tego się sprowadzają. Jaki jest w tym wszystkim sens dla człowieka? Dla mnie?

  2. Jarek says:

    Ale doktryna trynitarna jest przykazaniem! Jest o wiele bardziej przykazaniem anizeli czymkolwiek innym, w moim przekonaniu.
    Bog nie jest zadnym kosmicznym samotnikiem – jest wspolnota, komunia. I na obraz i podobienstwo tejze komunii zostalismy stworzeni. To bycie obrazem Boga-Komunii (o ktorej pisze ks. Oszajca, nawiazujac do mistykow) jest nam dane i jednoczesnie ZADANE. Jestescie komunia, wiec nia badzcie!
    ‘Miłość przecież jest tam, gdzie jest ktoś, kto siebie oddaje drugiemu, a ten drugi odpowiada na ten dar, darowując siebie, i że takie wzajemne oddanie prowadzi do powstania kogoś trzeciego, kto będzie w sobie nosił owo oddanie i odpowiedź pierwszego i drugiego’ – pisze Oszajca i dla mnie w tych slowach pobrzmiewa apel. Apel do dawania. ‘I tylko ten, kto dal siebie, dal wystarczajaco duzo’, pisze gdzies Kahlil Gibran.
    Krotko po rewolucji toczyla sie gdzies dyskusja pomiedzy prawoslawnym teologiem i marksista, w ktorej marksista zapytal (a w pytaniu ukrywal sie zarzut): ‘Jaki jest wasz program spoleczny?’. Odpowiedz brzmiala: ‘Przenajswietsza Trojca jest naszym programem spolecznym’.
    To nie jest wymowka, ale rzeczywiscie niezwykle ambitny i piekielnie trudny do zrealizowania program, ktory – na swoj sposob – starali sie ujac w slowa filozofowie-personalisci, przekuc w czyn wizjonerzy i dzialacze spoleczni. Oparta na wzajemnym dawaniu (sie) komunia osob jest naszym zrodlem, naszym celem, naszym programem do realizacji i rzeczywistoscia, w ktorej bierzemy udzial, zwlaszcza, gdy przystepujemy do Stolu Eucharystycznego. A co potem? Gdy juz od niego odejdziemy?
    Osobiscie z trudem moge sobie wyobrazic cos mniej spekulatywnego a bardziej praktycznego od doktryny trynitarnej.
    Jestem tu nowy i nie wiem czy regulamin tego blogu umozliwia zamieszczanie linkow do innych stron internetowych. Jezeli nie, z gory przepraszam, ale chcialbym zamiescic link do kazania wygloszonego w miniona niedziele w episkopalnej (anglikanskiej) Grace Cathedral w San Francisco, przez tamtejszego ‘deana’ Very Rev. Alana Jonesa. To, co staralem sie napisac powyzej, ks. Jones wyraza w nim o wiele lepiej. Moze komus sie to na cos przyda: http://www.gracecathedral.org/church/sermon/ser_20080518.shtml

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com