Gdzie jest zło w Dolinie Elah? 1
Weteran wojenny dowiaduje się, że jego syn – żołnierz – wrócił właśnie z Iraku i już w kraju został poćwiartowany, a części jego zwłok podpalone. To wstęp do filmu „W Dolinie Elah”, który od tygodnia możemy oglądać w kinach. Ponieważ rolę ojca gra Tommy Lee Jones (ostatnio świetny np. w filmach „To nie jest kraj dla starych ludzi” czy „Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady”), nie czytałem recenzji, od razu do kina. Smutno i gorzko. Obraz oszczędny w środkach i mocny w przekazie.
Przede wszystkim przypomina on prostą prawdę, że pierwszą ofiarą wojny jest prawda. Reżyser Paul Higgs nienachlanie, ale dobitnie pokazuje kontrast między opisami wojny: w kraju i na miejscu zdarzeń. Z jednej strony – komentatorzy telewizyjni i politycy, którzy odmieniają „demokrację” przez wszystkie przypadki; z drugiej – chłopaki, młodzi żołnierze, którzy w zdaniach używają przerywników z półki o wiele niższej. Z jednej – wyobrażenie o heroicznej walce młodych narodowych bohaterów w imię szczytnych wartości; z drugiej – znęcanie się nad słabszym przeciwnikiem, narkotyki, wyuzdanie. Irak widzimy z filmików nagranych na komórkę – słabej jakości, przerażających dosłownością; film staję się jakby bliższy rzeczywistości – podobny obraz na komórce mógłby nagrać każdy (jak zrobić zdjęcia w Abu Ghraib).
Film nie pokazuje prostej sytuacji z biblijnej Doliny Elah, gdzie naprzeciw siebie stanęli Dawid i Goliat. Kim jest Dawid? Są nim tysiące młodych żołnierzy, bez doświadczenia, nieodpornych, wystawianych na próbę człowieczeństwa, którzy jednak próby nie przechodzą? A może Dawidem jest ojciec, który próbuje zrozumieć sens swojego życiorysu, nazwać dobro dobrem, a zło złem? Tylko – czym jest zło, kim jest Goliat? Na pewno jest większy i silniejszy, jednak, inaczej niż w Biblii i inaczej niż wielu filmach, trudny do zidentyfikowania i nazwania. Kapitulacja wydaje się jedynym rozwiązaniem, nie ma nadziei.
Krytycy piszą, że takie właśnie kino rozwija się po 11 września. Że klimat zagrożenia, świadomość istnienia wroga, który może zaatakować w dowolnym czasie i miejscu, udziela się w kulturze. Dlatego nie poznajemy motywów postępowania negatywnych postaci, nie dostajemy jasnego podziału na dobro i zło ani nawet zakończenia, które zamyka czas spędzony w kinie w klamrę, udzielając nam wszelkich odpowiedzi. Przeciwnie, podobne filmy pozostawiają z pytaniami. Opisują rzeczywistość krytycznie, zmuszają do zastanowienia, nie pozwalają na obojętność. To duża wartość w czasach, gdy przywykamy nazywać filmy komercyjną papką.





Film jest naprawdę dobry, ale nie polecam go ludziom o słabych nerwach. Oglądałam go w sobotę i cały czas o nim myślę… Bardzo mocno pokazuje realne problemy związane z wojną.