List o nauczycielach 4
Wykazałabym się naiwnością i brakiem skromności, gdybym sądziła, że Cię przekonam do wiary w świętość Księgi jednym lub dwoma krótkimi wpisami. Na pewno nie od dziś się nad tym zastanawiasz. Przede wszystkim zgadzam się z Tobą całkowicie w najistotniejszej kwestii: nie można udawać, że się coś przyjmuje za prawdę. Nie można iść na łatwiznę i z machnięciem ręki przystawać na to, co mówią inni nie podejmując własnego wysiłku poznania. To jest dopiero lekceważenie Boga! Machnąć ręką na to, co się jawi umysłowi, zamknąć go na ukazującą się prawdę, to uznać bez walki, że wszystko jest bez sensu, to obrażać Boga i Jego objawienie. Wtedy można wyznawać tylko bożka, chociaż sądzi się, że wyznaje się Boga. Temu bożkowi na imię można by dać: lenistwo, „święty” spokój, konformizm itp. Natomiast dopóki szukamy prawdy, mamy szansę ją znaleźć. Zauważam u Ciebie to przekonanie, któremu sama hołduję – że tylko ja sama jestem odpowiedzialna za to, co uznam za prawdę. I sadzę, że oboje wiemy, że dla myślącego człowieka nie jest to sprawa prosta.
Jednak, mimo, że drogę do poznania przebywa się na własny rachunek, człowiek nie przebywa jej sam, bo towarzyszą mu inni ludzie. Ta okoliczność nam często umyka w czasach promujących wolność polegającą na niezależności, samodzielności i oryginalności. Dlatego dobrze jest zwrócić szczególną uwagę na to, że ciągle spotyka się kogoś, kto może coś pokazać, na coś naprowadzić. Słowem, spotyka się nauczycieli. Nawet jednak Dobry Nauczyciel – jak Jezusa nazywali niektórzy uczniowie – mimo Jego życia i Jego ofiary – nie wszystkich przekonał. I właśnie do tych, których nie przekonał, posyła innych nauczycieli. Odzywam się więc do Ciebie po to, żeby Ci opowiedzieć o moich nauczycielach i życzyć Ci wyczulenia uwagi na spotkania z Twoimi nauczycielami. czytaj dalej »


