Archiwum May 2008

List o nauczycielach 4 Autor: Małgorzata Felicka

May9

Wykazałabym się naiwnością i brakiem skromności, gdybym sądziła, że Cię przekonam do wiary w świętość Księgi jednym lub dwoma krótkimi wpisami. Na pewno nie od dziś się nad tym zastanawiasz. Przede wszystkim zgadzam się z Tobą całkowicie w najistotniejszej kwestii: nie można udawać, że się coś przyjmuje za prawdę. Nie można iść na łatwiznę i z machnięciem ręki przystawać na to, co mówią inni nie podejmując własnego wysiłku poznania. To jest dopiero lekceważenie Boga! Machnąć ręką na to, co się jawi umysłowi, zamknąć go na ukazującą się prawdę, to uznać bez walki, że wszystko jest bez sensu, to obrażać Boga i Jego objawienie. Wtedy można wyznawać tylko bożka, chociaż sądzi się, że wyznaje się Boga. Temu bożkowi na imię można by dać: lenistwo, „święty” spokój, konformizm itp. Natomiast dopóki szukamy prawdy, mamy szansę ją znaleźć. Zauważam u Ciebie to przekonanie, któremu sama hołduję – że tylko ja sama jestem odpowiedzialna za to, co uznam za prawdę. I sadzę, że oboje wiemy, że dla myślącego człowieka nie jest to sprawa prosta.

Jednak, mimo, że drogę do poznania przebywa się na własny rachunek, człowiek nie przebywa jej sam, bo towarzyszą mu inni ludzie. Ta okoliczność nam często umyka w czasach promujących wolność polegającą na niezależności, samodzielności i oryginalności. Dlatego dobrze jest zwrócić szczególną uwagę na to, że ciągle spotyka się kogoś, kto może coś pokazać, na coś naprowadzić. Słowem, spotyka się nauczycieli. Nawet jednak Dobry Nauczyciel – jak Jezusa nazywali niektórzy uczniowie – mimo Jego życia i Jego ofiary – nie wszystkich przekonał. I właśnie do tych, których nie przekonał, posyła innych nauczycieli. Odzywam się więc do Ciebie po to, żeby Ci opowiedzieć o moich nauczycielach i życzyć Ci wyczulenia uwagi na spotkania z Twoimi nauczycielami. czytaj dalej »

Zesłanie Ducha Świętego: Agnoscamus peccata nostra 16 Autor: Wacław Oszajca SJ

May9

(Dz 2,1–11; 1 Kor 12,3b–7.12–13; J 20,19–23)

Kiedy został zesłany Duch Święty? Pytanie niepozbawione podstaw. Zwykło się mówić, że zesłanie Ducha Świętego miało miejsce w Pięćdziesiątnicę, gdy Żydzi przynosili do Świątyni Jerozolimskiej pierwsze pszeniczne chleby wypieczone z nowo zebranego ziarna. Wspominano też przekazanie Mojżeszowi Tory, a więc Prawa, które było przez wieki – i dzisiaj jest dla Żydów, a więc i dla chrześcijan – słowem Boga, Jego samoobjawieniem, ujawnieniem Bożej miłości do ludzi, konstytucją Izraela i Kościoła. Nadanie Tory, według biblijnego opisu, odbywało się w niecodziennej scenerii. Błyskawice i grzmoty, trzęsienie ziemi, szczyt góry w ogniu i dymie, w obłoku, a ogłuszający dźwięk potężnej trąby wprawiły Izraelitów zabranych u stóp Synaju w przerażenie.

Podobna sceneria towarzyszy zesłaniu Ducha Świętego. Porywy gwałtownego wiatru, płomyki ognia. A gdy to wszystko działo się tam, gdzie znajdowali się wszyscy razem, w Świątyni Jerozolimskiej składano zapewne pierwociny z najnowszych zbiorów. Te dwa wątki zbiegają się w Wieczerniku. Oto Jezus, nowy Mojżesz i ktoś nieskończenie więcej niż Mojżesz, bo Syn Boży, pierworodny spośród umarłych, a więc Ten, który przemienił śmierć w życie, bo jako pierwszy z umarłych powstał do życia, nadaje Ludowi Bożemu nową Torę, nowe Prawo. Nie przekreśla On Prawa przekazanego przez Mojżesza, ale ukazuje jego najgłębszą głębię. W Dziejach Apostolskich mamy jeszcze inny opis zesłania Ducha Świętego. Już wieczorem, w dniu swego powstania z martwych, Jezus spotyka się z apostołami. Jan ewangelista mówi, że Jezus tchnął na nich, a to znaczy, że zachował się tak jak Jego Ojciec, gdy stwarzał człowieka. Tchnienie ust Bożych ożywiło martwą bryłę gliny. Jezus, naśladując Ojca, czyni to samo, co On, ożywia tych, których pragnie wysłać do innych ludzi z radosną nowiną, że Bóg w swoim nastawieniu do ludzi jest niezmienny. Dzięki temu możliwe jest odpuszczenie grzechów, to znaczy możliwy jest powrót człowieka do Boga.

* * *

Skoro Duch Boży sprawił, że ludzie, mówiący obcymi językami, mogli się zrozumieć, warto zastanowić się choćby nad taką sprawą. Tekst łaciński mszalnego wezwania do aktu pokuty wygląda tak: Fratres, agnoscamus peccata nostra. Tymczasem najczęściej to zdanie tłumaczy się: Przeprośmy Boga za nasze grzechy. Jakim cudem słówko „agnoscamus”, które znaczy: „przyjąć do wiadomości”, „spostrzec”, „rozpoznać”, „przyznać”, „uznać”, „zgodzić się na…”, naraz zaczęło znaczyć „przeprośmy”, trudno dociec. A przecież to nie Bóg się na nas pogniewał, tylko my na Niego, bo na tym polega grzech.

Ile kiczu w Kościele? 4 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

May5


(fot. http://www.dfv.pl/)

„Pojawienie się przemysłu dewocyjnego , który wyparł sztukę sakralną z bardzo wielu miejsc, gdzie powinna się ona znajdować, to zjawisko niejednoznaczne w swej genezie”, pisał Andrzej Osęka w Przeglądzie Powszechnym z lutego 1983 r. Rzecz, zauważał, bada się bardzo rzadko, „jakby stanowiło tabu. Historycy sztuki, krytycy zadowalają się zwykle krótkimi ocenami, czy też hipotezami , z których żadna nie wyczerpuje istoty zagadnienia”. Wracamy do tematu – w majowym Przeglądzie pytamy o kicz w Kościele.

Ks. Michał Janocha w artykule „Sacrum verkitschen” twierdzi, że „kultura wysoka wyrasta z fascynacji tajemnicą życia, jego początków i końca, piękna i grozy, eros i thanatos. W chrześcijaństwie te potężne siły zostają pogodzone, a zarazem przekroczone, znajdując spełnienie w agape, miłości ukrzyżowanej i zmartwychwstałej. Kicz karmi się tymi samymi ideami, przekształcając eros w trywialną erotykę lub wulgarną pornografię, a thanatos w tanią sensację”.

„Obecność kiczu we współczesnej sztuce kościelnej związana jest z romantyczną skłonnością do odrealnienia rzeczywistości, do nawiązania złudnej relacji między sferą ludzką i nadprzyrodzoną” – uważa Jacek Głażewski („W podziemiach katedry”). Ale „tendencja ta przynosi rezultaty odmienne od założeń wyjściowych” – pointuje.

„Kościoły są takie, jak ludzie, którzy je budowali i którzy się w nich modlą. Można jednak odnieść wrażenie, że to, co zostało wniesione do nowo powstałych polskich sanktuariów, da się sprowadzić do grzechów pychy, nieumiarkowania, drobnych oszustw i powierzchowności. Widać to wyraźnie w tych budowlach, które przecież miały być miejscem spotkania człowieka z Bogiem”, zwraca uwagę Julita Jaśkiewicz-Macek (Kościół – Boska przestrzeń).

Mimo że oszczędność to cnota, której nam często brakuje, „czy jednak wznoszenie z taniego materiału świątyni i wypełnianie jej marnymi sprzętami jest uzasadnione?” – pyta Agnieszka Bender („Sztuka sakralna – potrzeba refleksji”).

Andrzej Osęka uważał, że ratunkiem dla sztuki sakralnej może być zaangażowanie wielkich indywidualistów, jak Gauguin, Rouault czy Nowosielski. „Wymagałoby to jednak akceptacji takich form duchowego i artystycznego doświadczenia, które noszą wyraźne piętno osobiste”. Jak bronić się przed kiczem w Kościele? O ile to możliwe.

Poczytaj więcej:
Kicz jest groźniejszy od herezji – Gazeta Wyborcza
Usłyszeć własny język. Jakiej sztuki potrzebują polskie kościoły? – Tygodnik Powszechny

Zdarta płyta Lecha Kaczyńskiego 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

May4

3 Maja – kolejne przemówienie Lecha Kaczyńskiego, kolejny dramat. Znów usłyszałem słowa polityka, któremu poczucie niższości uniemożliwia zajęcie odpowiedzialnego stanowiska. Dlaczego jako szóste co do wielkości państwo w Unii Europejskiej mamy się nie czuć jako jej pełnowartościowy członek, ale traktować ją jako zewnętrzne zagrożenie? W takim duchu mówi prezydent. Może Unia nie jest jego Unią, ale integrację popiera dziś 88 proc. Polaków. Co Lech Kaczyński ma im do zaproponowania?

- Oligarchowie zdołali wygrać, korzystając zresztą z obcej pomocy, i doprowadziło to do upadku państwa – mówił rok temu. Zapewniał też, że obecnie “będziemy walczyć aż do chwili, gdy prawo w Polsce będzie równe dla wszystkich”. Dramatem jest fakt, że do tej retoryki prezydent przywykł i dziś powtarzał, jaką przeszkodą było dla oligarchów silne państwo polskie. Dla politycznego efektu rozwijał proste analogie do współczesności.

Podkreślał mocno znaczenie naszych kontaktów z krajami za wschodnią i południowo-wschodnią granicą. Za Giedroyciem mówił, że “im więcej będziemy mieli przyjaciół na wschodzie, tym większe będzie nasze znaczenie na zachodzie”. Ale znów: w ustach prezydenta to puste słowa. Jak polityka, która za nimi stoi. Bo chce on być rzecznikiem Gruzji, ale swych posunięć nie uzgadnia nawet z polskim rządem. Do tego znów konstruuje fałszywą konfrontację wschodu, czyli Polski i jej przyjaciół, z zachodem – wrogimi państwami UE. Tylko czy przypadkiem nie jest tak, że nasi wschodni sąsiedzi z Unii nie radzą sobie w niej lepiej niż my? Czy jesteśmy potrzebni do szczęścia Litwie, Łotwie i Estonii? Symbolicznie tak, co pokazał dziś w dobrym przemówieniu przedstawiciel litewskiego Sejmu. A praktycznie?

***

Nie jestem wielbicielem Donalda Tuska, ale gdyby się zastanowić nad alternatywną historią dwóch ostatnich miesięcy, możliwe, że prezydent Tusk zorganizował porządne obchody Marca bez dzielenia uczestników tych wydarzeń na słusznych i niesłusznych, z Orłem Białym dla Michnika; możliwe, że Lizbona dawno byłaby podpisana; możliwe, że jako pierwsza w Europie – co moglibyśmy podkreślić, świętując uchwalenie pierwszej na kontynencie konstytucji. I tak dalej. Po dzisiejszym przemówieniu jestem mimo wszystko spokojnieszy: jeżeli prezydent Kaczyński nie ma nic nowego do powiedzenia, można mieć nadzieję, że większość nie da mu szansy po raz drugi.


źródło: Gazeta Wyborcza, 2.05.2008

Przyjmijmy, że to prawda 4 Autor: Rafał Figas

May3

Tekst ten jest kontynuacją dyskusji pomiędzy mną a Małgorzatą Felicką. Dyskusja ta rozpoczęła się od mojego określenia Biblii (głównie Starego Testamentu) jako „książki o facecie w rybie”. Małgorzata zaś stara się bronić mądrości i natchnionego charakteru tego utworu.

Biblię dzielę w swoich analizach na Stary i Nowy Testament. Wielokrotnie już wspominałem, że dużo łatwiej mi zaakceptować mądrość i natchniony charakter Nowego Testamentu niż Starego, choć i tu wielu może mieć wątpliwości.

Stary Testament jest zbiorem różnych pism o słabo znanym pochodzeniu. Również sposób i zasady wyboru tych pism mogą budzić wątpliwości. W uproszczeniu można rzec, że kilku facetów zebranych jako następcy apostołów usiadło i jedne pisma zatwierdziło, a inne odrzuciło. W dodatku ci sami lub ich następcy dokonali korekt uznając, że jedne zasady wygasły, a inne nie. Wystarczy się przyjrzeć chociażby wspominanemu wielokrotnie przeze mnie zakazowi tworzenia obrazów Boga zawartych w oryginalnych 10 przykazaniach czy też zakazowi przetaczania krwi, czy dziesiątkom innych zasad zawartych chociażby w Księdze Kapłańskiej. A żeby dodać jeszcze więcej dramatyzmu do całej sytuacji warto przypomnieć, że owi następcy apostołów wielokrotnie wykazywali się delikatnie rzecz ujmując niewielką moralnością zwłaszcza jak na nasze obecne standardy. To byli bardziej szamani z lokalnej wioski niż wielkie umysły, oczywiście w kategoriach dzisiejszego świata patrząc.

Przyjmijmy jednak, że to wszystko co nam się mówi to prawda. Przyjmijmy, że w tych pismach mówi do nas Bóg, przyjmijmy, że to jego słowo pisane ręką natchnionego autora. Zastanówmy się jakie są konsekwencje takiego założenia?

czytaj dalej »

Wniebowstąpienie: Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? 4 Autor: Wacław Oszajca SJ

May3

(Dz 1,1-11; Ef 1,17-23; Mt 28,16-20)

Niebo, a gdzież ono jest? Do niedawna sprawa była prosta, przynajmniej dla tzw. prostego człowieka, a i dla uczonego również. Niebo jest nad ziemią i jest w tym niebie mniej więcej tak samo jak tutaj, tylko znacznie lepiej. To przekonanie uczeni udoskonalili, a może nawet popsuli, mówiąc, że musi ono być czysto duchowe, odarte z materii, bo w przeciwnym przypadku niebo byłoby zmienne, a więc obciążone niedoskonałością. Z tego powodu Ateńczycy elegancko odprawili z kwitkiem św. Pawła usiłującego przekonać ich do zmartwychwstania ciał. Oczywiście nie ma tam również czasu, gdyż ten, jak wiadomo, jest naszym zaciekłym wrogiem – śmierć nam niesie!

Pamiętając o tym wszystkim, nie dziwimy się apostołom, że stoją z zadartymi głowami i wpatrują się w niebo, czyli usiłują odnaleźć Jezusa tam, dokąd, jak sądzili, odszedł On w chwili śmierci. Jednocześnie zaczyna w ich głowach świtać inna możliwość, inny scenariusz losu Jezusa, a więc i ich, a co za tym idzie i nas. Przecież Syn Boży przyszedł do nich nie z zaświatów, ale z wnętrza ziemi, z łona kobiety. Po wypełnieniu misji zleconej Mu przez Boga Ojca znowu do ziemi powrócił. Pierwszy i ostatni raz widziano Go w grocie. A zatem, chcąc spotkać Boga chrześcijan, trzeba odważnie wychodzić naprzeciw światu, temu i takiemu światu, jaki w tej chwili jest.

Że ten sposób poszukiwania jest właściwy, najlepiej można się przekonać, sprawując mszę. To wtedy ta nasza materialna, cielesna, zmysłowa rzeczywistość, najpełniej odsłania swoje wnętrze, okazuje się Bożym ciałem.

* * *

Mówienie o niebie może się wydać niektórym czczą paplaniną. Śmierć przecież ich nie przeraża, nie interesują się nią, bo nie widzą powodu, dla którego mieliby istnieć wiecznie. Mają już dość tego życia, po co im jeszcze jego dalszy ciąg? Może więc, zanim zaczniemy mówić o niebie, spróbujmy mówić o ziemi, o jej pięknie. Może w ten sposób, przede wszystkim w znudzonych życiem, obudzimy chęć życia.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com