Artykuł

Między goryczą i nadzieją 2

Jun3

Być może jedną z największych trudności w zrozumieniu i ocenie historii III Rzeczpospolitej jest – paradoksalnie – wielkie medialne zainteresowanie bardziej i mniej doniosłymi zdarzeniami w świecie polityki, nieustanne koncentrowanie się na detalach. Wyolbrzymianie znaczenia nawet drobnych decyzji politycznych – deformuje perspektywę, oddala kwestie zasadnicze, przez co frazes wykrzyczany z trybuny sejmowej, zmiany w składzie rządu i problem bezrobocia zrównują się pod względem istotności. Co więcej, za sprawą dużych nadawców usuwają się w cień całe obszary wiedzy, np. przemiany w obyczajowości, wpływ mediów na pojmowanie kultury wysokiej – chyba że dadzą się przedstawić w formie ciekawostki czy anegdoty.

Piotr Wojciechowski w swojej książce „Café Navarra” podejmuje próbę syntetycznego opisu kultury (politycznej, obyczajowej, religijnej) polskiego społeczeństwa po przełomie roku 1989. Zastanawia się nad zależnościami między demokratyzacją życia publicznego a moralnością, rozważa wpływ popularnych audycji telewizyjnych i kolorowych czasopism na świadomość młodego pokolenia, ostrzega przed niebezpieczeństwami, jakie niesie ze sobą rozwój nowych technologii. Autor postawił sobie zatem ambitne, interdyscyplinarne zadanie określenia obecnej sytuacji cywilizacyjnej Polaków. Przy tego typu przedsięwzięciach – w dobie bardzo daleko posuniętej specjalizacji – zawsze można postawić zarzuty ogólności, powierzchowności, przekraczania kompetencji, ale chyba nie mniejsza byłaby wina zaniechania: niebezpieczeństwo wzrasta, kiedy każdy zamyka się w swojej kajucie i nie ma komu pilnować kierunku rejsu. W pewnym znaczeniu książka ta została napisana przeciw rozszczepieniu uwagi, przeciw medialnemu informacyjnemu rozdrobnieniu, przeciw dezorientującej lawinie strzępów wiadomości.

Spoiwem refleksji o podziałach politycznych i pokoleniowych, o narodowych mitach, o peerelowskim „dziedzictwie zamętu” jest wrażliwość obywatelska doświadczonego pisarza i publicysty, co skutkuje gorzkim tonem przy ocenie wielu zjawisk społecznych – postępującej marginalizacji autorytetu rodziców albo przechwytywaniu i wulgaryzacji dawnych motywów kultury duchowej przez twory współczesnej i schematycznej kultury show-businessu. Upiorom PRL-u, skarykaturyzowanej demokracji (zamienionej w mediokrację), logice pieniądza i logice komputera Piotr Wojciechowski stara się jednak przeciwstawić polską siłę ducha: (…) „mimo klęsk Polacy stali się mistrzami elastycznego, wariantowego myślenia, życiowego dynamizmu, ocalili też nieporównywalnie skuteczniej niż inni Europejczycy powszechne zakorzenienie w kulturze chrześcijańskiej”. Powyższe słowa otuchy wydają się dyskusyjne. Myślę, że z powodzeniem można bronić tezy, że masowe uczestnictwa w niektórych uroczystościach kościelnych, deklaracja wiary, łączenie Boga w triadę wespół z Honorem i Ojczyzną oraz przejęcie po przodkach systemu nakazów i zakazów moralnych – jeszcze nie wystarczą do mówienia o „powszechnym zakorzenieniu w chrześcijaństwie”. Jakkolwiek te postawy i zachowania często łączą się ściśle z przyjęciem chrześcijańskiego systemu wartości, należałoby jeszcze zadać pytania: Jak realizowane jest przykazanie miłości bliźniego? Jak realizowane są przykazania dekalogu? Bardzo trudno odpowiedzieć, a to te kwestie są wyznacznikami rzeczonego „zakorzenienia”.

Trafiają do wyobraźni przewidywane przez autora skutki uwikłania człowieka w gęstą sieć rozwiniętej technologii medialnej. Społeczeństwo wciąż słabo uświadamia sobie zagrożenia zawarte w rozwijającym się świecie gier komputerowych: starsze pokolenia mają z nimi małą styczność, młodsze – często nie widzą problemu, bo wirtualny świat stał się dla nich oczywistością. Podzielając obawy autora, postawiłbym jednak znak zapytania przy twierdzeniu, że „komputerowa niemoc” prowadzi do „bądź magii >inteligencji emocjonalnej<, bądź stadnego uczestnictwa w rozrywce, przybierającego nieraz pewne cechy zachowań orgiastycznych (imprezy typu Love Paradę itp.)”. Na uproszczenie wygląda również inna teza: „Kiedy się czyta te recepty dla scenarzystów [telenowel], jasne stają się preferencje wyborcze tych, którzy głosują na partie populistyczne. To w większości wychowankowie telenowel”. Niewykluczone, że i populista, i twórca niekończącego się serialu mogą wykorzystywać zestaw tych samych prostych opozycji i kontrastów, ale stąd jeszcze daleko do prostej relacji telenowela – głos na populistę.

Chociaż niektóre zarzuty (dla ścisłości: w niektórych fragmentach wysuwane przez wyimaginowanego bohatera eseju) wydają się niesłuszne, np. te dotyczące zakamuflowanej formy pornografii w pismach młodzieżowych, wiele spostrzeżeń jest tyleż celnych, co niepokojących: „Próbowałem kiedyś w grupie zaawansowanych technologicznie licealistów zapoczątkować dyskusję na temat antropologicznego czy kulturowego znaczenia „przygody”. Wyszło fatalnie – tym nastolatkom przygoda kojarzy się jednoznacznie jako przypadkowy pozamałżeński stosunek seksualny. Przygoda jako los odkrywcy, badacza, ratownika, podróżnika. Przygoda intelektualna czy artystyczna? Nawet nie było jak im tego tłumaczyć”.

W innym miejscu autor „Café Navarry” pisze: „(…) dziś podstawowym problemem [dziennikarstwa] jest nie to, że dziennikarz miesza swój komentarz do relacji o zdarzeniach. Podstawowym problemem jest istnienie świadomości i podświadomości medialnej – czyli mieszanie się w psychice widzów tego, co jest wynikiem pracy dziennikarza, z tym, co produkują reżyserzy filmów fabularnych i dokumentalnych, różnego rodzaju showmani od wywiadów, dyskusji, ąuizów, a także — co dla podświadomości medialnej wyjątkowo ważne – specjaliści od reklamy”. Do wnikliwych obserwacji Piotra Wojciechowskiego dołączyć wypada jeszcze jedną, fundamentalną kwestię – może nawet nie dość wyraźnie zaznaczoną w eseju, mianowicie selekcję informacji. Za niskim poziomem i błahością przekazów prezentowanych w mediach o największym zasięgu (radio, telewizja, internet) kryje się bowiem manipulowanie zdarzeniami w ten sposób, że informacja o kłopotach obyczajowych jednego z posłów wypiera informację o niedożywieniu dzieci; że – jak zaznaczał m.in. Ryszard Kapuściński – widz ma wrażenie, że największym problemem świata jest terroryzm, podczas gdy de facto jest nim głód. Wielcy nadawcy emitują zatem to, co ma charakter zdarzeniowy, pomijają zaś nudnawą dla nich procesowość – nawet jeżeli rzecz dotyczy miliardów ludzi. Do rozważań autora „Café Navarry” o świadomości i podświadomości medialnej warto dołączyć więc złożone i bardzo szkodliwe zjawisko medialnej nieświadomości.

Mimo że książkę otwiera i zamyka dobre słowo – esej Piotra Wojciechowskiego pełen jest obaw o przyszłość Polski. Wiążą się one często ze sprawami rzadko dyskutowanymi, z pozoru drobniejszymi – a w rzeczywistości równie dokuczliwymi: „Trzeba wyobraźni i wiary, aby mieć głębokie przekonanie, że ponad przestrzenią bez dialogu cokolwiek z kultury „twórców i dzieł” dociera do obszarów kultury „społeczeństwa niczyjego”, obojętnego wobec wartości. Myślę o tym społeczeństwie, zbierając śmieci nad Jeziorkiem Czerniakowskim. Boję się, że niezależnie od tego, jak udatnie wystawiać będziemy Wyspiańskiego i grać Szymanowskiego – oni muszą śmiecić, naiwnością jest oczekiwać, że cudownie przestaną”. To m.in. obywatelskie zaangażowanie autora czyni z „Café Navarry” lekturę ciekawą i zachęcającą do dyskusji.

+
Proza, której nie ma
Kawa po polsku

Komentarze przez RSS

2 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. [...] Między goryczą i nadzieją Kawa po [...]

  2. [...] Między goryczą i nadzieją Proza, której nie ma [...]

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com